Wszyscy znają "Listę Schindlera", pewnie znaczna część czytelników słyszała o Irenie Sendlerowej.
"W 1999 r. amerykański nauczyciel Norman Conard z Uniontown w stanie Kansas zainspirował powstanie szkolnej sztuki teatralnej pt. „Życie w słoiku” (ang. Life in a Jar).
Jej tytuł nawiązuje do sposobu, w jaki zachowały się informacje o
pochodzeniu uratowanych dzieci: nazwiska rodziców i nowe, przybrane
personalia Irena Sendler zakopywała w słoiku, w ogrodzie – tylko dzięki
tym notatkom, dzieci które przeżyły wojnę, dowiedziały się o swoich
rodzinach. Przedstawienie oparte na faktach z życiorysu Ireny Sendler wystawiono ponad dwieście razy w Stanach Zjednoczonych i Polsce." [źródło: wiki]
Zwraca uwagę na ilość wystawień tej sztuki DWIEŚCIE. Optymistycznie licząc obejrzało ją 200'000 (słownie: dwieście tysięcy) ludzi.
To teraz zastanówmy się ile osób na całym świecie widziało "Listę Schindlera".
Cała Europa - to jakieś 300'000'000 (trzysta milionów)
USA + Canada - kolejne 300'000'000
Nie mam pojęcia i nie chce mi się szukać, czy film ten wyświetlano w krajach Ameryki południowej, ale jeśli wyświetlano w Portugalii i Hiszpanii to odpowiednie wersje językowe istniały i można to było zrealizować bez dodatkowych kosztów.
Przyjmijmy, że cała Ameryka Południowa to kolejne 300'000'000.
Nie wiem czy film ten pokazywano w takich krajach jak Chiny, Indie, Japonia.
W wersji minimalnej ten film widziało na świecie 1'000'000'000 (słownie: jeden miliard) odbiorców.
W wersji maksymalnej będzie to pomiędzy 2 a 3 miliardy.
To teraz porównajmy.
Irena Sendlerowa uratowała i przekazała informacje 2'500 dzieci pochodzenia żydowskiego przed pewną śmiercią. Oscar Schindler uratował 1'000 osób. Dwa i pół raza mniej.
Na temat Ireny Sendlerowej powstała sztuka w teatrzyku szkolnym, rzecz o budżecie w praktyce zerowym, którą w optymistycznej wersji widziało dwieście tysięcy ludzi. I nie ma w tej sztuce motywów mówiących o tym, że Irena Sendlerowa była aresztowana i torturowana przez Gestapo.
"Listę Schindlera", produkcję za grube miliony dolarów widziało na świecie co najmniej miliard osób.
Irena Sendlerowa została uhonorowana tytułem "Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata" w 1965 roku. Nie była więc nieznana jej historia w roku 1993 gdy powstawał film o Oskarze Schindlerze.
A jednak na film i jego promocję w skali światowej znaleziono grube miliony, a sztukę o Irenie Sendlerowej zrobiono w ramach czyjegoś hobby - za darmo.
Bo cały przekaz na temat historii odbywa się w sferze pop.
Co masowy odbiorca ma rzucone na ekran kinowy, to to do niego przemawia.
1'000'000'000 do 200'000
To jest skala porównania.
Brak takiego i/lub analogicznego wywodu podczas dyskusji w Klubie Ronina w dniu 02-09-2013 jest jedynym ale za to grubym błędem jaki popełnił Grzegorz Braun.
This world is totally fugazi
Andrzej.A
"W świetle najnowszych badań historia Polski od 1914 roku winna być napisana od początku" [prof. Paweł Wieczorkiewicz] Obawiam się, że profesor się mylił. Nie tylko historia Polski i nie tylko od 1914, ale historia wszystkich krajów i w praktyce powinniśmy się cofnąć o tysiąc lat i napisać jak było, a nie bajki z mchu i paproci.
17 września 2013
14 września 2013
Terlikowski bredził
Wpis dotyczy "debaty", która miała miejsce w Klubie Ronina w dniu 02-09-2013, dotyczącej Żydów, żydów, Izraela i Polski.
W pewnym momencie T. Terlikowski zadał retoryczne pytanie: "Czy Państwo czytali Talmud - bo ja tak".
I dalej zaczął udowodniać, że Talmud jest równoznaczny ze Starym Testamentem i jest integralną częścią zarówno religii Mojżeszowej jak i Rzymskokatolickiej.
Otóż jest to brednia.
Stary Testament to w religii Mojżeszowej Tora, czyli pięcioksiąg i tu się wspólny pień kończy.
Natomiast Talmud to Tora z późniejszym Deuterenomium plus Miszna plus Gemara.
Gdyby Mojżesz przeczytał co poprzez późniejsze "dodatki" zrobiono z pięcioksięgu, to by chyba go na miejscu apopleksja chwyciła. Tak, Stary Testament i jego wyznawcy, mógł stać się religią uniwersalną, inkluzywną, ale działania żydowskich dziedzicznych kapłanów - czyli Lewitów, ten proces powstrzymały a nawet odwróciły. Wszystko zaczęło się w okolicach 621 B.C. gdy spisano Deuterenomium - księgę powtórzonego prawa.
