Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka. edukacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka. edukacja. Pokaż wszystkie posty

06 kwietnia 2012

System szkolnictwa - projekt

Najbardziej kompletny i podparty wcześniejszymi własnymi artykułami tekst na temat sytemu edukacji zamieściłem tutaj.
Jednak należy podkreślić, że do tej pory zajmowałem się opisem stanu istniejącego i użalaniem się nad poziomem edukacji, który w Polsce jest. To, że jest żenujący, to chyba nikogo do tego przekonywać nie trzeba.
No to teraz mam ochotę przedstawić projekt, który powinien zmienić ten stan rzeczy.

1. Rozpędzić całe towarzystwo, które od lat psuje system oświaty zasiadając w MEN i MSzWiT (wywalamy do spodu włącznie ze sprzątaczkami - bo nie wiadomo dla kogo pracuje sprzątaczka poza faktem bycia sprzątaczką)

2. Zmiana bazy programowej i sposobu nauczania i oceniania.
     a. likwidujemy "bezstresowość" w klasach 1-3 szkoły podstawowej. Już nie "chmurki" i "słoneczka", ale po prostu pały, dwójki, trójki, czwórki, piątki i szóstki.
     b. na poziomie drugiej klasy szkoły podstawowej po prostu wprowadzamy wymóg umiejętności tabliczki mnożenia do 100.
     c. na tym samym poziomie wprowadzamy naukę ŁACINY jako języka równoległego do polskiego, dla chętnych dodatkowo greka.
     d. nauka przyrody, geografii, historii powinna być wprowadzana stopniowo

3. Można albo utrzymać system gimnazjalny, albo powrócić do ośmioletniej szkoły podstawowej i czteroletniego liceum (patrz niżej). To jest kwestia dyskusyjna.

W zależności od wyniku jaki osiągnie młody człowiek na koniec szkoły podstawowej jest kierowany albo do czteroletniego gimnazjum, albo do trzyletniego. Lub też gdy zmienimy system na ośmioletnią podstawówkę do cztero, pięcio, lub też sześcioletniego liceum (nie uwzględniam tutaj techników i szkół zawodowych).
Jeśli pozostaniemy przy systemie podstawówka-gimnazjum-liceum, to w takiej sytuacji podstawówka winna nadal liczyć 6 lat, potem albo 3 albo 4 letnie gimnazjum zakończone egzaminem, a potem 3 albo 4 letnie liceum zakończone maturą.
W efekcie otrzymujemy system, w którym młody człowiek zdaje maturę albo w wieku lat 18-tu, albo 19-tu, albo 20-stu lat.
Po prostu, jak jest dobry lub bardzo dobry, to przechodzi cykl szkoleniowy w systemie 6-3-3, jak jest słabszy to wpada w cykl 6-3-4 lub 6-4-3. A jak jest najsłabszy to wpada w cykl 6-4-4.
Taki system stwarza pewne dodatkowe możliwości. Wyłapuje jednostki super zdolne z jakichś dziedzin i dosyć łatwo przyspiesza ich promocję, a jednocześnie spłaszcza różnice mentalne między młodymi ludźmi, którzy nie rozwijają się jednakowo.

Zalety: promocja i wyłapywanie jednostek zdolnych i bardzo zdolnych lub tylko pracowitych. Podwyższenie poziomu kształcenia. Tu należy nadmienić, że na poziomie licealnym wszystkie wykłady winny odbywać się po łacinie, za wyjątkiem polskiego i innych języków obcych.
Ponadto w liceach winny być takie przedmioty jak medioznawstwo, socjologia, logika, sztuka prowadzenia dyskursu z uwzględnieniem takich elementów jak sofistyka i erystyka.

Wady: odejście od systemu egalitarnego. Ale przecież ludzie nie są równi i nie jest to nic nadzwyczajnego. Jeden lepiej rozwiązuje całki, a drugi lepiej analizuje wiersze - to nie jest nienormalne, ale właśnie naturalne.

Oczekuję na rzeczową krytykę moich pomysłów.

Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

25 marca 2012

Protest głodowy, dopiero teraz?

Na temat zapaści szkolnictwa w Polsce po raz pierwszy napisałem w dniu 04 marca 2009 roku (źródło). Czyli trzy lata temu. Jako, że jestem matematyczno - techniczny, to skupiłem się na tym zakresie. Ale przecież w tym samym mniej więcej czasie profesor Andrzej Nowak (wydawnictwo Arcana, Uniwersytet Jagielloński) w artykule opublikowanym na łamach Rzepy pisał to samo na temat nauki historii. Pisał (podaję z pamięci), że było około 200 godzin nauki historii w liceach, jest 150, a najnowsza "reforma" ma zredukować tą wartość do 60 godzin.
I wtedy nic, cisza, nikt się nie ruszył. Ja rozumiem, że ja to jestem mały żuczek, ale profesor Nowak to nie jest menel z pod budki z piwem, z którego zdaniem można się nie liczyć.
Sądzę, że mój tekst Trzecia próba z 16 października 2010 roku, o historycznym właśnie spojrzeniu na to w jakim miejscu jesteśmy pod względem stałego zaniżania poziomu wiedzy, najlepiej oddaje stan w jakim jesteśmy w tej kwestii.
Pisałem o tym również w dniu 08 maja 2010 roku przy okazji pogrzebu mojego znajomego tekstem pod tytułem Pogrzeb albo dlaczego o tych ludziach się nie słyszy, gdzie poza kwestiami naukowymi i poziomem kształcenia podnosiłem kwestię propagowania przez media takiego a nie innego modelu kariery (bardziej kurwiery niż kariery).
05 listopada 2011 roku napisałem tekst stan gry - wojna kulturowa, gdzie zamieściłem swoje przemyślenia na temat tego, że uważam, że znajdujemy się w stanie permanentnej wojny kulturowej wypowiedzianej Narodowi przez ksenokratyczne elity.

