Pokazywanie postów oznaczonych etykietą układ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą układ. Pokaż wszystkie posty

03 kwietnia 2012

Jeszcze raz Barbara Fedyszak - Radziejowska

Tu (źródło) można po raz kolejny wysłuchać rozmowy - wykładu jaki prowadzi BFR.
Te słowa wprawdzie z ust BFR nie padają, ale konstatacja i porównanie narzuca się samo.
To nie jest normalna propaganda, to nie jest nawet propaganda w państwie totalitarnym - to jeszcze słowa BFR. To jest na bardzo głębokim poziomie psychomanipulacja, na poziomie najbardziej podstawowym, najbardziej prymitywnym - to nadal mówi BFR.

I tu oczywiste wnioski jakie z tej wypowiedzi BFR wynikają, chociaż prelegentka sama ich nie formułuje.
To jest po prostu jak szkolenie propagandowe w Niemczech Hitlera adeptów Hitlerjugend i SS, jak szkolenie propagandowe pionierów i bezprizornych w Rosji Stalina.
Wy, wy jesteście ludźmi i wręcz nadludźmi, a ci inni, ta hołota, ten motłoch, to bydło nie ma nic do gadania. A nawet jak ktoś z tej mierzwy, która się nie chce dostosować do nowych czasów coś powie, to jest to nieważna, głupie i obciachowe w założeniach. Choćby powiedział rzecz najbardziej oczywistą i prawdziwą, to racji mieć nie może.
Taki jest ten przekaz medialny, tak skonstruowany.

To nie jest normalne.
BFR mówi ponadto, że jednak pewna część społeczeństwa podjęła trud walki z tym przekazem. Nie pozwoliła się zamknąć w getcie wykluczenia, w getcie nienormalnych (bo media głównego nutu tak traktują te poglądy), ale wyszła na ulice i zaprotestowała.
To dlatego TV Trwam nie może dostać koncesji na nadawanie cyfrowe, bo każdy jeden wywiad, wykład czy rozmowa w TV Trwam zaburza przekaz mainstreamu. Bo każde jedne wiadomości w TV Trwam są inne niż w mainstreamowych mediach - dotykają innych spraw. To jest zbyt duże ryzyko dla "układu".

Tak, BFR użyła tego słowa również "UKŁAD" rządzi i nie chce żeby cokolwiek go usunęło.

Ważne: poprzedni wpis na ten temat z opisem innego wystąpienia BFR - (tutaj). Sadzę, że obu tych wykładów - wywiadów należy wysłuchać jednocześnie i traktować je jako jeden spójny.

Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

07 listopada 2011

Stan gry - część 4 - system medialny

Dziś przypada 144 rocznica urodzin Marii Skłodowskiej - Curie.
Ktoś o tym słyszał, w mediach coś na ten temat powiedziano. Główne portale internetowe milczą. A przecież nie mamy znowu tak wielu laureatów Nagrody Nobla, zwłaszcza w naukach ścisłych.
Nie. System medialny w Polsce służy innym celom, a nie podbudowywaniu samopoczucia mieszkańców kraju nad Wisłą. Służy celowi wręcz przeciwnemu. Służy wdeptywaniu Polaków w błoto. Aby mieli wręcz chorobliwie zaniżoną samoocenę.

System mediów (dalej SM) tworzy swoisty konglomerat, który przy pozornej różnorodności kryje faktyczną jednorodność. Ale zaraz, zaraz, przecież my to znamy. Identycznie było w PRL-u, identycznie było w Rosji Sowieckiej (nawet za czasów Gorbaczowa w czasach 'pierestroiki'). Identycznie było również w Niemczech Hitlera. To Dr Josef Goebels sformułował to zdanie, że SM Niemiec przy pozornej różnorodności kryje faktyczną jednorodność.
To samo mamy w Polsce w chwili obecnej.
SM służy temu żeby przypominać ludziom o wartościach wspólnych, aby potem łatwo móc całe społeczeństwo poderwać do działania w określonym kierunku. To zdanie, a właściwie niezwykle podobne, sformułował dla odmiany A. Hitler.

SM służy ponadto celom edukacyjnym, aby uczyć ludzi żyć w demokracji, aby potrafili dokonywać racjonalnych wyborów przy urnie wyborczej.

Tymczasem nie. W Polsce tak nie ma.

Wiadomości już się nie przekazuje, ale nimi zarządza. SM gra na ogólnej niewiedzy ludzi, bo przecież trudno jest sprawdzać każde słowo wypowiedziane w mediach u źródła - bo mało kto ma na to czas. No owszem pojawiają się jacyś blogerzy, ale jakie mają realne oddziaływanie. W porównaniu do TV wręcz zerowe.
Sprawy istotne z punktu widzenia społeczeństwa są zamilczane albo wyśmiewane. A z przysłowiowych "michałków" robi się news, który jest maglowany godzinami, dniami, nierzadko tygodniami i miesiącami.
Dopiero po latach wychodzi, że słynne zdjęcie, na którym Lech Kaczyński trzyma szalik na meczu reprezentacji w piłkę nożną odwrotnie niż powinien to manipulacja. Okazuje się bowiem, że jest to stop-klatka z filmu i Prezydent był akurat w trakcie odwracania tego szalika.

Czy gdyby redaktorzy w mediach wykonali swoją pracę prawidłowo i przed wyborami prezydenckimi wywlekli w jaką rodzinę, powiedzmy wprost ubecką, wżeniony jest B. Komorowski. To czy mając taką wiedzę społeczeństwo głosowało by tak jak glosowało - osobiście śmiem wątpić. O fałszu związanym z koligacjami Komorowskiego, o rzekomym "hrabiostwie" nawet nie warto wspominać - dziennikarze, wszyscy żeby nie było, nie spełnili swojego zadania. Nie prześledzili, a osobiście podejrzewam, że nawet nie mieli takiego pomysłu żeby prześledzić, rzekome skoligacenie z Borem-Komorowskim i innymi, które to skoligacenia są zwykłym zmyśleniem.

Ochrona aktualnego rządu nie ma według mnie precedensu w historii światowego dziennikarstwa, chyba że zaczniemy aktualny stan przyrównywać do czasów PRL-u, Rosji Sowieckiej, czy Niemiec Hitlera. Ale podobno mamy demokrację a nie system totalitarny, podobno.

Media w Polsce kreują wręcz wydarzenia polityczne. SM stał się tak silny, że istnieje uzasadnione podejrzenie, że jest silniejszy od rządu, że wręcz rywalizuje z rządem o władzę nad obywatelami. I SM tę rywalizację wygrywa.

Silny SM = słaba demokracja.

Nie mówi się o poglądach polityków, tylko o politykach. Ktoś ma jakiś pogląd, ktoś inny przeciwny - podyskutujmy, wymieniajmy się argumentami - tego nie ma. Politykę widzi się przez pryzmat polityków - to jest chore.

Stosowanie sofizmatów, erystyki, logomachii i intoksykacji jest nagminne. Żongluje się tylko nic nie znaczącymi, albo takimi, które de facto straciły swoje pierwotne znaczenie, słowami - na przykład 'liberalizm'. Mylony nagminnie, a właściwie nagminnie naginany do równoważności z libertynizmem.

Czytelnikom proponuję prostą zabawę. Siedem słów: sofizmat, erystyka, intoksykacja, logomachia, liberalizm, libertynizm i leseferyzm. Zróbcie sobie tabelkę, aby do każdego z tych słów odpowiadający na w ten sposób zrobioną ankietę mógł przypisać następujące wartości: pierwsze słyszę, słyszałem, wiem co to jest, rozróżniam, wychwytuję gdy napisane, wychwytuję na żywo (w rozmowie), potrafię zareagować i przeciwdziałać na żywo w rozmowie. Zdziwicie się gdy zobaczycie wyniki, ale postarajcie się o próbkę rzędu 20 osób co najmniej.
Jeśli będziecie chcieli podzielić się ze mną swoimi obserwacjami, to ja chętnie dla odmiany opublikuję tak zebrane wyniki w kolejnym artykule.

Poprzedni artykuł z tej serii: http://pulldragontail.blogspot.com/2011/11/stan-gry-czesc-3-gowni-protagonisci.html

P.S.
Duża część tego tekstu i zwrotów w nim zawartych pochodzi z tego filmu:
http://video.google.pl/videoplay?docid=-3933870709331196363
Film zrobiony z pozycji lewicowych, jeśli nie lewackich w USA, o tamtejszym wpływie mediów na ich system demokratyczny. Ale chyba mamy dokładnie to samo u nas w kraju.

Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

06 listopada 2011

Stan gry - część 3 - główni protagoniści

W swojej książce "Czas wrzeszczących staruszków" Ziemkiewicz zawarł tezę, że czas głównych protagonistów naszej sceny politycznej to czas przeszły dokonany.
Lubię Ziemkiewicza, ale to jeden z większych błędów diagnostycznych jakie według mnie w swojej publicystyce popełnił.

Tak, główni protagoniści to Jarosław Kaczyński i Adam Michnik.
Są to jedyni politycy na naszej scenie politycznej, którzy dysponują w pełni przemyślaną i kompletną wizją tego jakim krajem powinna być Polska.

Oczywiście ktoś może powiedzieć, że A. Michnik nie jest politykiem, bo przecież nie zasiada w sejmie. No cóż, może trudno w to uwierzyć, ale po zasiadaniu w sejmie kontraktowym A. Michnik zorientował się, że działanie z otwartą przyłbicą nie popłaca, że dużo lepsze efekty można uzyskać działając z za węgła. I tak się stało. A. Michnik nie próbował nawet startować ponownie w wyborach. Była taka debata w TVP w tamtym czasie, gdy właśnie obaj protagoniści ze sobą rozmawiali na różne tematy, przy czym głównym punktem sporu była lustracja i dekomunizacja. Najprawdopodobniej wtedy A. Michnik zorientował się, że w normalnej debacie nie ma szans. Skądinąd debata w TV wyglądała wtedy troszeczkę inaczej niż obecnie. Dziennikarz rzeczywiście był rozjemcą i moderatorem w dyskusji, a nie stroną konfliktu.

Obaj protagoniści mają swoje wizje, które w żadnym najdrobniejszym nawet kawałku nie przystają do siebie.
Jeśli weźmiemy dowolny temat z życia społeczno - politycznego to nie ma możliwości żeby pogodzić koncepcje reprezentowane przez obu panów. Tego się po prostu zrobić nie da.
Bo państwo oparte o wartości chrześcijańskie (Kaczyński) jest nie do pogodzenia z państwem opartym o libertynizm, leseferyzm i "róbta co chceta" (Michnik).
Bo państwo prawa i sprawiedliwości (K) jest nie do pogodzenia z państwem gdzie "duży może więcej" (M).
Bo państwo ma być silne, aby ludzie w nim żyjący czuli się bezpiecznie i mogli realizować swoje ambicje (K), a nie roztapiać się w jakiejś pseudoeuropejskiej magmie (M).
Cokolwiek weźmiemy pod rozwagę to musimy, po odrzuceniu pewnych ozdobników i sztafażu, dojść do wniosku, że te dwie koncepcje są całkowicie sprzeczne.

Jedyny problem polega na tym, że o ile Kaczyński realizuje (próbuje realizować) swoją koncepcję w sposób jawny, to jego oponent realizuje swoją koncepcję w sposób skryty żeby nie powiedzieć tajemny.

Ot i cała filozofia tego kto jest kim na naszej scenie politycznej.

Niewątpliwie ciekawym było by wysłuchać uczciwego sprawozdania od A. Michnika z jego dwóch podróży do Rosji. Tej z 1989 i tej z 2010. W obu przypadkach A. Michnik spotkał się i rozmawiał z głównymi decydentami rosyjskimi. Ciekawe o czym.

