Pokazywanie postów oznaczonych etykietą energetyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą energetyka. Pokaż wszystkie posty

04 czerwca 2011

Strategia energetyczna dla Polski

1. Nie rozmawiamy z nikim o gazie łupkowym przez najbliższe 10 lat

Ktoś może pomyśleć po takim dictum, że zwariowałem, ale jeśli poczyta dalej to okaże się, że w moim szaleństwie jest metoda.
Jeśli zajrzymy tutaj: http://pulldragontail.blogspot.com/2008/11/nie-tylko-rydzyk-i-nie-tylko-w-toruniu.html
to dojdziemy do wniosku, że polskie zapotrzebowanie na energię jest, a właściwie może być zaspokojone w 160 procentach przy racjonalnym wykorzystaniu źródeł geotermalnych.
To po co mamy wydobywać gaz z łupków, w dodatku na niezbyt korzystnych warunkach w sytuacji przymusu energetyczno - finansowego.
Jako ciekawostkę nie wymienioną w tym artykule należy dodać, że najbliższa Warszawy działająca taka instalacja znajduje się w Mszczonowie, przy trasie katowickiej, w linii prostej 50 km od centrum Warszawy.
Dostawy gazu na potrzeby wielkiej chemii można realizować nawet wbrew faktowi obiektywnemu, że zespół portów Szczecin - Świnoujście został zablokowany przez szbabsko - kacapską rurę, niech się cieszą gówniarze.

Poczekajmy z tymi łupkami, za 10 lat sami do nas przylezą i będą się prosić, żeby mogli tu ewentualnie coś wywiercić na zupełnie innych warunkach (być może będzie to 20 lat).

2. Nie sprzedajemy Lasów Państwowych
Lasy Państwowe dysponują 8,5 milina hektarów lasów, co wobec podpisania przez Polskę "pakietu klimatycznego" oznacza, że  firma LP będzie otrzymywała z Unii gratyfikację w wysokości 13,6 mld EURO rocznie za sam fakt istnienia i utrzymywania zasobu leśnego (przyjąłem do rozważań najniższą stawkę, czyli 16 Euro za hektar, najwyższa wynosi 22 Euro/ha).
13.6 mld EUR rocznie jest znaczącym zastrzykiem dla finansów publicznych.
Lasy Państwowe (ale nie większość, a na pewno nie całość) można sprzedać (sprywatyzować za cenę, która będzie równoważna co najmniej 50-letnim PRZYCHODOM tej instytucji według podanego wyżej schematu.


3. Prawidłowo wykorzystujemy potencjał ludzki
(źródło: http://pulldragontail.blogspot.com/2011/05/co-zrobic-z-gornikami-ze-slaska.html)
Przecież ci górnicy pomimo iż są obecnie w jakimś tam procencie bezrobotni to nie stracili swojej wiedzy. Oni nadal potrafią wykonywać swoją pracę w sposób co najmniej poprawny.

Myszków, wydobycie molibdenu z głębokości 400 metrów, przecież to można zrealizować wręcz od ręki. Przecie Myszków leży na zachodniej granicy okręgu Katowickiego - ludzie tam dojadą do pracy bez problemu i mrugnięcia okiem, że o lokalnych bezrobotnych nie wspomnę.

Suwalszczyzna, wydobycie rud poilimetalicznych z głębokości 800 do 2300 metrów. No, tu już trzeba zainwestować. Ale to nie jest inwestycja w jakąś super tajną technologię jak w przypadku gazu łupkowego. Wiercimy, stawiamy kopalnię i wydobywamy. Między innymi 50 mln ton tytanu, co stanowi 8.3 procenta światowego zasobu tego pierwiastka (zasób światowy jest oceniany na 600 mln ton).

Mierzeja Wiślana i Sudety, gdzie są złoża uranu mogą być wykorzystywane, ale nie muszą. Nam to jest na gwizdek.

4. Nie inwestujemy w energetykę jądrową.
Nie ma takich potrzeb, chyba, że mamy ochotę na wytworzenie własnej bomby atomowej bądź też wodorowej i neutronowej. Ale do tego nie potrzeba kupować reaktorów energetycznych, a doświadczalne. Zresztą kadra naukowo techniczna zdolna takie coś zaprojektować i wdrożyć w Polsce się znajduje.
Precyzyjniej argumentowałem w tej kwestii tutaj: http://pulldragontail.blogspot.com/2011/03/przeciw-energetyce-jadrowej-chyba-ze.html


P.S.
Oczywiście nie sprzedajemy nikomu, za żadne pieniądze LOTOSU, Petrochemii w Płocku, w Trzebini i w innych miejscach.