Prawie zawsze gdy pisałem o nauce, szkolnictwie, systemie edukacji wplatałem zdanie mojego kolegi - dziekana jednego z wydziałów Politechniki Warszawskiej: "Ludzie kończący obecnie 3 letnie studia inżynierskie, czyli licencjat mają mniejszą wiedzę z przedmiotów podstawowych, czyli matematyki i fizyki, niż my gdy kończyliśmy liceum w 1982 roku."
Przecież to jest niemożliwe, żeby taką konstatację wyrażał jeden człowiek na jednym wydziale na polibudzie. Nie jest możliwym aby dziekani i rektorzy nie alarmowali ministerstw za skandalicznie niski poziom wiedzy ludzi przychodzących na wyższe studia.
Nie jest możliwe, żeby przez 20 lat dokonywano jedynie wadliwych decyzji na temat szkolnictwa w Polsce.
No i znajdujemy potwierdzenie. Andrzej Gwiazda w swoim artykule pisze (źródło):
"Międzynarodowy Fundusz Walutowy wymaga od wszystkich krajów członkowskich ograniczenia wydatków na edukację i ochronę zdrowia. Ekspert MFW Thomas Morrison w swojej ekspertyzie „Polityczne uwarunkowania wprowadzania systemów dostosowawczych" zaleca: „Nie należy ograniczać dostępu dzieci do szkół, gdyż zawsze powoduje to bunty rodziców. Natomiast obniżanie poziomu nauczania daje większe oszczędności, a w żadnym kraju nie powodowało protestów". Dotychczas!"
i dalej,
"Żarty na bok. Kilkanaście lat temu w San Francisco odbyła się konferencja „na szczycie", w czasie której uzgodniono, że obecny stan techniki nie wymaga już masowego zatrudnienia. Że dzisiaj wystarcza 20 proc. populacji, a 80 proc. jest zbędne i stanowi jedynie obciążenie. Nie wiemy, jaki los przewidziano dla tej części. Lecz niezależnie od projektu warunkiem, aby „zbędni" się w tym nie połapali, jest obniżenie poziomu nauczania."

Czyli, że te wszystkie "reformy" szkolnictwa to nie są błędy kolejnych debili, którzy się dorwali do zabawki jaką jest MEN i MSzWiT, ale jest to robota celowa czyli SABOTAŻ.
Celowy SABOTAŻ, który jest robiony na rozkaz MFW i innych organizacji. A z sabotażystami to chyba wiadomo jak należy postępować.

Tu muszę powiedzieć, że mam olbrzymią pretensję do Pana Andrzeja Gwiazdy. Za to, że w pewnym okresie czasu dał się zepchnąć ze sceny politycznej, za to, że nie kandydował do sejmu przez długi czas, za to, że nie był słyszany głośno i wyraźnie przez blisko 20 lat. Ale jestem mu również wdzięczny za to, że w końcu zaczął przemawiać, na temat szkolnictwa i nie tylko.
Ciekawe ile jeszcze takich passusów jak te o szkolnictwie ma w swojej głowie zapamiętane Pan Andrzej Gwiazda. Bo coś tak podejrzewam, że całkiem sporo.

P.S.
Jak ktoś ciekaw ile i jakie teksty w sumie popełniłem na temat edukacji, to proponuję na moim blogu kliknąć w tag "nauka, edukacja" lub "system edukacji", powinny wyświetlić się wszystkie.

Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

07 lutego 2012

Do czego zmierza system szkolnictwa w Polsce

Chyba już można pokusić się o pewne przybliżone przewidywanie przyszłości na temat tego jak będzie wyglądał system szkolnictwa w Polsce za 10, a być może nawet za 20 lat.
Ostatni rocznik był tekstem, który napisałem w związku z nadejściem zmienionego programu, a właściwie zmienionej podstawy programowej, która dotarła do poziomu licealnego.
Chyba jednak najważniejszym tekstem jaki napisałem na temat systemu szkolnictwa był tekst pod tytułem "Trzecia próba", w którym scharakteryzowałem podejmowane wcześniej, oraz porównałem do obecnej, metody wynaradawiania Polaków.

O kwestiach nauki w Polsce pisałem również tu i tu.

Ale teraz po uzyskaniu bardziej dogłębnej informacji mogę pokusić się o pewne uogólnienia i przewidywania przyszłości.
Celem najnowszego obniżenia poziomu kształcenia jest deprecjacja państwowych szkół poziomu licealnego.
Dotychczas sytuacja była taka, że owszem szkoły podstawowe i gimnazja prywatne były statystycznie lepsze od państwowych, ale już licea prywatne to nie dorastały do pięt szkołom państwowym. Zaniżenie poziomu kształcenia, które właśnie dotarło do liceów spowoduje, że szkoły państwowe, które będą miały obowiązek realizować program nie będą w stanie konkurować z liceami prywatnymi. Licea prywatne po prostu będą realizować rozszerzony program nauczania i nikt im tego nie zabroni. Natomiast państwowe nie będą mogły realizować nic ponad program ustalony przez MEN.
Za mniej więcej trzy lata wszelkie rankingi szkół zaczną się zmieniać. Według punktacji "Perspektyw" zaczną przodować licea prywatne - a jest to chyba jedyny sensowny ranking, który ocenia szkołę na podstawie tego ilu jej absolwentów dostało się na studia wyższe państwowe czyli bezpłatne.

Można przyjąć, że w czasie najbliższych 10 lat odsetek osób, które dostaną się na studia po skończonych liceach państwowych znacząco spadnie. Jednocześnie szkoły prywatne staną się dużo bardziej chętnie wybierane przez rodziców dla swoich pociech, co automatycznie spowoduje, że właściciele tych placówek będą mieli łatwą motywację żeby podnieść czesne.
Nastąpi równocześnie rozwarstwienie poziomów kształcenia w placówkach państwowych i prywatnych. W państwowych będzie realizowany program według wytycznych MEN, a prywatne będą coraz bardziej śrubować wymagania. Dojdzie do tego, że uczelnie wyższe będą chętniej przyjmowały absolwentów szkół prywatnych, nawet jeśli ci będą mieli gorsze wyniki z egzaminu maturalnego niż tych najlepszych po liceach państwowych.
W pewnym momencie być może zostanie nawet zostaną przywrócone egzaminy w szkołach wyższych - prawdopodobnie na takie rozwiązanie będą naciskać rektorzy.

