Sondaże rządu i PO spadają. No i co z tego, czy to jest rok wyborczy - chyba jednak nie. Chodzą słuchy o wymianie ministrów, może nawet zmianie premiera - jak dla mnie bzdura totalna. I ja doskonale wiem, że Tusk nie jest samodzielnym bytem, a tylko frontmenem - człowiekiem wysuniętym na stanowisko, do którego de facto nie dorósł. Ale jednak skład rady ministrów to dobierał, przynajmniej w pewnym zakresie sam. Wybrał miernoty to ma.
Zmiana ministrów owszem wchodzi w grę, ale samego Tuska to raczej nikt nie ruszy. Bo z jednej strony jest za mocny, a z drugiej za słaby, taki słabosilny. Słaby, bo na serio to nie on rządzi, a silny bo nie ma realnej konkurencji we własnej partii.
Nie powinniśmy się podniecać wynikami sondaży, bo ani to rok wyborczy, ani te sondaże rzetelne.
Ponadto, gdyby ten system panujący vel układ vel salon się rzeczywiście sypał, to wtedy również Komorowskiemu by spadało, a nie spada. A przecież to jest to samo środowisko, to jakim cudem Komorowskiemu nie spada. Pomimo tylu gaf, potknięć, pomimo błędów ortograficznych. A nawet wbrew wszystkiemu rośnie, jest na czele osób publicznych wobec których ludzie deklarują zaufanie.
Nie liczmy na to, że "wajcha została przestawiona". Co najwyżej kilku dziennikarzom pozwolono na napisanie paru słów prawdy, ale tylko paru słów, bo przecież nie całej prawdy - nawet jeżeli za całą prawdę przyjmiemy w tym momencie to wszystko co jest publicznie znane od dłuższego czasu. Nie dajmy się zwariować, tym dziennikarzom, którzy coś napisali i powiedzieli z dnia nadzień, a nawet z godziny na godzinę smycz może zostać skrócona i od razu karnie w szeregu będą chwalić Tuska jak chwalili do tej pory. I w następnym sondażu wszystko wróci do normy.
Dużo ciekawsza jest sprawa płk. Tobiasza, który był zszedł z tego świata w chwili jak najbardziej pożądanej dla Komorowskiego. Nic w sądzie powiedzieć nie zdążył, ani tym bardziej nie zdążył zdezawuować jego wcześniejszych wypowiedzi Wojciech Sumliński. A Sumliński już jednego gostka z tej ferajny załatwił udowadniając mu na sali sądowej właśnie, że całość jego zeznań to czysta żywa konfabulacja.
Należy mieć nadzieję, że sekcja zwłok płk. Tobiasza się odbyła, i to bynajmniej nie w takim trybie jak Andrzeja Leppera - gdzie prokuratura ma sporo do zarzucenia policji za sposób i tempo wykonywania pewnych czynności.
Trup zawsze ożywia akcję - tak jest przynajmniej w powieściach kryminalnych.
Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A
"W świetle najnowszych badań historia Polski od 1914 roku winna być napisana od początku" [prof. Paweł Wieczorkiewicz] Obawiam się, że profesor się mylił. Nie tylko historia Polski i nie tylko od 1914, ale historia wszystkich krajów i w praktyce powinniśmy się cofnąć o tysiąc lat i napisać jak było, a nie bajki z mchu i paproci.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą afera marszałkowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą afera marszałkowa. Pokaż wszystkie posty
17 lutego 2012
30 października 2011
... bo jeżdżą ciężarówki ze żwirem ...
EMPiK Galeria Mokotów wczoraj (28-10-2011).
Wybrałem jedną książkę zaczynam szukać drugiej - nie widzę. Zwracam się do Pani z obsługi: "Z MOCY BEZPRAWIA" Sumlińskiego - macie? Podchodzimy do komputera, Pani sprawdza i idzie do działu, UWAGA, UWAGA - Sci-fi. Potem szuka jeszcze w dwóch innych równie "adekwatnych" działach. Na moją uwagę, że przecież to bzdura, bo jest to książka polityczna i/lub społeczno - polityczna pada odpowiedź, że "komputer tak ustalił", moja riposta, że komputer to nic sam ustalić nie mógł, tylko ktoś musiał to tak a nie inaczej zadekretować pozostaje już bez odpowiedzi.
