Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lemingi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lemingi. Pokaż wszystkie posty

21 lipca 2012

Chleją

Chleją na potęgę. Kto? oczywiście lemingi.
Byłem na wakacjach, typowych dla mnie. A więc żagle, tym razem na Mazurach, Szlak Wielkich Jezior. Od Węgorzewa, do Rucianego i Karwicy na jeziorze Nidzkim i z powrotem.
Poczyniłem przy tym pewne obserwacja. Coraz więcej coraz droższych jachtów wyposażonych w coraz bardziej wymyślne urządzenia. Ja tylko nie mogę wyjść z podziwu, po cholerę na jachcie na Mazurach ktoś instaluje echosondę, radar, CB-radio i jeszcze jakieś inne duperele.
Widziałem kilka przypadków działań załóg tych drogich jachtów (wynajęcie na dobę takiej jednostki oscyluje w okolicy 700 zeta), które mogły przyprawić o palpitację.
Jacht 33 stopowy czyli o długości 10 metrów (to też dziwaczna maniera mierzyć jachty wód śródlądowych w sposób typowy dla jachtów morskich) wyposażony w silnik o dużej mocy, ster strumieniowy podpływa w czasie dobrej pogody do nabrzeża, a dwaj młodzi ludzie na nim siedzący nie mają nawet pomysłu jak to cudo techniki zaparkować prawidłowo.
Potem gdy już się udało im pomóc jeden z nich rzucił, że to "straszna kolumbryna". Skoro taka straszna to po cholerę brałeś człowieku jednostkę nad którą nie jesteś w stanie zapanować. Widocznie jakieś inne względy, najpewniej prestiżowe, zmuszają tych ludzi do wynajmowania takich "kolumbryn".
A przecież za te same pieniądze można wynająć jacht w Chorwacji czy gdzie indziej na Morzu Śródziemnym.

Ale najlepsze następuje trochę później, gdy zaczynają się wieczorno nocne zabawy. Na Mazurach zawsze się spożywało dużo alkoholu, ale to co prezentują właśnie ci z tych dużych jednostek nie mieści się według mnie w pojęciu picia ale właśnie CHLANIA. I to chlania na umór. Takiego chlania na zapomnienie. I te opowieści, które się słyszy.
To wszystko ma jeden mianownik. Zaleźli za wysoko jak na swoje możliwości mentalne i podświadomie zdają sobie z tego sprawę. Są sfrustrowani i chleją aby tą frustracją stłumić. I to nie jest tylko frustracja spowodowana brakiem umiejętności operowania takim jachtem, ale wynika ona z całego ich życia, pracy którą wykonują i tych wszystkich rzeczy, które doprowadziły ich do tego, że ich stać na to żeby wynająć jacht za 700 zeta za dobę.
Jeszcze jedno, więcej chleją ich dziewczyny.
Jedna z zasłyszanych opowieści.
Raut w Hiltonie dla radców prawnych.
"... i wiesz, ta Janka idzie pijana w dym z Heńkiem, który ją ma odprowadzić i najpierw ona pierdolnęła na glebę, a potem on na nią, bo wisiała mu na ramieniu, a on też był najebany. ..."

No tak się "bawią".

Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

30 maja 2012

Z Gombrowicza moi drodzy, z Gombrowicza

Wiele atramentu wylano aby rozważyć kwestię skąd się wzięły te wykształciuchy, te lemingi, ci "tutejsi", to polactwo, ci pańszczyźniani.
No więc właśnie z Gombrowicza.

Dowód.
Prof. A. Waśko: „Podstawę podskórnego, antypolskiego nihilizmu w kulturze rozpowszechnili po roku 1956, powołując się na autorytet Gombrowicza, sfrustrowani eks-zetempowcy, szukający podświadomie literackiego alibi dla swoich stalinowskich zaangażowań. A takiego alibi dostarczało właśnie głoszenie poglądu, że tradycje narodowe, którymi żyła Polska międzywojenna i podziemna w latach 40-ych, były anty-intelektualne i nieeuropejskie, więc ich odrzucenie (nawet na rzecz sowieckiego marksizmu) było właściwie zrozumiałe i nie stanowiło żadnej zdrady. Tezę powyższą głosili mistrzowie inteligencji polskiej: Miłosz, Kołakowski, Mrożek, Błoński i inni”.