Poprzedni wpis na ten temat: http://pulldragontail.blogspot.com/2011/11/stan-gry-czesc-2-wojna-kulturowa.html

Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

05 listopada 2011

Stan gry - część 2 - wojna kulturowa

Praktycznie od początku, czyli od 1989 roku żyjemy w zakłamaniu.
Zakłamywane są fakty, znaczenie słów, symbolika, postawy obywatelskie, historia. I na to ludzie w swej masie nie są po prostu przygotowani. Bo trzeba mieć dużo samozaparcia, żeby będąc bombardowanym przez media w jakiejś sprawie wysilić się i sprawdzić w kilku źródłach o co chodzi naprawdę. Nie każdy ma ponadto na to czas i nie każdy ma możliwości.
Dochodzi do takich kuriozów, że w Wikipedii w wersji angielskiej jest o jakiejś postaci historycznej napisane zupełnie co innego niż w wersji polskiej - najczęściej wersja polska jest po prostu okrojona.

Można powiedzieć, że ta wojna kulturowa podzielona jest na 3 okresy.

Okres pierwszy - od 1989 do śmierci JP II
Okres drugi - od śmierci JP II do 10-04-2010
Okres trzeci  - od 10-04-2010 do chwili obecnej

W pierwszym okresie to się jednak towarzystwo powstrzymywało. Papież Polak to jednak było coś. żadna promocja Nergala w TV ani w żadnym innym medium nie była wtedy do pomyślenia. Również drobniejsze rzeczy nie przechodziły. Nie było takiego zalewu chłamu w TV, nie było tych "tańców z gwiazdami na rurze" i innych tego typu "atrakcji".
Gdzieś tam jakiś Biedroń z Niemcem się pałętali, ale o tym żeby ktoś z nich został posłem to nikt nawet nie śmiał pomyśleć.
Ale właśnie w tym czasie dokonano zbrodni na nauce w Polsce. Niby nic nie znaczące, niby drobne ruchy zaowocowały obecnie. Obniżono standardy nauczania na wszystkich poziomach, od podstawówki poprzez gimnazjum i liceum, a na uczelniach wyższych kończąc. Samo wprowadzenie gimnazjów było poważnym błędem, z którego obecnie jest niezwykle trudno wyjść.

Okres drugi, od śmierci JP II do 10-04-2010.
Charakteryzował się powolnym acz nasilającym się coraz większym prymityzowaniem przekazu medialnego. To wtedy pojawiły się te "tańce na rurze z gwiazdami na lodzie", a w każdym razie wtedy zjawisko to uległo nasileniu i było promowane.
Ale w porównaniu do okresu następnego, to panował jednak spokój i jakiś tam ład.

Okres trzeci, od 10-04-2010 do chwili obecnej.
Charakterystyczny element tego okresu to pierwszy dzień, czyli 10-04-2010. Ludzie zaczynają się gromadzić na ulicach, zaczynają się zbierać. I nagle TRACH. Nie zbierają się po to, żeby sobie jaja porobić z kaczora, żeby drwić z kurdupla i kartofla, ale po to żeby oddać cześć Prezydentowi i pozostałym, którzy zginęli. Był taki moment w przekazie medialnym, głównie w TV, gdy komentatorzy nie bardzo wiedzieli po co się ci ludzie zbierają. I wtedy parę zdań, które wypowiedzieli było, nazwijmy to delikatnie, nie na miejscu, niezbyt adekwatnych, lub coś w tym stylu.
To dlatego potem wypuszczono na ulicę pijanych kryminalistów żeby obrażali i atakowali modlących się pod Krzyżem na Krakowskim Przedmieściu. To dlatego padały teksty o tym, że społeczeństwo jest "nekrofilskie". Żeby zdezawuować ten impuls patriotyzmu i współczucia.

Po 20 latach pedagogiki wstydu jaką nam aplikują media z GW i TVN na czele okazało się, że wystarczy jedna iskierka i to zglajszachtowane społeczeństwo jednak podnosi głowę. I ludzie na to patrzą. Bo przecież nie wszyscy pojechali do Warszawy na Krakowskie Przedmieście. I właśnie tym co nie pojechali, tym co są z lekka labilni emocjonalnie należało wbić do głów, że modlą się pod tym Krzyżem tylko "mohery'. I to się udało. Wybory prezydenckie 2010 i parlamentarne 2011 dowodzą tego, że operacja medialna została przeprowadzona z powodzeniem.

Wojna kulturowa trwa. Z jednaj strony jest tradycja I i II RP, z drugiej tradycja KPP, KPZU, Pawki Morozowa.
Tradycja I i II RP jest mocno kulawa, ale nawet wśród ludzi pochodzących z gminu niezwykle silna. To nic, że nie ma dworów szlacheckich, które zawsze pełniły rolę opinio i kulturotwórczą. Takie fakty jak Palmiry i Katyń obniżyły liczbę ludzi, którzy byli naturalnymi przywódcami w Polsce. Dość powiedzieć, że przed II WŚ w Polsce było 80'000 osób mających wyższe studia lub maturę, a po wojnie takich ludzi było tylko 20'000. To ma swoje znaczenie.
Ale minęło trochę czasu i pojawiają się nowi ludzie, którzy wyrośli i przerośli swoje miejsce urodzenia. Pracą, talentem, zaradnością - stali się nową elitą. I wlaśnie przeciwko tym ludziom promuje się w TV Nergala, panienkę, która znana jest z tego, że lubi ściągać majtki publicznie i innych tego typu celebrytów.

Poprzedni wpis na ten temat: http://pulldragontail.blogspot.com/2011/11/stan-gry-czesc-1.html

Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

04 listopada 2011

Stan gry - część 1

Wiele się mówi na temat tego co się w Polsce dzieje. Według mnie główne diagnozy są wadliwe.
Natomiast marginalizowana przez media diagnoza, którą w jakimś tam zarysie przedstawił R. Giertych jest bliższa prawdy niż się komukolwiek wydaje. Czego dowodem jest dzisiejszy wywiad z T. Nałęczem opublikowany w Rzepie, gdzie Nałęcz nawołuje Tuska żeby ochłonął. Bo bezrozumne i bezsensowne wyżywanie się na Schetynie do niczego nie prowadzi, a są groźniejsi przeciwnicy niż Schetyna - dodaje Nałęcz.
Ale czy naprawdę nie jest to takie niemożliwe, żeby Schetyna został premierem gdyby PO i PSL otrzymały o  10 mandatów mniej. To wcale nie jest taka fantasmagoria.
Tusk dla środowiska GW+SB wcale nie jest takim wymarzonym premierem, jest osobnikiem, który wykończył politycznie Geremka i UW/UD + GW + dawni korowcy nie są w stanie tego Tuskowi zapomnieć. owszem popierają go, ale z czystego koniunkturalizmu, bo w przeciwnym przypadku, przynajmniej jak na chwilę obecną, to przyjdzie Kaczyński i wykona wielkie sprzątanie.
Natomiast Schetyna owszem, jest jak najbardziej osobą pożądaną dla GW+SB, wszak są na niego odpowiednie kwity - wystarczy sobie obejrzeć dostępny w sieci wywiad z Grzegorzem Braunem na temat "układu wrocławskiego".

A przecież Michnik nie przychodził by do pałacu prezydenckiego w kroxach gdyby nie czuł się tam jak u siebie w domu.
Czyli, że Komorowski, któremu również jest bliżej do GW+SB, mógłby desygnować na premiera Schetynę chociażby po to żeby upokorzyć Tuska za odsunięcie Geremka od władzy.

Podsumujmy.
Mamy środowisko GW+SB, które jest tożsame ze środowiskiem KOR i odsuniętych od władzy w 1968 ludzi pochodzenia żydowskiego. Na czele tego środowiska występuje A. Michnik, który jest spiritus movens tego układu.
W kontrze do nich, ale w taktycznym chwilowym sojuszu jest PO+WSI.
Na scenę wypełzł L. Miller, który dyszy rządzą mordu za upublicznienie afery "Rywin - Michnik".
Michnik ma osobistą urazę do TVN (WSI) za realizację filmu "Trzech kumpli". Wprawdzie bezpośrednio po projekcji premierowej nie wypowiedziano na łamach GW żadnego krytycznego słowa na temat tego dzieła, ale uraz pozostał i przy pierwszej nadarzającej się sposobności GW tak dokopie TVN, że ci ostatni się nie pozbierają.
Wbrew pozorom to PO w tej całej układance jest najmniejszym problemem. Gdyż jest to firma drobnych wiejskich cwaniaczków, którzy dorwali się do żłoba w sumie na zasadzie przypadku.Gdy pierwszy z tej bandy zostanie usunięty, to reszta rozpierzchnie się natychmiast nie chcąc mieć nic wspólnego z przegrywającymi. To dlatego Tusk przeczołguje obecnie Schetynę, żeby nikomu się nie śniło "królobójstwo" do spółki z siłami z zewnątrz.

No tak to mniej więcej według mojej oceny wygląda z tamtej strony.
Oczywiście dochodzą pewne elementy folklorystyczne typu ruch poparcia ćwoka z Biłgoraja, jakieś feminazistki oraz człowiek w muszce, który jest na tyle inteligentny, że powinien sobie zdawać sprawę z tego, że robiąc to co robi to oddala wbrew pozorom cel do jakiego podobno dąży.

Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

11 września 2011

System się wyczerpał

A w każdym razie w obecnie obowiązującej formie. Wynika z tego poprawnie rozumując, że stoimy u progu wydarzeń przełomowych, ergo wielkich.
Czy będzie to wielkie draństwo, czy WIELKIE ZWYCIĘSTWO NARODU to zależy od nas samych.

Jeśli spojrzymy na historię od 1945 do chwili obecnej to zaobserwujemy, że co pewien czas system się zmieniał, modyfikował, ewoluował, dostosowywał.

Najpierw był komunizm koszarowy i po prostu wojna domowa. Okres ten trwał z różnym nasileniem represyjności wobec społeczeństwa od 1945 do 1956.
W '56 nastąpił przełom, system się dostosował. Niewiele, ale jednak trochę się posunął. Już nie było latających z naganami w biały dzień komisarzy. W okresie od 1953 do 1956 nastąpiło również przesunięcie pewnych ludzi z bezpośredniego aparatu represji na front stricte ideologiczny (exemplum Zygmunt Bauman - major KBW przeszedł na odcinek socjologii).
Tak samo było w kolejnych przełomowych latach:
1968 - to w pewnym sensie wewnętrzna dintojra w kompartii, ale również dokonała się zmiana w postrzeganiu przez resztę społeczeństwa czym jest kompartia.
1970 - tu za komentarz wystarcza ilość ofiar śmiertelnych, chociaż również tutaj rozpoznawalne są pewne elementy walk frakcyjnych wewnątrz kompartii
1976 - po okresie "cudu gierkowskiego" trzeba było zacząć spłacać te kredyty i społeczeństwo powiedziało "WAŁA"
1980 do 1981 - karnawał SOLIDARNOŚCI
1981 do 1989 - stan wojenny zniesiony formalnie wprawdzie dużo wcześniej ale
mordy polityczne trwały w najlepsze jeszcze w 1989 roku
1989 - wybory, wprawdzie ze z góry określoną ilością miejsc jakie może zdobyć opozycja, ale jednak wybory, chociaż właściwszy określeniem było by PLEBISCYT.
1992 - "Nocna zmiana"
2002 - afera Rywin - Michnik
2005 - 80% głosów zdobywają partie, które w odczuciu społeczeństwa są przeciwnikami dotychczasowego establiszmętu, również stanowisko prezydenta zdobywa reprezentant tego nurtu.
2007 - PO przechodzi na pozycje pro systemowe i wygrywa wybory
10-04-2010 - w Smoleńsku ginie prezydent

Jest 11-09-2011 do wyborów zostało niecałe 30 dni, a już w tej chwili wiadomo, że jeśliby potraktować poważnie konstytucję i kodeks wyborczy to te wybory są nieważne. Jednakże nic nie jest robione w celu dokonania naprawy błędów formalno - prawnych, których dopuściły się instytucje państwa mające de nomine stać na straży praworządności i prawidłowości procesu wyborczego.
A z powyższego wynika, że system nie wie co ma zrobić i wybiera drogę, która daje mu możliwość zarówno uznania wyniku wyborów jako ważne, jak również zakwestionowania wyniku głosowania z powodu błędów początkowych.

