Odpowiedź jest oczywista:
NIE.
Nie istnieje.
Dowód:
Donald T., człowiek uwikłany i podsłuchiwany został wybrany na stanowisko, na którym przynajmniej teoretycznie takie uwikłania powinny być czynnikiem dyskwalifikującym.
Politycy z krajów decyzyjnych jednak ten wybór klepnęli, nie zważając na potencjalne konsekwencje. Ich, tzn polityków, zbójeckie prawo, że sobie taką marionetkę, którą można w każdej chwili zdyscyplinować a i utrącić wybrali.
Natomiast zachodzi pytanie.
Czy w Polsce w ogóle są jacyś korespondenci mediów z Niemiec, Francji, Anglii, Włoch, a i pomniejszych krajów również.
Bo jeżeli są, to czy może nie znają (nie władają w sposób dostateczny) językiem polskim, że nie byli w stanie doczytać w jakie sprawy jest uwikłany Donald T.
Obawiam się jednak, że tak nie jest. Są korespondenci, którzy perfekcyjnie znają język polski.
To czy może owi korespondenci nie informowali swoich macierzystych firm o tych zaszłościach, które dotyczą Donalda T.
Nie sądzę, bo gdyby nie poinformowali, to by przestali być korespondentami w Warszawie.
Zachodzi zatem pytanie.
Czy w prasie i/lub innych mediach wysoko oddziałujących na tamte społeczeństwa pojawił się artykuł i/lub inny materiał, w którym zadano by pytanie premierowi Wielkiej Brytanii i/lub prezydentowi Francji i/lub kanclerz Niemiec "KOGO DO CHOLERY WYBRALIŚCIE na przewodniczącego".
Gdzie w dalszej części takiego materiału winna być opisana przynajmniej większość niestosowności jakie dotyczą Donalda T., nawet z pominięciem Smoleńska by wystarczyło.
Nie było takiego artykułu i/lub innego materiału dziennikarskiego w wyżej wymienionych krajach.
Ja oczywiście nie czytuję gazet niemieckich, ani francuskich, ani angielskich, ale gdyby taki materiał w prasie głównego nurtu dziennikarskiego się ukazał, to odzew by był przynajmniej w tej części mediów, które stoją w opozycji do obecnego układu rządowego w Polsce.
A ponieważ nie było takiego odzewu, to znaczy, że taki materiał nie zaistniał.
Z czego wynika poprawnie rozumując, że ktoś gdzieś tym redaktorom naczelnym tych mediów polecił nie zajmować się i/lub tylko nie nagłaśniać (przynajmniej na razie) wszystkich zaszłości Donalda T.
Czyli, że redaktorzy tych mediów są posłusznymi wykonawcami poleceń płynących z góry.
C.B.D.U.
(Co Było Do Udowodnienia)
This world is totally fugazi
Andrzej.A
"W świetle najnowszych badań historia Polski od 1914 roku winna być napisana od początku" [prof. Paweł Wieczorkiewicz] Obawiam się, że profesor się mylił. Nie tylko historia Polski i nie tylko od 1914, ale historia wszystkich krajów i w praktyce powinniśmy się cofnąć o tysiąc lat i napisać jak było, a nie bajki z mchu i paproci.
20 września 2014
19 września 2014
Piąty garnitur
Obecnie formowany gabinet to właśnie tytułowy piaty garnitur polityków.
Zaczynając od obecnej premier, która ucieleśnia leninowskie hasło, że nawet kuchta może rządzić państwem - należy ubolewać tylko nad jednym, że zostało to zrealizowane w Polsce.
Ale sama E. Kopacz, to jeszcze nie jest największy problem.
Trudno - świetnie chce Donald T. rządzić zdalnie z Brukseli - niech i tak będzie. Ale desygnowanie na stanowisko szefa w MSZ Grzegorza S. to jednak gruba przesada.
Przecież Grzegorz S. nie potrafi powiedzieć płynnego zdania bez "przecinka" - to widać w tych wszystkich jego wywiadach przeprowadzanych na żywo. Duka bez przerwy, jakby się jąkał. A jąkałą nie jest, czyli, że w miejscach zacięć on normalnie wstawia w czasie płynnej wymowy albo "kurwę", albo "chuja", albo jeszcze coś innego.