A. Horubała: „Jak można przemawiać, jak można dalej pisać książki, gdy się uczestniczyło w tak gigantycznym kłamstwie i firmowało zbrodnię? Można wybrać drogę zanegowania sensu historii, zanegowania odpowiedzialności. Śmiech ze wszystkiego, negacja wartości tradycji — to wszystko było doskonałym alibi (...) Stało się tak głównie dzięki «Trans-Atlantykowi» Gombrowicza. Ta opowieść dezertera, który własne tchórzostwo uzasadnia śmiesznością narodowej tradycji i wiernością samemu sobie, była niezwykle atrakcyjną protezą”.

„ — Pan nie czytał Gombrowicza, «wielkiego polskiego pisarza »? Bożyszcze polskich intelektualistów i literackich smakoszów Polskę ma za nic, za szambo, za śmieć, ojczyznę za anachronizm, patriotyczne myślenie za nacjonalizm, szowinizm i debilizm, przywiązanie do rodzimych symboli za obmierzłą staroświeckość, kult męczenników za analfabetyzm, słowem polskość to strawa głupków. Robił wszystko, by jego czytelnik poczuł wstyd i wstręt do samego siebie, iż urodził się jako Polak, żeby się jak najszybciej wyzbył polskiego łupieżu w kosmopolitycznej odwszalni”.

„«Trans-Atlantyk» (...) zawiera podstawową rozprawę z Polską-zmorą i z polskim ceremoniałem nacjonalistycznego karlenia”. „W miarę sił szerzyłem kult Gombrowicza” („Ziemia Ulro”). Tu dla odmiany Miłosz.

Należy ubolewać, że nie jest znane szerokiej publiczności to co na temat Gombrowicza powiedział "Kisiel", po jego śmierci („I nigdy już nie będę się mógł dowiedzieć czy był pederastą, czy impotentem, czy — jak twierdził K. — «zwykłym onanistą» „).

I twórczość takiego indywiduum staje się pozycją obowiązkową w kanonie lektur szkolnych, gdy jednocześnie wypada przeciwwaga dla takiego podejścia do Narodu i Ojczyzny jaką jest Trylogia Sienkiewicza. No i młody człowiek głupieje, zaczyna wypisywać na murach: "patriotyzm to idiotyzm", albo "80 rocznica odzyskania własnego śmietnika" - to na okoliczność kolejnej rocznicy 11 listopada 1918 roku.

P.S.
Wszystkie cytaty pochodzą z książki Waldemara Łysiaka "Rzeczpospolita kłamców - Salon"
W sumie dość przez przypadek sięgnąłem po tą pozycję, wszak czytałem ją tuż po wydaniu, i nagle brzdęk, jak u Pomysłowego Dobromira - pełna jasność i zrozumienie.


Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

25 października 2011

Strach przed zmianą

Wiele osób analizuje na różne sposoby i z różnych perspektyw powody przegranej PiS w wyborach. Generalnie przenicowano już to zjawisko na tysiąc sposobów, przeżuto i wypluto. Kawał znieświeżonego ochłapu, którym wycierano sobie gęby na wszystkie możliwe sposoby w ciągu ostatnich kilkunastu dni.

Praktycznie jedynym komentatorem, który podniósł problem "strachu" był RAZ. Przy czym jak sądzę sam Ziemkiewicz nie do końca dopytał swojego rozmówcę co tenże ma na myśli mówiąc, że jak PiS dojdzie do władzy to będzie wojna z ruskimi. Bo to wcale nie była nowość tych wyborów - takie twierdzenia ludzi ze wsi (nie mylić z WSI). W poprzednich (prezydenckich i parlamentarnych) ten argument również występował, tylko jeśli się takiego włościanina dopytało, to się okazywało, że jemu chodzi o wojnę gospodarczą i zablokowanie eksportu płodów rolnych i mięcha na wschód.

Czyli ten "strach" jest jak najbardziej przyziemny, bo dotyka tego na co człowieka stać w wyniku takich a nie innych rozstrzygnięć politycznych. Z tego wynika poprawnie rozumując, że ci rolnicy zagłosowali jak najbardziej pragmatycznie - zagłosowali za zasobnością swoich portfeli. To, że się mylą zostanie im całkiem niedługo udowodnione.

