Miejsce akcji: dom spokojnej starości gdzieś w Holandii
Dużo starszych ludzi, którzy nie widzieli sensu swego istnienia. Rodziny ich nie odwiedzały, no tak sobie wegetowali. Czekali na ten koniec, który dla niektórych nadchodził szybciej, a dla innych wolniej.
Niestety, niestety dla tego ośrodka pojawił się czynnik zewnętrzny. Młody człowiek, który nawet po niemiecku ledwo dukał, nie mówiąc o języku holenderskim, w którym znał może z 10 słów.
Ale ten czynnik spowodował wręcz rewolucyjne zmiany w tym ośrodku. Starsi in gremio pensjonariusze tego przybytku nagle nabrali wigoru. Chcieli coś robić, najczęściej chcieli pomóc owemu młodemu człowiekowi nauczyć się języka, oprowadzić go po miejscach swego dzieciństwa i młodości. Pokazać cokolwiek.
W czym tkwiła tajemnica. Otóż ten młody człowiek, który przyjechał do pracy, skądinąd niezbyt ambitnej, bo przecież trudno uznać za ambitną pracę opiekę nad zdemenciałymi starcami, ten człowiek przemówił do nich ludzkim głosem. Tak po prostu, ludzkim głosem.
Temu staruszkowi przybił piątkę na dzień dobry, tamtej starszej pani ucałował dłoń gdy się witał i tak codziennie, dzień po dniu, gdy przychodził do tej pracy.
Ci ludzie poczuli się potrzebni. Ktos ich potrzebował a jednocześnie sprawował nad nimi opiekę. Bo jako osoby starsze i częstokroć zdziwaczałe i zdemenciałe tej opieki wymagali.
Nie znam zakończenia tej historii.
Wiem jedno. W tym ośrodku ilość chętnych na eutanazję drastycznie spadła.
P.S.
ten pielęgniarz to chłopak z Polski.
This world is totally fugazi
Andrzej.A
"W świetle najnowszych badań historia Polski od 1914 roku winna być napisana od początku" [prof. Paweł Wieczorkiewicz] Obawiam się, że profesor się mylił. Nie tylko historia Polski i nie tylko od 1914, ale historia wszystkich krajów i w praktyce powinniśmy się cofnąć o tysiąc lat i napisać jak było, a nie bajki z mchu i paproci.
15 stycznia 2013
08 stycznia 2013
Zmienić kodeks postępowania karnego (chyba)
Zastrzeżenie. Nie jestem prawnikiem.
W związku z ogłoszeniem wyroku przez sędziego T. w sprawie doktora G. i sławetnych słów porównujących działania CBA do czasów stalinowskich pojawiło się multum komentarzy, które są czystą żywą hipokryzją zarówno z jednej jak i z drugiej strony.
Jedni są za, exemplum Bogusław Święczkowski, który mówi, pewnikiem zgodnie z prawdą, że nie ma zakazu nocnych przesłuchań. Pewnie nie ma.
Inni za, tylko w drugą stronę.
Następuje wyciąganie i chwalenie się przodkami, którzy siedzieli w więzieniach za stalinizmu - mówiąc wprost żenujące.
Biorąc jednak pod rozwagę to co napisał B. Sumliński w swojej książce "Z mocy bezprawia", zwłaszcza pierwsza część tej książki, gdzie opisane jest samo aresztowanie redaktora i to jak był traktowany - brak możliwości kontaktu z rodziną, brak możliwości ustanowienia pełnomocnika prawnego. Pełne odcięcie od świata.
To właśnie te rzeczy wskazują na to, że przepisy KPK winny być zmienione.
Tylko, że nad ta kwestią nikt się nawet nie zająknie. Mielone jest za to w mediach w sposób bezsensowny to, czy sędzia T. przekroczył, czy też nie swoją rolę.
Gdyby KPK nie zezwalał na przesłuchiwanie kogokolwiek bez obecności reprezentanta prawnego, zmuszał przedstawicieli służb do poinformowania osoby przesłuchiwanej o przysługującej jej prawach, zmuszał przesłuchujących do umożliwienia osobie przesłuchiwanej poinformowania rodziny i lub innych osób (adwokata), to wtedy takiej sytuacji by nie było.
Należy niestety powiedzieć, że nikt nie jest zainteresowany zmianami w KPK. Bo istniejąca sytuacja jest wygodna dla służb, a politycy różnych opcji również nie są zainteresowani żadnymi zmianami w tym zakresie.
This world is totally fugazi
Andrzej.A
W związku z ogłoszeniem wyroku przez sędziego T. w sprawie doktora G. i sławetnych słów porównujących działania CBA do czasów stalinowskich pojawiło się multum komentarzy, które są czystą żywą hipokryzją zarówno z jednej jak i z drugiej strony.