Historia od 1945 do chwili obecnej obfituje w wydarzenia o różnym stopniu nasilenia i różnej wadze.
Jeśli miałbym wartościować, to uznał bym, że wybory 1989 były momentem gdy mieliśmy największą szansę na zwycięstwo. Zwycięstwo czyli oswobodzenie się z wpływów Rosji i zainstalowanej agentury. Twierdzę tak dlatego, że kompartia przegrała te wybory nawet w zamkniętych okręgach wyborczych - czyli głównie w jednostkach wojskowych. A co może nawet najbardziej zdeterminowana SB/WSW wobec dywizji pancernej - no raczej niewiele.

Należy według mnie nałożyć pewne wydarzenia  na zmiany technologiczne. Klasycznym przykładem jest tu rok 2002 i afera Rywin - Michnik. Nie dlatego miało to tak wielki wpływ na wybory, że się wydarzyło i było relacjonowane na żywo przez media, ale dlatego, że równocześnie dokonała się zmiana technologiczna i pojawił się WEB 2.0 - czyli możliwość komentowania artykułów w internetowych wydaniach gazet jak również możliwość pisania blogów.
Setki i tysiące ludzi siedziało i ślęczało nad relacjami z prac komisji ds. afery Rywin - Michnik a potem prezentowało swoje przemyślenia innym. I te przemyślenia były druzgocące zarówno dla SLD jak i UD/UW.

Nawet wyeliminowanie prezydenta i towarzyszących mu osób nie zmniejszyło w sposób drastyczny ilości ludzi, którzy chcą zmiany. Około ośmiu milionów osób głosowało w 2010 roku na Jarosława Kaczyńskiego.

Jesteśmy według mnie w chwili obecnej w sytuacji, która jest czymś pośrednim pomiędzy okresem karnawału Solidarności, a wyborami 1989 roku.  Tak to oceniam głównie w sensie psychologicznym.

Biorąc pod rozwagę wszystko co powyżej, to jak w tytule, system w obecnej formie się wyczerpał, chociaż jest okopany w wielu miejscach. I albo posunie się z własnej woli i to drastycznie albo ...

Nie będzie konkluzji, zobaczymy co przyniesie dzień wyborów i podliczenie głosów oraz jaka będzie reakcja systemu panującego na to podliczenie.

Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

30 października 2010

Jarosław Kaczyński czyli ostatnia nadzieja czerwonych

Nie, nie odbiło mi na maksa, ani nie jestem pijany albo pod wpływem innych używek.
Jarosław Kaczyński jest ostatnią nadzieją czerwonych, tych wszystkich Michników, Solorzy, Walterów i innych na załatwienie pewnych spraw w sposób cywilizowany i w zgodzie z obowiązującym prawem.
Jest ostatnią nadzieją na to, że nie będzie wieszania na ulicznych latarniach.
Jeśli "układ" vel "salon" ma chociaż trochę oleju w głowie to odda władzę Kaczyńskiemu.
Bo każdy następny może wbrew pozorom być już tylko gorszy od prezesa. Jest On ostatnią nadzieją na to, że zostanie to załatwione w białych rękawiczkach i lega artis, a nie poprzez urzynanie łbów i wieszanie na latarniach.
Oczywiście "system" vel "układ vel "salon" może nadal uważać, że będzie im się nadal udawało ogłupiać społeczeństwo. Zachodzi tylko pytanie jak długo. Wystarczy, że się raz pomylą, raz niewłaściwie skierują przekaz medialny i będzie pozamiatane.
Sądzę, że symptomy tego będą głównie się pojawiały w mediach. Najpierw skończy się "przesłuchiwanie" PiS w mediach, a potem delikatnie zacznie się "przesłuchiwanie" gostków z PO.
Straty jakie poniesie "układ" na takiej transakcji nie będą wbrew pozorom wielkie. Ot, po prostu całe PO poleci do kryminału i tyle - nie są oni ważni z punktu widzenia "układu". Zostaną poświęceni aby straty nie były większe.
Dla PO jest to oczywiście śmiertelne zagrożenie, ponieważ Jarosław Kaczyński im akurat nie odpuści. Tusk, Komorowski, Schetyna, Arabski, Sikorski, wszyscy ci, którzy chociaż trochę maczali palce w tragedii pod Smoleńskiej zostaną załatwieni, po prostu będą sądzeni za zdradę.
Ale sądzę, że ich patroni ich z całym spokojem poświęcą, gdy tylko zdadzą sobie sprawę z tego jaka jest możliwa alternatywa.

18 sierpnia 2010

Kiedy rzucą się sobie do gardeł.

Afera Rywin - Michnik zakończyła pewien etap w stosunkach społeczno - politycznych panujących w naszym kraju po 1989 roku.
Skutkiem tej afery było zmiecenie ze sceny politycznej UD/UW oraz drastyczna marginalizacja SLD, które do chwili obecnej nie jest w stanie się z tego pozbierać.
Ale życie nie znosi próżni.
Na miejsce zajmowane do tej pory przez bezpiekę cywilną i GW natychmiast wskoczyła bezpieka wojskowa i TVN.
TVN ponadto wymierzył dosyć siarczysty policzek GW pomagając Ewie Stankiewicz dokończyć realizację filmu "Trzech kumpli". Po pokazie przed premierowym tego dzieła zaproszeni ludzie z GW wychodzili z niezwykle kwaśnymi minami. WSI upokorzyło tym samym SB.
GW jak i SB zniosły to i chyba przyjęły jako swego rodzaju pokutę za grzech zerwania układu, którym było ujawnienie afery Rywin - Michnik.
Jednakże należy według mnie oczekiwać w całkiem niedługim czasie dosyć silnej retorsji ze strony GW-SB wobec TVN-WSI. Buldogi pod dywanem cały czas się kotłują i niektóre z tych poszczekiwań nawet wydostają się ponad dywan, czyli dochodzą te odgłosy do zwykłych obywateli. Takim odgłosem była między innymi informacja o jakichś dodatkowych wątkach w śledztwie w sprawie zamordowania księdza Popiełuszki. Potem jednak ta sprawa została wyciszona.

Uczestniczący gracze oczywiście zdają sobie sprawę z tego, że za rogiem czai się "ten trzeci", ale w takich rozgrywkach jest niezwykle łatwo ponieść się emocjom i możliwość wykończenia "tych co nas upokorzyli" może przeważyć nad zdrowym rozsądkiem.
Należy z całym spokojem oczekiwać na ten moment, a później bezwzględnie go wykorzystać.
To może być jeden z ostatnich momentów, gdy jako społeczeństwo będziemy mogli odzyskać dla siebie nasze państwo.

Nie spieprzmy tego.

24 stycznia 2010

Jakim cudem ?

co najmniej kilku blogerów na portalu Niepoprawni.pl ogłasza od jakiegoś czasu, że Tusk, PO i ten rząd się zużyli. Że afery i aferki, że skandaliczne zachowanie przewodniczącego w komisji hazardowej.
A ja się nieśmiało pytam: Skąd i jakim cudem ludzie mają się o tym dowiedzieć?
Może z TVN-u, może z Polsatu, może z GW, a może z Super-Stacji, a może z jakiegoś radia - RMF-u, Tok FM, czy któregokolwiek innego medium, które należy do koncernu Agora lub jest z tym koncernem zaprzyjaźnione.
Mogą ewentualnie przeczytać o tym w Rzepie (tam pracują Pisowscy funkcjonariusze) albo we WPROST (tam pracują oszołomy, a Janecki to zwolennik spiskowej teorii dziejów). Czasami coś się przemknie w Newsweeku, ale raczej rzadko i jako tematyka oboczna. To może w internecie, tylko gdzie, może Onet albo WP - chyba raczej również nie, bo przecież są to ekspozytury mediów głównego nurtu.

Ile osób dziennie, poza stałymi bywalcami, odwiedza portal Niepoprawni.pl, albo Niezalezna.pl. To czemu zdziwienie, że wyniki sondaży są takie a nie inne, że media głównego nurtu nie interesują się tym czym powinny się interesować. Nie interesują się bo ich właściciele nie są tym zainteresowani. Nikt z szeroko rozumianego UKŁADU nie jest zainteresowany wyjaśnieniem czegokolwiek.
Dlaczego tak jest?
Żeby to wyjaśnić należy się cofnąć do lat 90-tych. Wtedy były dwie opcje (główne) albo się głosowało na SLD albo na szeroko rozumianą Solidarność, przy czym emanacją Solidarności była zgodnie z przekazem medialnym UW-UD lub KLD. Wszystko inne to były oszołomy.
Wtedy wystarczyło przekierować przekaz medialny z SLD na UD-UW aby ta strona wygrała kolejne wybory. Ten prosty mechanizm został załamany na skutek afery Rywina. A jedyną partią, która wyciągnęła rękę do ludzi UKŁADU była PO, będąca skądinąd spadkobierczynią KLD oraz pewnych frakcji UD-UW. Jednocześnie naturalny przeciwnik jakim było SLD praktycznie przestał istnieć. Żeby PO przestało otrzymywać totalne wsparcie mediów muszą zaistnieć pewne warunki.
1. musi pojawić się siła, która będzie mogła wygrać z PiS-em
2. musi być to siła pro-systemowa
3. najlepiej żeby to było SLD i chyba właśnie ostatnie spektakularne powroty (Miller i Oleksy) to oznaczają
4. PO nie może zostać nadmiernie sponiewierane, żeby w następnych wyborach mogło ponownie przejąć ster rządów
Należy jednocześnie nadmienić, że istnieją uzasadnione podejrzenia iż znaczna część dziennikarzy, tych z głównych publikatorów jest żywotnie zainteresowana utrzymaniem staus quo ponieważ albo byli informatorami ubecji, albo są współpracownikami obecnych służb, lub też oba te czynniki występują równocześnie.

16 stycznia 2010

70 procent

Na tyle wycenił w swojej pracy prof. Zybertowicz ilość TW w środowiskach "ludzi z miasta". Nikt nigdy nie zakwestionował tej wartości. Nikt nigdy i nigdzie nie podał innej liczby, która by ilość agentury wśród bandziorków opisywała. Nikt nigdy i nigdzie nie zakwestionował przyjętej przez Zybertowicza metodologii ani innych elementów warsztatu naukowego na podstawie, którego Zybertowicz doszedł do takich a nie innych wniosków.
Co najwyżej określano Zybertowicza per oszołom - co jest sztuczką erystyczną a nie dyskusją z tezami czy też wnioskami. Poprawnie w związku z tym rozumując należy przyjąć, że ci co Zybertowicza w ten sposób usiłują i usiłowali zdyskredytować zgadzają się z tym co w swoich badaniach opublikował, ale z przyczyn poza merytorycznych nie chcą lub nie mogą przyznać mu racji.
A właśnie w tej liczbie tkwi przyczyna serii niewyjaśnionych zgonów w aresztach i więzieniach na przestrzeni ostatnich 20 lat. Nie tylko zresztą w ośrodkach odosobnienia. W mieszkaniach i domach prywatnych również.