Ale nie tylko rolnicy odczuwali "strach" przed tymi wyborami. Celebrytani odczuwali też strach, również większość ludzi odczuwała strach i ze strachu zagłosowała na PO.
Celebrytanami jako beneficjentami obecnego systemu panującego zajmował się nie będę, bo w końcu trudno wymagać od pretorian aktualnej władzy aby przeciw tej władzy głosowali. Chociaż w najnowszej historii Polski coś takiego miało już miejsce - wybory 1989 i przegrana PZPR nawet w zamkniętych okręgach głosowania (jednostki wojskowe). Wojsko, czyli pretorianie ówczesnej władzy zagłosowali przeciwko tej władzy - czyli może się coś takiego zdarzyć.
Ale to pomińmy.

Ważniejszy jest "strach" przeciętnego Kowalskiego. Kowalski pamięta, a jak nie pamięta to mu rodzice przypomną jaki syf panował w PRL-u. A teraz Kowalski ma: telefon komórkowy (rodzice na stacjonarny to 20 lat czekali), komputer w domu (za PRL-u czegoś takiego nie było nawet w Pewexach), pralkę i lodówkę (nie musiał stać 3 miesiące w społecznej kolejce tylko wszedł do sklepu i kupił, a jeszcze na raty chcieli dawać), kolorową plazmę na ścianie (Rubiny na przydziały były), samochód (też na przydziały były i tylko dla partyjnych) i ma 'własne mieszkanie" (czekało się dłużej niż na telefon i nawet nie wszyscy partyjni dostawali). Ten cudzysłów przy własnym mieszkaniu to z przyczyn oczywistych - wszak właścicielem jest bank a Kowalski tylko spłaca raty i może mieszkać póki go na te raty stać.

A Kowalski podobnie jak jego rodzice już sobie wydłubał własną niszę ekologiczną, z której trudno go ruszyć. Niezastąpiony wprawdzie nie jest, ale kto by się tam nim przejmował, wielkimi sprawami się nie zajmuje i ma nadzieję, że wielkie sprawy tego świata zostawią go w spokoju.
Nie można oczekiwać od takiego człowieka, że on będzie dążył do Wielkiej Zmiany. Zwłaszcza, że on w głębi swego jestestwa zdaje sobie doskonale sprawę, że jest tym lemingiem, tym wykształciuchem. Bo usłyszał gdzieś tam w tej telewizorni takiego RAZ-a, albo i Kaczora, a nie daj Bóg, żeby coś poczytał z Łysiaka. Tak, on wie kim jest i skąd mu nogi wyrastają i że wyżej nerek nie podskoczy. Kowalski ma ponadto straszliwie niską samoocenę i właśnie swoim wulgarnym zachowaniem wobec "moherów" stara się zakrzyczeć to swoje jestestwo. Wie ponadto ile to jego "wykształcenie" jest warte, te studia "wyższe" zdobyte na "uczelni" w przysłowiowym Pcimiu Dolnym. Ta matura zdana na poziomie podstawowym z najprostszych możliwych przedmiotów.

To jak można oczekiwać, że taki człowiek, który jest jednym kłębkiem nerwów zagłosuje za "Wielką Zmianą", skoro on sobie cichutko żyje z dnia na dzień i nie chce nic więcej od życia - każda zmiana (na przykład zmiana bezpośredniego przełożonego) to dla takiego człowieka istne trzęsienie ziemi, znowu trzeba sobie odtwarzać swoją niszę ekologiczną i na nowo udowadniać, że się jest potrzebnym a jednocześnie, że się przełożonemu nie zagraża.

Wpis ten powinienem był zatytułować "Suma wszystkich strachów", ale po pierwsze byłby to jednak plagiat, a ponadto chyba nie wymieniłem wszystkich strachów, które naszym statystycznym Kowalskim vel lemingiem vel wykształciuchem miotają co dnia.

Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

11 kwietnia 2011

A co się stanie gdy tym ludziom się zachce?