P.S2.
Nie jestem geologiem. Dopuszczam oczywiście taką możliwość, że tak dużej aglomeracji jak Warszawa, region Katowicki, Trójmiasto na Wybrzeżu, to się z odwiertów geotermalnych ogrzać i zasilić w prąd nie da. Ale niech się w tej kwestii wypowie publicznie ktoś znający się na temacie.
A nie tak jak w przypadku gazu łupkowego, to było zanim sprawa stała się głośna, jakiś śmieć dał lead w jednym z wiodących mediów: "gaz głupkowy".


Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

25 marca 2011

Przeciw energetyce jądrowej, chyba że ...

Jestem przeciwnikiem budowy w Polsce elektrowni atomowych, ponieważ uważam, że coś takiego jest nam najzwyczajniej w świecie niepotrzebne w chwili obecnej.

Po pierwsze mamy olbrzymie złoża geotermalne, które zaspokajają nasze potrzeby energetyczne przy obecnym zapotrzebowaniu na energię w 160 procentach, czyli jeżeli te złoża będą (zaczną) być prawidłowo eksploatowane, to mamy tylko z tego nadwyżkę energetyczne, czyli można by tę nadwyżkę sprzedawać.
(źródło: http://pulldragontail.blogspot.com/2008/11/nie-tylko-rydzyk-i-nie-tylko-w-toruniu.html)

Po drugie mamy złoża gazu łupkowego (źródło: http://pulldragontail.blogspot.com/2010/04/gaz.html).
Poważne firmy oceniają te złoża na takie wartości, że w przypadku prawidłowego eksploatowania tych złóż jesteśmy nie tylko samowystarczalni, ale stajemy się eksporterem tego nośnika energii.


Po trzecie opracowano w Polsce unikalną technologię odzyskiwania paliw z procesu spalania innych surowców (źródło: http://pulldragontail.blogspot.com/2009/03/nowy-pomys-przemys-rzad-nie-jest.html). Jest to technologia, która powoduje przewrót, ale trzeba chcieć ją wykorzystać.

Czyli mamy trzy źródła energii, które są w stanie zaspokoić nasze potrzeby i jeszcze możemy jako Naród na tym nieźle zarobić.
To ja się pytam po co? Po co nam w tej chwili jakakolwiek elektrownia atomowa. Zwłaszcza, że nie dysponujemy istotnymi zasobami rud uranu, czyli paliwo do tych reaktorów również byśmy musieli kupować.

Jest tylko jeden argument, który mógłby przemawiać ewentualnie za wybudowaniem takiej elektrowni.
Jeśli gdzieś tam w pewnej perspektywie chcielibyśmy wyprodukować własną bombę atomową. Patrząc z takiej perspektywy posiadanie elektrowni atomowej jest wręcz niezbędne. I to jest jedyny argument, który przemawia za postawieniem w Polsce elektrowni atomowej. Chociaż nie jestem pewien czy na przykład reaktor doświadczalny, który znajduje się w Świerku nie jest instalacją wystarczającą do osiągnięcia tego celu.

Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

21 kwietnia 2010

Gaz

"... W latach 70-tych Radzieccy bardzo się starali o to żebyśmy nie uniezależnili się od ich surowców energetycznych. ..." [Edward Gierek w książce "Przerwana dekada"]
(cytat może nie dosłowny bo z pamięci, ale sens niewątpliwie oddany).


Wszelkie cytaty poniżej pochodzą z tego źródła: http://niezalezna.pl/article/show/id/31798

Czytając te artykuły, w sumie sześć, człowiek zaczyna się łapać za głowę i myśleć w jakim kraju ja żyję.
Pojawia się więcej pytań niż odpowiedzi. Na przykład takie:
Kto pisał statut PGNiG, z którego wynika, że szukanie a zwłaszcza eksploatacja złóż w Polsce może być poczytana za działanie na szkodę spółki. Ktoś to napisał, ktoś to zatwierdził, ktoś nad tym przeszedł do porządku dziennego. Kim byli ci wszyscy ludzie. Tego na razie nie wiadomo.