Sprawa Olewnika.
W areszcie przed końcem rozprawy umiera główny herszt bandy porywaczy, po zakończeniu procesu dalsi dwaj jego pomocnicy, potem ginie jeden z funkcjonariuszy służby więziennej - wszyscy się wieszają. Statystycznie jest to niezwykle wątpliwe. Tak zwani zawodowi przestępcy niezwykle rzadko dokonują zamachu na własne życie - to są wbrew pozorom kute na cztery nogi cwaniaczki. Owszem mogą dokonać samookaleczenia podczas wykonywania kary więzienia, ale celem takich działań jest dostanie się na oddział szpitalny lub do szpitala poza więzieniem, skąd ucieczka jest dużo bardziej prawdopodobna.
A wystarczyło w swoim czasie (można według mnie zrobić również teraz) sprawdzić kartotekę SB dotyczącą Franiewskiego, Pziuka i Kościuka. Jeżeli te akta istnieją i są dostępne to odnalezienie oficera prowadzącego, który sterował tą trójką (najprawdopodobniej tylko Franiewski - szefem) jest czynnością elementarną. Od tego SB-ka bedzie można dojść do zleceniodawców tej zbrodni.

Sprawa Sekuły.
Niby nic mnie to nie powinno obchodzić, wszak to komuch, jego śmierć powinna mnie cieszyć, ale jeżeli prokuratura umarza postępowanie twierdząc, że denat 3 (według niektórych wersji 5) krotnie strzelił do siebie w brzuch, to ja się zaczynam zastanawiać w jakim ja żyję kraju. Być może Sekuła był w konszachtach z bandziorkami - ale przecież dla układu rządzącego Polską po 1989 tenże Sekuła powinien być uznawany za "swojego". Nic nie zrobiono żeby znaleźć zabójców. Powinni znaleźć i przykładnie ukarać, lub też jeżeli nie mogli udowodnić procesowo to powinni "skasować" gości za to odpowiedzialnych.
Chyba, że tak zrobili.
Sprawa A.Kolikowskiego ksywa Pershing
Pershing ginie w Zakopanem po dosyć dobrze przygotowanej akcji, włączając w to akcję mającą na celu zmylenie miejscowej policji. Nie to jest jednak decydujące w tej sprawie. Zupełnie inne elementy wskazują na to, że Pershing był kontrolowany prze oficera operacyjnego do ostatnich swych chwil, lub też był TW. Elementem o tym decydującym jest zachowanie panienki, która była razem z Pershingiem w momencie zamachu. W momencie gdy Pershing już leżał postrzelony (czy też zastrzelony) na ziemi ta właśnie panienka wyjęła jego telefon a następnie zniszczyła kartę SIM. Powiedzmy sobie szczerze, tak nie zachowują się panienki "do towarzystwa" z agencji towarzyskich. Tak zachowuje się wyszkolona funkcjonariuszka służb specjalnych.

Sprawa Faltzman - Pańko.
Najpierw ginie Faltzman (17-07-1191) potem Pańko (7-10-1991), potem w przeciągu roku giną zarówno policjanci, którzy jako pierwsi pojawiają się na miejscu zdarzenia jak i kierowca urzędowej Lancji, który wiózł prezesa Pańko. Faltzman próbował dotrzeć do dokumentów związanych z aferą FOZZ, prezes Pańko był w przededniu ujawnienia swojego dochodzenia przed sejmem - następnego dnia było zaplanowane Jego wystąpienie. Przypadek, oczywiście, że możliwe, ale raczej mało prawdopodobne. Zwłaszcza, że sejf prezesa Pańko był kompletnie pusty - jak się później okazało.

Sprawa Papały
Marek Papała został zastrzelony przed swoim blokiem 12 lat temu. W tym czasie doczekaliśmy się 12-tu innych zejść śmiertelnych związanych z tą sprawą. Ostatnim był Artur Zirajewski, który zmarł niby to z przyczyn naturalnych, ale to raczej mało możliwe. Zator tętniczy można wywołać w sposób wręcz niezauważalny, a jeśli weźmiemy pod rozwagę, że denat poprzednie kilka dni spędził w szpitalu gdzie dostawał dużą ilość zastrzyków to wykrycie tego jednego zastrzyku, który go uśmiercił jest w praktyce niemożliwe.
Co wykrył, a nawet nad czym osobiście pracował Papała oficjalnie nie wiadomo, nieoficjalnie mówiło i mówi się o powiązaniach służb i prominentnych polityków z przemytem narkotyków, gdzie w grę wchodzą sumy liczone w miliardach USD.

Sprawa Piotra Jaroszewicza
Zamordowany w nocy z 31-08 na 01-09 1992 roku. Również ten człowiek powinien być w sposób specjalny chroniony przez układ rządzący Polską po 1989 roku. Nie był. A śledztwo jakie miało miejsce po tym zdarzeniu urągało wszelkim standardom. Sprawców nie wykryto. W 2007 roku Biuro Wywiadu Kryminalnego Komendy głównej Policji postawiło tezę, że zabójstwo miało związek z dokumentami hitlerowskimi, w których posiadanie wszedł Jaroszewicz w 1945 roku jako pułkownik LWP. Dokumenty mogły zawierać informacje kompromitujące polityków z wielu różnych krajów.
Należy nadmienić, że Piotr Jaroszewicz należał do "komanda śmierci", które po 1945 roku wykonywało "akcje specjalne" wobec członków AK, NSZ, WiN jak i wobec volksdojczów i agentury po hitlerowskiej (takie chodzą słuchy).
Również w tym przypadku stwierdzono, że sejf w domu Jaroszewiczów był pusty.

Sprawa Marka Karpia
Marek Karp był założycielem Ośrodka Studiów Wschodnich, doznał ciężkich obrażeń gdy w dniu 13-08-2004 na prowadzony przez niego samochód wjechał TIR na białoruskich numerach.
Zmarł w dniu 12-09-2004 w szpitalu w Warszawie.

Takich przykładów można by mnożyć praktycznie w nieskończoność. Giną ludzie, którzy w jakiś tam sposób są przeciwni aktualnemu układowi rządzącemu w Polsce.

20 listopada 2009

Koalicja PO-SLD i PSL

To wbrew pozorom dobra wiadomość. Przypomina się taki cytat: "... Pijaniusieńcy Kwaśniewski i Szmajdziński chodzili po osiedlu od drzwi do drzwi i mówili, że niedługo będą razem z Michnikiem w jednej partii. ..." (to chyba było u Łysiaka).
Gdyby takie coś wydarzyło się 20 lat temu, to nie było by możliwości żeby udawać zmiany ekip rządzących gdzie SLD robiła za lewicę, a UD, UW, PO za jeśli nie prawicę to przynajmniej za centrum.
Dla wielu osób będących wyborcami SLD jest nie do przyjęcia sytuacja, że na jednej liście wyborczej znajdują się obok siebie Czarzasty i Mazowiecki (taki casus miał miejsce w 2005) i w drugą stronę działa to analogicznie.
Obecnie najsilniejszą partią "systemu" jest PO, jedynym przeciwnikiem realnie liczącym się na rynku jest PiS.
Wprawdzie nie mówi się o połączeniu PO i SLD, ale podejmowane działania dla pewnych grup elektoratów tych partii mogą być nie do zaakceptowania.
Tu pojawia się dosyć istotne pytanie: co zrobią wnerwieni postawą partyjnego szefostwa wyborcy tych partii (zarówno SLD jak i PO).
Przekaz medialny jaki pojawia się przy okazji tych deklaracji sprowadza się tylko do jednego: "nigdy więcej PiS". To trochę mało jak na program, ale sugeruje z drugiej strony, że publikowane sondaże to są co najmniej naciągane.
Analogiczną do deklaracji polityków SLD jest deklaracja Cimoszewicza: "Poprę tego kandydata, który będzie w stanie pokonać Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich". To sugeruje, że wcale nie jest takie niemożliwe, że Cimoszewicz będzie tym kandydatem i wtedy otrzyma poparcie od Tuska i PO.

Konkluzja:
Dopóki udawało się oszukiwać społeczeństwo i pokazywać szopkę wyborczą z przychodzeniem i odchodzeniem kolejnych ekip można było to odpowiednio rozgrywać. Natomiast w sytuacji gdy pojawia się wyraźna granica, gdzie z jednej strony występują czerwoni z różowymi i innymi umoczeńcami a z drugiej partia która składa się z pro - państwowców to podział jest na tyle czytelny, że trudno go nie zauważyć. Dlatego uważam, że to dobrze się stało iż SLD w sposób jawny chce wspierać PO.

20 sierpnia 2009

Po raz pierwszy w mainstreamie

Po raz pierwszy w mediach głównego nurtu pojawiają się tezy, które od co najmniej kilu lat głoszą blogerzy i "oszołomskie" niszowe media.
Na stronach Rzepy zamieszczono artykuł producenta telewizyjnego, reżysera i scenarzysty filmowego Witolda Orzechowskiego.
Tu link do źródła: http://www.rp.pl/artykul/2,351227_Polskie__Miasteczko_Twin_Peaks__.html
Tezy artykułu są proste: brak lustracji i dekomunizacji powoduje patologie, co jest udowadniane na przykładzie sprawy "Olewników" i występujących tam person. Głównymi negatywnymi bohaterami artykułu są pracownicy wymiaru sprawiedliwości.

Autor przygotowuje film fabularny o porwaniu Olewnika.

No to będzie jazda bez trzymanki, chyba że nie znajdzie się środków na wyprodukowanie tego filmu. Co oczywiście jest możliwe a według mnie nawet więcej niż pewne.

18 sierpnia 2009

Sprawy różne, niby nie związane.

Gromosław Czempiński podobno stracił około 2E6 USD na skutek działań jednego z pracowników banku w Szwajcarii. Informacja ta pochodzi z przesłuchań Petera Vogela alias Piotra Konopczyńskiego, który w latach 80-tych siedział w pierdlu (ciąg dalszy powinien być znany wszystkim, którzy się jako tako naszą rzeczywistością interesują).
Informacje na ten temat pochodzą z porannych wydań serwisów internetowych Rzepy i TVN24 z dnia 17-08-2009.

Paweł Bartłomiej Piskorski podobno wygrał osiemnaście razy (miejmy nadzieję że nie pod rząd) maksymalną stawkę w kasynie. ponadto sprzedał (podobno) obraz o wartości 2E6 PLN, tyle tylko, że notariusz, który ową transakcję przeprowadzał już nie żyje. Cóż za zdumiewająco szczęśliwa zbieżność okoliczności.

Kolejni oskarżeni i skazani w sprawie Olewnika odbierają sobie życie. Odbiera sobie życie również klawisz, który był na służbie gdy główny herszt (spośród skazanych w tej sprawie) "popełnia samobójstwo".
Giną kolejne laptopy, na których są nagrane (w jakiejś tam formie) zeznania ludzi (w pewnej części już nie żyjących) uczestniczących w sprawie Olewnika.

To ja się pytam co to jest?
Bo niechcący, czy też przypadkowo, to można dziewkę z czworaków zbrzuchacić. Takie rzeczy przypadkowo się nie dzieją.

Przypomnijmy tym wszystkim, którzy tego nie pamiętają, że 70 do 80 procent tak zwanych "ludzi z miasta" czyli bandziorków z czasów PRL-u było informatorami bezpieki.
Badania te przeprowadził profesor Zybertowicz i jak na razie nikt nie zakwestionował ani metodologii przyjętej przez profesora Zybertowicza ani wniosków, które zostały przedstawione. Co najwyżej usiłowano Zybertowicza zdyskredytowac jako "oszołoma" czyli metodą sztuczki erystycznej.
Czyli, poprawnie rozumując aby rozwikłać sprawę "Olewnika" należy znaleźć w archiwach bezpieki kto był oficerem prowadzącym głównego (nieżyjącego już) porywacza.

Tu uwaga na marginesie żeby było śmieszniej skierowana do ludzi z marginesu: Zastanówcie się komu służycie i co dzięki temu uzyskujecie, bo może się tak zdażyć, że was jako popleczników czerwonych będzie się wieszać razem z nimi na latarniach.