Następnie w czasie pomiędzy 350 a 450 powstały w dwóch miejscach dwie odrębne jego interpretacje. Mowa tu o Misznie i Gemarze, które dopiero razem stanowią Talmud. Przy czym według wyznawców judaizmu ważniejsze są komentarze (Miszna) a najważniejsze komentarze do komentarzy (Gemara).
"Jeszcze w średniowieczu, gdy w kołach chrześcijańskich była bardzo słabo rozwinięta znajomość języków semickich, a zwłaszcza hebrajskiego i aramejskiego, żydzi tłumaczyli, że chrześcijanie, nie znając języka Talmudu, nie rozumieją jego pouczeń, a zarazem niesłusznie potępiają to, czego nie znają. Braki te usunięto. Papież Klemens V w r. 1307 zaleca, aby na wszechnicach katolickich założyć katedry języków semickich. Myśl ta została wcielona w
czyn po koncylium w Viennes we Francji, odbytym w r. 1311. W uniwersytetach w Paryżu, w Salamance, w Bolonii i Oksfordzie zostały erygowane katedry semickie. Znajomość języków semickich nie wywołała zmiany w poglądach na wartość i znaczenie Talmudu. Uczeni wskazywali na wyjątkowe wyodrębnienie (ekskluzywizm), jakie ta księga zajmuje w stosunku do wszystkich nie żydów."
[X.Józef Kruszyński: Talmud, co zawiera i czego naucza]
Terlikowski bredzi, gdy mówi, że czytał Talmud. Musiałby przeczytać księgę liczącą w przybliżeniu 70'000 (słownie: siedemdziesiąt tysięcy) stron
"Pełne wydanie Talmudu obejmuje kilkanaście grubych tomów in
folio. Krótkie wydanie Talmudu, tak zwane kieszonkowe w Berdyczowie, zawarte w dwóch wielkich tomach in quarto, każdy posiada około 1000 stronic bardzo ścisłego i drobnego druku." [źródło j.w.]
Pomijam kwestię sensowności zaproszenia T. Terlikowskiego na debatę tak zdefiniowaną.
This world is totally fugazi
Andrzej.A
W pewnym momencie T. Terlikowski zadał retoryczne pytanie: "Czy Państwo czytali Talmud - bo ja tak".
I dalej zaczął udowodniać, że Talmud jest równoznaczny ze Starym Testamentem i jest integralną częścią zarówno religii Mojżeszowej jak i Rzymskokatolickiej.
Otóż jest to brednia.
Stary Testament to w religii Mojżeszowej Tora, czyli pięcioksiąg i tu się wspólny pień kończy.
Natomiast Talmud to Tora z późniejszym Deuterenomium plus Miszna plus Gemara.
Gdyby Mojżesz przeczytał co poprzez późniejsze "dodatki" zrobiono z pięcioksięgu, to by chyba go na miejscu apopleksja chwyciła. Tak, Stary Testament i jego wyznawcy, mógł stać się religią uniwersalną, inkluzywną, ale działania żydowskich dziedzicznych kapłanów - czyli Lewitów, ten proces powstrzymały a nawet odwróciły. Wszystko zaczęło się w okolicach 621 B.C. gdy spisano Deuterenomium - księgę powtórzonego prawa.
Następnie w czasie pomiędzy 350 a 450 powstały w dwóch miejscach dwie odrębne jego interpretacje. Mowa tu o Misznie i Gemarze, które dopiero razem stanowią Talmud. Przy czym według wyznawców judaizmu ważniejsze są komentarze (Miszna) a najważniejsze komentarze do komentarzy (Gemara).
"Jeszcze w średniowieczu, gdy w kołach chrześcijańskich była bardzo słabo rozwinięta znajomość języków semickich, a zwłaszcza hebrajskiego i aramejskiego, żydzi tłumaczyli, że chrześcijanie, nie znając języka Talmudu, nie rozumieją jego pouczeń, a zarazem niesłusznie potępiają to, czego nie znają. Braki te usunięto. Papież Klemens V w r. 1307 zaleca, aby na wszechnicach katolickich założyć katedry języków semickich. Myśl ta została wcielona w
czyn po koncylium w Viennes we Francji, odbytym w r. 1311. W uniwersytetach w Paryżu, w Salamance, w Bolonii i Oksfordzie zostały erygowane katedry semickie. Znajomość języków semickich nie wywołała zmiany w poglądach na wartość i znaczenie Talmudu. Uczeni wskazywali na wyjątkowe wyodrębnienie (ekskluzywizm), jakie ta księga zajmuje w stosunku do wszystkich nie żydów."
[X.Józef Kruszyński: Talmud, co zawiera i czego naucza]
Terlikowski bredzi, gdy mówi, że czytał Talmud. Musiałby przeczytać księgę liczącą w przybliżeniu 70'000 (słownie: siedemdziesiąt tysięcy) stron
"Pełne wydanie Talmudu obejmuje kilkanaście grubych tomów in
folio. Krótkie wydanie Talmudu, tak zwane kieszonkowe w Berdyczowie, zawarte w dwóch wielkich tomach in quarto, każdy posiada około 1000 stronic bardzo ścisłego i drobnego druku." [źródło j.w.]