Jedni są za, exemplum Bogusław Święczkowski, który mówi, pewnikiem zgodnie z prawdą, że nie ma zakazu nocnych przesłuchań. Pewnie nie ma.
Inni za, tylko w drugą stronę.
Następuje wyciąganie i chwalenie się przodkami, którzy siedzieli w więzieniach za stalinizmu - mówiąc wprost żenujące.
Biorąc jednak pod rozwagę to co napisał B. Sumliński w swojej książce "Z mocy bezprawia", zwłaszcza pierwsza część tej książki, gdzie opisane jest samo aresztowanie redaktora i to jak był traktowany - brak możliwości kontaktu z rodziną, brak możliwości ustanowienia pełnomocnika prawnego. Pełne odcięcie od świata.
To właśnie te rzeczy wskazują na to, że przepisy KPK winny być zmienione.
Tylko, że nad ta kwestią nikt się nawet nie zająknie. Mielone jest za to w mediach w sposób bezsensowny to, czy sędzia T. przekroczył, czy też nie swoją rolę.
Gdyby KPK nie zezwalał na przesłuchiwanie kogokolwiek bez obecności reprezentanta prawnego, zmuszał przedstawicieli służb do poinformowania osoby przesłuchiwanej o przysługującej jej prawach, zmuszał przesłuchujących do umożliwienia osobie przesłuchiwanej poinformowania rodziny i lub innych osób (adwokata), to wtedy takiej sytuacji by nie było.
Należy niestety powiedzieć, że nikt nie jest zainteresowany zmianami w KPK. Bo istniejąca sytuacja jest wygodna dla służb, a politycy różnych opcji również nie są zainteresowani żadnymi zmianami w tym zakresie.
This world is totally fugazi
Andrzej.A
31 grudnia 2012
Stealmate
Tytuł mojego wpisu jest pojęciem szachowym, ale według mnie nie oddaje absolutnie tego z czym mamy do czynienia.
Ponadto szachy są grą o pełnej informacji - obaj gracze widzą wszystkie figury i ich położenie.
Dużo lepszą analogią do tego z czym się na co dzień borykamy jest brydż.
Wprawdzie ilość kombinacji (sposobów rozdania kart) wynosi jedynie 2.4E13, co wobec ilości możliwych ruchów w szachach (100^300) jest znikome, to jednak brydż jako gra o niepełnej informacji dla gracza jest dużo atrakcyjniejsza jak również dużo bardziej podobna do tego czym jest życie i polityka.
Ponadto jako komentator życia politycznego nie mający dostępu trwałego do informacji pochodzących "z tyłu sklepu warzywnego" jestem skazany, podobnie jak większość blogerów, na informacje pochodzące z mediów, co jest czasami niezwykle irytujące.
Mijający rok był, no właśnie, jaki był mijający rok.
Zły, fatalny, tragiczny. A może wręcz przeciwnie, niezwykle pozytywny.
Wszystko zależy od tego jaką miarę przyłożymy, na co będziemy zwracać uwagę, co uznamy za czynnik istotny.
Bo jeżeli spojrzymy na wyczyny obecnego rządu na arenie wewnętrznej jak i międzynarodowej, to nie ma według mnie żadnego pozytywu, który mógłby zostać zaliczony jako coś co by można nazwać sukcesem.
Ale jeżeli spojrzymy na społeczeństwo, nastroje społeczne. To euforia, która jeszcze rok temu była wśród ludzi na ulicach gdzieś powoli znika.
Niektórzy mówią, że Polacy jako naród się budzą, powoli, ale jednak. Ja bym powiedział inaczej. Do dużych grup zaczyna docierać prawda o otaczającej rzeczywistości. Jeszcze z oporami, jeszcze powoli, ale jednak. Coś tam komuś przestaje sztymować w cukierkowym obrazie serwowanym przez media. To z jednaj strony dużo, ale czy dostatecznie dużo. I czy ci ludzie w swej masie nie zadowolą się znowu jakąś namiastką zmiany, jeśli ponownie dojdzie do przesilenia.
Olbrzymia ilość ludzi w Polsce dała się złapać w pułapkę, nawet nie kredytową, ale zinterpretowała skok technologiczny jakiego doświadczamy jako tą upragniona transformację, to polepszenie warunków egzystencji. Przypisali tą zmianę rządzącym i się na tym zafiksowali. To jest analogiczne do tego co miało miejsce po II WŚ. Ludzie na wsi, nie wszyscy, ale znaczna część, zinterpretowali elektryfikację i inne zmiany technologiczne jako efekt działania władzy - wtedy komunistycznej, opartej o kacapskie bagnety. Musiało upłynąć wiele lat, aż do roku 1980, aby większość ludzi to odrzuciła.