16 sierpnia 2009

"Układ" i "Teorie spiskowe"

Czym jest "układ" i w jaki sposób jest obśmiewany przez przeciwników tego pojęcia w Polsce?
"Układ" to coś takiego co spotkało rodzinę Olewników, Romana Kluskę i wielu innych mniej znanych z nazwiska. Ludzie ci, często anonimowi, wycierpieli się nie mniej niż Olewnikowie.
Chciałbym zobaczyć jak taki jeden z drugim mądrala usiłuje wyjaśnić Olewnikom, że żadnego "układu" nie ma i jak dostaje z liścia w swoją fałszywą jadaczkę.
Bo to jest chyba jedyna adekwatna odpowiedź na wygadywane brednie. Nie jestem zwolennikiem takiego rozwiązywania sporów, ale w przypadku rodziny Olewników chyba żadna inna reakcja nie wchodzi w rachubę.
Pojęcie "układu" jest elementem "teorii spiskowych" tyle tylko, że na naszą lokalną wewnętrzną miarę.
Jak jest to obśmiewane i wyszydzane, bardzo prosto. Poprzez erystyczną sztuczkę polegającą na nadmiernym uogólnieniu. Przeciwnik tego pojęcia mówi, że jest niemożliwym aby umówiono się przy okrągłym stole, że Stasiek bierze browary, Ziutek telekomunikację a jeszcze inny Mietek jakąś inną gałąź przemysłu.
Otóż nikt przy zdrowych zmysłach takich tez nigdy i nigdzie nie głosił, ale właśnie w taki sposób jest to prezentowane przez media głównego nurtu, właśnie po to żeby ludzi tak opisujących naszą rzeczywistość wyśmiać i wyszydzić.
A jak się takiemu mądrali usiłuje wyjaśnić, że według badań socjologicznych od 70 do 80 procent tak zwanych "ludzi z miasta" była informatorami SB to taki ancymon zapyta się tylko kto te badania robił, a usłyszawszy nazwisko stwierdzi, że to "oszołom" (kolejny chwyt erystyczny tym razem ad personam).
Zero rozmowy merytorycznej - czysta erystyka.

Tak samo jest z "teoriami spiskowymi", których co światlejsi obywatele "nie kupują". Bo to przecież niemożliwe żeby istniała światowa zmowa, światowy spisek mający na celu jakieś tam elementy.
Tylko po co odbywają się w takim razie coroczne spotkania Grupy Bilderberg i co na nich jest omawiane oraz jakie padają konkluzje.
Po co dokonano restauracji w Polsce loży B'nai B'rith skoro prezydent Mościcki ją w okresie międzywojennym zdelegalizował. chciałbym wiedzieć jakie motywy kierowały prezydentem Mościckim, który delegalizował jak i obecnym prezydentem Kaczyńskim, który przywracał działalność tej organizacji w Polsce.
Wystarczy na blogu napisać, że piosenkarka Madonna i jej środowisko umyślnie parło do zrobienia afrontu co bardziej wierzącym spośród rodaków oraz przywołać wypowiedź kogoś, kto udowadnia supremację żydów w światowym biznesie medialnym (Kłopotowski) żeby usłyszeć: "... chyba zwariowaliście. ...".
No może i zwariowaliśmy.
Tylko może się zastanówmy najpierw kto rządzi tym biznesem Madonna, Brad Pitt, Tom Cruise czy inna gwiazda, a może jednak rządzą tym interesem prezesi korporacji medialnych, którzy decydują kogo lansować a kogo uwalić.
A może przy okazji warto wymienic inną gwiazdę światowego formatu - Mela Gibsona i spróbować wyjaśnić to wszystko co go spotyka po zrealizowaniu "Pasji". Gdzie taka na przykład Wikipedia zapodaje, że "... film został uznany za bardzo kontrowersyjny w niektórych środowiskach religijnych. ...". A tak konkretnie to w których środowiskach religijnych został tak przyjęty, bo z mojej pamięci wynika, że hierarchowie Kościoła Katolickiego w Polsce mieli zasadniczo jeden komentarz do tego filmu: "... Tak było. ...".

09 sierpnia 2009

Sprawa Papały ciąg dalszy

Tekst pochodzi z tego adresu
http://www.tvn24.pl/-1,1613853,0,1,byly-esbek-mial-motyw-ws-papaly,wiadomosc.html

Nową hipotezę w sprawie zabójstwa Marka Papały stawia dziennikarz "Polski" Leszek Szymowski. Według niego, zlecenie morderstwa mógł wydać nie Edward Mazur, a były funkcjonariusz SB, Adam D. Szymowski zaznacza, że ten wątek został zupełnie zignorowany przez prokuraturę. Jako motyw wskazuje raport o powiązaniach przestępców, polityków i urzędników, który dostał Papała, a w którym padały nazwiska i Adama D., i Edwarda Mazura.
- Śledztwo toczy się od 12 lat, jest traktowane priorytetowo, a nadal nic nie wiemy na jego temat. Nie wiemy, kto zabił komendanta, ani dlaczego to zrobił. Wszystkie okoliczności są niejasne – przypomniał Szymowski.

Dlaczego nie Mazur, a Adam D.

O tym, że morderstwo Papały zlecił Adam D., mówił gangster Daniel Zacharzewski, zabity dwa tygodnie temu w restauracji w Gdańsku koło pętli autobusowej w dzielnicy Wrzeszcz.
Prawdziwym zleceniodawcą zabójstwa gen. Marka Papały był Adam D.,... czytaj więcej »


– Zacharzewski "Zachar" był prawą ręką "Nikosia", szefa gangu trzęsącego Trójmiastem przez wiele lat. Współpracowali od 1982 roku. "Zachar" od początku kwestionował udział Mazura w tej sprawie, a może mieć olbrzymią wiedzę – mówił Szymowski w programie "24 godziny".

"Zachar" - ofiara wewnętrznych porachunków

Sylwester Latkowski, autor filmu i książki o śmierci Papały uważa, że śmierć "Zachara" nie była wcale tajemnicza, a była efektem porachunków między gangsterami. – Wstawił się za kolegą, któremu odebrano bramkę, i został dosłownie zadźgany przez młodych wilczków – stwierdził.

Według niego, Zacharzewski proponował Edwardowi Mazurowi w 2005 roku, że doprowadzi do zmiany zeznań Artura Zirajewskiego. Nic jednak z tego nie wynikło. – Podczas procesu o ekstradycję Mazura, Zacharzewski dzwonił do Stanów Zjednoczonych proponując, że będzie zeznawał. Wtedy dopiero został zatrzymany i aresztowany. "Zdjęty", żeby nie mógł przeszkadzać procesowi ekstradycyjnemu - mówił Latkowski.

Szymowski: ta śmierć nie jest przypadkowa

Zdaniem Szymowskiego – śmierć "Zachara" wiąże się ze śmiercią Marka Papały. – Natomiast postać Adama D. splata się z postaciami wielu gangsterów. Jako biznesmen miał kontakt z wieloma przestępcami – mówił dziennikarz. Dodał, że w 1998 roku Papała otrzymał od niemieckiej policji raport o powiązaniach przestępców, polityków i urzędników, a tam występowało nazwisko Adama D., ale też i Edwarda Mazura.

Latkowski uważa, że Szymowski mógł zostać wprowadzony w błąd co do życiorysu i postaci Adama D., niektóre szczegóły jego życiorysu opisane przez Szymowskiego nie są dla niego jasne. – Niektórym osobom zależy na tym, żeby zaciemnić sprawę Papały – zauważył.

Zgodził się jednak co do tego, że prokuratura nie zbadała wielu wątków tego zabójstwa komendanta policji.

Od siebie dodam, że w każdym normalnym kraju śmierć policjanta rodzi pewne reperkusje dla świata przestępczego. Śmierć policjanta, oficera, a zwłaszcza najwyższego zwierzchnika policji owocuje tym, że następnego dnia wszystkie speluny, burdeliki jawne i nielegalne, wszyscy ci macherzy od prochów przeżywają sądne dni. Są zatrzymywani, przeszukiwani jednym słowem nie mogą prowadzić swoich "zwykłych interesów". Taka akcja trwa do tego momentu aż światek przestępczy sam wyda zarówno wykonawcę jak i zleceniodawcę. A jak ktoś się stawia to jest najzwyczajniej w świecie zabijany właśnie przez policjantów, potem oczywiście jest robiony stosowny protokół z którego wynika że dany delikwent miał nielegalną broń, albo próbował uciec i w związku z tym stało się to co się stało. Przestępcy są ludźmi racjonalnymi lub jak kto woli maksymalnymi oportunistami, ponadto władza zawsze ma na nich haki, zawsze można takiego jednego z drugim za coś tam przyskrzynić i znaleźć równie pozytywnie nastawionego sędziego, który poprze areszt tymczasowy.
U nas takiej akcji policja nie wykonała, wniosek jest oczywisty i bardzo smutny.

Nasza państwowość jest ufundowana na przegniłych podstawach.

Z mojego punktu widzenia nie jest w tym momencie istotne czy zleceniodawcą był Mazur czy też anonimowy jak na razie były SB-ek. Ważniejsze moim zdaniem jest to co władze naszego Państwa zrobiły, a właściwie nie zrobiły, aby wytropić i odpłacić zarówno zleceniodawcom jak i wykonawcom. Ja w swoim rozumowaniu dopuszczam tutaj nawet takie działania, które są poza prawne. Dopuszczam jednym słowem stosowanie metod terrorystycznych vel "szwadronów śmierci". Jeżeli aparat państwowy ma wiedzę, że za coś takiego odpowiedzialny jest X, a jednocześnie wiadomo że X jest poza zasięgiem naszej jurysdykcji to się wysyła odpowiednich specjalistów aby sprawę uregulowali.
Obawiam się niestety, że aby coś takiego robić w wymiarze zewnętrznym to najpierw całkiem spore żniwo trzeba by zebrać w wymiarze wewnętrznym - patrz casus rodziny Olewników.

04 maja 2008

Co media zrobią jeszcze aby wyborcy PO się nie zniechęcili?

Autor (Tad9) dał swojemu wpisowi tytuł:
czy patriota może popierać ten reżim? (do sympatyków PO list drugi....)
i potratował swoją wypowiedź jako list - zapytanie do fanów PO. Ja zatytułował bym taki wpis inaczej, co widać powyżej

Całość przekopiowana z tego adresu: http://perlyprzedwieprze.salon24.pl/
Pragnę tylko dopisać od siebie, że cytaty których użył autor tego wpisu pochodzą z pełnego spektrum naszej prasy. Od Naszego Dziennika i Najwyższego Czasu poprzez Wprost, Rzepę, Politykę a na GW i Trybunie Ludu kończąc.
Czyli jednak dziennikarze jak chcą to potrafią coś tam wytropić. Zachodzi tylko niejakie podejrzenie, że nie tyle, że "chcą" tylko raczej czy aktualnie mają zlecenie żeby jakiemuś gostkowi "zrobić koło pióra".

Jakiś czas temu napisałem list do sympatyków Platformy Obywatelskiej. Interesowało mnie kim jest platformers. Nie dostałem jednoznacznej odpowiedzi, ale - mniejsza o to. Dziś piszę list drugi. Interesuje mnie jak czują się wyborcy PO pół roku po wyborach. Platforma okazała się partią postkomunistyczną, sympatycy PO - jakich pamiętam - za postkomunizmem nie przepadali, można by więc przypuszczać, że czują się zawiedzeni. Takich głosów jednak nie słychać, i to mnie dziwi... Uściślijmy jednak o czym mówimy...