Pomijam kwestię sensowności zaproszenia T. Terlikowskiego na debatę tak zdefiniowaną.
This world is totally fugazi
Andrzej.A
12 września 2013
Czym jest Klub Ronina
W dniu wczorajszym po raz pierwszy opublikowano zapis dyskusji z Klubu Ronina z zeszłego tygodnia.
Powiem od razu,jeszcze tego zapisu nie widziałem, bo to jednak są dwie godziny, któretrzeba wygospodarować na zapoznanie się z tym materiałem.
Nie będę w związku z tym mówił o samej dyskusji, ale o obocznościach.
Z tego co wiem, jest to pierwszy przypadek, że zapis video jest publikowany z takim opóźnieniem.
Normalnie Margot i Bernard przedstawiają szerokiej publice takie rzeczy w przeciągu 48 a już na pewno 72 godzin.
Z różnych miejsc w sieci dochodzą słuchy, że były naciski na Blogpress, żeby trzymać to pod korcem najdłużej jak się da.
Proste pytania:
Kto takie naciski stosował. Oraz jakie były przywoływane potencjalne sankcje gdyby Blogpress puścił to od ręki.
Istnieje uzasadnione podejrzenie, że Blogpress, a więc Margot i Bernard, upublicznili ten zapis dopiero w momencie, gdy ktoś zaczął udostępniać inne nagranie z tego samego spotkania. Chodzą słuchy, że na sali były 3 albo 4 kamery.
Z powyższego wynika poprawnie rozumując, że Klub Ronina, najprawdopodobniej poprzez Pana Józefa Orła chciał zablokować dostęp szerokiej publiczności do tego materiału. Ponadto Margot i Bernard najprawdopodobniej również uczestniczyli przez pewien czas w tych działaniach cenzorskich. Puścili to dopiero wtedy gdy inne nagrania zaczęły krążyć po sieci, czyli dalsze ukrywanie tego materiału nie miało sensu, a Blogpress stracił by na wiarygodności.
Niniejszym wzywam Blogpress, czyli Margot i Bernarda do wyjawienia jakie wobec nich stosowano naciski, jeśli takie były.
Wszystkim zainteresowanym zalecam zapoznanie się z biogramem Pana Józefa Orła zamieszczonym w wiki i/lub w encyklopedii Solidarności (są jednobrzmiące).
P.S.
Gdy zapoznam się z materiałem to pewnie coś jeszcze napiszę.
This world is totally fugazi
Andrzej.A
Powiem od razu,jeszcze tego zapisu nie widziałem, bo to jednak są dwie godziny, któretrzeba wygospodarować na zapoznanie się z tym materiałem.
Nie będę w związku z tym mówił o samej dyskusji, ale o obocznościach.
Z tego co wiem, jest to pierwszy przypadek, że zapis video jest publikowany z takim opóźnieniem.
Normalnie Margot i Bernard przedstawiają szerokiej publice takie rzeczy w przeciągu 48 a już na pewno 72 godzin.
Z różnych miejsc w sieci dochodzą słuchy, że były naciski na Blogpress, żeby trzymać to pod korcem najdłużej jak się da.
Proste pytania:
Kto takie naciski stosował. Oraz jakie były przywoływane potencjalne sankcje gdyby Blogpress puścił to od ręki.
Istnieje uzasadnione podejrzenie, że Blogpress, a więc Margot i Bernard, upublicznili ten zapis dopiero w momencie, gdy ktoś zaczął udostępniać inne nagranie z tego samego spotkania. Chodzą słuchy, że na sali były 3 albo 4 kamery.
Z powyższego wynika poprawnie rozumując, że Klub Ronina, najprawdopodobniej poprzez Pana Józefa Orła chciał zablokować dostęp szerokiej publiczności do tego materiału. Ponadto Margot i Bernard najprawdopodobniej również uczestniczyli przez pewien czas w tych działaniach cenzorskich. Puścili to dopiero wtedy gdy inne nagrania zaczęły krążyć po sieci, czyli dalsze ukrywanie tego materiału nie miało sensu, a Blogpress stracił by na wiarygodności.
Niniejszym wzywam Blogpress, czyli Margot i Bernarda do wyjawienia jakie wobec nich stosowano naciski, jeśli takie były.
Wszystkim zainteresowanym zalecam zapoznanie się z biogramem Pana Józefa Orła zamieszczonym w wiki i/lub w encyklopedii Solidarności (są jednobrzmiące).
P.S.
Gdy zapoznam się z materiałem to pewnie coś jeszcze napiszę.
This world is totally fugazi
Andrzej.A
09 września 2013
Gowin z wozu - pytanie dlaczego
jarosław Gowin wypisał się z PO.
Wszyscy pieją z zachwytu, a ja się pytam dlaczego, w jakim celu, jakie są nieujawniane uwarunkowania.
Czy Jarosław Gowin jest bytem samodzielnym, czy też ktoś mu sufluje pewne posunięcia.