Gdy ludzie zrozumieją, że skok technologiczny jaki się dokonał nie ma nic wspólnego z tym jaka jest władza, oraz że władza wbrew pozorom stwarza jedynie problemy, a nie je rozwiązuje, wtedy nastąpi przełom - przesilenie.
Czy taki przełom może nastąpić w nadchodzącym roku.
Szczerze - wątpię.
Ludzie są zdezorientowani. Tak samo jak w 1981 roku, gdy propaganda zamieszczała obok siebie informacje o strajkach i o tym, że dokonano gwałtu, morderstwa, czy innej zbrodni. W ten sposób w okresie od sierpnia 1980 do grudnia 1981 dokonano w świadomości społecznej połączenia: Solidarność = anarchia + puste pułki w sklepach + szalejący bandytyzm na ulicach.
Tak samo jest teraz. J. Kaczyński = wojna z Niemcami + wojna z Rosją + szwadrony śmierci na ulicach.
Czy to jest racjonalne - oczywiście, że nie. Ale taki jest mniej więcej odbiór społeczny tego przekazu medialnego.
Ale właśnie polityka to brydż. Gdzie nie wszystkie informacje są pokazane wszystkim uczestnikom rozgrywki. Niektóre informacje są rozmyślnie chowane pod sukno, a niektóre jako mniej istotne nie są brane pod rozwagę.
Ponadto na sytuację wewnętrzną ma coraz większy wpływ sytuacja zewnętrzna. Jeśli do znacznej części społeczeństwa dotrze, że to my mamy zapewnić poprzez pakt fiskalny spokój i dobrobyt w takich krajach jak Niemcy i Francja to może być różnie.
Tu uwaga na marginesie. Pakt fiskalny ze swoimi deklarowanymi celami pomocy Grecji i innym krajom południa jest po prostu oszustwem. Bo nie chodzi o Grecję, ale o banki w Niemczech i we Francji, które udzieliły horrendalnych pożyczek rządowi w Grecji. I gdyby zupa się wylała, to nie w Grecji ludzie by wyszli na ulice, ale w Niemczech i we Francji. Bo te banki powinny po prostu ogłosić upadłość. A upadający bank w Niemczech to niemiecki bauer tracący oszczędności życia.
Wnioski.
Sytuacja jest na tyle dynamiczna, że prognozowanie tego co się wydarzy jest wręcz niemożliwe. Chyba, że się jest Osowieckim, ale wszyscy ci wróże to jednak są według mnie podejrzani o współpracę ze ZŁYM.
P.S.
Grałem dużo w brydża, zwłaszcza na studiach w latach 80-tych. Raz w życiu widziałem jak mój partner dostał z ręki 13 pików.
This world is totally fugazi
Andrzej.A
Ponadto szachy są grą o pełnej informacji - obaj gracze widzą wszystkie figury i ich położenie.
Dużo lepszą analogią do tego z czym się na co dzień borykamy jest brydż.
Wprawdzie ilość kombinacji (sposobów rozdania kart) wynosi jedynie 2.4E13, co wobec ilości możliwych ruchów w szachach (100^300) jest znikome, to jednak brydż jako gra o niepełnej informacji dla gracza jest dużo atrakcyjniejsza jak również dużo bardziej podobna do tego czym jest życie i polityka.
Ponadto jako komentator życia politycznego nie mający dostępu trwałego do informacji pochodzących "z tyłu sklepu warzywnego" jestem skazany, podobnie jak większość blogerów, na informacje pochodzące z mediów, co jest czasami niezwykle irytujące.
Mijający rok był, no właśnie, jaki był mijający rok.
Zły, fatalny, tragiczny. A może wręcz przeciwnie, niezwykle pozytywny.
Wszystko zależy od tego jaką miarę przyłożymy, na co będziemy zwracać uwagę, co uznamy za czynnik istotny.
Bo jeżeli spojrzymy na wyczyny obecnego rządu na arenie wewnętrznej jak i międzynarodowej, to nie ma według mnie żadnego pozytywu, który mógłby zostać zaliczony jako coś co by można nazwać sukcesem.
Ale jeżeli spojrzymy na społeczeństwo, nastroje społeczne. To euforia, która jeszcze rok temu była wśród ludzi na ulicach gdzieś powoli znika.
Niektórzy mówią, że Polacy jako naród się budzą, powoli, ale jednak. Ja bym powiedział inaczej. Do dużych grup zaczyna docierać prawda o otaczającej rzeczywistości. Jeszcze z oporami, jeszcze powoli, ale jednak. Coś tam komuś przestaje sztymować w cukierkowym obrazie serwowanym przez media. To z jednaj strony dużo, ale czy dostatecznie dużo. I czy ci ludzie w swej masie nie zadowolą się znowu jakąś namiastką zmiany, jeśli ponownie dojdzie do przesilenia.