W perspektywie około piętnastu lat przewiduję chęć sprywatyzowania szkół wyższych. Będzie to swoiste domknięcie systemu szkolnictwa w Polsce.
Prywatne podstawówki, prywatne gimnazja, prywatne licea i na koniec prywatne uczelnie wyższe. Wszystko za grube pieniądze. A ponieważ systemu stypendialnego nie ma i nie będzie to ludźmi wykształconymi będą "sami swoi".

Nikt spoza nowej nomenklatury się nie prześlizgnie. Prędzej ktoś naprawdę zdolny ukończy studia w Londynie, Paryżu, Zurichu czy gdzieś w USA niż da radę przebić się w Polsce.

Oczywiście nie bez znaczenia dla tych działań jest fakt, że ludźmi słabo wykształconymi jest łatwiej powodować.

Tu wypada zacytować fragment programu jaki opracowano w Urządzie do spraw Rasowo-Politycznych NSDAP, zaprezentowany 25 listopada 1939 roku:

„Uniwersytety i inne szkoły wyższe, szkoły zawodowe, jak i szkoły średnie były zawsze ośrodkiem polskiego szowinistycznego wychowania i dlatego powinny być w ogóle zamknięte. Należy zezwolić jedynie na szkoły podstawowe, które powinny nauczać jedynie najbardziej prymitywnych rzeczy: rachunków, czytania i pisania. Nauka w ważnych narodowo dziedzinach, jak geografia, historia, historia literatury oraz gimnastyka, musi być zakazana”

Prawda, że piękny tekst, zwłaszcza ten fragment o szowinizmie.

Biorąc pod rozwagę podstawę programową jaką wdrożyła pani minister Hall, to szowinizmu już na polskich wyższych uczelniach i w liceach nie będzie. Nie będzie, bo ilość godzin jakie są poświęcane na naukę historii została tak okrojona, że trudno mówić o jakiejkolwiek wiedzy młodych ludzi, którzy tak przygotowany program będą mieli za zadanie opanować.A młody człowiek nie posiadający wiedzy elementarnej na tematy historyczne nie będzie w stanie prawidłowo oceniać obecnie rządzących. I o to właśnie chodzi.

A jednocześnie należy wspomnieć, że są szkoły prywatne, które niezwykle starannie przygotowują młodych ludzi do rządzenia właśnie. Gdzie dogłębnie uczy się historii, gdzie młodzi ludzie zapoznają się z podstawami retoryki, poznają na przykładach czym są sofizmaty, i jak prowadzić dyskusję nawet używając chwytów erystycznych.

Gdzie wykłada się przedmiot o nazwie "medioznawstwo", ze szczególnym uwzględnieniem tego jak media kreują rzeczywistość.


No tak to wygląda proszę państwa


Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

05 listopada 2011

Stan gry - część 2 - wojna kulturowa

Praktycznie od początku, czyli od 1989 roku żyjemy w zakłamaniu.
Zakłamywane są fakty, znaczenie słów, symbolika, postawy obywatelskie, historia. I na to ludzie w swej masie nie są po prostu przygotowani. Bo trzeba mieć dużo samozaparcia, żeby będąc bombardowanym przez media w jakiejś sprawie wysilić się i sprawdzić w kilku źródłach o co chodzi naprawdę. Nie każdy ma ponadto na to czas i nie każdy ma możliwości.
Dochodzi do takich kuriozów, że w Wikipedii w wersji angielskiej jest o jakiejś postaci historycznej napisane zupełnie co innego niż w wersji polskiej - najczęściej wersja polska jest po prostu okrojona.

Można powiedzieć, że ta wojna kulturowa podzielona jest na 3 okresy.

Okres pierwszy - od 1989 do śmierci JP II
Okres drugi - od śmierci JP II do 10-04-2010
Okres trzeci  - od 10-04-2010 do chwili obecnej

W pierwszym okresie to się jednak towarzystwo powstrzymywało. Papież Polak to jednak było coś. żadna promocja Nergala w TV ani w żadnym innym medium nie była wtedy do pomyślenia. Również drobniejsze rzeczy nie przechodziły. Nie było takiego zalewu chłamu w TV, nie było tych "tańców z gwiazdami na rurze" i innych tego typu "atrakcji".
Gdzieś tam jakiś Biedroń z Niemcem się pałętali, ale o tym żeby ktoś z nich został posłem to nikt nawet nie śmiał pomyśleć.
Ale właśnie w tym czasie dokonano zbrodni na nauce w Polsce. Niby nic nie znaczące, niby drobne ruchy zaowocowały obecnie. Obniżono standardy nauczania na wszystkich poziomach, od podstawówki poprzez gimnazjum i liceum, a na uczelniach wyższych kończąc. Samo wprowadzenie gimnazjów było poważnym błędem, z którego obecnie jest niezwykle trudno wyjść.

Okres drugi, od śmierci JP II do 10-04-2010.
Charakteryzował się powolnym acz nasilającym się coraz większym prymityzowaniem przekazu medialnego. To wtedy pojawiły się te "tańce na rurze z gwiazdami na lodzie", a w każdym razie wtedy zjawisko to uległo nasileniu i było promowane.
Ale w porównaniu do okresu następnego, to panował jednak spokój i jakiś tam ład.