W 98 przypadkach na 100 osobnik posądzony o sympatie do takiej czy owakiej partii odpowie, że jest to uproszczenie. Nie jestem przywiązany do szyldu czy wodza - będzie prawił - ale do pewnych spraw. Jeśli sprzyjam partii X, to dlatego, że jest ona dla nich najlepszym wehikułem. Najlepszym, nie znaczy doskonałym. Ale - cóż - nie widzę nic lepszego... W porządku, zastanówmy się więc dla jakich spraw wehikułem jest Platforma... Otóż, nie bardzo wiadomo. Jest to bowiem partia, która dokonała największego w historii III RP zwrotu retorycznego. Oczywiście - nie ma polityków, czy formacji w stu procentach konsekwentnych (jeśli pominąć sekciarzy). Życie wymusza zmiany i kompromisy. Idzie jednak o skalę zmian i rodzaj kompromisów. Łapanie polityków na drugorzędnych niekonsekwencjach to zajęcie tyle zabawne, co jałowe (choć go nie unikam). Naprawdę liczą się niekonsekwencje pierwszorzędne. Powiedzmy, że chodzi o różnicę pomiędzy taktyką a strategią. Sojusz PiS z SO i LPR uznany był, przez wyborców PiS, za sojusz taktyczny w ramach strategii budowy IV RP. Biorąc pod uwagę, to co Kaczyńscy mówili wcześniej o Lepperze - mieliśmy tu do czynienia z niekonsekwencją, ale - niższego rzędu. A jak to wygląda w przypadku Platformy? Otóż, Platforma dokonała zwrotu strategicznego. Niegdyś jej diagnozy III RP przypominały diagnozy PiS (a bywały ostrzejsze). A dziś? PO z roku 2005 i PO z roku 2008 to - niemal - dwie różne formacje... Piszę "niemal", bo resztki sanacyjnej retoryki PO błąkają się gdzieś na marginesie. Od czasu, do czasu ten czy ów polityk Platformy (najczęściej Gowin) powie , że "Polska Rywina" była na najlepszej drodze, by stoczyć się w "kierunku bananowej republiki" (Rz. 27.11.2007). Są to jednak tylko słowa, do tego - padające od święta. Na co dzień, króluje raczej retoryka "powrotu do normalności", przy tym "nienormalnością" są "ostatnie dwa lata", wychodzi więc na to, że "normalna" była staczająca się w kierunku republiki bananowej III RP...

Ale nie to jest najdziwniejsze. Bo oto, wraz z Platformą "zwrotu retorycznego" dokonał jej elektorat. I to do tego stopnia, że, od pewnego czasu, nie jestem w stanie odróżnić sympatyka PO od sympatyka SLD. Jednych i drugich zajmuje wyłącznie wykańczanie PiS... Weźmy - S24. Gdyby ktoś poprosił mnie o wskazanie tekstu napisanego przez sympatyka Platformy, którego nie mógłby napisać sympatyk Sojuszu - miałbym kłopot. Teksty jednych i drugich zlewają mi się w jeden przekaz... A przecież pamiętam jeszcze platformersów- zelotów sanacji. Żaden krok wiodący do rewolucji nie wydawał się im za daleko idący. PiS nie był przecież atakowany za nadmierny radykalizm i "ideologiczność", ale za "zdradę ideałów" (sojusz z LPR i SO) i pogrążenie projektu IV RP. PO zaś miała być "lepszym PiS-em". Tacy byli platformersi jeszcze niedawno... Dziś, (jeśli pominiemy any PiS-owską furię), są to raczej "zmęczeni liberałowie" w stylu Cezarego Michalskiego... To nazwisko pojawia się nie przypadkiem. "Dziennik", w którym Michalski jest ważną figurą, stał się wszak główną kuźnią ideologii "postideologiczności". Odnotujmy, że ta ideologia dziwnie gładko splata się z praktyką polityczną panującego nam miłościwie reżimu. Przekonanie o "końcu ideologii" pasuje jak ulał do "krucjaty miłości" wykoncypowanej przez spindoktorów Donalda Tuska. Produkcje Michalskiego i Krasowskiego dostarczają więc "głębszego" uzasadnienia dla strategii marketingowej Platformy Obywatelskiej. Amorficzność PO, zdaniem filozofów z "Dziennika" oddaje po prostu ducha postideologicznej nowoczesności. I - co zaskakujące wobec ich wcześniejszych sanacyjnych odlotów - sympatycy PO zdają się łykać te pomysły... Wczoraj chcieli burzyć trony, dziś zadowala ich ciepła woda w kranie (plus igrzyska w stylu: "PiS dla lwów!")...

Przesadzam? Czyżby? Czy ktoś może wskazać mi - choćby sięgając do archiwum S24 - jakieś postideologiczne wypowiedzi sympatyków PO poprzedzające wyborczy sukces Platformy? Ja takich sobie nie przypominam. Jak już pisałem - teoria postideologiczności wydaje mi się być po prostu "filozoficznym" uzasadnieniem powyborczej strategii marketingowej PO. Uzasadnieniem podchwyconym przez jej elektoratu. Podchwyconym, gdy tylko zostało im ono podsunięte, co swoją drogą stawia w ciekawym świetle "młodych wykształconych z dużych miast". No dobrze, ale co osłania ideologia "końca ideologii"? Twierdzę, że naszego starego znajomego, czyli - ... postkomunizm... Co prawda Rafał Matyja, niejako nadworny politolog "Dziennika", ogłosił niedawno, że postkomunizm odszedł do lamusa historii, ale - czy aby na pewno? Sam Matyja twierdzi przezcież, że "...rewolucja semantyczna 2003 roku nie przekształciła się w rewolucję polityczną i ustrojową". A więc - dziwactwo. Bo gdyby przyjąć diagnozę Matyi, trzeba by uznać, że postkomunizm padł od samego gadania, lub nawet - niezależnie od niego. Niczego podobnego nie zauważyłem, co prawda może to świadczyć jedynie o mojej spostrzegawczości, zaryzykuję jednak inne stwierdzenie: ciągle żyjemy w postkomunizmie. Chociaż to i owo się zmieniło. Zmienił się mianowicie gwarant systemu. Dziś jest nim Platforma Obywatelska. Rację ma nie Matyja, ale Tomasz Żukowski, który skonstatował, że PO przejęła poparcie "większości środowisk i wpływowych grup interesu (w tym mediów) skupionych wcześniej wokół obozu postkomunistycznego" (GP 755). Postkomunizm nie tyle więc upadł, co - zmutował. I kto wie, czy przeróżne zjawiska pojawiające się na powierzchni życia publicznego nie są efektami ubocznymi procesu mutacji. Gdy w Moskwie capnięto Siemona Mogilewicza, jednego z "ojców chrzestnych" tzw. "rosyjskiej mafii" dość powszechnie łączono to wydarzenie z odbywającymi się właśnie przesunięciami na szczytach rosyjskiej władzy. Czy można wykluczyć, że - powiedzmy - zatrzymanie "kasjera lewicy" też ma drugie dno? Tego nie rozstrzygniemy; może czas coś wyjaśni...

Teoria "mutacji postkomunizmu" wymaga uzasadnienia. Bez niego sympatycy PO zbędą ją jednym zdaniem (na teorię uzasadnioną będą musieli zużyć ze trzy zdania). Popatrzmy więc na praktykę rządów PO-PSL. Po jakich ludzi sięgnęła PO (personalia sporo przecież mówią)? Klasyk, twierdząc, że kadry decydują o wszystkim może i przesadził, niemniej, nawet najgorliwsi głosiciele hasła: "ważne są głównie struktury i procedury", gdy tylko mogą - obsadzają co się da "swoimi ludźmi". Tak więc - skupimy się na kadrach. Ale - dobrze. Wcześniej kilka słów o zmianach systemowych. A raczej o ich braku. Kilka miesięcy po wyborach PO zdaje się być bowiem gruntownie wyleczona z gorączki reformatorskiej. A jeszcze tuż po wyborach Bogdan Zdrojewski zapewniał red. Mazurka: "Otworzymy korporacje prawnicze, bo każdy w Polsce, kto zechce ze swojej profesji czynić hermetyczne środowisko musi się liczyć z naszym zdecydowanym sprzeciwem. Naszą determinację w tej sprawie mogę panu obiecać" (Dziennik, 27.10.2008). I co ostało się z owej determinacji? "Wprost" doniosło niedawno, że projekty przygotowane w Ministerstwie Sprawiedliwości są "zadziwiająco zbieżne z oczekiwaniami adwokatów, notariuszy i radców prawnych". Według - cytowanego przez "Wprost" - Grzegorza Maja ze stowarzyszenia "Fair Play" jest to "...powrót do starych rozwiązań, które oznaczają zamknięcie zawodów prawniczych i brak konkurencji" (A. Piński, J. Piński, Arystokracja III RP, Wprost 14/2008). Jeśli zaś chodzi o słynne znoszenie barier tłumiących przedsiębiorczość, to w "Najwyższym Czasie" plany rządu tak podsumował Dariusz Kos: "Z ambitnego projektu Szejnfelda przedstawionego przez PO w poprzednim Sejmie i przed wyborami, pozostało niewiele. Powiedzmy jasno: prawie nic". Według p. Kosa lepiej przedstawiał się "pakiet Kluski", który, niestety - "Sejm właśnie w pierwszym czytaniu odrzucił i tym samym wyrzucił go do kosza. Tymczasem rozwiązania zaproponowane przez opozycyjne ugrupowania były bardziej przyjazne dla przedsiębiorców i zawierały więcej uproszczeń niźli rządowe plany" (D. Kos, Swobody nie ma i na razie nie będzie, NCz! 933). Co do innych reform - niedawne odejście z rządu Stanisława Gomułki dość zgodnie uznano za koniec marzeń o reformie finansów. Tyle o zmianach systemowych. Przechodzimy do kadr...

Żyjemy ponoć "w epoce fachowców" i elektorat PO właśnie fachowców pożąda. No cóż, być może do głosu doszli fachowcy od PR, ale jeśli chodzi o fachowość innego rodzaju -bywa różnie. Resortem skarbu zarządza inżynier geodeta (p. Grabarczyk), sportem rządzi adwokat (p. Drzewiecki), korupcję zwalcza polonistka (p. Pitera), wojskiem zaś kieruje - zdaje się - psychiatra (ale to może trafnie). Jeśli zaś chodzi o stanowiska niższego rzędu - niedawno, do Rady Nadzorczej PERN (branża energetyczna) wszedł pan Stanisław Kwiatkowski (PSL), który niegdyś był sekretarzem gminy w Pacynie, a potem szefem szpitala. Szpital był co prawda w Płocku, niemniej p. Kwiatkowski nie miał wcześniej "nic wspólnego z branżą paliwową, ani z nadzorem nad strategicznymi państwowymi firmami" (Dyrektor szpitala w radzie PERN-u?, wp.pl 19.03.2008). Czy chcę powiedzieć, że za PiS było lepiej? Nie. Chcę powiedzieć, że nie widzę znaczącej różnicy pod tym względem... Widzę za to pod innymi względami. Są bowiem dziedziny, w których kadry, po które sięga Platforma wydają mi się bowiem dziwnie znajome.... Zwraca uwagę swobodny przepływ kadr - (niegdysiejsi) nominanci SLD stają się (obecnymi) nominantami PO. Część winy ponosi tu PSL, który był w sojuszu z Sojuszem, ale ta okoliczność nie tłumaczy wszystkiego.

Przepływ kadr z ekipy Millera do ekipy Tuska widać i na poziomie najwyższym (pani Duch, o której będzie jeszcze mowa), i na poziomie niższym. Na przykład Jerzy Miller, obecnie wojewoda małopolski za premiera Millera był szefem Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, a za Belki - szefem Narodowego Funduszu Zdrowia. Kazimierz Olejnik, zastępca prokuratora generalnego w ekipie Milera został "społecznym doradcą" w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji (J.S.Powrót Olejnika, Polityka 2647). Głośny niegdyś Grzegorz Kurczuk dostał od PO posadę wiceprezesa Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Lublinie. W województwie lubelskim bowiem PO, PSL i LiD zawarły bowiem umowę koalicyjną. Jakby dla przypieczętowania tego sojuszu lubelska prokuratura umorzyła postępowanie w sprawie Krzysztofa Janika, który, w 2003 roku, ostrzec miał pewnego burmistrza przed policją, która na burmistrza dybała... Co na to wyborcy PO, ci "zeloci postkomunizmu"? A przy okazji - jak traktują oni sojusz PO z PSL? PSL przecież nie jest mniej postkomunistyczny niż Samoobrona, a sojuszu Samoobrony z PiS platformersi nie mogli znieść! Przy tym , o ile związek PiS-PO przedstawiany był jako przykra konieczność, w przypadku związku PO-PSL mowa jest o miłości...