Olbrzymia ilość ludzi w Polsce dała się złapać w pułapkę, nawet nie kredytową, ale zinterpretowała skok technologiczny jakiego doświadczamy jako tą upragniona transformację, to polepszenie warunków egzystencji. Przypisali tą zmianę rządzącym i się na tym zafiksowali. To jest analogiczne do tego co miało miejsce po II WŚ. Ludzie na wsi, nie wszyscy, ale znaczna część, zinterpretowali elektryfikację i inne zmiany technologiczne jako efekt działania władzy - wtedy komunistycznej, opartej o kacapskie bagnety. Musiało upłynąć wiele lat, aż do roku 1980, aby większość ludzi to odrzuciła.
Gdy ludzie zrozumieją, że skok technologiczny jaki się dokonał nie ma nic wspólnego z tym jaka jest władza, oraz że władza wbrew pozorom stwarza jedynie problemy, a nie je rozwiązuje, wtedy nastąpi przełom - przesilenie.
Czy taki przełom może nastąpić w nadchodzącym roku.
Szczerze - wątpię.
Ludzie są zdezorientowani. Tak samo jak w 1981 roku, gdy propaganda zamieszczała obok siebie informacje o strajkach i o tym, że dokonano gwałtu, morderstwa, czy innej zbrodni. W ten sposób w okresie od sierpnia 1980 do grudnia 1981 dokonano w świadomości społecznej połączenia: Solidarność = anarchia + puste pułki w sklepach + szalejący bandytyzm na ulicach.
Tak samo jest teraz. J. Kaczyński = wojna z Niemcami + wojna z Rosją + szwadrony śmierci na ulicach.
Czy to jest racjonalne - oczywiście, że nie. Ale taki jest mniej więcej odbiór społeczny tego przekazu medialnego.
Ale właśnie polityka to brydż. Gdzie nie wszystkie informacje są pokazane wszystkim uczestnikom rozgrywki. Niektóre informacje są rozmyślnie chowane pod sukno, a niektóre jako mniej istotne nie są brane pod rozwagę.
Ponadto na sytuację wewnętrzną ma coraz większy wpływ sytuacja zewnętrzna. Jeśli do znacznej części społeczeństwa dotrze, że to my mamy zapewnić poprzez pakt fiskalny spokój i dobrobyt w takich krajach jak Niemcy i Francja to może być różnie.
Tu uwaga na marginesie. Pakt fiskalny ze swoimi deklarowanymi celami pomocy Grecji i innym krajom południa jest po prostu oszustwem. Bo nie chodzi o Grecję, ale o banki w Niemczech i we Francji, które udzieliły horrendalnych pożyczek rządowi w Grecji. I gdyby zupa się wylała, to nie w Grecji ludzie by wyszli na ulice, ale w Niemczech i we Francji. Bo te banki powinny po prostu ogłosić upadłość. A upadający bank w Niemczech to niemiecki bauer tracący oszczędności życia.
Wnioski.
Sytuacja jest na tyle dynamiczna, że prognozowanie tego co się wydarzy jest wręcz niemożliwe. Chyba, że się jest Osowieckim, ale wszyscy ci wróże to jednak są według mnie podejrzani o współpracę ze ZŁYM.
P.S.
Grałem dużo w brydża, zwłaszcza na studiach w latach 80-tych. Raz w życiu widziałem jak mój partner dostał z ręki 13 pików.
This world is totally fugazi
Andrzej.A
W co gra tygodnik "W Sieci"?
Tak się prezentuje najnowszy numer tygodnika, podobno po "naszej" stronie sceny politycznej.
To ja mam takie pytanie, a właściwie cały szereg pytań.
Czy my jesteśmy jakimiś pokurczami?
Czy my chodzimy bez butów?
Czy jesteśmy tak jak Bilbo Baggins, dość sympatycznymi, ale jednak przygłupami?
Czy jesteśmy takimi w sumie ciamajdami, którym jednak się udaje przeżyć najcięższe nawet opresje?
Bo tak to wygląda z tej okładki, że właśnie tak pozycjonują nas autorzy (właściciele?) tego periodyku.
Nie znam oczywiście zawartości merytorycznej tego pisma, ale strona zewnętrzna jest fatalna. Ktoś może i chciał dobrze, ale przedobrzył.
Bo to jest zgroza i obciach, żeby swojemu czytelnikowi mówić, że jest pokurczem bez butów i ciamajdą.
Nawet nie będę analizował prawdopodobnych ścieżek myślowych, które doprowadziły do takiej okładki. Bo jestem w stanie takie ścieżki odtworzyć.
Rozumiem, że ktoś chciał dobrze, tylko, że niestety wyszło gówno.