Wicepremier Pawlak z charakterystyczną miną cyborga śmie mówić, że w negocjacjach z Rosją odniósł sukces - i nikt mu nie powiedział, żeby przestał opowiadać brednie.

Amerykańskie koncerny to nie harcerze ani nie organizacje charytatywne, ale przy eksploatacji tych złóż przez te koncerny to dosyć dużo ludzi w Polsce by się jednak całkiem nieźle pożywiło. Tymczasem Rosja jak sądzę chce przejąć te złoża w sposób charakterystyczny dla siebie.
Pracując niewątpliwie równocześnie bardzo intensywnie nad "pozyskaniem" technologii od tych koncernów. O sposobach takiego "pozyskiwania" technologii to w swoim czasie dużo pisał niejaki Suworow. Za pięć lat tego dokonają, a może dopiero za dziesięć.

Przestaje w związku z tym budzić zdziwienie tytuł artykułu w "Moscov Times": "Nad miejscem katastrofy w Smoleńsku unosi się zapach gazu łupkowego".

Tyle moich uwag, poniżej garść cytatów z tych artykułów.


"... analitycy instytutu Wood Mackenzie oceniają, że w polskich pokładach łupkowych znajduje się nawet do 1,4 bln m sześc. gazu o wartości rynkowej ponad 240 mld dolarów. Henryk Jezierski, wiceminister środowiska i główny geolog kraju, uważa, że gazu niekonwencjonalnego mamy nawet do 3 bln m sześc., i jest zdania, że praktycznie eksploatacja przemysłowa stanie się faktem za 8 do 10 lat. Zasoby gazu z łupków łącznie ze złożami gazu ziemnego zapewnią Polsce pełną samowystarczalność gazową na ponad 100 lat. W dodatku mamy duże zasoby gazu zamkniętego w porach skalnych. Zasoby te zostały dobrze udokumentowane przez polskich geologów jeszcze w latach 70., znajdują się w piaskowcach czerwonego spągowca (dewon) na dużej głębokości w centralnej Polsce."

i dalej

"Trudno ocenić, ile dotychczas zainwestowały koncerny amerykańskie w poszukiwania gazu łupkowego w naszym kraju. Faktem jest, że taka duża obecność kapitału amerykańskiego oraz koncesji na złoża gazonośne może okazać się lepszą tarczą ochronną dla Polski niż baterie rakiet Patriot. Bezpieczeństwo energetyczne ma również aspekt geopolityczny. Za kilka lat Polska może być Kuwejtem Europy – powtarzają eksperci Wood Mackenzie. A Kuwejtu się broni."

i następny fragment:
"Tymczasem 27 stycznia br. Gazprom i Polskie Górnictwo Naftowe i Gazowe zawarli w Moskwie po wielomiesięcznych negocjacjach porozumienie przewidujące przedłużenie kontraktu na dostawy gazu z Rosji do Polski do 2037 r. Uzgodniono zwiększenie od 2010 r. wolumen dostaw do 10,2 mld m sześc. rocznie i przedłużono do 2045 r. kontrakt na przesył rosyjskiego gazu przez Polskę do krajów Europy Zachodniej. Porozumienie – przedstawiane jako duże osiągnięcie rządu PO–PSL – jest tylko sukcesem Rosji, zapewniając jej polski rynek zbytu na lata, nawet gdy będziemy mieli pełną samowystarczalność gazową. Gazprom liczy też na pozbycie się konkurencji – zniechęcenie amerykańskich firm do udziału w eksploatacji gazu niekonwencjonalnego w Polsce.

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) nie jest zainteresowane gazem niekonwencjonalnym. Oficjalnie przedstawiciele spółki twierdzą, że ze względu na skomplikowaną i drogą technologię wydobycia. Ale prawda jest inna: polska firma woli kupować błękitne paliwo od Rosjan, bo je potem sprzedaje z dużym zyskiem. A zgodnie z rozporządzeniem Urzędu Regulacji Energetyki (URE), PGNiG nie może za gaz wydobywany w kraju otrzymać takiej ceny, jak za gaz z Rosji. Dlatego wzrost wydobycia krajowego nie zwiększa zysku spółki, a inwestowanie w poszukiwanie i eksploatację może być uważane za działanie na jej szkodę. PGNiG wprawdzie ostrożnie planuje udział w poszukiwaniach gazu łupkowego wraz z amerykańskimi firmami Marathon Oil i Chevronem, ale zdaniem przedstawicieli polskiej spółki, amerykańskie koncerny co najmniej przesadzają w optymistycznych ocenach zasobów gazu łupkowego w naszym kraju.