A jeszcze bardziej wchodząc w życie prywatne posła Gowina, to jaka jest struktura właścicielska uczelni na której ten pan jest rektorem. Skąd jednym słowem pan poseł czerpie środki na życie.
Tych pytań jest więcej i jakby ktoś z redaktorów pism różnistych się pofatygował to pewnie wyszło by z tego całkiem ciekawe zestawienie. Ale jak na razie to nikt się pofatygować nie raczył.
Czy odejście Gowina coś zmieni - nie, przecież to oczywiste.
Czy wydarzyło się coś co zmieniło oblicze Tuska i PO, żeby ktoś w imię pryncypiów wykonywał taki ruch, też nie, a na pewno było wcześniej takich sytuacji znacznie więcej.
Moje przewidywania idą w następującym kierunku.
Do wyborów zostały 2 lata.
Gowin i jeszcze jacyś inni, być może PJN, Wipler, Buzek, zostali poproszeni (to taki eufemizm) aby stworzyli coś co będzie dawało szansę może nie wygrać te wybory, ale przechwycić na tyle dużą część elektoratu aby PiS nie wygrało drastycznie wysoko (do większości konstytucyjnej włącznie).
PO i Tusk osobiście są skończeni, ale nie mogą zostać pociągnięci do żadnej odpowiedzialności, bo wtedy ich mocodawcy też by oberwali po uszach i to zdrowo.
Taki jest sens i cel wyjścia Gowina z PO.
W związku z powyższym nie widzę powodu żeby się tym zajmować, bo Gowin jest takim samym słupem układu jak Tusk - jest tylko trochę inteligentniejszy i ma większą ogładę.
This world is totally fugazi
Andrzej.A
Wszyscy pieją z zachwytu, a ja się pytam dlaczego, w jakim celu, jakie są nieujawniane uwarunkowania.
Czy Jarosław Gowin jest bytem samodzielnym, czy też ktoś mu sufluje pewne posunięcia.
A jeszcze bardziej wchodząc w życie prywatne posła Gowina, to jaka jest struktura właścicielska uczelni na której ten pan jest rektorem. Skąd jednym słowem pan poseł czerpie środki na życie.
Tych pytań jest więcej i jakby ktoś z redaktorów pism różnistych się pofatygował to pewnie wyszło by z tego całkiem ciekawe zestawienie. Ale jak na razie to nikt się pofatygować nie raczył.
Czy odejście Gowina coś zmieni - nie, przecież to oczywiste.
Czy wydarzyło się coś co zmieniło oblicze Tuska i PO, żeby ktoś w imię pryncypiów wykonywał taki ruch, też nie, a na pewno było wcześniej takich sytuacji znacznie więcej.
Moje przewidywania idą w następującym kierunku.
Do wyborów zostały 2 lata.
Gowin i jeszcze jacyś inni, być może PJN, Wipler, Buzek, zostali poproszeni (to taki eufemizm) aby stworzyli coś co będzie dawało szansę może nie wygrać te wybory, ale przechwycić na tyle dużą część elektoratu aby PiS nie wygrało drastycznie wysoko (do większości konstytucyjnej włącznie).
PO i Tusk osobiście są skończeni, ale nie mogą zostać pociągnięci do żadnej odpowiedzialności, bo wtedy ich mocodawcy też by oberwali po uszach i to zdrowo.
Taki jest sens i cel wyjścia Gowina z PO.
W związku z powyższym nie widzę powodu żeby się tym zajmować, bo Gowin jest takim samym słupem układu jak Tusk - jest tylko trochę inteligentniejszy i ma większą ogładę.
This world is totally fugazi
Andrzej.A
30 sierpnia 2013
Miarą sukcesu Imperium Brytyjskiego jest upadek innych narodów
"W chwili szczerości Hall wyjaśnił mi, że jedną z głównych zasad
angielskiej polityki jest osłabianie swoich partnerów, choćby nawet
najlojalniejszych.
- Miarą sukcesu Imperium Brytyjskiego jest upadek innych narodów - powiedział."[strona 345]
"Uważałem, że polska masoneria nie była traktowana nigdy poważnie przez wolnomularstwo wszechświatowe i zapewne nigdy nie była dopuszczana do tajemnic wyższej polityki i prawdziwych celów tej potężnej organizacji. Podejrzewam, że wyzyskiwano polską masonerię do organizowania powstań i do kompromitowania Polaków wobec najwyższych a mających wpływ na politykę światową czynników. Wydawało mi się, że masoneria polska stanowiła kuźnię samobójczych projektów narzucanych narodowi pod płaszczykiem patriotyzmu, sama zaś była inspirowana przez masonerię zachodnią, dla której Polska katolicka była solą w oku"
[strona 399]
"Dowiedziałem się później, że było to wynikiem perfidnej polityki państw zachodnich, spowodowanej głównie stosunkiem Anglii do zagadnień rosyjskich, które były nad wyraz podłe. Warunki rozejmu narzucone Niemcom przewidywały powolne wycofywanie się wojsk niemieckich z zajętych terytoriów, nie gwarantowały jednak tworzenia na tych ziemiach miejscowej administracji, spełniającej aspiracje narodowe ludności i dającej możliwości obrony przed napadem. Anglia dążyła do wytyczenia wspólnej granicy niemiecko - rosyjskiej, by stworzyć warunki do przyszłej konfrontacji między tymi państwami, by tym konfliktem zabezpieczyć swoje kolonialne interesy."