Jak dla mnie, to ktoś, kto jest odpowiedzialny za wygląd tej strony powinien czym prędzej zostać usunięty ze swojego stanowiska, bo jego działalność jest szkodliwa. I to szkodliwa na wielu poziomach.
This world is totally fugazi
Andrzej.A
To ja mam takie pytanie, a właściwie cały szereg pytań.
Czy my jesteśmy jakimiś pokurczami?
Czy my chodzimy bez butów?
Czy jesteśmy tak jak Bilbo Baggins, dość sympatycznymi, ale jednak przygłupami?
Czy jesteśmy takimi w sumie ciamajdami, którym jednak się udaje przeżyć najcięższe nawet opresje?
Bo tak to wygląda z tej okładki, że właśnie tak pozycjonują nas autorzy (właściciele?) tego periodyku.
Nie znam oczywiście zawartości merytorycznej tego pisma, ale strona zewnętrzna jest fatalna. Ktoś może i chciał dobrze, ale przedobrzył.
Bo to jest zgroza i obciach, żeby swojemu czytelnikowi mówić, że jest pokurczem bez butów i ciamajdą.
Nawet nie będę analizował prawdopodobnych ścieżek myślowych, które doprowadziły do takiej okładki. Bo jestem w stanie takie ścieżki odtworzyć.
Rozumiem, że ktoś chciał dobrze, tylko, że niestety wyszło gówno.
Jak dla mnie, to ktoś, kto jest odpowiedzialny za wygląd tej strony powinien czym prędzej zostać usunięty ze swojego stanowiska, bo jego działalność jest szkodliwa. I to szkodliwa na wielu poziomach.
This world is totally fugazi
Andrzej.A
19 grudnia 2012
Przesąd z Newtown
Wydarzenia w Newtown są skutkiem pewnego przesądu.
Ten przesąd brzmi, że w szkole, na kampusie uniwersytetu nie wolno posiadać broni.
Społeczeństwo USA ma dostęp do broni na poziomie porównywalnym do tego co miało miejsce za czasów I Rzeczypospolitej i również w okresie zaborów.
Każdy dworek, każda posiadłość ziemska, to był swoisty magazyn broni i ludzi, którzy się tą bronią potrafili posługiwać. W pewnym sensie analogiczna sytuacja występuje w tej chwili w USA. "My home is my castle" - to dla odmiany angielskie porzekadło, ale oddające ducha tego co w kwestii broni sądzą obywatele USA.
Gdyby w Newtown dyrektor szkoły oraz jeszcze ze dwie osoby z personelu miały wpisane do obowiązków posiadanie broni, uczęszczanie na strzelnicę i przechodzenie okresowych szkoleń specjalnych, to wtedy nie byłoby tej sytuacji, z którą aktualnie mamy do czynienia. Lub też skala strat byłaby dużo mniejsza.
To proste, dyrektor i dwóch innych pracowników mając broń może zaszachować jednego świra do czasu przyjazdu policji i zapobiec strzelaniu do nieuzbrojonych dzieci jak do zwierzyny łownej.
Świr zawsze wejdzie na teren gdzie nie można wnosić broni oficjalnie i broń wniesie i jej użyje. A praworządny obywatel może się wtedy tylko modlić o szybki przyjazd jednostek antyterrorystycznych - to jest główny problem.
Tej masakry niewinnych dzieciaków można było uniknąć, lub ją ograniczyć, w sensie ilościowym. Ale wymaga to zmiany zapatrywania, zmiany przesądu, że w szkole nie może być broni.
Winno być oficjalnie wiadomym, że dyrektor szkoły i jeszcze dwóch lub trzech innych pracowników ma broń oficjalnie i potrafi jej skutecznie użyć - wtedy takie rzeczy się nie będą zdarzać.
This world is totally fugazi
Andrzej.A
Ten przesąd brzmi, że w szkole, na kampusie uniwersytetu nie wolno posiadać broni.
Społeczeństwo USA ma dostęp do broni na poziomie porównywalnym do tego co miało miejsce za czasów I Rzeczypospolitej i również w okresie zaborów.
Każdy dworek, każda posiadłość ziemska, to był swoisty magazyn broni i ludzi, którzy się tą bronią potrafili posługiwać. W pewnym sensie analogiczna sytuacja występuje w tej chwili w USA. "My home is my castle" - to dla odmiany angielskie porzekadło, ale oddające ducha tego co w kwestii broni sądzą obywatele USA.
Gdyby w Newtown dyrektor szkoły oraz jeszcze ze dwie osoby z personelu miały wpisane do obowiązków posiadanie broni, uczęszczanie na strzelnicę i przechodzenie okresowych szkoleń specjalnych, to wtedy nie byłoby tej sytuacji, z którą aktualnie mamy do czynienia. Lub też skala strat byłaby dużo mniejsza.