Dzięki oszustwom intelektualnym sprzedawanym w mediach jako prawda objawiona spora część naszego społeczeństwa nie jest zainteresowana polityką, nie uczestniczy w procesach wyborczych. Równie duża grupa ludzi jest zmanipulowana poprzez przyjmowanie na wiarę tego przekazu płynącego z mediów. Ludzie ci ponadto są stale utrzymywani w stanie pobudzenia, jeśli nie rozedrgania, emocjonalnego.
Stan ten udaje się utrzymać od około 20 lat, przy czym ostatnie 5 lat jest właśnie okresem jednoczesnego wygaszania poczucia dumy narodowej i równocześnie zaszczepiania poczucia wstydu za bycie Polakiem oraz wobec tej drugiej grupy doprowadzenie ich na skraj wręcz nerwowego dygotu.

Tu ciekawostka, identyczną akcję gaszenia ludzkiego entuzjazmu przeprowadzono tuż po wyborach kontraktowych w 1989 roku. Gdy Wałęsa  i inni opieprzali wręcz społeczeństwo za to, że nie wybrało Jaruzela i innych do sejmu. to taka sama identyczna akcja jak obecna "gaszenia pamięci".

Obecne techniki przekazu są dużo lepiej rozwinięte i dużo łatwiej jest ludźmi manipulować.
Ale wszystko ma swój kres.
Propaganda jest i może być skuteczna jeśli nie kłóci się z elementarnym osobniczym odbiorem rzeczywistości. Jeśli zaczyna się kłócić z tym realnie odbieranym przez danego osobnika światem to staje się przeciwskuteczna. Dlatego na portalach i forach o prawicowej konotacji co i raz mamy do czynienia z kimś kto przeszedł z drugiej strony. Z reguły taka osoba zaczyna swój blog od jednego zdania: "Ale ja byłem głupi". Takie zdanie jest jednak niezbyt prawdziwe. Taki ktoś po prostu nie był zbyt intensywnie zainteresowany sprawami politycznymi i powtarzał po prostu suflowane mu w mediach grepsy. To wbrew pozorom naturalne. Nie każdy ma czas na to żeby się dogłębnie wgryzać w niuanse tego co na co dzień jest pokazywane w przekaziorach.

Co się stanie gdy ludziom zniechęconym  i tym utrzymywanym w stanie rozedrgania emocjonalnego nagle przekaz medialny przestanie układać się w spójną całość z ich indywidualnym odbiorem świata. Najprawdopodobniej z równie emocjonalną siłą zaczną głosić poglądy dokładnie przeciwne niż te, którym dotychczas hołdowali.

Wbrew obiegowym opiniom, to strajki w roku 1980 nie wybuchły o kiełbasę, ale o godność. Przecież stoczniowcy to była elita finansowa. Cukier na kartki, a kupienie byle ochłapu w mięsnym graniczyło wręcz z niemożliwością. Wtedy tak deptano godność ludzi, dziś się to robi inaczej.
Pedagogika wstydu wobec społeczeństwa przy jednoczesny zmanipulowaniu programu edukacyjnego w szkole wytworzyła popularnego "leminga" vel "wykształciucha".
Ale nawet taki leming i wykształciuch ma swoją godność,a ponadto umie liczyć czy mu starcza do pierwszego czy nie. A jak mu przestanie starczać na różne przyjemności to może zacząć myśleć.
Należy podkreślić, że niestety Ludwik Dorn używając publicznie określenia wykształciuch bardzo się źle przysłużył. Błąd użycia tego sformułowania publicznie polega na tym, że nazwał zjawisko, nazwał tych ludzi i określił ich stan umysłowy w sposób pejoratywny. A wbrew pozorom oni sobie doskonale zdają sprawę z miałkości ich poziomu intelektualnego ale dopóki nie zostali nazwani nie czuli się źle. Dlatego jest tak trudno dotrzeć do tej grupy z argumentami merytorycznymi. Oni ich nie przyjmują, bo nie chcą ich przyjąć.

Patrząc jednakże na to, co się dzieje można powiedzieć jedno: narasta wściekłość, wściekłość na ten rząd, wściekłość na media, wściekłość na istniejący układ.
Powoli cegiełka po cegiełce mur, który z takim mozołem był budowany w mediach podlega erozji. Pojawienie się pierwszego większego wyłomu nastąpi najprawdopodobniej już w czasie jesiennych wyborów parlamentarnych.

Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

24 listopada 2010

6'000

Chodzi o pensję w takiej wysokości.
Na warunki w Polsce to bardzo przyzwoity poziom. Powiem wręcz, że więcej niż przyzwoity. Również w Warszawie osób zarabiających takie sumy miesięcznie nie ma wbrew pozorom zbyt wiele.
No to porównajmy, kto w Europie zarabia podobne pieniądze. Odpowiedź znajdziemy bardzo szybko. Zwykły krawężnik w Niemczech, Francji, Hiszpanii zarabia właśnie takie pieniądze, czyli około 1'500 EURO.
Angielska żulerka jeździ zachlewać ryja na plażach w Hiszpanii, bo tanio, ciepło i można się nawalić za pół darmo. Niemiecki krawężnik jeździ do Chorwacji na żagle.
A kogo w Polsce stać na to żeby pojechać do Chorwacji na żagle czy do Hiszpanii?
No, to już trzeba zarabiać trochę więcej niż te tytułowe sześć tysięcy.
Skądinąd wakacje w Polsce na mazurach czy gdzieś indziej wcale nie są dużo tańsze.

I właśnie na tym polega problem z lemingami, że ci ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że są robieni w wała na okrągło i to głównie w kwestiach finansowych. Oni po prostu nie wiedzą na jakim poziomie rozwoju społecznego rozumianego jako rozwój indywidualny, ale również całego społeczeństwa, moglibyśmy się znajdować gdyby zmniejszyć obszary patologiczne do rozsądnych rozmiarów (żadnej patologii nie daje się wytępić w 100 procentach - to jest po prostu nierealne).
Duża część tych, którzy wyjechali ostatnio za chlebem do Anglii i gdzie indziej niedługo się o tym przekona na własnej skórze. Bo tam pracując uczciwie nawet na niskim stanowisku (przysłowiowy zmywak) można sobie pozwolić na wycieczkę do Hiszpanii, cotygodniowy wypad do klubu i inne przyjemności. A ludzie ci niedługo zaczną wracać, bo zostaną wypchnięci przez tracących pracę wyspiarzy. A gdy wrócą, to coś im powinno zacząć jarzyć w tych pustych makówkach i być może przekażą również te swoje spostrzeżenia innym równie pustym mózgownicom, które nadal uważają, że PO to "debeściaki".

Zachłyśnięcie się rozwojem technologicznym, który nastał praktycznie równocześnie z przemianami po 1989 roku przykrywa wiele patologii  systemowych (ustrojowych), które mają miejsce i blokują normalny rozwój całego społeczeństwa. Analogicznie jak po 1945 czerwoni argumentowali swoje "dobre intencje" dokonaniem elektryfikacji wsi, zapominając przy tym, że było to możliwe na skutek skoku technologicznego, a nie jako skutek takiego a nie innego ustroju.
Teraz jest identycznie. PO i wspierające ją siły usilnie wmawiają ludziom, że to dzięki nim mamy komórki, lepsze samochody, anteny satelitarne, DVD i inne gadżety, które umilają życie.
Na tym polega nadużycie intelektualne, którego dokonują, a które jest w sumie dosyć trudno wychwycić.

A ja powiem więcej. Mamy te wszystkie udogodnienia i gadżety POMIMO niszczycielskiej działalności elit, które poprzez uzurpację sterują naszym krajem.