Od początku, czyli od 1989 roku można zaobserwować stałą degradację osobników, którzy są serwowani jako rząd - krzywa spada.
To co ma być rządem Ewy K. to już jednak przekracza pewne granice absurdu.
This world is totally fugazi
Andrzej.A
Zaczynając od obecnej premier, która ucieleśnia leninowskie hasło, że nawet kuchta może rządzić państwem - należy ubolewać tylko nad jednym, że zostało to zrealizowane w Polsce.
Ale sama E. Kopacz, to jeszcze nie jest największy problem.
Trudno - świetnie chce Donald T. rządzić zdalnie z Brukseli - niech i tak będzie. Ale desygnowanie na stanowisko szefa w MSZ Grzegorza S. to jednak gruba przesada.
Przecież Grzegorz S. nie potrafi powiedzieć płynnego zdania bez "przecinka" - to widać w tych wszystkich jego wywiadach przeprowadzanych na żywo. Duka bez przerwy, jakby się jąkał. A jąkałą nie jest, czyli, że w miejscach zacięć on normalnie wstawia w czasie płynnej wymowy albo "kurwę", albo "chuja", albo jeszcze coś innego.
Od początku, czyli od 1989 roku można zaobserwować stałą degradację osobników, którzy są serwowani jako rząd - krzywa spada.
To co ma być rządem Ewy K. to już jednak przekracza pewne granice absurdu.
This world is totally fugazi
Andrzej.A
05 września 2014
Trzeba się zbroić
Żarty się skończyły (http://niezalezna.pl/59080-rosyjska-prowokacja-w-estonii-porwanie-oficera-sluzb-wstepem-do-inwazji-na-tallinn).
Porwanie oficera służb specjalnych Estonii może oznaczać wszystko.
Oto kilka prostych rad dla ludzi w Polsce, którzy nie mają możliwości (ciekawe dlaczego?) zakupienia legalnie broni osobistej i/lub broni długiej dalekiego zasięgu (karabin snajperski).
1. Kilka uwag merytorycznych, dla posiadaczy sztucerów myśliwskich.
Korzystając z programu googlemaps można pomierzyć cały teren, który do nas przylega. jest tylko i wyłącznie kwestią doświadczenia - strzelanie do dzików, takie ustawienie i przetrenowanie ustawień sztucera, aby potem można było strzelać do czegokolwiek.
2. Nie mamy pozwolenia na broń, ani nie należymy do kółka łowieckiego.
Kupujemy łuk (krążkowy) i/lub kuszę.
Idziemy na strzelnicę i kalibrujemy urządzenie.
A potem ze spokojem czekamy.
Również korzystają z googlemaps mierzymy nasze otoczenie. To dosyć proste czynności. Potem mając kartkę z takimi pomiarami jesteśmy w stanie praktyczn ie od jednego "strzału" zrobić to, co chcemy.
Obyśmy nie musieli tej wiedzy wykorzystywać.
This world is totally fugazi
Andrzej.A
Porwanie oficera służb specjalnych Estonii może oznaczać wszystko.
Oto kilka prostych rad dla ludzi w Polsce, którzy nie mają możliwości (ciekawe dlaczego?) zakupienia legalnie broni osobistej i/lub broni długiej dalekiego zasięgu (karabin snajperski).
1. Kilka uwag merytorycznych, dla posiadaczy sztucerów myśliwskich.
Korzystając z programu googlemaps można pomierzyć cały teren, który do nas przylega. jest tylko i wyłącznie kwestią doświadczenia - strzelanie do dzików, takie ustawienie i przetrenowanie ustawień sztucera, aby potem można było strzelać do czegokolwiek.
2. Nie mamy pozwolenia na broń, ani nie należymy do kółka łowieckiego.
Kupujemy łuk (krążkowy) i/lub kuszę.
Idziemy na strzelnicę i kalibrujemy urządzenie.
A potem ze spokojem czekamy.
Również korzystają z googlemaps mierzymy nasze otoczenie. To dosyć proste czynności. Potem mając kartkę z takimi pomiarami jesteśmy w stanie praktyczn ie od jednego "strzału" zrobić to, co chcemy.
Obyśmy nie musieli tej wiedzy wykorzystywać.