Eksperci PGNiG uważają, że gaz z łupków – jeśli w ogóle będzie – jest za drogi, więc nie będzie miał zbytu. Faktem jest, że polskie firmy nie dysponują środkami na bardzo drogie inwestycje poszukiwawcze, jest to jeden z powodów, dla których na nasz rynek wchodzą czołowe koncerny amerykańskie. Dla skarbu państwa to opłacalny interes – koncerny sporo płacą za koncesję na poszukiwanie surowca, a jeśli go znajdą – wykupują koncesję na wydobycie niezależnie od podatków oraz innych opłat. Amerykańskie firmy płacą nam, Gazpromowi płacimy my. Narażając się, że Kreml zawsze może nam zakręcić kurek od gazu."

"Amerykanie najpierw znaleźli się nad Dunajem. Węgierski koncern paliwowy MOL oraz jedna ze spółek zależnych ExxonMobil podpisały porozumienie w sprawie wspólnej eksploatacji złoża łupków gazonośnych o nazwie Mako Trough na terenie Węgier. Podstawą umowy jest wspólne studium techniczne obu spółek, które było realizowane na obszarze wspomnianego złoża już w 2007 r.



Obecnie rozpoczął się badawczy program wydobywczy, który obejmie dwa bloki skał łupkowych (106 i 107) na złożu Mako Trough obejmującym 1560 kilometrów kwadratowych. Inwestycję finansuje ExxonMobil, który posiada 50 proc. udziałów w przedsięwzięciu. Pierwsze odwierty wydobywcze na głębokości 4,3 tys. metrów zostały już wykonane, teraz trwa ich testowanie oraz szacowanie wielkości złoża łupków gazonośnych. Węgierski MOL uczestniczy w realizacji jeszcze jednego amerykańskiego programu gazowego. Zaczęło się też od ExxonMobil, który w kwietniu 2007 r. podpisał umowę na rozwój i eksploatację łupków z inną firmą amerykańską, Falcon Oil and Gas i jej spółką zależną TXM Exploration and Production LCC. MOL przejął 50 proc. udziałów w tym programie, który będzie realizowany na obszarze ok. 750 kilometrów kwadratowych. Koszty pierwszej fazy prac, szacowane na 75 mln dol., zostały podzielone po połowie pomiędzy MOL i ExxonMobil. Z obu tych inwestycji wydobycie gazu niekonwencjonalnego na skalę przemysłową spodziewane jest za trzy – cztery lata.

Gazowa wojna z Rosjanami

Węgry to dla ExxonMobil przyczółek w kampanii wypierania Gazpromu z rynku europejskiego – oceniają analitycy z Wood Mackenzie (konsultacyjnej firmy z branży paliwowo-energetycznej). Także przedstawiciele koncernu z Teksasu nie ukrywają, że ich celem jest zastopowanie rosyjskiej ekspansji gazowej w Europie. Zresztą konkurencja między Gazpromem i ExxonMobil coraz bardziej zaczyna przypominać wojnę ekonomiczną.



Gazprom chce zakończyć negocjacje z ExxonMobil w sprawie zakupu na wyłącznie rosyjski rynek, gazu ze złóż Sachalin-1. Zapowiedział to wiceprezes rosyjskiego koncernu Aleksandr Ananienkow.



Zupełnie inne plany mieli Amerykanie. Exxon, który w eksploatację złóż na Sachalinie zainwestował już 6 mld dol., chciał eksportować z nich gaz do Chin, gdzie ceny tego surowca są do trzech razy wyższe niż w Rosji. Ale plany Amerykanów blokuje Gazprom, twierdząc, że surowiec ze złóż, na które koncesję kupił ExxonMobil, jest potrzebny Rosji na jej potrzeby na Dalekim Wschodzie.



Niedawno premier Władimir Putin uroczyście otworzył budowę mierzącego 1,8 tys. kilometrów gazociągu, który ma połączyć pola na Sachalinie z Władywostokiem. Inwestycja wyceniona na niebotyczną kwotę 11 mld dol. ma być zakończona do 2012 r., kiedy we Władywostoku Rosja ma zorganizować szczyt państw Forum Gospodarczego Azja - Pacyfik.