Okres trzeci, od 10-04-2010 do chwili obecnej.
Charakterystyczny element tego okresu to pierwszy dzień, czyli 10-04-2010. Ludzie zaczynają się gromadzić na ulicach, zaczynają się zbierać. I nagle TRACH. Nie zbierają się po to, żeby sobie jaja porobić z kaczora, żeby drwić z kurdupla i kartofla, ale po to żeby oddać cześć Prezydentowi i pozostałym, którzy zginęli. Był taki moment w przekazie medialnym, głównie w TV, gdy komentatorzy nie bardzo wiedzieli po co się ci ludzie zbierają. I wtedy parę zdań, które wypowiedzieli było, nazwijmy to delikatnie, nie na miejscu, niezbyt adekwatnych, lub coś w tym stylu.
To dlatego potem wypuszczono na ulicę pijanych kryminalistów żeby obrażali i atakowali modlących się pod Krzyżem na Krakowskim Przedmieściu. To dlatego padały teksty o tym, że społeczeństwo jest "nekrofilskie". Żeby zdezawuować ten impuls patriotyzmu i współczucia.

Po 20 latach pedagogiki wstydu jaką nam aplikują media z GW i TVN na czele okazało się, że wystarczy jedna iskierka i to zglajszachtowane społeczeństwo jednak podnosi głowę. I ludzie na to patrzą. Bo przecież nie wszyscy pojechali do Warszawy na Krakowskie Przedmieście. I właśnie tym co nie pojechali, tym co są z lekka labilni emocjonalnie należało wbić do głów, że modlą się pod tym Krzyżem tylko "mohery'. I to się udało. Wybory prezydenckie 2010 i parlamentarne 2011 dowodzą tego, że operacja medialna została przeprowadzona z powodzeniem.

Wojna kulturowa trwa. Z jednaj strony jest tradycja I i II RP, z drugiej tradycja KPP, KPZU, Pawki Morozowa.
Tradycja I i II RP jest mocno kulawa, ale nawet wśród ludzi pochodzących z gminu niezwykle silna. To nic, że nie ma dworów szlacheckich, które zawsze pełniły rolę opinio i kulturotwórczą. Takie fakty jak Palmiry i Katyń obniżyły liczbę ludzi, którzy byli naturalnymi przywódcami w Polsce. Dość powiedzieć, że przed II WŚ w Polsce było 80'000 osób mających wyższe studia lub maturę, a po wojnie takich ludzi było tylko 20'000. To ma swoje znaczenie.
Ale minęło trochę czasu i pojawiają się nowi ludzie, którzy wyrośli i przerośli swoje miejsce urodzenia. Pracą, talentem, zaradnością - stali się nową elitą. I wlaśnie przeciwko tym ludziom promuje się w TV Nergala, panienkę, która znana jest z tego, że lubi ściągać majtki publicznie i innych tego typu celebrytów.

Poprzedni wpis na ten temat: http://pulldragontail.blogspot.com/2011/11/stan-gry-czesc-1.html

Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

04 września 2011

Przykre

Pojechałem z dzieckiem kupować podręczniki. Pierwsza klasa liceum, w Warszawie. Jednego z tych lepszych, od dziesięciolecia mieszczących się w pierwszej piątce liceów w Warszawie.
Nie, nie będę udawał, że kupowałem podręczniki tylko obowiązkowe. Kupiliśmy znacznie więcej.
Kupiliśmy część podręczników, które mają pomóc w osiągnięciu sukcesu jakim jest wygranie (bycie laureatem) jednaj z trzech olimpiad.
Kupiliśmy około jednej trzeciej wymaganego (pewnego minimum) zestawu.

Wydaliśmy około 1'300 złotych (tysiąc trzysta).

Wychodząc z księgarni powiedziałem do córki:
- A Twoja koleżanka, Iksińska to do, której szkoły się dostała
- Poszła do technikum gastronomicznego
- Przecież ona była niewiele gorsza od Ciebie, mogła pójść do jednego z lepszych liceów.
- Tak, jakby przycisnęła w końcówce, to by się mogła dostać nawet do tego samego co ja.
- No, cóż, chyba rozumiem, jej rodziców po prostu nie stać na to, żeby tak jak my wywalić od ręki 1'300 złotych na około jedną trzecią podręczników do nauki
- chyba masz rację.

Taką rozmowę miałem z własną córką.

To ja się pytam.
Gdzie jest państwo?
Gdzie jest system stypendialny?
Gdzie te wszystkie programy wyłapywania talentów?

Fakt, nie będę ukrywał, koleżanka córki, o której rozmawialiśmy geniuszem nie jest, ale na pewno jest lepsza i bardziej pracowita od kilku osób, które się dostały do tego liceum co moja córka. Zapewniając jej odpowiedni start można by uzyskać w perspektywie kilku, kilkunastu lat dobrego fachowca w medycynie, inżyniera lub innej specjalności.  Po prostu uczciwy sumienny specjalista.
Ale nie. Nikt takich ludzi nie chce ani promować ani wykorzystać.

To ja powtarzam pytanie, gdzie jest państwo, gdzie jest system stypendialny, gdzie te programy wyłapywania tych lepszych.
Tego nie ma.
Wychwytuje się ludzi z górnego piątego centyla zdolności lingwistycznych i ich się dalej szkoli (takich ludzi można dowolnie ukształtować), a reszcie pozwala się wegetować.

Powiązane artykuły
http://pulldragontail.blogspot.com/search?q=trzecia+pr%C3%B3ba
http://pulldragontail.blogspot.com/2010/05/pogrzeb-albo-dlaczego-o-tych-ludziach.html



Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

16 października 2010

Trzecia próba



Teza:
Jesteśmy świadkami trzeciej próby dokonania wynarodowienia ludzi zamieszkujących obszar nad Wisłą.