This world is totally fugazi
Andrzej.A
03 września 2014
Kolejny idiotyzm w skali świata
Ice bucket challenge - oblewanie się kubłem zimnej wody z lodem.
Czyli robienie z siebie durnia na fonii i wizji przez różnych ludzi - tzw., cielębrytów.
Po pierwsze nie jest to żadne wyzwanie, wziąć i chlusnąć na siebie wiadrem wody - owszem może to być działanie pogarszające stan zdrowia osoby, która to robi - szok termiczny.
Ma to być ponadto dowód, że się nie jest sztywniakiem tylko takim wyluzowanym i cool nowocześniakiem.
A cóż to za bzdura.
To jest raczej dowód na to, że się jest idiotą i podąża za stadem innych baranów.
To jest tylko i wyłącznie ogłupianie ludzi i nieistotny "news" medialny.
Jakie może mieć znaczenie, że ktoś, ktokolwiek, oblał się kubłem zimnej wody - to nie ma żadnego znaczenia.
A wyzywanie (niby na pojedynek) następnych "uczestników" tej głupawej zabawy ma za zadanie ośmieszyć kolejną osobę.
To jest taki "łańcuszek św. Antoniego", gdzie jedynym beneficjentem tego wygłupu jest pewna fundacja.
Idiotyzmy pokazywane w mediach sięgają już Himalajów.
Co będzie następne?
Cokolwiek.
Zjedz dżdżownicę, im większa (rosówka) tym lepiej.
Znalazłeś psie gówno na chodniku - dawaj, żryj.
I zdjęcia, filmiki, a w przypadku cielębrytów filmy - full profesional.
This world is totally fugazi
Andrzej.A
Czyli robienie z siebie durnia na fonii i wizji przez różnych ludzi - tzw., cielębrytów.
Po pierwsze nie jest to żadne wyzwanie, wziąć i chlusnąć na siebie wiadrem wody - owszem może to być działanie pogarszające stan zdrowia osoby, która to robi - szok termiczny.
Ma to być ponadto dowód, że się nie jest sztywniakiem tylko takim wyluzowanym i cool nowocześniakiem.
A cóż to za bzdura.
To jest raczej dowód na to, że się jest idiotą i podąża za stadem innych baranów.
To jest tylko i wyłącznie ogłupianie ludzi i nieistotny "news" medialny.
Jakie może mieć znaczenie, że ktoś, ktokolwiek, oblał się kubłem zimnej wody - to nie ma żadnego znaczenia.
A wyzywanie (niby na pojedynek) następnych "uczestników" tej głupawej zabawy ma za zadanie ośmieszyć kolejną osobę.
To jest taki "łańcuszek św. Antoniego", gdzie jedynym beneficjentem tego wygłupu jest pewna fundacja.
Idiotyzmy pokazywane w mediach sięgają już Himalajów.
Co będzie następne?
Cokolwiek.
Zjedz dżdżownicę, im większa (rosówka) tym lepiej.
Znalazłeś psie gówno na chodniku - dawaj, żryj.
I zdjęcia, filmiki, a w przypadku cielębrytów filmy - full profesional.
This world is totally fugazi
Andrzej.A
Etykiety:
ice bucket challange,
media,
mediokracja,
system medialny
01 września 2014
Ten człowiek jest przeznaczony do odstrzału.
Teza:
Donald T. nawet nie obejmie funkcji przewodniczącego, którą mu w ostatnią sobotę przyznano.
Dowód:
Rozmowa Donalda T. z Janem Kulczykiem została sprzedana za 60 tysięcy złotych - nie wiadomo komu, to znaczy może i ktoś wie kto to kupił, ale nie ja.
Nagrań i rozmów polityków z dwóch punktów podsłuchowych (czy na pewno tylko dwóch?) jest 900 godzin. Do tej pory ujawniono około 5 godzin.
Nie wiadomo ile spośród pozostałych 895 godzin jest z udziałem Donalda T. i czy tylko jedna rozmowa z Janem K. jest z jego udziałem.
Nagrania te wyciekły do sowieckiej mafii - tak twierdzą dziennikarze (niektórzy dziennikarze).
Sowiecka mafia to po prostu KGB i/lub GRU - to oczywistość.