Inną cechą charakterystyczną, jest uwikłanie członków ekipy Tuska w - nazwijmy to - "specyficzne interesy". Nieszczęśliwą rękę do nominacji ma zwłaszcza minister Klich z MON. Powołał na stanowiska generałów Piotra Czerwińskiego i Mieczysława Bieńka, chociaż wiadomo było, że ten pierwszy molestowany był przez prokuraturę za nadużywanie stanowiska przy przetargach, ten drugi jest podejrzanym w "aferze bakszyszowej" (E. Żemła, K. Manys, Ministerialne nominacje pod obstrzałem, Rz. 12.2007). Efektem tego była fala zmian kadrowych (dodając te z powodów "osobistych" - czytaj "lustracyjnych" - prawdziwa epidemia....). Biznesowe uwikłania prominentów reżimu często sięgają lat 90-tych. I tak, według "Wprost", wiceszef PSL, pan Bury (dziś wiceminister skarbu) robił "dziwne interesy" z Art.-B. Otóż Bury, na początku lat 90-tych ubiegłego wieku doprowadził do przejęcia przez Art.-B spółki "Agrotechnika" (o której pisałem zresztą w tekście "Znajomi pana Waldemara"). Zdaniem "Wprost" biznesmeni, którzy brali udział w operacjach finansowych PSL kilkanaście lat temu po dziś dzień wspieraną partię finansowo, o czym świadczą dokumenty Państwowej Komisji Wyborczej (D.Kania, Zielony oscylator, Wprost 47/2007). Przypomnijmy, że "Agrotechnika" była jedną z pierwszych w PRL "spółek nomenklaturowych", a zakładali ją młodzieńcy z ZSL i spece z WAT. Spółka zajmowała się - między innymi - sprowadzaniem objętego embargiem sprzętu komputerowego, który potem lądował - także - w Związku Sowieckim. Z czego wynika, że "Agrotechnika" z góry na dół obsadzona była zapewne agenturą...

Ludowcy zresztą w ogóle mają jakąś predylekcję do "interesów" i umieją dbać o swoje. Oto, prezesem magazynów zbożowych został Andrzej Śmietanko, człowiek o bogatej przeszłości. W 1994 roku rządowy samochód prowadzony ponoć przez niejakiego Jarosława Z. staranował płot we wsi pod Orzyszem. Jarosław Z., to, nawiasem mówiąc - kryminalista. W liście do ministra sprawiedliwości twierdził, że samochód prowadził Śmietanko, wcześniej zaś Śmietanko, burmistrz Orzysza i Jarosław Z. spędzić mieli "alkoholowy wieczór" w knajpie "Czarny Pająk". Wszczęto śledztwo w sprawie wypadku, po roku zostało ono jednak warunkowo umorzone (R. Grochola, Wielki powrót Śmietanki, GW 5.12.2007). W czasach AWS Śmietanko doradzał Kwaśniewskiemu, za Millera przez 3 miesiące prezesował Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Pracował też dla Gudzowatego. Dziś - powrócił. Stanowisko dostał bez konkursu. Po ujawnieniu tego faktu przez prasę konkurs co prawda obiecano, ale w czasie, gdy kadencja Śmietanki należała będzie do przeszłości... Śmietanko, jako prezes największych w kraju magazynów zbożowych należących do Agencji Rynku Rolnego zadecydował, że państwowe zboże sprzedawane będzie wyłącznie na warszawskiej giełdzie towarowej. Od każdej tony zboża giełda bierze 5 złotych. Tak się składa, że na prowizji zarobi pan Zbigniew Komorwoski - wpływowy ludowiec, kolega prezesa Pawlaka (R. Grochal, K. Naszkowska, Handel zbożem: PSL daje zarobić swoim, GW 4.02.2008). Śmietance podlegają między innymi Zamojskie Zakłady Zbożowe. W zakładach pojawiło się ostatnio nowe stanowisko - głównego specjalisty do spraw rozwoju, z pensją 10 tysięcy złotych - objął je brat Jarosława Kalinowskiego Adam... (Tomasz Nieśpał, Praca w zbożu dla Kalinowskiego, Rz. 25.04.2004). W CIECh-u z kolei znalazł posadę syn wpływowego ludowca Stanisława Dobrzańskiego. Marcin Dobrzański został wiceprezesem firmy (qub, Syn byłego szefa MON w zarządzie CIEh-u, GW 2.04.2004). Dodajmy, że Dobrzański starszy nie może, póki co, kontynuować kariery politycznej z powodu zaszłości lustracyjnych.

Ciekawe rzeczy dzieją się w interesujących mocno "ludowców" Lasach Państwowych. 10 grudnia dyrektorem Lasów Państwowych został Jerzy Piątkowski. Obejmując urząd oświadczył: "Nie będę przeprowadzał w lasach rewolucji. Pewne zmiany organizacyjne i kadrowe będą miały miejsce, ale spokojnie i bez pośpiechu" (lp.gov.pl). Aż strach pomyśleć jak pan Piątkowski wyobraża sobie rewolucję, skoro zmiany przeprowadzane "spokojnie i bez pośpiechu" wyglądają tak: z posad błyskawicznie wylecieli dyrektorzy regionalni w Łodzi, Krakowie i we Wrocławiu, a pięciu następnych szykuje się do odlotu. Ale - mniejsza już o to. Ciekawszy jest przebieg kariery Piątkowskiego. Jak pisali w "Polsce" Piątkowski "...do 2006 roku szef regionalnej dyrekcji Lasów Państwowych w Łodzi stanowisko stracił, gdy w podległym mu nadleśnictwie wyszła sprawa nielegalnej sprzedaży drzewa" (A.Komdzińska, G.Rzeczkowski, PO czyści Lasy Państwowe z ludzi PiS, Polska 3.01.2007). Według poprzedniego rzecznika LP Piątkowski został zdymisjonowany za brak nadzoru. Kłopoty z nadzorem pana Piątkowskiego mogą niepokoić zwłaszcza w świetle jego polityki kadrowej. Oto nowym szefem Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krakowie został Stanisław Sennik, nadleśniczy z Niepołomic. Jak donosiła "GW" Sennikowi w awansie "nie przeszkodziły niejasności wokół wymiany atrakcyjnych gruntów nadleśnictwa na prywatne działki swego zastępcy i byłego szefa RDLP". Dyrektor Piątkowski "zignorował śledztwo, które krakowska prokuratura prowadzi w sprawie nieprawidłowości w obrocie działkowym nadleśnictwa Niepołomice. Transakcje polegały na tym, że nadleśnictwo zyskało rolne nieużytki, a pozbyło się atrakcyjnych gruntów". Jakby tego było mało - prokuratura prowadziła też śledztwo w sprawie nieprawidłowości gospodarowania drzewem i fałszowania dokumentów w nadleśnictwie, któremu przewodził pan Sennik. To śledztwo umorzono, ale rozważane jest jego wznowienie" (I. Dańko, Zaskakujący awans nadleśniczego Niepołomic, GW 2.01.2008). Dodajmy, ze możliwości "kręcenia lodów" w Lasach Państwowych są wcale niezłe - w ubiegłym roku czysty zysk LP wyniósł 185 milionów złotych... Sprawa Sennika ma zresztą ciąg dalszy. "Newsweek" doniósł, że jego nominacja oburzyła kilkunastu parlamentarzystów PO. Napisali oni list do ministra środowiska Macieja Nowickiego. To też ciekawa figura, więc trochę o nim...

Otóż, przez 15 lat Nowicki był prezesem EkoFunduszu, który obrócił kwotą 1,5 miliarda złotych. Przy okazji, spora sumka trafiła - jako wynagrodzenie za pracę - na konto pana Nowickiego (na kontach ma około 2 milionów oszczędności). Skąd taka suma? Nowicki pobierał pensję w wysokości dziesięciokrotnej średniej krajowej, a od 2001 - dwunastokrotnej. W 2006 roku NIK orzekł, że fundusz nie mógł wypłacać takich pensji, Nowicki twierdzi jednak, że mógł, nie jest to bowiem instytucja podlegająca ustawie "kominowej". Rzecz jest tajemnicza. Fundację założył co prawda minister finansów, a środki czerpie ona z budżetu, ale w 2003 roku wiceminister finansów Ryszard Michalski orzekł, że nie są to pieniądze publiczne... To dziwne orzeczenie padło w odpowiedzi na pytanie niejakiego Krzysztofa Szamałka, w 2003 podsekretarza w Ministerstwie Finansów, a prywatnie - byłego szefa "Ordynackiej". Na początku 2005 roku pan Szamałek został wiceprezesem EkoFunduszu... (Aleksander Piński, Jan Piński, Wehikuł Nowickiego, Wprost 12/2008). Pan Nowicki wydaje się więc świetnie pasować do ekipy Tuska... Wracajmy do Lasów Państwowych. i pana Sennika...

Jak doniósł "Newsweek", interwencja posłów PO na niewiele się zdała - w obronie Sennika stanął Bronisław Komorowski - bywalec polowań w Puszczy Niepołomickiej, gdzie podejmował go Sennik (Maciej Gawlikowski, Marek Kręskawiec, Marszałek Lasów Państwowych, Newsweek, 26.04.2008-sieć). Lasy Państwowe to zresztą w ogóle zdaje się szczególnie wdzięczne łowisko dla ludzi przedsiębiorczych, i - zarazem - rezerwa kadrowa dla rządu PO-PSL. Oto "Polska doniosła, że dla rządu pracują ludzie , zamieszani w "jedną z największych afer w czasach koalicji SLD-PSL". Chodzi o budowę osiedla Eko-Sękocin. Osiedle budowano bez odpowiednich zezwoleń, za pieniądze przeznaczone na co innego, na terenie chronionym, budowała zaś firma "Insbud" z Mławy należąca do kumpla aktualnego szefa klubu parlamentarnego PSL Stanisława Żelichowskiego. Lasy Państwowe utopiły w osiedlu 21 milionów, przy tym - nigdy nie zostało ono ukończone. Z tym świetnym interesem związani byli panowie Janusz Dawidziak i Janusz Zaleski. Pod aktualnym reżimem pierwszy został dyrektorem Biura Urządzania Lasów i Geodezji, a drugi - wiceministrem środowiska (Grzegorz Rzeczkowski, Agata Kondzińska, Uwikłani w ekologiczny skandal, dziś zasiadają w rządzie, Polska 28.04.2008). PSL lansował ponoć Dawidziaka na szefa Lasów Państwowych, ale brzydki zapaszek z Eko-Sękocina przyciął skrzydła jego kariery. Dodajmy, dla porządku, że pan Piątkowski nie jest już dyrektorem Lasów. Został odwołany na początku kwietnia. Do Lasów wkroczyła Platforma Obywatelska. Zastąpił Piątkowskiego niejaki Marian Pigan. Stanowisko dostał bez konkursu, dotąd odznaczył się jako działacz leśniczej "Solidarności", która - wbrew stanowisku związku - poparła PO w wyborach. Od tego momentu trwa błyskawiczna kariera Pigana, o swoich awansach, doświadczeniu i kwalifikacjach nie chce on niestety rozmawiać z mediami (PO obsadza lasy - sieć)