Dowód:
Pierwsza próba wynarodowienia była prowadzona przez okupantów w latach 1794 do 1918. Pomimo różnych szykan ze strony władz państw okupacyjnych kultura i nauka w Polsce i wśród Polaków kwitła w najlepsze. Szykany te były skądinąd niezbyt dotkliwe (w porównaniu z tym co my wiemy co to mogą być szykany) i dotykały raczej ludzi, którzy ewidentnie zagrażali władzy. Robili bomby, rzucali je w urzędników okupanta itd., itp.
Jak powszechnie wiadomo próba ta zakończyła się totalnym niepowodzeniem. Wybuch POLSKOŚCI po 1918 roku zaowocował pokoleniem Kolumbów, super patriotycznej młodzieży, którzy przez całą II WŚ walczyli w taki lub inny sposób z kolejnymi okupantami (chociaż tymi samymi). Nauczeni doświadczeniem poprzedników kolejna próba miała już inny charakter.

Druga próba wynarodowienia zaczęła się od systematycznej i planowej eksterminacji elit intelektualnych, naturalnych przywódców. Wszyscy znamy te słowa: Palmiry i Katyń. To w tych miejscach po naradzie jaka miała miejsce w Krakowie pomiędzy wyższymi oficerami Gestapo i NKWD dokonano mordów na Polakach wykształconych. Tylko z tego powodu ażeby reszta nie miała wzorca, nie miała się do kogo i do jakiej postawy odnieść. Dość powiedzieć, że przed wojną było w Polsce 80'000 ludzi z maturą bądź wyższymi studiami, a po wojnie pozostało ich tylko 20'000. Skuteczność zatem wyniosła 75%.
Z różnych przyczyn ta próba również się nie powiodła.
Podział kontynentu na wrogie sobie obozy spowodował potrzebę żeby jednak nie wytępić ze szczętem ludzi o pewnych walorach intelektualnych nad Wisłą do końca. Powoli, niezwykle opornie, ale jednak. Tu i ówdzie pojawiali się ludzie, którzy jaki taki poziom reprezentowali i to pomimo ograniczeń, punktów za pochodzenie przy przyjmowaniu na studia wyższe, to jednak główny trzon studentów stanowili ludzie, którzy sami mieli rodziców wykształconych. Powiem więcej, niektórzy spośród członków nomenklatury kompartii również chcieli dołączać do tego ekskluzywnego grona i niektórzy to robili, przechodząc na stronę Narodu, a przeciwko okupantowi. Tak dotrwaliśmy do roku 1989, gdzie owszem, ta elita intelektualno – przywódcza była skarlała w porównaniu z taką samą elitą okresu przed II WŚ, ale jednak coś sobą reprezentowali.

I tu dochodzimy do trzeciej próby, która rozpoczęła się, przyjmijmy umownie, w 1989 roku i trwa do dzisiaj. Tu zastosowano zupełnie inną taktykę, nie szykany – jak w pierwszej próbie, nie morderstwa jak w drugiej, ale wskazano fałszywe cele. Wskazano fałszywe cele głównie ludziom młodym, jeszcze uczącym się, studiującym, bądź też wchodzącym dopiero w dorosłe życie. Jednocześnie drastycznie obniżono poziom nauczania we wszystkich typach szkół i na wszystkich poziomach nauczania. Na skutki wystarczyło tylko poczekać i skutki są. Matura, która przed II WŚ była dosyć znaczącym dokumentem w tej chwili jest nic nie wartym świstkiem papieru. Obniżając poziom nauczania wbija się od razu w dumę każdego, kto jako pierwszy w danej rodzinie maturę zdał. Potem takiego delikwenta wysyła się na „studia” i nieszczęście gotowe.

Ludzie, którzy za tym stoją musieli dokładnie prześledzić historię i dojść do takich wniosków. Szykany nic nie dadzą, przymus uczenia się nawet o języku ojczystym w języku okupanta też nic nie da (patrz Syzyfowe Prace Żeromskiego). Metoda skrajna fizycznej eliminacji też się nie sprawdziła, bo może się wymknąć nawet nie 25 a 5 procent i odbudują. Dlatego wytworzono nową jakość – fałszywe cele, do których mają dążyć ci pseudo wykształceni, te wykształciuchy jak ich określono. I te wykształciuchy powoli wyprą ludzi rzeczywiście rozumnych i rozważnych, po prostu będzie ich więcej.
Postęp technologiczny w dziedzinie mediów i oddziaływania medialnego na społeczeństwo wyraźnie umożliwia takie działania. Ale nie jest to główna przyczyna istniejącej sytuacji. Najpierw musi się pojawić podłoże, na którym można taki eksperymenty skutecznie uprawiać. A to zapewnia odpowiednie wykształcenie a właściwie jego brak.
Czyli jest tak. Kiepskie szkoły produkują już nawet nie pół ale ćwierć inteligentów, potem niby „wyższe studia” w szkole „wyższej” w przysłowiowym Pcimiu Dolnym uzyskuje licencjat i od razu wielkie panisko.
Jeśli dodatkowo przypomnimy sobie, że Uniwersytet Warszawski zawarł umowę sponsorską z Gazpromem, a dla odmiany Uniwersytet we Wrocławiu już od pewnego czasu jest sponsorowany przez różne fundacje z Niemiec to, to jest horror. Bo jak ktoś daje pieniądze to wymaga. Czy rektor jednego z drugim uniwerku nie zdaje sobie z tego sprawy, nie sądzę. A skoro zdaje sobie z tego sprawę, to znaczy, że jest agentem wpływu lub jest uwikłany w jakiś inny sposób.