Ale nośniki cyfrowe mają to do siebie, że proces kopiowania i powielania trwa de facto ułamki sekund. Film 2 godzinny w dobrej kompresji to około 300 MB - nagranie audio jest mniej kosztowne - czas przegrywania na dobrym komputerze poniżej 5 minut. Nagrania audio mają mniejsze objętości.
Czyli, że pierwotni nagrywacze mogli te materiały rozpowszechnić i sprzedać wielokrotnie - to nie jest niemożliwe.
Czyli, że wysokie gremium wybrało człowieka, który jest trzymany przez kilka co najmniej smyczy z różnych kierunków.
Nikt mi nie powie, że wywiady Francji, Niemiec, Anglii i innych nie poinformowały swoich przywódców o dziejącej się aktualnie w Polsce aferze podsłuchowej - bo to jest niemożliwe.
Z tego wynika jeden wniosek. Wybrano celowo człowieka uwikłanego i na postronku, aby go móc w każdej chwili utrącić.
Najprawdopodobniej tuż przed objęciem tego urzędu, a po wyborach samorządowych w Polsce - na to wskazuje kalendarz.
Czyli użyto bardzo silnej gry operacyjnej na najwyższym szczeblu, aby w Polsce nic się nie zmieniło.
Czyli Donald T. nie obejmie tej funkcji
C.B.D.U.
This world is totally fugazi
Andrzej.A
Donald T. nawet nie obejmie funkcji przewodniczącego, którą mu w ostatnią sobotę przyznano.
Dowód:
Rozmowa Donalda T. z Janem Kulczykiem została sprzedana za 60 tysięcy złotych - nie wiadomo komu, to znaczy może i ktoś wie kto to kupił, ale nie ja.
Nagrań i rozmów polityków z dwóch punktów podsłuchowych (czy na pewno tylko dwóch?) jest 900 godzin. Do tej pory ujawniono około 5 godzin.
Nie wiadomo ile spośród pozostałych 895 godzin jest z udziałem Donalda T. i czy tylko jedna rozmowa z Janem K. jest z jego udziałem.
Nagrania te wyciekły do sowieckiej mafii - tak twierdzą dziennikarze (niektórzy dziennikarze).
Sowiecka mafia to po prostu KGB i/lub GRU - to oczywistość.
Ale nośniki cyfrowe mają to do siebie, że proces kopiowania i powielania trwa de facto ułamki sekund. Film 2 godzinny w dobrej kompresji to około 300 MB - nagranie audio jest mniej kosztowne - czas przegrywania na dobrym komputerze poniżej 5 minut. Nagrania audio mają mniejsze objętości.
Czyli, że pierwotni nagrywacze mogli te materiały rozpowszechnić i sprzedać wielokrotnie - to nie jest niemożliwe.
Czyli, że wysokie gremium wybrało człowieka, który jest trzymany przez kilka co najmniej smyczy z różnych kierunków.
Nikt mi nie powie, że wywiady Francji, Niemiec, Anglii i innych nie poinformowały swoich przywódców o dziejącej się aktualnie w Polsce aferze podsłuchowej - bo to jest niemożliwe.
Z tego wynika jeden wniosek. Wybrano celowo człowieka uwikłanego i na postronku, aby go móc w każdej chwili utrącić.
Najprawdopodobniej tuż przed objęciem tego urzędu, a po wyborach samorządowych w Polsce - na to wskazuje kalendarz.
Czyli użyto bardzo silnej gry operacyjnej na najwyższym szczeblu, aby w Polsce nic się nie zmieniło.
Czyli Donald T. nie obejmie tej funkcji
C.B.D.U.
This world is totally fugazi
Andrzej.A
Etykiety:
afera podsłuchowa,
Amber Room,
Donald T.,
Donald Tusk,
Jan K. Jan Kulczyk,
Kulczyk,
Sowa i przyjaciele,
Tusk
31 sierpnia 2014
Wkopsać faceta na strych
Tytułowe zdanie - zwrot idiomatyczny pochodzi z książek Wiktora Suworowa o GRU.
Opisuje to taką sytuację, że facet niby dostał awans, a w rzeczywistości nic dalej nie może. Został odsuniety od wszelkich procesów decyzyjnych.