Podczas ceremonii otwarcia budowy Putin poparł stanowisko Gazpromu: „Gaz ze złóż we Wschodniej Syberii i na Dalekim Wschodzie ma być wykorzystany przede wszystkim na rodzimym rynku” - stwierdził. Analitycy Wood Mackenzie nie mają wątpliwości – to była presja na ExxonMobil. A Michaił Krutichin, z firmy doradczej RusEnergy, potwierdził, że Gazprom nie pozwoli sobie odebrać prymatu na rynku gazu.



Amerykanie uważają, że stawką w grze jest monopol Gazpromu na eksport gazu z Rosji, który ten państwowy koncern dostał formalnie trzy lata temu. Od tego monopolu przyznano wtedy tylko trzy wyjątki - na umowy podpisane z zachodnimi koncernami jeszcze za prezydentury Borysa Jelcyna.



Obecnie prawo do eksportu gazu z Rosji ma już tylko ExxonMobil. Straciły je koncerny Shell i BP, które odstąpiły Gazpromowi kontrolę nad zakupionymi przez siebie złożami na Sachalinie i Syberii, bo Moskwa groziła im odebraniem koncesji pod pretekstem szkód ekologicznych. Utrata koncesji grozi też ExxonMobil, bo niedawno rosyjskie władze oceniły, że amerykański koncern opóźnia się z wypełnieniem zobowiązań inwestycyjnych. To tylko pretekst, żeby się pozbyć Amerykanów z Sachalinu bez odszkodowania – uważają międzynarodowi analitycy. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że jeśli Moskwa czegoś chce, to zagraniczny partner przestaje się liczyć. Ale tym razem partner jest na tyle potężny, że podejmuje wyzwanie. Na początek tworząc podstawy nowej gazowej potęgi w krajach europejskich i zapowiadając wyparcie Gazpromu z tego rynku."

"Rosjanie doskonale wiedzą, że gaz łupkowy to realna perspektywa uniezależnienia energetycznego Europy od Gazpromu. Pod znakiem zapytania stoi więc rentowność rozpoczęcia bardzo kosztownego wydobycia gazu ziemnego ze złoża Sztokman, znajdującego się na szelfie kontynentalnym Morza Barentsa. Z tego złoża zaś ma pochodzić większość surowca, który za pośrednictwem rurociągu Nord Stream przez Morze Bałtyckie ma płynąć z Rosji do Niemiec. Francuski „Total” już wstrzymał się z inwestycją z Gazpromem, bo potrzeba na nią ok. 25 mld dol. Program inwestycyjny i model biznesowy Rosjan przewidywał, że głównym odbiorcą skroplonego gazu będą USA i Kanada. Planowano nawet budowę w USA 20 terminali na odbiór LNG. Dziś to wszystko jest zupełnie nieaktualne z powodu gazu z łupków. Wszystko to będzie mieć również określone skutki polityczne. To gra o ogromne pieniądze, ogromne wpływy oraz ogromne interesy. Także państwowe, bo wydobycie gazu łupkowego jest realną alternatywą dla źródeł rosyjskich, zmieni nie tylko układ sił w branży energetycznej, ale również może istotnie przekształcić relacje polityczne między Rosją a partnerami z Unii Europejskiej."

05 listopada 2009

Krótkie podsumowania

Po jaką cholerę powstała ta komisja śledcza
Przecież "winnych" wykrycia afery już ujawniono i ukarano