23 września 2010

Walić w mordę

Powtórzmy za księciem Repninem, który w tych słowach wyrażał się o magnaterii będącej na żołdzie Rosji: "... jedną ręką wypłacać jurgielt, a drugą walić w mordę. ..." [cytat z pamięci], cytat ten pochodzi z książki Waldemara Łysiaka "Milczące Psy".
To bardzo ciekawa i adekwatna do obecnej sytuacji w Polsce książka. Ciekawa z wielu względów. Po pierwsze autor jej nie dokończył, a rozpoczął pracę nad nią w roku 1983, by w efekcie z zaplanowanej trylogii wydać w formie książkowej tylko jeden tom i szkice do dwóch pozostałych w roku 1990.
Ciekawa również z innego powodu. To w tej pozycji pada chyba po raz pierwszy określenie "leming" w stosunku do grupy ludzi, na określenie ich zachowań. Lemingami nazwał Łysiak tych wszystkich "Panów Braci", tą całą szlachtę zagrodową, która uczepiona u pańskiej klamki wielkich magnatów tylko na tym egzystowała. Że wielki pan coś da uszczknąć z Pańskiego stołu. A magnateria dawała uszczknąć, wszak nie dawali swojego tylko przekazywali to co wcześniej 'pauczyli' od ambasadora. To historia zdrady, zaprzaństwa, przekupstwa i wszystkich tych rzeczy, które postępackie media zwykle kwitują zwrotem "teorie spiskowe". Jak to u Łysiaka książka ta ma również swoich pozytywnych bohaterów, cóż, że wymyślonych - wszak to powieść historyczna. Czyli na tyle osadzona w realiach, że jednak mogło się to wydarzyć.
Czy Łysiak zarzucił kontynuację tego dzieła, bo sam przestraszył się tego co napisał, czy też był to tylko zanik weny twórczej, tego nie wiadomo. Jest to jednak ewenement w działalności autora.
Jeżeli przestraszył się tego co napisał, to książka ta winna być uznana za profetyczną. Wszystko to, co dzieje się obecnie, a co uosabia rząd PO z Tuskiem i obecny prezydent (nie mój, nie mój) jest idealnym wręcz powtórzeniem tego co opisał Łysiak. Za wyjątkiem sztafażu technologicznego nic się nie zmieniło. Nadal są ludzie, którzy uważają, że współpraca z Rosją lub Niemcami jest działaniem na korzyść Ojczyzny.
Różnice są, tych co się przeciwstawiają jest trochę więcej niż u Łysiaka (5-7), a nie kilka milionów. Nawet jeśli z tych kilku milionów wziąć tylko 10% tych najtwardszych, tych "fighterów", to nadal jest to sporo luda, żeby nie dało się tutaj czegoś siłowo załatwić.
Trudno jest opisywać książkę, którą czytało się kilka lat temu, a która wypływa jako skojarzenie z dzisiejszym stanem Państwa, a w dodatku książka gdzieś zanikła i nie można choćby przekartkować żeby pewne elementy pokazać szczególnie.

P.S.
Sprawdziłem w necie, można kupić bez problemów, ale raczej z drugiej ręki. Polecam wielbicielom Łysiaka, a również tym, którzy chcieli by tylko skonfrontować tamtą i obecną rzeczywistość.

25 sierpnia 2009

Tusk się na tym przejedzie

Co jest "tym" - to oczywiste to "genialny" pomysł zaproszenia na Westerplatte Putina i Merkel w dniu 01-09-2009.
Miało być tak wspaniale, buzi, buzi, jednym słowem "kochajmy się". Ale się nadzieli.
Nadzieli się na kacapską wojowniczość i być może kacapską wewnętrzną chęć podbudowania prestiżu władzy we własnym społeczeństwie.

To teraz Tusk ma "dylemat", cytuję z pamięci: "... czy bronić prawdy historycznej, czy poprawiać stosunki z Rosją. ..."
Ani nie obroni prawdy historycznej, ani nie poprawi stosunków bieżących.
Nie obroni prawdy historycznej bo po pierwsze nie ma jaj, a jak nie ma jaj to będzie traktowany jak eunuch.
Skoro nie obroni prawdy historycznej to tym bardziej nie poprawi sytuacji bieżącej, bo Rosja ma to do siebie, że rozmawia z tymi którzy są silni lub przynajmniej starają się być silni.
Z lizusami się nie rozmawia, lizusom się wydaje komendy. coś w tym jest swoją drogą, że nazwisko Tusk oznacza po kaszubsku psa. Donek aport.

Dlaczego uważam, że Tusk się na tym przejedzie. Bo mam nadzieję, że nawet te głupole, które dały się omamić dotychczasową propagandą mają jednak jakieś minimum poczucia godności własnej i narodu do którego należą, chociaż zapewne dla niektórych z nich taki związek frazeologiczny jak Naród Polski brzmi zaściankowo i szowinistycznie.