To proste, dyrektor i dwóch innych pracowników mając broń może zaszachować jednego świra do czasu przyjazdu policji i zapobiec strzelaniu do nieuzbrojonych dzieci jak do zwierzyny łownej.
Świr zawsze wejdzie na teren gdzie nie można wnosić broni oficjalnie i broń wniesie i jej użyje. A praworządny obywatel może się wtedy tylko modlić o szybki przyjazd jednostek antyterrorystycznych - to jest główny problem.
Tej masakry niewinnych dzieciaków można było uniknąć, lub ją ograniczyć, w sensie ilościowym. Ale wymaga to zmiany zapatrywania, zmiany przesądu, że w szkole nie może być broni.
Winno być oficjalnie wiadomym, że dyrektor szkoły i jeszcze dwóch lub trzech innych pracowników ma broń oficjalnie i potrafi jej skutecznie użyć - wtedy takie rzeczy się nie będą zdarzać.
This world is totally fugazi
Andrzej.A
13 grudnia 2012
Błąd w odbiorze, błąd w reakcji
Wszyscy się prześcigają w odpowiadaniu Donaldowi T. na jego propozycję zawartą w klipie (wyborczym?, agitacyjnym? czy cholera wie na jaką intencję zrobionym). Chociaż pod koniec tego wpisu, będzie wiadomo po co ten klip został zrobiony, oraz kto jest jego adresatem.
Podzielając krytykę i odpowiedzi jakich udzielają na ten produkt ludzie, muszę jednocześnie stwierdzić, że niepotrzebnie się tym ekscytujemy.
Podzielam i uważam za arcycelne wystąpienie Pana Wojciecha Staruchowicza, który odpowiadając na Twitterze Donaldowi T. dużo więcej mu krwi napsuł tym jednym zdaniem, niż całe tabuny felietonistów, którzy analizowali ten wytwór Igora O. z różnych punktów widzenia. Ta jedna odpowiedź + kilka przeróbek tego wytworu, które pojawiły się w sieci w zupełności by wystarczyły.
Otóż proszę państwa znowu daliście się wpuścić w maliny. Daliście się wpuścić, bo zaczęliście argumentować na poziomie rozumowym. A ten produkt nie jest do dyskutowania, tylko do odczuwania. Dlatego jedynymi sensownymi odpowiedziami była odpowiedź Staruchowicza seniora i te prześmiewcze klipy.
Swoimi odpowiedziami daliście ponadto argumenty do ręki swoim przeciwnikom.
Przecież najdalej za kilka dni rozlegnie się gromki okrzyk saloonu: "Patrzcie, jacy nienawistnicy, patrzcie, plują na wyciągniętą do zgody rękę premiera."
Tak będzie. I oczywiście będzie o nienawiści, agresji, zezwierzęceniu. I wszystko to będzie z przymiotnikiem "prawicowa", albo "pisowska".
No więc ustalmy coś.
Ten klip nie był adresowany do prawicy, chociaż liczono i się nie przeliczono, że prawica na niego zareaguje. Ten klip, a zwłaszcza jego komentowanie i komentowanie komentarzy, to wszystko było skierowane do własnego elektoratu. Żeby się nie rozlazł po krzakach, żeby nie zaczął wątpić, żeby się przestraszył, żeby zamknął oczy na otaczającą rzeczywistość i jeszcze raz gromko zakrzyknął "Tusku musisz".
Ten klip jest kolejnym z wielu sposobów zarządzania emocjami. A skutek niedowarzonych komentarzy kilku ludzi, który mienią się łebskimi po "naszej" stronie sceny politycznej będzie tym co zawsze. Przy czym oczywiście ci komentatorzy z całym spokojem zawyrokują, że kolejne zmiany tendencji w sondażach są winą Kaczyńskiego (już coś oni wymyślą, żeby to uzasadnić). Bo oni nie mają sobie nic do zarzucenia.
Przekaz w mediach będzie taki:
"Patrzcie, pisowskie PiSmaki opluwają premiera, chcą tu stosów inkwizycyjnych, nie są w stanie uszanować najbardziej rodzinnych ze świąt. Patrzcie kim jest nasz przeciwnik, z nimi nie można żyć w jednym kraju. Chyba rozumiecie, że musimy zewrzeć szeregi i dać odpór." Cały ten przekaz jest (będzie) skierowany do ludzi zwanych, również przeze mnie, lemingami.
Jedyny sensownym komentarzem było pokazywanie tego co napisał senior Staruchowicz. Kochani "nasi" publicyści, jak zwykle przedobrzyliście.
This world is totally fugazi
Andrzej.A
Podzielając krytykę i odpowiedzi jakich udzielają na ten produkt ludzie, muszę jednocześnie stwierdzić, że niepotrzebnie się tym ekscytujemy.