Chodzi oczywiście o Donalda T. i jego "awans" na prezydenta Europy.
Stanowisko, które dostał Donald T. jest z definicji stanowiskiem reprezentacyjnym. Gdzie "pilnowanie żyrandola" w Polsce jest związane jednak z jakąś aktywnością, która może mieć wpływ na pewne procesy polityczne. Natomiast tutaj nie ma nic, zero, null.
Czysta reprezentacja i konieczność znajomości procedur. A Donald T. jest po prostu leniem, który nawet procedur istotnych aby móc kierować sekretariatem nie pozna - nie pozna bo mu się nie będzie chciało.
Tu w Polsce mógł dużo, a to opierdolił Grasia, czy innego Schetynę, a to nawrzucał Kaczorowi, czy kazał mu nawrzucać. A tu nic, nie ma żadnych możliwości.
W sposób oczywisty sytuacja ta wiąże się z ucieczką od odpowiedzialności. Odpowiedzialności za wiele rzeczy, gdzie Smoleńsk jest tylko jednym z elementów.
Mówiąc szczerze nie podzielam sarkania innych komentatorów, którzy mówią, że Donald T. uciekł przed odpowiedzialnością. Jakoś kwestia Trybunału Stanu i związanej z tym jurysdykcji i konsekwencji mnie nie przekonuje.
Wbrew pozorom stał się on teraz łatwiejszym celem dla "seryjnego samobójcy" niż był w Polsce na stanowisku premiera.
A taką ewentualność trzeba według mnie brać pod rozwagę.
Wszyscy wiedzą, że Donald T. to protegowany kanclerz Merkel, gdzie jedna z niemieckich gazet napisała wprost, że jest on "łatwy w hodowli".
Na naszym wewnętrznym podwórku istnieje oczywiście zagrożenie związane z tym "awansem". PO i reszta sitwy mogą powiedzieć, "to nie my, to Donald", zwłaszcza gdyby się okazało, że Donald T. zmarł nagle na "kolkę hemoroidalną".
Stanowiło by to asumpt do starego numeru "partia ta sama, ale nie taka sama" oraz, że "błędy i wypaczenia okresu kultu jednostki ..." itd., itp.
Jest wiele niewiadomych w tych równaniach, które opisują sytuację po tej zmianie. Zbyt wiele niewiadomych i zbyt mało równań, aby móc nawet w przybliżeniu określić jak dalej sprawy się potoczą.
This world is totally fugazi
Andrzej.A
Opisuje to taką sytuację, że facet niby dostał awans, a w rzeczywistości nic dalej nie może. Został odsuniety od wszelkich procesów decyzyjnych.
Chodzi oczywiście o Donalda T. i jego "awans" na prezydenta Europy.
Stanowisko, które dostał Donald T. jest z definicji stanowiskiem reprezentacyjnym. Gdzie "pilnowanie żyrandola" w Polsce jest związane jednak z jakąś aktywnością, która może mieć wpływ na pewne procesy polityczne. Natomiast tutaj nie ma nic, zero, null.
Czysta reprezentacja i konieczność znajomości procedur. A Donald T. jest po prostu leniem, który nawet procedur istotnych aby móc kierować sekretariatem nie pozna - nie pozna bo mu się nie będzie chciało.
Tu w Polsce mógł dużo, a to opierdolił Grasia, czy innego Schetynę, a to nawrzucał Kaczorowi, czy kazał mu nawrzucać. A tu nic, nie ma żadnych możliwości.
W sposób oczywisty sytuacja ta wiąże się z ucieczką od odpowiedzialności. Odpowiedzialności za wiele rzeczy, gdzie Smoleńsk jest tylko jednym z elementów.
Mówiąc szczerze nie podzielam sarkania innych komentatorów, którzy mówią, że Donald T. uciekł przed odpowiedzialnością. Jakoś kwestia Trybunału Stanu i związanej z tym jurysdykcji i konsekwencji mnie nie przekonuje.
Wbrew pozorom stał się on teraz łatwiejszym celem dla "seryjnego samobójcy" niż był w Polsce na stanowisku premiera.
A taką ewentualność trzeba według mnie brać pod rozwagę.
Wszyscy wiedzą, że Donald T. to protegowany kanclerz Merkel, gdzie jedna z niemieckich gazet napisała wprost, że jest on "łatwy w hodowli".