[strona 421]
"Miałbym doskonałego kandydata, ale niestety nie mogę go rekomendować - powiedział po chwili - bo jest bratem mojej żony."
[strona 448]
"Obserwowałem później jaką mamy w Polsce niepoślednią zdolność koniunkturalnego przeinaczania faktów. Przemilczano przetargi Witosa z Sejmem w chwili, gdy wróg był u bram Warszawy, przemilczano żonglerkę dziennikarską zdolnego, a nad wyraz przewrotnego i szkodliwego Strońskiego, którego pióro było na usługach tych, co więcej płacą, przemilczano wiele faktów świadczących, że stuletnia niewola mało nas nauczyła. W czasie gdy większość ziemian walczyła z przeważającymi siłami wroga, po wsiach chłop za sprawą "ludowców" i "Wyzwolenia" siedział bezczynnie, często raczej przeszkadzając niż pomagając. Chłop niechętnie szedł w ogień. Z opowiadań uczestników kampanii wiem, że ziemianin idący w pierwszym szeregu miał za plecami opór, który trzeba było przezwyciężyć z rewolwerem w garści. dopiero nauczka dana przez bolszewików w zajętych przez nich połaciach Królestwa otworzyła chłopom oczy.
Ten sam chłop zapewne byłby inny, gdyby nie rozmyślne deprawowanie przez lewicowców, którzy na plecach chłopskich robili osobiste kariery, posługując się fałszem i demagogią."
[strona 588]
"Od kapitana krążownika, który ponownie zawinął do Gdańska, dowiedziałem się o różnych zabawnych i pikantnych epizodach z przejazdu tej delegacji na pokładzie jego okrętu. Ta zbieranina, którą Rząd Rzeczypospolitej wysłał do Rygi na rokowania pokojowe, nie odznaczała się niestety ani rozumem, ani charakterem, a jeszcze mniej tym, co nazywają 'Kinderstube'. Rezultat był wiadomy. Po tamtej stronie granicy z Rosją pozostały setki tysięcy hektarów polskiej ziemi i kilka milionów ludności polskiej. Tysiące ludzi straciło swoje gniazda rodzinne pozostawione za kordonem, jak moje Syłgudyszki. Cała Mińszczyzna i Witebszczyzna, nie mówiąc o Mohylewszczyźnie, trafiły pod panowanie bolszewików. Inflanty Polskie odeszły do Łotwy.
Miałem wrażenie, że przywódcom delegacji mniej chodziło o dobro Polski, a więcej o osobiste rozgrywki z Piłsudskim, który dzięki nim traktat ryski przegrał."
[strona 602 - 603]
"Człowiek musi przejść przez dłuższy łańcuch pokoleń, zanim dorośnie do tego, by kierować innymi. Wyobrażam sobie, że tłuszcza francuska w czasie rewolucji nie była lepsza od tłuszczy bolszewickiej, a nie ma nic gorszego, jak rządy tłuszczy, która wysuwa zwykle na miejsca czołowe najgorsze męty."
[strona 608]
" - A Lloyd George? - spytałem.
- Dla mnie jest zawsze bardzo uprzejmy, ale nie ma pojęcia co się w świecie dzieje, a jeszcze mniej wie o geografii. Potrafi mieszać Polskę z Bułgarią czy Rumunią. O Rosji nie ma pojęcia, a was, Polaków, nie lubi [...] - Wasz delegat Dmowski miał z nim sporo trudności, ale to i wasza wina. Lloyd George wykazuje dużo zdrowego rozsądku, ale jego mentalność, to mentalność [...] (drobnego adwokata z prowincji). Jemu imponują wielcy panowie, których u was jest pod dostatkiem, a wy wysłaliście podobnego mu drobnomieszczanina, jakim wydaje się być Dmowski.
[...]
Spytałem ją skąd powstała koncepcja wschodniej granicy Polski znanej jako linia Curzona.
- Ach 'Curzon line' - rzekła, śmiejąc się. - My ją nazywamy 'luncheon line'. Byłam wtedy z Carrem, gdy zebrała się rada, aby wykreślić Polsce wschodnią granicę. Nikt nie wiedział, co to jest ta polska wschodnia granica, gdzie zaczyna się Rosja, a gdzie kończy się Polska. debaty przeciągały się bez końca, nadchodziła pora lunchu, wszyscy byli głodni i, jak to mówią, 'annoyed'. Ty wiesz co oznacza dla Anglika lunch. Tymczasem sprawa nie posuwała się ani na cal. Wreszcie lord Curzone przypomniał sobie, że ma jakieś stare mapy dotyczące 'the second partition of Poland'. Zniknął na chwilę w swoim gabinecie, po czym wrócił tryumfująco z mapą w reku, gdzie czerwoną linią była oznaczona granica. Wszyscy odetchnęli z ulgą, bez zastanowienia przyjęto ją jako wschodnia granicę Polski i całe towarzystwo gratulując Curzonowi, pospieszyło na spóźniony obiad. Jeden z dygnitarzy winszując Curzonowi rozcięcia tego węzła gordyjskiego, powiedział" 'Polacy to troublemakers, nawet nie dadzą spokojnie zjeść lunchu'. Stąd przezwaliśmy tę linię 'luncheon line' . Widzisz Mac, tak się u nas załatwia sprawy międzynarodowe.