Podzielam i uważam za arcycelne wystąpienie Pana Wojciecha Staruchowicza, który odpowiadając na Twitterze Donaldowi T. dużo więcej mu krwi napsuł tym jednym zdaniem, niż całe tabuny felietonistów, którzy analizowali ten wytwór Igora O. z różnych punktów widzenia. Ta jedna odpowiedź + kilka przeróbek tego wytworu, które pojawiły się w sieci w zupełności by wystarczyły.
Otóż proszę państwa znowu daliście się wpuścić w maliny. Daliście się wpuścić, bo zaczęliście argumentować na poziomie rozumowym. A ten produkt nie jest do dyskutowania, tylko do odczuwania. Dlatego jedynymi sensownymi odpowiedziami była odpowiedź Staruchowicza seniora i te prześmiewcze klipy.
Swoimi odpowiedziami daliście ponadto argumenty do ręki swoim przeciwnikom.
Przecież najdalej za kilka dni rozlegnie się gromki okrzyk saloonu: "Patrzcie, jacy nienawistnicy, patrzcie, plują na wyciągniętą do zgody rękę premiera."
Tak będzie. I oczywiście będzie o nienawiści, agresji, zezwierzęceniu. I wszystko to będzie z przymiotnikiem "prawicowa", albo "pisowska".
No więc ustalmy coś.
Ten klip nie był adresowany do prawicy, chociaż liczono i się nie przeliczono, że prawica na niego zareaguje. Ten klip, a zwłaszcza jego komentowanie i komentowanie komentarzy, to wszystko było skierowane do własnego elektoratu. Żeby się nie rozlazł po krzakach, żeby nie zaczął wątpić, żeby się przestraszył, żeby zamknął oczy na otaczającą rzeczywistość i jeszcze raz gromko zakrzyknął "Tusku musisz".
Ten klip jest kolejnym z wielu sposobów zarządzania emocjami. A skutek niedowarzonych komentarzy kilku ludzi, który mienią się łebskimi po "naszej" stronie sceny politycznej będzie tym co zawsze. Przy czym oczywiście ci komentatorzy z całym spokojem zawyrokują, że kolejne zmiany tendencji w sondażach są winą Kaczyńskiego (już coś oni wymyślą, żeby to uzasadnić). Bo oni nie mają sobie nic do zarzucenia.
Przekaz w mediach będzie taki:
"Patrzcie, pisowskie PiSmaki opluwają premiera, chcą tu stosów inkwizycyjnych, nie są w stanie uszanować najbardziej rodzinnych ze świąt. Patrzcie kim jest nasz przeciwnik, z nimi nie można żyć w jednym kraju. Chyba rozumiecie, że musimy zewrzeć szeregi i dać odpór." Cały ten przekaz jest (będzie) skierowany do ludzi zwanych, również przeze mnie, lemingami.
Jedyny sensownym komentarzem było pokazywanie tego co napisał senior Staruchowicz. Kochani "nasi" publicyści, jak zwykle przedobrzyliście.
This world is totally fugazi
Andrzej.A
11 grudnia 2012
Błędna sekwencja zdarzeń
W niedzielę 9 grudnia dokonano próby zniszczenia obrazu Matki Boskiej na Jasnej Górze. Miało to miejsce w godzinach porannych.
W poniedziałek 10 grudnia zamordowano Krzysztofa Zalewskiego - współpracownika komisji Macierewicza.
Stawiam taką tezę.
Prawidłowa sekwencja zdarzeń powinna wyglądać tak:
1. Krzysztof Zalewski "popełnia samobójstwo" w sobotę wieczorem (8 grudnia)
2. próba zniszczenia obrazu w Częstochowie przykrywa medialnie poprzednie zdarzenie.
Z jakichś nieznanych mi przyczyn coś się nie udało, coś nie zatrybiło. A nad puszczonym ze Świdnika psycholem już nikt nie mógł zapanować. Tym co nie zadziałało, mogło być na przykład to, że Krzysztof Zalewski nie schodził ani w piątek, ani w sobotę rano ani do garażu ani do piwnicy - po prostu nie dał szans "seryjnemu samobójcy".
Bo takich psycholi, jak ten co zadziałał w Częstochowie, to lata po naszych ulicach całe mnóstwo. Wystarczy go wyłowić, odpowiednio ukierunkować i zadyma czy to tylko medialna, czy też ofiary w ludziach są do wyprodukowania na pstryknięcie palcami.
Co do motywów zabójstwa Krzysztofa Zalewskiego, to mam poważne wątpliwości. Tak od razu, trzask, prask i w przeciągu 24 godzin prokuratura stwierdza, że motyw finansowy był powodem tego zamachu.