Tak zwani inteligenci wyszli z wojny i okresu PRL niezwykle poturbowani. Ten i ów podpisał jakieś kwity, których się teraz wstydzi. Wiele trzeba było samozaparcia żeby się nie ześwinić, bo w końcu nie każdy jest takim gierojem, żeby wytrzymać codzienną młóckę w domu typu: „Patrz, ten Kowalski to przecież przygłup przy Tobie, a ma wyższe stanowisko bo się zapisał do PZPR-u.”. Mało kto jest w stanie coś takiego wytrzymać.
Ale to co nastąpiło po 1989 roku sprowadziło całe to kuszenie i zastraszanie z poprzedniego okresu do błahostki. Do błahostki dlatego, że tamto było jawne, a to obecne jest ukryte.
Z jednej strony niby „wyższa kultura” prezentowana przez media, z drugiej konieczność zarabiania coraz większej ilości pieniędzy aby człowieka było stać na to żeby być cool i trendy. A co jest cool i trendy dyktowały te same media, które mówiły o „wyższej kulturze”.
I na to wszystko przychodzi człowiek niby wykształcony, w każdym razie jemu się tak wydaje i głupieje. To nie jest jego wina, on po prostu jest bez szans. Rodzice i starsi nie mieli możliwości (czasu) przekazania mu prawidłowych wzorców postępowania i zachowania, natomiast media owszem bardzo chętnie wzięły go w obroty.
Mechanizm promujący ludzi, którzy się kształcą uległ zwyrodnieniu. Promuje się miernoty, które mają „właściwe poglądy”. Dzieła, które nie powinny ujrzeć światła dziennego są dofinansowywane przez Ministerstwo Kultury lub inne, a pozycje wartościowe są spychane na margines.

W takim oto miejscu naszej historii jesteśmy w chwili obecnej. Ludzie, którzy powinni przewodzić społeczeństwu w realizowaniu jego coraz wyższych ambicji sami z rozmysłem zaniżają poziom, mówiąc jednocześnie, że tak jest lepiej, nowocześniej.

Trzecia próba wynarodowienia Polski trwa, a obrana strategia na razie uznana być może za skuteczną. Ci, którzy tym zarządzają jak na razie wygrywają.
Zobaczymy co przyniesie przyszłość.



08 maja 2010

Pogrzeb albo dlaczego o tych ludziach się nie słyszy?

W dniu 15-04-2010 zmarł mój znajomy prof. dr hab. fizyki Leszek Dobaczewski. Byłem na jego pogrzebie w dniu 22-04-2010. Leszek chorował długo i przewlekle, ale sądzę, że zabiło Go to iż utracił wiarę w to że może powrócić do zdrowia. Nie będę opisywał Jego perypetii zdrowotnych, pomimo iż je znam dość dokładnie, ponieważ nie czuję się do tego upoważniony.
Napiszę o czymś innym.
O Leszku Dobaczewski, jego bracie Jacku, o Witku Nazarewiczu i o Małgorzacie Walewskiej.

Leszek Dobaczewski był fantastycznym człowiekiem, wielokrotnie tego dowiódł. Był wesoły i był to tak zwany "swój chłop". Nigdy nie zapomnę gdy pijąc kiedyś razem wódkę powiedział do mnie: "... Stary, ale pamiętaj, elektrony są ZIELONE, i pamiętaj, że to JA ci o tym powiedziałem. ...". Taki był.
Leszek Dobaczewski był człowiekiem o jakim ja mówię, że ktoś taki jest mózgowcem. Był wielokrotnie zapraszany do Amerykańskich ośrodków badań, z laboratorium Livermoor włącznie. Umówmy się szczerze, niewielu naszych naukowców dostąpiło tego zaszczytu.
Prace, które prowadził Leszek doprowadziły do wyprodukowania i zastosowania na skalę przemysłową ZIELONEGO LASERA - z tego wynika poprawnie rozumując, że każdy kto ma kompa z wbudowanym DVD powinien być mu wdzięczny.
Gdy nad trumną Leszka przemawiał Jego szef to naprawdę musiałem się zmużdżać, żeby załapać o czym mówi i czego rzeczywiście dotyczyły badania, które Leszek prowadził.

Teraz będzie o Jacku Dobaczewskim (brat Leszka) i o Witku Nazarewiczu. Obaj wymienieni od dziesięcioleci pracują tylko w USA. Ich prace są praktycznie nieznane w Polsce. Również z nimi miałem okazję się napić. Pamiętam taki jeden epizod. Będąc na dużej bani wypełnili jakiś formularz jakiegoś zapyziałego uniwersytetu w USA i wysłali (starającym się o pracę miał być Jacek). Robili sobie oczywiście zgrywy. Potem Jacek nie mógł się opędzić od coraz to wyższych ofert, które z tegoż uniwersytetu nadchodziły. Gdy suma apanaży zaczynała być niebezpiecznie wysoka Jacek powiedział: "... Ale co ja bym tam robił, przecież oni nie dali by mi szansy na jakikolwiek rozwój. ...".
Jacek był na pogrzebie swojego brata, niestety Witek nie mógł.

Małgorzata Walewska jest dla odmiany koleżanką mojej żony z liceum. Jest śpiewaczką światowej klasy i formatu. Występowała ze wszystkimi sławnymi: Luciano Pavarotti, Placido Domingo, Simon Estes, Luis Lima, Bernhard Weikl, Thomas Hampson, Edita Gruberová. O niej również w Polsce się nie słyszy.

Ciekawe dlaczego o tych wyżej wymienionych ludziach się nie słyszy. Dlaczego nie mówi się w mediach o sukcesach naszych fizyków pracujących za oceanem, dlaczego nie mówi się i nie nagłaśnia każdego występu Walewskiej? Przecież to jest promocja naszego kraju, to jest promocja ludzi, którzy odnieśli i odnoszą na co dzień sukces na arenie międzynarodowej. Oni są naszym towarem eksportowym, Łatwiej powiedzieć o hydrauliku lub o opiekunce dla osób przewlekle chorych, którzy za grosze będą pracować we Francji bądź w Niemczech.
Ale nie. O takich ludziach w polskojęzycznych mediach nad Wisłą się nie mówi.
A takich ludzi w Polsce jest znacznie więcej. Ale się o nich nie mówi.
Nie mówi się argumentując w sposób wręcz kretyński: "... że taki etos, naukowca, to się nie sprzeda w mediach, łatwiej jest sprzedać w mediach to czy Doda miała na sobie majtki czy nie. ..."
Nie mówi się o takich ludziach również z tego powodu, żeby społeczeństwo nie miało aspiracji, żeby nie mogło wbić się w dumę z rodaków, którzy odnieśli sukces.
Żeby nie mogła się wytworzyć lub maksymalnie to utrudnić i opóźnić KLASA ŚREDNIA.