Ręka w kmtórej trzymałem butelkę smirnofki, zawisła.
- Wiesz Lucy, to opóźnienie waszego lunchu o þół godziny, czy nawet godzinę oddało bolszewikom połowę naszego historycznego terytorium - powiedziałem z nieukrywaną nienawiścią. - Ilu ludziom połamało się życie. My tę linię nazywamy inaczej.
- Jak? - spytała zmieszana, sięgając po papierosa.
- 'Cursed line' , przeklęta linia."
[strony 612-614]
" Niestety, za rządem, jak hiena podążał dawny kawiarniany konspirator ze Lwowa, generał Sikorski, i to nie tylko z patriotycznych pobudek, ale głównie z żądzy władzy i odwetu na obozie piłsudczykowskim. W krótkim czasie dopuścił się zdrady, montując za namową Anglików pucz w ambasadzie polskiej w Bukareszcie. W wyniku tego puczu Rumuni uznali się zwolnionymi od zobowiązań i internowali tak rząd, jak i wojsko.
- Panie ministrze - powiedział do mnie jeden z radców, którego znałem w MSZ jeszcze jako młodego człowieka - konsekwencje tego puczu, albo co tu mówi, zdrady, są nieobliczalne i są tylko na rękę Anglikom. straciliśmy suwerenny rząd, w stosunku do którego Anglicy mieli zobowiązania, a ludzie, którzy negocjowali z nimi pakty i znają wszystkie tajne aneksy do umów, są teraz zatrzymani w Sinai. Na miejscu rządu, który był w stanie egzekwować nasze prawa, powstaje jakiś komitet, który można traktować tylko z litością, a na czele tego komitetu staje generał Sikorski, jak pan minister wie, z galicyjska uniżony w stosunku do cudzoziemców i zawsze kosztem Polaków im usłużny. [...] Niestety nie mamy się co łudzić. Po tym zamachu Polska politycznie jest przegrana i to niezależnie od naszego przyszłego wysiłku wojennego i naszych zasług w toczącej się wojnie."
[strona 772]
To teraz napiszę parę słów od siebie.
Nie wszystkie cytaty dotyczą tytułu. Parę dotyczy innej sprawy.
Otóż sprawa ta, ta inna, jest trywialna.
Ze świniopasa nie da się bez strat zrobić w przeciągu pokolenia premiera, intelektualisty, celebryty (w pozytywnym sensie tego słowa). Po prostu się nie da. Chamstwo i hołota muszą najpierw przestać być chamstwem i hołotą, a wtedy, być może dadzą radę awansować. Najpierw na nauczyciele w szkole powszechnej, w następnym pokoleniu być może w liceum, jeszcze pokolenie później na uczelni wyższej. To wymaga pracy, pracy i jeszcze raz pracy, głównie nad sobą. Bohater książki miał jeden zawód wyuczony (miał na to papierek), a mógł i z powodzeniem wykonywał kilka innych funkcji - zawsze z sukcesem. Bo ten człowiek był wykształcony, a nie był wyuczeńcem (wykształciuchem).
Wszystkie cytaty pochodzą z książki Mieczysława Jałowieckiego "Na skraju imperium i inne wspomnienia" - niestety według mojej wiedzy dostępnej tylko w merlinie w chwili obecnej.
Jałowicki jako ziemianin i pan pełną gębą jest krytyczny. Jest krytyczny wobec Piłsudskiego za akcję w Bezdanach, ale nie jest zacietrzewiony. gdy poznaje osobiście Naczelnika, który zgodnie z koligacjami rodzinnymi jest jego wujem, i gdy zaczyna pojmować z jakim ogromem spraw i zależności boryka się państwo, bez chwili zastanowienia poświęca się dla spraw tego państwa pod wodzą Marszałka. Wykonuje swoją pracę solidnie i uczciwie, a nawet z dużą dozą inwencji twórczej. To dzięki niemu Westerplatte było w rekach polskich - bo on to po prostu kupił.
Krytycyzm bohatera wobec rządów pułkowników po śmierci Marszałka ma tylko jeden punkt. Ludzie, którzy byli dokładnymi i precyzyjnymi wykonawcami poleceń Naczelnika niestety nie nadawali się na samodzielnych kreatorów polityki państwowej. Po prostu zabrakło tych kilku pokoleń pomiędzy wykonawcą rozkazów, a człowiekiem mogącym samodzielnie kreować rzeczywistość.
zachęcam wszystkich do przeczytania tej książki.
This world is totally fugazi
Andrzej.A
23 sierpnia 2013
74 lata temu
Podpisano sławetny pakt Ribbentrop - Mołotow, zwany IV rozbiorem Polski. To ważna data i ważne wydarzenie.