W efekcie książka zostaje mi przyniesiona, po raz drugi UWAGA, UWAGA - z zaplecza. Na sali, a sala z książkami w tym oddziale empiku jest duża, ta pozycja wystawiana nie była. No w każdym razie w momencie gdy ja ją chciałem kupić. Czy to był akurat taki mój pech, że akurat w tym momencie nie było tej książki na sali i musiała zostać doniesiona z zaplecza - tego nie wiem. Ale bym się raczej o "taką przypadkowość" na pieniądze nie zakładał. No taki zwolennik teorii spiskowych ze mnie, że raczej inne refleksje mnie naszły. Wydawca i sam Sumliński powinni liczyć się z tym, że z EMPiK-ów to przyjdą zwroty tej pozycji z adnotacją, "że się nie sprzedawała" - czytaj to gniot i pisowska propaganda.
Tyle na temat okoliczności nabywania tej pozycji, teraz o samej książce.
Tytuł mojego wpisu mógłby być tytułem tej książki. To zresztą dosyć częsty argument jakiego używa główny antybohater, pułkownik Lichodzki.
Pierwszymi jak się wydaje ofiarami "ciężarówki ze żwirem" byli skądinąd dwaj oficerowie SB, którzy w 1984 roku zginęli pod Białobrzegami na trasie z Krakowa do Warszawy.
Trudno jest w tym momencie ocenić co było głównym celem aresztowania i nękania Wojciecha Sumlińskiego. Wszak Sumliński miał już na swoim koncie jedną książkę o zabójstwie X. Popiełuszki i szykował kolejną. W toku tych działań utracił materiały na podstawie, których pisał kolejne dzieło. Utracił materiały źródłowe i prawie gotową książkę, która skądinąd nie może się ukazać jeśli nie ma się tych materiałów. Bo jak się nie ma materiałów, to można majątek stracić na procesy, które mogą zostać człowiekowi wytoczone.
Być może chciano upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu. Zdyskredytować komisję weryfikacyjną WSI Antoniego Macierewicza oraz uniemożliwić Sumlińskiemu wydanie kolejnej książki. Afery "marszałkowa" i "podsłuchowa", które powinny zdmuchnąć ze sceny politycznej Komorowskiego oraz spowodować totalną wymianę szefostwa ABW nie spowodowały żadnych zmian. Nic, zero, null.
Samo wkręcenie Sumlińskiego w "handel aneksem" było szyte grubymi nićmi i również nie spowodowało żadnego trzęsienia ziemi, a powinno.
Należy mieć nadzieję, że Sumliński napisze jedna jeszcze raz swoją drugą książkę o uprowadzeniu i śmierci X. Popiełuszki zwłaszcza, że w omawianej tu pozycji znajdują się takie passusy:
" Ci trzej [mowa o SB-kach skazanych później w procesie Toruńskim] mieli ogony od 15 września. Mówiłem przecież. Byli obserwowani przez ludzi z WSW także feralnego wieczora. .." Ten fragment to jak wynika z książki pochodzi z przekazu od prokuratora Witkowskiego, któremu dwa razy odbierano śledztwo w sprawie X. Popiełuszki.
A oto inny fragment. Sumliński opisuje tu sytuację z jaką się spotkał po napisaniu pierwszej książki: "... Okazało się, że u każdego z moich rozmówców był ktoś przede mną. W jednym przypadku, u biskupa Sławoja Leszka Głódzia, moją wizytę poprzedził pewien bardzo ważny polityk. "
i dalej
"W innym przypadku znany scenarzysta, moralista i 'autorytet moralny' Krzysztof Piesiewicz, ...".
Chodzi o ten moment gdy po wydaniu książki "Kto naprawdę go zabił" Sumliński spotyka się z zamilczeniem tematu. A rozmawiając z różnymi ludźmi dochodzi do wniosku, że ktoś go bez przerwy wyprzedza i nastawia ludzi, z którymi Sumliński ma dopiero rozmawiać negatywnie do niego. Czyli poprawnie rozumując Sumliński jest podsłuchiwany.
Takich passusów jest w tej książce więcej
Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A
Wybrałem jedną książkę zaczynam szukać drugiej - nie widzę. Zwracam się do Pani z obsługi: "Z MOCY BEZPRAWIA" Sumlińskiego - macie? Podchodzimy do komputera, Pani sprawdza i idzie do działu, UWAGA, UWAGA - Sci-fi. Potem szuka jeszcze w dwóch innych równie "adekwatnych" działach. Na moją uwagę, że przecież to bzdura, bo jest to książka polityczna i/lub społeczno - polityczna pada odpowiedź, że "komputer tak ustalił", moja riposta, że komputer to nic sam ustalić nie mógł, tylko ktoś musiał to tak a nie inaczej zadekretować pozostaje już bez odpowiedzi.