D.Tusk pojechał do Francji i tam z wielką pompą zadeklarowano rozpoczęcie w Polsce modernizacji polskiej energetyki, zapewne na licencji francuskiej, poprzez wybudowanie iluś tam elektrowni atomowych.
Ja się pytam po co?
Jeśli spojrzymy na mapę Polski i Europy to się okazuje, że około 80 % naszego terytorium znajduje się na obszarze geotermalnie aktywnym, czyli wystarczy wykonać kilkadziesiąt takich odwiertów jakie są na przykład w Mszczonowie żeby drastycznie ograniczyć wydzielanie CO2 przez nasz przemysł. Wtedy my byśmy mogli narzucać wyśrubowane normy ekologiczne innym.
Drugi element z tego samego podwórka. Profesor Nazimek i jego metoda sztucznej fotosyntezy - opatentowana z niemałym trudem. Czyli na każdym "brudnym" kominie instalujemy jakąś tam aparaturę i w efekcie uzyskujemy metanol do dalszego spalania.
Ale takich informacji się szeroko rozumianej publiczności nie ujawnia, bo po co. Jeszcze by sobie publika pomyślała, że możemy coś zrobić samodzielnie, a to jest przecież niedopuszczalne.
To jest mniej więcej taka sama sytuacja jaką opisywali w swoim czasie Joanna i Andrzej Gwiazdowie, gdzie na jakiejś naradzie jakiś partyjny (pzpr-owiec) matoł twierdził, że nikt w Polsce nie jest w stanie zaprojektować jakiegoś tam typoszeregu pomp. Co Gwiazda skomentował w ten sposó, że coś takiego dobrze to jest w stanie zrobić student każdej polibudy w Polsce, a każdy inżynier w sposób wręcz modelowy.
Aleksandrowi Gudzowatemu złożono "propozycję nie do odrzucenia". Jak się wycofa z zarządzania przesyłem gazu przez Polskę to się mu umożliwi wybudowanie odnogi gazociągu Bernau-Szczecin.
Nie lubię faceta, znaczy się Guzowatego, ale spośród hien, które obsiadły naszą gospodarkę to jednak ten człowiek wygląda na jedynego propaństwowca.

Rozpisałem się trochę o energetyce i okolicach, ale to jest ważne, według mnie ważniejsze niż komisje, podsłuchy i inne pierdolety.
Jak nie będziemy zabezpieczeni energetycznie to nic nie będziemy mogli zrobić samodzielnie.

19 marca 2009

Nowy pomysł (przemysł) - rząd nie jest zainteresowany

W najnowszym numerze NATIONAL GEOGRAPHIC wywiad z profesorem Dobiesławem Nazimkiem - szefem zakładu Chemii Środowiskowej UMCS w Lublinie.
Artykuł-wywiad ma intrygujący tytuł: "Czy CO2 zrobi z Polski Kuwejt". Nie będę przepisywał całości ale konkluzja jest dosyć oczywista. Profesorowi udało się doprowadzić do znaczącego przełomu w procesie sztucznej fotosyntezy. O ile gdzie indziej (tak trwają takie badania na świecie) skuteczność metody wynosi około 0,6% to profesorowi udało się uzyskać 15% metanolu w produkcie końcowym - co już jest wynikiem powodującym, że rzecz zaczyna się opłacać.

"Budując nową gałąź przemysłu, naprawdę zwiększamy bezpieczeństwo energetyczne kraju. Stajemy się samowystarczalni, nie musimy nikogo prosić o odkręcenie kurka z gazem czy odblokowanie rurociągu. Naszym kołem zamachowym przestaje być ropa."

"To wielki rynek pracy, który może być wart nawet 20 mld złotych w trzecim roku realizacji projektu"

"Ale są też ludzie zainteresowani tym, by energia była jak najdroższa. Spotkałem się z nimi na obradach rządowej podkomisji ds. energetyki i z przerażeniem słuchałem ich wypowiedzi"

Profesor jest na etapie uzyskiwania patentu.
W celu uruchomienia pierwszej instalacji technicznej (to taki poziom pośredni pomiędzy badaniami laboratoryjnymi a instalacją przemysłową) brakuje około 100 mln. Na propozycję otrzymania grantu z UE reaguje jednak alergicznie - chyba słusznie:

"Struktury Unii to najlepszy wywiad gospodarczy świata. Starając się o finansowanie trzeba dokładnie opisać wykorzystywaną technologię."

Wszystkim serdecznie polecam przeczytanie tego artykułu.

Uwagi ogólne. NG jest miesięcznikiem o znikomym w porównaniu do innych wydawnictw nakładzie. To i mało ludzi wie, że takie rzeczy są w Polsce robione. Ale jest to dokładnie to samo co w przypadku odwiertu geotermalnego w Toruniu. Jak się przeciętnego zjadacza chleba na ulicy zapytać o geotermię to natychmiast odpowie, że Rydzyk znowu chce nabić w butelkę biedne moherowe babcie. Nikt, lub prawie nikt nie wie, że w Polsce są największe tego typu złoża w Europie.
Tak samo tutaj, nikt nie wie, że są prowadzone tego typu prace badawcze w Polsce i gdzie indziej, ani tym bardziej nikt nie wie, że właśnie w Polsce dokonano przełomu w tej dziedzinie.