Jednakże w mojej aktualnej ocenie należy patrzeć na ten fakt nie na jako coś, co rozpoczyna pewną akcję, a wręcz przeciwnie.
Pakt R-M jest domknięciem, przypieczętowaniem pewnych wcześniejszych działań i porozumień.
Jest naturalną konsekwencją, a nie nagłym zwrotem akcji.
Wszak przed tym aktem szkolono niemieckich czołgistów na poligonach w Rosji. Również niemieccy chemicy mogli przeprowadzać swoje badania i testy broni chemicznej właśnie w sowietach.
Już w Locarno (1925 rok) zblatowanie Niemiec i Rosji jest na takim poziomie, że Finlandia rezygnuje z podpisania dwustronnego porozumienia z Polską o wzajemnej pomocy i współpracy.
W 1925 roku, czyli na osiem lat przed dojściem Hitlera do władzy.
Hitler i pakt R-M to wymówka.
Postanowienie o wybuchu II WŚ zapadło wcześniej i gdzie indziej. Być może rozważano to jako dogrywkę I WŚ, bo wynik był niesatysfakcjonujący (terytorialnie bądź finansowo). Nie należy robić z paktu R-M strzelistego pojedynczego aktu o fundamentalnym znaczeniu, ale wpisać go w pewien ciąg zdarzeń i jako taki rozpatrywać.
Z tego też powodu taka książka jak "Pakt Ribbentrop - Beck" Zychowicza jest kretynizmem mówiąc wprost. Bo nie da się wziąć jednego elementu z historii i zmienić go.
Historia i pewne wydarzenia są strumieniem wzajemnych oddziaływań i zdarzeń. Zmiana musiałaby zostać wprowadzona gdzie indziej niż to by chciał Zychowicz, aby skutki dla Polski były korzystne.
Miał rację profesor Wieczorkiewicz gdy mówił, że "historię Polski trzeba napisać raz jeszcze".
This world is totally fugazi
Andrzej.A
Jednakże w mojej aktualnej ocenie należy patrzeć na ten fakt nie na jako coś, co rozpoczyna pewną akcję, a wręcz przeciwnie.
Pakt R-M jest domknięciem, przypieczętowaniem pewnych wcześniejszych działań i porozumień.
Jest naturalną konsekwencją, a nie nagłym zwrotem akcji.
Wszak przed tym aktem szkolono niemieckich czołgistów na poligonach w Rosji. Również niemieccy chemicy mogli przeprowadzać swoje badania i testy broni chemicznej właśnie w sowietach.
Już w Locarno (1925 rok) zblatowanie Niemiec i Rosji jest na takim poziomie, że Finlandia rezygnuje z podpisania dwustronnego porozumienia z Polską o wzajemnej pomocy i współpracy.
W 1925 roku, czyli na osiem lat przed dojściem Hitlera do władzy.
Hitler i pakt R-M to wymówka.
Postanowienie o wybuchu II WŚ zapadło wcześniej i gdzie indziej. Być może rozważano to jako dogrywkę I WŚ, bo wynik był niesatysfakcjonujący (terytorialnie bądź finansowo). Nie należy robić z paktu R-M strzelistego pojedynczego aktu o fundamentalnym znaczeniu, ale wpisać go w pewien ciąg zdarzeń i jako taki rozpatrywać.
Z tego też powodu taka książka jak "Pakt Ribbentrop - Beck" Zychowicza jest kretynizmem mówiąc wprost. Bo nie da się wziąć jednego elementu z historii i zmienić go.
Historia i pewne wydarzenia są strumieniem wzajemnych oddziaływań i zdarzeń. Zmiana musiałaby zostać wprowadzona gdzie indziej niż to by chciał Zychowicz, aby skutki dla Polski były korzystne.
Miał rację profesor Wieczorkiewicz gdy mówił, że "historię Polski trzeba napisać raz jeszcze".
This world is totally fugazi
Andrzej.A
12 sierpnia 2013
Szajba 2013
Czy wszyscy wiedzą, do czego i kogo piję tym tytułem?
Mam nadzieję, że tak.
Zychowicz po poprzedniej swojej publikacji, w której roztaczał całkiem inny obraz możliwych wydarzeń lat 1939-1945 spotkał się z co najmniej życzliwym wyczekiwaniem.
Również moim (http://pulldragontail.blogspot.com/2012/09/prawie-wszystkie-warianty.html). zwracam uwagę czytelników na tytuł tamtej notki i kluczowe słowo tamtego tytułu PRAWIE.
O ile poprzednia książka Zychowicza mieści się według mnie w szeroko rozumianym dyskursie nad historią naszego kraju, to obecna pozycja "Obłęd 44" już samym tytułem wychodzi poza ten obszar.
I nic nie pomogą połajanki w wykonaniu samego Zychowicza i jego pomagierów, którzy mówią o odkłamywaniu, odbrązawianiu i demistyfikacji.
Dygresja.
Byłem na urlopie na roztoczu. W dawnych obszarach ordynacji Zamoyskich.