Nie mówi się również z tego powodu, że Ci wyżej wymienieni nie są uwikłani w żadne koterie towarzyskie, nie są umoczeni w bycie TW i nie można ich wziąć "pod but". A takiego Wajdę czy Olbrychskiego można. Nawet nie trzeba od razu straszyć, wystarczy poprosić, a on sam jeden z drugim już sam będzie doskonale wiedział jaką linię ma trzymać w trakcie rozmowy na wizji i fonii.

Mam olbrzymią pretensję do mediów, w tym również do takiego medium jak Gazeta Polska, że nie promują opisanych wyżej osób, ich dorobku i ich drogi życiowej.
Bo ci ludzie powinni stanowić wzorzec dla maluczkich. Ktoś kto będzie się bardzo starał, ale nie starczy IQ, to nie zostanie profesorem na MIT, ale przynajmniej nie będzie pół-mózgiem i dresiarzem. Każdy ma szansę.

12 maja 2009

Wywiadówka w szkole

Byłem dzisiaj (właściwie to już wczoraj) na wywiadówce u mojej córki (pierwsza klasa gimnazjum - Warszawa).
Wyszedłem wściekły, a właściwie bezsilnie wściekły. Nie, nie na swoje dziecko czy też na nauczycieli mojego dziecka.
Przy okazji wywiadówki wychowawca klasy, jednocześnie nauczyciel matematyki, przedstawił fakt dokonany, który sprowadza się do jednego zdania: po raz kolejny obniżono poziom wiedzy matematycznej w polskim szkolnictwie.
Szczegóły: takie zagadnienia jak nierówności, wzory skróconego mnożenia przestają być obowiązującym materiałem poziomu gimnazjalnego, a stają się materiałem obowiązującym w liceach. Jak ktoś nie wie co to są wzory skróconego mnożenia to niech se sprawdzi w internecie, ja gamoniom wyjaśniał nie będę.
Takie zostały wprowadzone nowe założenia programowe, w związku z czym tylko podręcznik wydawnictwa WSiP z roku 2009 będzie od przyszłego roku podręcznikiem zgodnym z tymi nowymi założeniami.
Po takim dictum to ja miałem zasadniczo ochotę tylko na jedno, pójść do ministra od edukacji i zapytać się kiedy to się skończy. TO - czyli zaniżanie poziomu szkolnictwa w Polsce. I o jeszcze jedno bym się zapytał, ile zapłaciły inne kraje i komu aby doprowadzić do takiego stanu degrengolady i nadal go pogłębiać. Tego się najzwyczajniej w świecie nie daje złożyć na karb jednej czy dwóch niefortunnych decyzji. Bo przecież niefortunne, czy też wadliwe decyzje zdarzają się wszędzie, mogły się w związku z tym wydarzyć również w Polsce. Ale od 1989 roku były tylko i wyłącznie wadliwe czyli zaniżające poziom edukacji decyzje kolejnych ministrów i rządów.
To jest sabotaż.
O poziomie edukacji z przedmiotów humanistycznych pisał nie będę, bo się na tym nie znam. Napisał skądinąd o tym profesor Nowak, tak , ten z ARCANÓW. Wyraził podobne zdanie do mojego. Ujął to jednocześnie zgodnie z wymogami warsztatu naukowego w pewne wyliczenie: kiedyś było tyle i tyle godzin nauki historii w klasach od - do a obecnie jest tyle i tyle razy mniej, a planuje się kolejne obniżenie ilości godzin. Sądzę, że można znaleźć ten artykuł na stronach Rzepy (być może już tylko w tej części płatnego archiwum).
Nie jestem naukowcem, ale widzę co się dzieje. Jeżeli wiedza, która jest wiedzą matematycznie elementarną zostaje przesunięta do szkół wyższego stopnia to jest to dowód, że poziom kształcenia się obniża w sposób drastyczny.
Tak się tworzy świat lemingów, jakby ktoś chciał usłyszeć (przeczytać) moje zdanie na ten temat.

19 marca 2009

Nowy pomysł (przemysł) - rząd nie jest zainteresowany

W najnowszym numerze NATIONAL GEOGRAPHIC wywiad z profesorem Dobiesławem Nazimkiem - szefem zakładu Chemii Środowiskowej UMCS w Lublinie.
Artykuł-wywiad ma intrygujący tytuł: "Czy CO2 zrobi z Polski Kuwejt". Nie będę przepisywał całości ale konkluzja jest dosyć oczywista. Profesorowi udało się doprowadzić do znaczącego przełomu w procesie sztucznej fotosyntezy. O ile gdzie indziej (tak trwają takie badania na świecie) skuteczność metody wynosi około 0,6% to profesorowi udało się uzyskać 15% metanolu w produkcie końcowym - co już jest wynikiem powodującym, że rzecz zaczyna się opłacać.

"Budując nową gałąź przemysłu, naprawdę zwiększamy bezpieczeństwo energetyczne kraju. Stajemy się samowystarczalni, nie musimy nikogo prosić o odkręcenie kurka z gazem czy odblokowanie rurociągu. Naszym kołem zamachowym przestaje być ropa."

"To wielki rynek pracy, który może być wart nawet 20 mld złotych w trzecim roku realizacji projektu"

"Ale są też ludzie zainteresowani tym, by energia była jak najdroższa. Spotkałem się z nimi na obradach rządowej podkomisji ds. energetyki i z przerażeniem słuchałem ich wypowiedzi"

Profesor jest na etapie uzyskiwania patentu.
W celu uruchomienia pierwszej instalacji technicznej (to taki poziom pośredni pomiędzy badaniami laboratoryjnymi a instalacją przemysłową) brakuje około 100 mln. Na propozycję otrzymania grantu z UE reaguje jednak alergicznie - chyba słusznie:

"Struktury Unii to najlepszy wywiad gospodarczy świata. Starając się o finansowanie trzeba dokładnie opisać wykorzystywaną technologię."