Przy tej okazji przypomniała mi się pewna historia z przed kilku lat. Otóż jakiś łebski oficer opracował (w warunkach pracy we własnym garażu) przełomową technologię produkcji nowego typu pocisków dla ochrony w samolotach (chodzi o to żeby pocisk był skuteczny a jednocześnie nie przebijał poszycia samolotu). Co się stało z tym człowiekiem i jego pomysłem, czy zostało to opatentowane, czy tenże oficer ma z tego tytułu jakieś profity i czy Polska jako kraj coś na tym zarobiła - tego nie wiemy, a jak nie wiemy to można podejrzewać, że zostało to zaprzepaszczone.

Profesor Nazimek poszedł inną drogą, i słusznie, najpierw patent. A nawet jak rząd nie będzie zainteresowany to wdrożyć się też da, tylko będzie dłużej trwało.

30 listopada 2007

Dalszy ciąg "cudów"

Te "cuda" to spowoduję, że się nie pozbieramy do końca świata albo i jeszcze dłużej. Oto tekst z "Dziennika" (http://www.dziennik.pl/gospodarka/article89526/Pawlak_Mozemy_sprzedac_Rosjanom_firmy_energetyczne.html)

Rząd koalicji PO-PSL otwiera szeroko drzwi przed rosyjskimi koncernami energetycznymi. Wicepremier Waldemar Pawlak ogłosił w rosyjskiej gazecie "Kommiersant", że firmy ze Wschodu będą mogły kupować polskie przedsiębiorstwa sektora energetycznego na takich samych zasadach, jak wszyscy.



"Rząd Polski przestrzega zasady pełnej otwartości w sprawach prywatyzacyjnych. W tej dziedzinie postępujemy w pełnej zgodzie ze standardami przyjętymi w Unii Europejskiej" - obiecuje Waldemar Pawlak w wywiadzie dla moskiewskiej gazety.

Wicepremier tłumaczy, że zgodnie z unijnymi przepisami dostęp do rynku energetycznego powinien być równy dla wszystkich przedsiębiorstw, niezależnie od tego, z jakiego kraju pochodzą. "Dyrektywy Unii Europejskiej szczególnie baczną uwagą zwracają na to, by operatorzy sieci energetycznych dawali jednakowy dostęp wszystkim uczestnikom rynku" - dodaje szef Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Wicepremier i minister gospodarki nie stawia Rosjanom żadnych warunków wstępnych w zamian za dostęp do prywatyzacji polskiego sektora energetycznego. "Zasady UE nie dopuszczają żadnych ograniczeń i dyskryminacji w dostępie do rynku" - tłumaczy.

To zmiana polskiego stanowiska w tej sprawie o 180 stopni. Wcześniej Polska robiła, co mogła, by nie dopuścić Rosjan na nasz rynek energetyczny. Niektórzy politycy byli wręcz oskarżani o zdradę polskich interesów, jeśli nie dość głośno protestowali przeciw sprzedawaniu jakichkolwiek firm energetycznych Rosjanom. Argumentowano, że w ten sposób Polska będzie skazana na łaskę i niełaskę Moskwy.

Poseł PiS Zbigniew Wassermann, były koordynator specłużb, zwraca uwagę, żę bezpieczeństwo energetyczne Polski to piorytet każdego rządu. "Cały rząd powinien pamiętać, składając taką deklarację, że tu w grę wchodzi nie tylko ekonomia, ale realne kwestie możliwych zagrożeń bezpieczeństwa Polski" - tłumaczy Wassermann.

I przypomina, że nasz kraj nie zawsze miał dobre doświadczenia z Rosją. "Mieliśmy już do czynienia z próbami wrogiego przejęcia naszych firm przez Rosjan. Trzeba pamiętać o tym, że Rosja jest krajem, który realizuje swoją politykę w dużej mierze poprzez rozgrywki z dystrybucją środków energetycznych. I nie chodzi tu tylko o Polskę, ale szantaż paliwowy czy słynne zakręcanie kurków dotykało wiele państw" - podkreśla były koordynator specłużb.