Jeden z przewodników, którzy coś tam wiedzieli na temat II WŚ powiedział coś takiego: "z samego ordynariatu Zamoyskich miało iść na Warszawę w 1944roku 25'000 ludzi z bronią. I nie byli to jak chcą niektórzy ludzie nie przygotowani, ale jak najbardziej przeszkoleni zarówno do walki w lesie jak i w mieście. Ludzie przeszkoleni przez cichociemnych."
Koniec dygresji.
Drugie 25'000 ludzi miało iść z okolic Biełegostoku.
To jak to jest Panie Zychowicz.
Co zaważyło na klęsce powstania. Nieudolność i agenturalność dowódców czy też może inne czynniki, które zatrzymały tych ludzi z ich karabinami i poczuciem gniewu na Niemców. Bo nawet gdyby Bór-Komorowski był głupszy od Bula-Komorowskiego, to przy wsparciu pięciu dywizji piechoty to Bitwy Warszawskiej 1944 przegrać by się nie dało.
To daje w sumie 50'000 ludzi - to jest pięć dywizji. Niemcy nie mieli tylu ludzi, żeby nawet śnić o możliwości powalczenia z taką ilością powstańców.
Wspomniany przeze mnie przewodnik mówił jeszcze kilka innych ciekawych rzeczy.
Starych chałup na tym terenie się nie gasi, bo nigdy nie wiadomo czy pod chałupą nie ma zgromadzonego jeszcze z czasów wojny arsenaliku.
Kto ciekaw niech odwiedzi Zagrodę Guciów w Guciowie nieopodal Zwierzyńca. A kto bardziej ciekaw historii dawniejszej to niech pojeździ po okolicy.
Zalecam zwracać uwagę na nazwy miejscowości. Takie nazwy jak Huta, Hucisko, Hutka, Stara Huta, Hamernia, Ruda Żelazna. Czy coś komuś mówią te nazwy, bo mnie tak. W dobrach Zamoyskich po prostu był przemysł wydobywczy rudy darniowej. Po prostu produkowano stal i jego przetwory.
This world is totally fugazi
Andrzej.A
Mam nadzieję, że tak.
Zychowicz po poprzedniej swojej publikacji, w której roztaczał całkiem inny obraz możliwych wydarzeń lat 1939-1945 spotkał się z co najmniej życzliwym wyczekiwaniem.
Również moim (http://pulldragontail.blogspot.com/2012/09/prawie-wszystkie-warianty.html). zwracam uwagę czytelników na tytuł tamtej notki i kluczowe słowo tamtego tytułu PRAWIE.
O ile poprzednia książka Zychowicza mieści się według mnie w szeroko rozumianym dyskursie nad historią naszego kraju, to obecna pozycja "Obłęd 44" już samym tytułem wychodzi poza ten obszar.
I nic nie pomogą połajanki w wykonaniu samego Zychowicza i jego pomagierów, którzy mówią o odkłamywaniu, odbrązawianiu i demistyfikacji.
Dygresja.
Byłem na urlopie na roztoczu. W dawnych obszarach ordynacji Zamoyskich.
Jeden z przewodników, którzy coś tam wiedzieli na temat II WŚ powiedział coś takiego: "z samego ordynariatu Zamoyskich miało iść na Warszawę w 1944roku 25'000 ludzi z bronią. I nie byli to jak chcą niektórzy ludzie nie przygotowani, ale jak najbardziej przeszkoleni zarówno do walki w lesie jak i w mieście. Ludzie przeszkoleni przez cichociemnych."
Koniec dygresji.
Drugie 25'000 ludzi miało iść z okolic Biełegostoku.
To jak to jest Panie Zychowicz.
Co zaważyło na klęsce powstania. Nieudolność i agenturalność dowódców czy też może inne czynniki, które zatrzymały tych ludzi z ich karabinami i poczuciem gniewu na Niemców. Bo nawet gdyby Bór-Komorowski był głupszy od Bula-Komorowskiego, to przy wsparciu pięciu dywizji piechoty to Bitwy Warszawskiej 1944 przegrać by się nie dało.
To daje w sumie 50'000 ludzi - to jest pięć dywizji. Niemcy nie mieli tylu ludzi, żeby nawet śnić o możliwości powalczenia z taką ilością powstańców.
Wspomniany przeze mnie przewodnik mówił jeszcze kilka innych ciekawych rzeczy.
Starych chałup na tym terenie się nie gasi, bo nigdy nie wiadomo czy pod chałupą nie ma zgromadzonego jeszcze z czasów wojny arsenaliku.
Kto ciekaw niech odwiedzi Zagrodę Guciów w Guciowie nieopodal Zwierzyńca. A kto bardziej ciekaw historii dawniejszej to niech pojeździ po okolicy.
Zalecam zwracać uwagę na nazwy miejscowości. Takie nazwy jak Huta, Hucisko, Hutka, Stara Huta, Hamernia, Ruda Żelazna. Czy coś komuś mówią te nazwy, bo mnie tak. W dobrach Zamoyskich po prostu był przemysł wydobywczy rudy darniowej. Po prostu produkowano stal i jego przetwory.
This world is totally fugazi
Andrzej.A
Subskrybuj:
Posty (Atom)