Na naszym wewnętrznym podwórku istnieje oczywiście zagrożenie związane z tym "awansem". PO i reszta sitwy mogą powiedzieć, "to nie my, to Donald", zwłaszcza gdyby się okazało, że Donald T. zmarł nagle na "kolkę hemoroidalną".
Stanowiło by to asumpt do starego numeru "partia ta sama, ale nie taka sama" oraz, że "błędy i wypaczenia okresu kultu jednostki ..." itd., itp.
Jest wiele niewiadomych w tych równaniach, które opisują sytuację po tej zmianie. Zbyt wiele niewiadomych i zbyt mało równań, aby móc nawet w przybliżeniu określić jak dalej sprawy się potoczą.
This world is totally fugazi
Andrzej.A
30 sierpnia 2014
Michnik zmienił zdanie?
Źródło(http://wpolityce.pl/swiat/211528-michnik-wladimir-putin-zrzucil-maske-co-ujrzal-naczelny-wyborczej-brak-oporu-tylko-osmiela-bestie)
Oczywiście, że nie.
Przecież nie powiedział, "myliłem się" . Taka jest po prostu mądrość etapu.
Ma to swoje powody, oto one.
1. inne media podają, co się na Ukrainie wyprawia, w związku z czym aby nie utracić resztek przywiązanych do swojej gazety czytelników musi on podążyć za swoimi czytelnikami. Bo utrata wiarygodności, zwłaszcza teraz, przed maratonem wyborczym w Polsce byłaby ostatnią rzeczą jakiej może sobie A. Michnik życzyć.
2. Ale drugi powód jest ważniejszy. Bo Michnik doskonale wie na co może sobie pozwolić w Polsce, a na co mógłby sobie pozwolić w sowdepii. Jeden artykulik o prawach sodomitów i przestajesz być naczelnym - nawet prywatnej gazeta.
Los Abramowicza, Chodorkowskiego i innych jest tu aż nadto dobrym przykładem.
Oczywiście na łamach tej samej GW mogą się pojawiać inne artykuły i opinie, które pustosłowie o "bestii" będą de facto niwelowały.
Nie pokaże się na łamach GW nawoływanie do zaopatrzenia Ukrainy w broń, amunicję i inny sprzęt wojskowy. Ukażą się natomiast artykuły, w których będzie się mówić, że po co im wysyłać broń, przecież mają jej dużo i że wyglądałoby to na wożenie drzewa do lasu.
W związku z tym treść i wymowa linkowanego materiału są według mnie wadliwe.
C.B.D.U.
This world is totally fugazi
Andrzej.A
Oczywiście, że nie.
Przecież nie powiedział, "myliłem się" . Taka jest po prostu mądrość etapu.
Ma to swoje powody, oto one.
1. inne media podają, co się na Ukrainie wyprawia, w związku z czym aby nie utracić resztek przywiązanych do swojej gazety czytelników musi on podążyć za swoimi czytelnikami. Bo utrata wiarygodności, zwłaszcza teraz, przed maratonem wyborczym w Polsce byłaby ostatnią rzeczą jakiej może sobie A. Michnik życzyć.
2. Ale drugi powód jest ważniejszy. Bo Michnik doskonale wie na co może sobie pozwolić w Polsce, a na co mógłby sobie pozwolić w sowdepii. Jeden artykulik o prawach sodomitów i przestajesz być naczelnym - nawet prywatnej gazeta.
Los Abramowicza, Chodorkowskiego i innych jest tu aż nadto dobrym przykładem.
Oczywiście na łamach tej samej GW mogą się pojawiać inne artykuły i opinie, które pustosłowie o "bestii" będą de facto niwelowały.
Nie pokaże się na łamach GW nawoływanie do zaopatrzenia Ukrainy w broń, amunicję i inny sprzęt wojskowy. Ukażą się natomiast artykuły, w których będzie się mówić, że po co im wysyłać broń, przecież mają jej dużo i że wyglądałoby to na wożenie drzewa do lasu.
W związku z tym treść i wymowa linkowanego materiału są według mnie wadliwe.
C.B.D.U.
This world is totally fugazi
Andrzej.A
Subskrybuj:
Posty (Atom)