W efekcie książka zostaje mi przyniesiona, po raz drugi UWAGA, UWAGA - z zaplecza. Na sali, a sala z książkami w tym oddziale empiku jest duża, ta pozycja wystawiana nie była. No w każdym razie w momencie gdy ja ją chciałem kupić. Czy to był akurat taki mój pech, że akurat w tym momencie nie było tej książki na sali i musiała zostać doniesiona z zaplecza - tego nie wiem. Ale bym się raczej o "taką przypadkowość" na pieniądze nie zakładał. No taki zwolennik teorii spiskowych ze mnie, że raczej inne refleksje mnie naszły. Wydawca i sam Sumliński powinni liczyć się z tym, że z EMPiK-ów to przyjdą zwroty tej pozycji z adnotacją, "że się nie sprzedawała" - czytaj to gniot i pisowska propaganda.
Tyle na temat okoliczności nabywania tej pozycji, teraz o samej książce.
Tytuł mojego wpisu mógłby być tytułem tej książki. To zresztą dosyć częsty argument jakiego używa główny antybohater, pułkownik Lichodzki.
Pierwszymi jak się wydaje ofiarami "ciężarówki ze żwirem" byli skądinąd dwaj oficerowie SB, którzy w 1984 roku zginęli pod Białobrzegami na trasie z Krakowa do Warszawy.
Trudno jest w tym momencie ocenić co było głównym celem aresztowania i nękania Wojciecha Sumlińskiego. Wszak Sumliński miał już na swoim koncie jedną książkę o zabójstwie X. Popiełuszki i szykował kolejną. W toku tych działań utracił materiały na podstawie, których pisał kolejne dzieło. Utracił materiały źródłowe i prawie gotową książkę, która skądinąd nie może się ukazać jeśli nie ma się tych materiałów. Bo jak się nie ma materiałów, to można majątek stracić na procesy, które mogą zostać człowiekowi wytoczone.
Być może chciano upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu. Zdyskredytować komisję weryfikacyjną WSI Antoniego Macierewicza oraz uniemożliwić Sumlińskiemu wydanie kolejnej książki. Afery "marszałkowa" i "podsłuchowa", które powinny zdmuchnąć ze sceny politycznej Komorowskiego oraz spowodować totalną wymianę szefostwa ABW nie spowodowały żadnych zmian. Nic, zero, null.
Samo wkręcenie Sumlińskiego w "handel aneksem" było szyte grubymi nićmi i również nie spowodowało żadnego trzęsienia ziemi, a powinno.
Należy mieć nadzieję, że Sumliński napisze jedna jeszcze raz swoją drugą książkę o uprowadzeniu i śmierci X. Popiełuszki zwłaszcza, że w omawianej tu pozycji znajdują się takie passusy:
" Ci trzej [mowa o SB-kach skazanych później w procesie Toruńskim] mieli ogony od 15 września. Mówiłem przecież. Byli obserwowani przez ludzi z WSW także feralnego wieczora. .." Ten fragment to jak wynika z książki pochodzi z przekazu od prokuratora Witkowskiego, któremu dwa razy odbierano śledztwo w sprawie X. Popiełuszki.
A oto inny fragment. Sumliński opisuje tu sytuację z jaką się spotkał po napisaniu pierwszej książki: "... Okazało się, że u każdego z moich rozmówców był ktoś przede mną. W jednym przypadku, u biskupa Sławoja Leszka Głódzia, moją wizytę poprzedził pewien bardzo ważny polityk. "
i dalej
"W innym przypadku znany scenarzysta, moralista i 'autorytet moralny' Krzysztof Piesiewicz, ...".
Chodzi o ten moment gdy po wydaniu książki "Kto naprawdę go zabił" Sumliński spotyka się z zamilczeniem tematu. A rozmawiając z różnymi ludźmi dochodzi do wniosku, że ktoś go bez przerwy wyprzedza i nastawia ludzi, z którymi Sumliński ma dopiero rozmawiać negatywnie do niego. Czyli poprawnie rozumując Sumliński jest podsłuchiwany.
Takich passusów jest w tej książce więcej
Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A
Etykiety:
afera marszałkowa,
afera podsłuchowa,
Popiełuszko,
Sumliński
Subskrybuj:
Posty (Atom)