W dodatku sprawca znajduje się w szpitalu w stanie ciężkim.
Żeby wykazać coś w kwestiach finansowych, to trzeba powołać biegłych w tej materii, a w ciągu 24 godzin to jest raczej niewiarygodne.
Ponadto samo zabójstwo Krzysztofa Zalewskiego - sama sceneria, jest co najmniej zastanawiająca.
Zabójstwa dokonano nożem, potem w rękach sprawcy uległ detonacji nieznany materiał wybuchowy. Coś tu się nie zgadza. To nie wygląda na przemyślany i zaplanowany atak.
Zabójstwo miało miejsce w okolicach godziny 14, co się działo z napastnikiem przez cały dzień do momentu tego zdarzenia, gdzie był, z kim rozmawiał, co pił, co jadł itd, itp. A ponadto ten człowiek był prezesem firmy, w której v-ce prezesem był K. Zalewski.
Oczywiście dziennikarze nie zadają nawet pewnych pytań.
Czy zabójca był pod wpływem psychotropów - to takie pierwsze kontrolne pytanie, które winno być zadane. (jedynym wiarygodnym badaniem w tym momencie w tej kwestii jest amputowana ręka zabójcy)
Na jakiej podstawie stwierdzono podłoże finansowe zabójstwa?
Czy środowisko potwierdza, że obaj panowie byli w konflikcie finansowym?
Jaka jest opinia biegłych na temat sposobu dokonania zabójstwa i związanej z tym otoczki?
Tych pytań nawet nie zadano, że o wspomnianej przeze mnie teorii z początku tego wpisu nie wspomnę.
This world is totally fugazi
Andrzej.A
W poniedziałek 10 grudnia zamordowano Krzysztofa Zalewskiego - współpracownika komisji Macierewicza.
Stawiam taką tezę.
Prawidłowa sekwencja zdarzeń powinna wyglądać tak:
1. Krzysztof Zalewski "popełnia samobójstwo" w sobotę wieczorem (8 grudnia)
2. próba zniszczenia obrazu w Częstochowie przykrywa medialnie poprzednie zdarzenie.
Z jakichś nieznanych mi przyczyn coś się nie udało, coś nie zatrybiło. A nad puszczonym ze Świdnika psycholem już nikt nie mógł zapanować. Tym co nie zadziałało, mogło być na przykład to, że Krzysztof Zalewski nie schodził ani w piątek, ani w sobotę rano ani do garażu ani do piwnicy - po prostu nie dał szans "seryjnemu samobójcy".
Bo takich psycholi, jak ten co zadziałał w Częstochowie, to lata po naszych ulicach całe mnóstwo. Wystarczy go wyłowić, odpowiednio ukierunkować i zadyma czy to tylko medialna, czy też ofiary w ludziach są do wyprodukowania na pstryknięcie palcami.
Co do motywów zabójstwa Krzysztofa Zalewskiego, to mam poważne wątpliwości. Tak od razu, trzask, prask i w przeciągu 24 godzin prokuratura stwierdza, że motyw finansowy był powodem tego zamachu.
W dodatku sprawca znajduje się w szpitalu w stanie ciężkim.
Żeby wykazać coś w kwestiach finansowych, to trzeba powołać biegłych w tej materii, a w ciągu 24 godzin to jest raczej niewiarygodne.
Ponadto samo zabójstwo Krzysztofa Zalewskiego - sama sceneria, jest co najmniej zastanawiająca.
Zabójstwa dokonano nożem, potem w rękach sprawcy uległ detonacji nieznany materiał wybuchowy. Coś tu się nie zgadza. To nie wygląda na przemyślany i zaplanowany atak.
Zabójstwo miało miejsce w okolicach godziny 14, co się działo z napastnikiem przez cały dzień do momentu tego zdarzenia, gdzie był, z kim rozmawiał, co pił, co jadł itd, itp. A ponadto ten człowiek był prezesem firmy, w której v-ce prezesem był K. Zalewski.
Oczywiście dziennikarze nie zadają nawet pewnych pytań.
Czy zabójca był pod wpływem psychotropów - to takie pierwsze kontrolne pytanie, które winno być zadane. (jedynym wiarygodnym badaniem w tym momencie w tej kwestii jest amputowana ręka zabójcy)
Na jakiej podstawie stwierdzono podłoże finansowe zabójstwa?
Czy środowisko potwierdza, że obaj panowie byli w konflikcie finansowym?
Jaka jest opinia biegłych na temat sposobu dokonania zabójstwa i związanej z tym otoczki?
Tych pytań nawet nie zadano, że o wspomnianej przeze mnie teorii z początku tego wpisu nie wspomnę.
This world is totally fugazi
Andrzej.A
Subskrybuj:
Posty (Atom)