Wszystkim serdecznie polecam przeczytanie tego artykułu.

Uwagi ogólne. NG jest miesięcznikiem o znikomym w porównaniu do innych wydawnictw nakładzie. To i mało ludzi wie, że takie rzeczy są w Polsce robione. Ale jest to dokładnie to samo co w przypadku odwiertu geotermalnego w Toruniu. Jak się przeciętnego zjadacza chleba na ulicy zapytać o geotermię to natychmiast odpowie, że Rydzyk znowu chce nabić w butelkę biedne moherowe babcie. Nikt, lub prawie nikt nie wie, że w Polsce są największe tego typu złoża w Europie.
Tak samo tutaj, nikt nie wie, że są prowadzone tego typu prace badawcze w Polsce i gdzie indziej, ani tym bardziej nikt nie wie, że właśnie w Polsce dokonano przełomu w tej dziedzinie.

Przy tej okazji przypomniała mi się pewna historia z przed kilku lat. Otóż jakiś łebski oficer opracował (w warunkach pracy we własnym garażu) przełomową technologię produkcji nowego typu pocisków dla ochrony w samolotach (chodzi o to żeby pocisk był skuteczny a jednocześnie nie przebijał poszycia samolotu). Co się stało z tym człowiekiem i jego pomysłem, czy zostało to opatentowane, czy tenże oficer ma z tego tytułu jakieś profity i czy Polska jako kraj coś na tym zarobiła - tego nie wiemy, a jak nie wiemy to można podejrzewać, że zostało to zaprzepaszczone.

Profesor Nazimek poszedł inną drogą, i słusznie, najpierw patent. A nawet jak rząd nie będzie zainteresowany to wdrożyć się też da, tylko będzie dłużej trwało.

04 marca 2009

O Szkolnictwie

Odnowiłem dawną znajomość. Najpierw wysłałem maila, a potem porozumieliśmy się telefonicznie, i w końcu doszło do spotkania. Dawno nie widziany kolega jest teraz Dziekanem jednego z wydziałów Politechniki Warszawskiej, tego samego na, którym razem zaczynaliśmy naukę w roku 1982.
Zasadniczo chciałem się z Nim spotkać aby zadać jedno pytanie:
"Jak Ty jako człowiek znajdujący się na szczycie piramidy zwanej systemem edukacji oceniasz ten system"?
Zapadło długie niezręczne milczenie i nerwowe stukanie palcami o blat biurka.
Nie będę przytaczał siarczystych zwrotów i epitetów, które następnie padły z obu stron na ten sam temat i pod adresem tych samych ludzi, którzy przez ostatnie kilkadziesiąt lat byli odpowiedzialni za stan edukacji w naszym kraju.
Słowa "zgroza", "dno", "nieodpowiedzialność" tudzież parę innych było wymieniane wielokrotnie i w kontekście wielu działań i wielu osób.
Podam tylko pewne dane i refleksje końcowe.
Jak wiadomo system studiów politechnicznych jest w tej chwili dwuetapowy - pierwszy etap 3-letnie studia inżynierskie (inaczej zwane licencjatem) i drugi etap 2-letnie studia magisterskie.
Kolega Dziekan stwierdził, że ludzie po tych 3-letnich dysponują mniejszą wiedzą matematyczną niż my gdy kończyliśmy liceum (obaj byliśmy w klasach matematyczno-fizycznych w Warszawie ale w różnych liceach).
Obecnie młodzi ludzie nie są w stanie wytrzymać rygoru 20 godzin zajęć tygodniowo - my mieliśmy rutynowo po 40-45 godzin.
Są przyznane specjalne granty z Unii Europejskiej po to aby ludziom, którzy nie nadążają z materiałem z przedmiotów podstawowych (matematyka, fizyka) stworzyć możliwość nadgonienia czyli są to tak zwane komplety wyrównawcze. Coś takiego pamiętam ze swojej kariery ucznia, ale nie studenta. Takie komplety wyrównawcze to były w szkole podstawowej dla zupełnych jołopów. Na studiach jak ktoś sobie nie radził to był to jego osobisty problem.
Wyeliminowano wiele przedmiotów, których zdawalność praktycznie spadła do zera, na przykład Geometrię Wykreślną - znawcy wiedzą co to jest za cymes.
Pomimo istnienia olbrzymiego wsparcia ze strony rozwijających się technik komputerowych wykonanie obecnie przez studenta poprawnego rysunku technicznego graniczy z niemożliwością. Ostatnim, ale chyba nie najmniej ważnym elementem jest kwestia kultury młodych ludzi. To co usłyszałem jako przykłady zachowań, to gdyby opowiedział to ktoś inny to bym najzwyczajniej w świecie nie uwierzył.
Wprowadzono przedmiot o nazwie "savoir vivre", ale dopiero na drugim etapie studiów (magisterskich), gdyż stwierdzono, że na etapie pierwszym (inżynierskie vel licencjat) jest to bez sensu.

Konkluzja (tylko moja)
Studia politechniczne zawsze były studiami ciężkimi, nadmierny egalitaryzm spowodował absolutną deprecjację tychże studiów, a utrzymanie poziomu, który my pamiętamy spowodował by brak studentów na politechnice.
Nastąpiła również znaczna degradacja tego co było poziomem szkoły średniej (liceum).
Na koniec jeszcze jedno zdanie, które wypowiedział kolega Dziekan: "... Jeżeli mam do czynienia z w miarę sensownym i kulturalnym młodym człowiekiem to mam 99% szans na to, że znam rodziców tegoż studenta najdalej przez trzecich znajomych."