Nowy szef LP jest stosunkowo młody, nie sądźmy jednak, że "ludzie z przeszłością" zdarzają się tylko PSL-owi! Oto, po stronie PO w rządzie brylują "piskorczycy". Samego Piskorskiego, co prawda odstawiono na boczny tor - zbyt mocno kojarzył się z "układem warszawskim", ale jego mniej popularni koledzy, wiceprezydenci stolicy z czasów rządów pana Pawła kontynuują kariery. I tak, Tomasz Siemoniak został niedawno sekretarzem stanu w MSWiA, a Olgierd Dziekoński -wiceministrem infrastruktury odpowiedzialnej za budownictwo. Dziwne, że za budownictwo nie wziął się pan Siemoniak. Po pierwsze - to człowiek stu talentów (typowano go na autora raportu o mediach przygotowanego niegdyś na potrzeby PO), a po drugie - wiele wskazuje na to, że zna się na spółdzielniach mieszkaniowych. W 2001 roku mogliśmy w "GW" przeczytać tekst "Dembud i przyjaciele" poświęcony szczególnej spółdzielni. Autorki tekstu Iwona Szpala i Agnieszka Zielińska, pisały: "Dembud to spółdzielnia wyjątkowa: prezes jest radnym w warszawskiej gminie Centrum, w której inwestuje. Spółdzielnia wygrywa przetargi na grunty, choć nie zawsze płaci najwięcej. Po umiarkowanych cenach sprzedaje wytworne mieszkania. (...). Urzędnicy są wobec niej wyjątkowo wyrozumiali, godzą się na wszystkie prośby spółdzielni (...). Ci liberalni urzędnicy to w dużej mierze spółdzielcy Dembudu. Mając wśród swoich członków kwiat warszawskiego samorządu z prezydentem Warszawy włącznie Dembud stał się symbolem firmy, która odnosi sukcesy metodami uznawanymi za kontrowersyjne". Obok "kwiatu samorządu" mieszkali ludzie "Pruszkowa" z samym "Pershingiem" na czele, ale nas interesuje dziś bardziej "kwiat". I tak, jak dowiedzieliśmy się z "GW": "W Dembudzie mieszkają wszyscy członkowie zarządu miasta z ramienia PO: Paweł Piskorski, Wojciech Kozak, Tomasz Siemoniak" (I.Szpala, A. Zielińska, Dembud i przyjaciele, GW 6.11.2001). Czyż nie można więc przypuszczać, że - gdyby pan Siemoniak poszedł się sprawdzić w budownictwie - być może doczekalibyśmy się "wytwornych mieszkań po umiarkowanych cenach" dla mas? W końcu ma być lepiej. Wszystkim... Ale - bądźmy spokojni. Pan Siemoniak sprawdzi się i w MSWiA, zwłaszcza, że ma tam doświadczonych towarzyszy, o czym jeszcze będzie mowa...

Platforma dba o "swoich" nie gorzej od "ludowców". Wart 132 tysiące kontrakt na obsługę prawną prezydenta Warszawy przypadł w udziale Józefowi Medykowi, który - jako komisarz wyborczy - bronił Hannę Gronkiewicz Waltz przed utratą mandatu(Bronili Sawickiej, dostali kontrakt, Onet za "Rz" 26.02.2008). Podobnie - zlecenie na obsługę prawną spółki Narodowe Centrum Sportu dostała - bez przetargu - kancelaria prawna Pociej, Dubois i Wspólnicy, według "Rz", od lat świadcząca usługi Platformie Obywatelskiej. Kontrakt wart jest 600 tysięcy złotych. O "wspólnikach" nic mi nie wiadomo, ale to i owo wiem (z prasy) o panach Pocieju i Dubois. Aleksander Pociej to hojny adwokat, który wpłacił 300 tysięcy złotych kaucji za panią Beatę Sawicką(Bronili Sawickiej, dostali kontrakt, Onet za "Rz" 26.02.2008). Jeśli zaś chodzi o nazwisko Dubois - chodzi tu niezawodnie o pana Jacka Dubois, pełnomocnika prawnego PO. To zdaje się w ogóle ciekawa postać. Jest on - na przykład - obrońcą pani Jaruckiej (Cimoszewicz gdy się o tym dowiedział miał powiedzieć do żony: "zobacz, nawet się chłopcy nie kryją"), a poza tym pan Dubois zasiada we władzach spółki J&S, pełni też funkcje w innych spółkach związanych z tą firmą (Onet 29.02.2008). Firma J&S może się poszczycić i innymi pracownikami związanymi z aktualnym reżimem. Jak doniosła "Rz" w J&S pracują byli politycy PSL - Józef Pawlak i Zdzisław Zambrzycki. Zatrudniono ich jako speców od biopaliw. Obydwaj uchodzą za wpływowych ludowców (P. Nisztor, Byli politycy PSL na etatach w J&S, Rz, 11.02.2008). Idźmy dalej... Minister Bieńkowska z Ministerstwa Rozwoju Regionalnego dofinansowała kwotą 80,7 miliona złotych spółkę "Miasteczko Multimedialne" w parku technologicznym w Nowym Sączu. Prezesem firmy jest związany z PO współtwórca Business Center Club Krzysztof Pawłowski (Zenon Baranowski, Kryterium towarzyskie, Nasz Dziennik, 2.02.2008). Promocją polskich produktów regionalnych zajmie się agencja Lowe GGK. Tak się bowiem składa, że zorganizowany przez Agencję Rynku Rolnego przetarg wygrała firma związana z Andrzejem Halickim z PO. Halicki twierdzi, że z firmą nie ma już nic wspólnego, ale jego nazwisko, w chwili przetargu, znajdowało się na liście członków zarządu The Lowe Group Poland w skład której wchodzi Lowe GGK (Konfliktowy przetarg za 12 milionów, TVN24pl, 21.03.2008)

Nasz przegląd "nowych jakości" w rządzie PO-PSL zakończymy postacią pani Chojny-Duch. Harmonijnie łączą się w jej osobie cechy charakterystyczne tej ekipy. Jest "spadkiem" po ekipie SLD, ma na koncie "dziwne interesy" i zdaje się być w świetnej komitywie z magnatami III RP. Duch dostała od Tuska posadę wiceministra finansów. Wcześniej była wiceministrem w rządach Pawlaka i Oleksego, doradzała Kołodce. Wiąże się z nią, w kontekście dziwnych interesów, ciekawa anegdotka. Otóż, Duch wynajmowała niegdyś mieszkanie Wietnamczykom nie odprowadzając stosownego podatku. Wietnamczycy zainstalowali w mieszkaniu fałszywą centralę telefoniczną, która "wpadła" i zrobił się z tego skandal. Ale to była drobnica. Dziś pani Duch zdaje się robić lepsze interesy, w "GP" znaleźć można było niedawno tekst poświęcony panu Nurowskiemu, czytamy w nim mn.: "w 2005 roku (...) Nurowski wraz z innymi osobami mn. Dariuszem Rossatim oraz Elżbietą Chojną Duch, kupił od SGGW 90 ha ziemi w niebywale atrakcyjnym miejscu w podwarszawskim Konstancinie. Warte około 500 milionów zł grunty zostały im sprzedane za zaledwie ... 7 milionów zł plus VAT" (P. Lisiewicz, Pan od propagandy). Najbardziej niepokojące jest jednak co innego. Otóż, jak pamiętamy wiosną 2005 roku z Ministerstwa Finansów wyprowadzono w kajdankach grupkę urzędników, którzy w zamian za tzw. "korzyści majątkowe" świadczyli różne usługi, ze szczególnym wskazaniem na załatwianie ulg podatkowych. Proceder ten, mimo, że kierownictwo resortu było alarmowane, ciągnął się przez lata, także w czasie, gdy ważną figurą w ministerstwie była pani Duch. Dodajmy, że przez Chojnę Duch dobre przełożenie na rząd zdaje się mieć pan Ryszard Krauze. Jacek Duch, mąż pani minister związany jest bowiem z Prokomem. I to mocno. Gdy Krazuze wpadł w tarapaty to właśnie Jacek Duch został przewodniczącym Rady Nadzorczej Prokomu (W. Wybranowski, Dobry płatnik zrezygnował, ND 3.10.2007). Dobre stosunki z magnaterią III RP - to kolejna cecha charakterystyczna dla członków ekipy Tuska...

Teraz zajmiemy się zwykłymi i specjalnymi służbami mundurowymi. O policję ledwie potrącimy. Policja, rzecz jasna ma zostać "odpolityczniona". Pojawiły się nawet kuriozalne pomysły, by Komendanta Głównego wybierał Sejm, lub ... "konklawe" Komendantów Wojewódzkich (wiem, że nie chce się w to wierzyć, ale naprawdę coś takiego słyszałem..). Będzie jak pędzie, póki co - do policji "wraca nowe". "W policji trwa kadrowe przemeblowanie - donosiła "Trybuna" - "Do służby wracają funkcjonariusze, którzy "z powodów osobistych" odeszli na wcześniejszą emeryturę za czasów rządów PiS" (Trybuna 28.12.2007). Czy aby nie są to funkcjonariusze "ustawiani" w czasach, gdy kadrowym policji był pan Kurnik, ostatni kadrowy SB? (Kurnik odszedł po wybuchu "afery starachowickiej", nie sądzę jednak, by po jego odejściu SLD robiło w policji jakąś reformę kadrową). Tak, czy owak z emerytury wrócił obecny Komendant Główny Policji, pan Andrzej Matejuk. Na emeryturę odszedł niespodziewanie za czasów PiS. Mówiono, że była to emerytura wymuszona. Dolnośląska Komenda Policji, której szefem był Matejuk zaliczyła szereg wpadek. A to na jakimś komisariacie urządzano orgie, a to znów CBŚ zatrzymało komendanta jednego z komisariatów, który – pijany – prowadził samochód w towarzystwie osobnika poszukiwanego za udział w aferze korupcyjnej „której tropy wiodą do wrocławskiej policji” (komendanta nie ukarano, tylko odesłano na emeryturę). Wobec powyższego nie dziwi, że mieszkańcy Dolnego Śląska byli tymi, którzy najgorzej oceniali policję (Karolina Łagowska, Wymuszona emerytura komendanta policji, GW 16.04.2006). Matejuk uważany jest za „człowieka platformy”, więc nie dziwi, że powrócił...

A czy aby pan Matejuk nie robił jakichś „dobrych interesów”? – zapytacie. Oczywiście, że robił. Czy – w przeciwnym razie – pasowałby do tej ekipy? Oto, w 2003 roku portal „Naszemiasto.pl” donosił: „Andrzej Matejuk, komendant wojewódzki policji oraz jego zastępca Zbigniew Maciejewski kupili działki rolne w gminie Mięłkinia. Niewiele kilometrów od granic administracyjnych Wrocławia. Zapłacili za nie kilka razy mniej od ceny rynkowej. Sprzedającym była Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa” (Tylko głupi nie kupi, Naszemiasto.pl, 1.03.2003 – sieć). Dodajmy, że zastępcą komendanta głównego został pan Henryk Tusiński, który - według "Newsweek"a - brał udział w procederze uwłaszczania się policyjnych notabli na służbowych mieszkaniach (za 10-20 procent ceny), przy tym w przypadku Tusińskiego miało się to odbyć z naruszeniem prawa (Marek Kęskrawiec, Maciej Gawlikowski, Prezent dla komendanta, Nwesweek 09/08). A teraz służby specjalne...

Ta koalicja zaczynała się od wizyt Gromosława Czempińskiego w sejmowych siedzibach PO i PSL, a potem było tak, jak zdawał się to zapowiadać ten znak... Ważnym kadrowym "rozprowadzającym" w służbach specjalnych (i nie tylko) wydaje się być pan Brochwicz. Bardzo interesująca figura. Ludwik Dorn: "Płk Brochwicz, protektor ludzi z zespołu Lesiaka w okresie kiedy był wiceministrem w MSWiA, łącznik między p. Jarucką a posłem Miodowiczem" (L. Dorn, Wpis sejmowy I - blog). Osoby kojarzone z Brochwiczem obejmują, jako się rzekło, kluczowe posady. Dorn: "...wiceministrem w MSWiA został p. Witold Dróżdż z ekipy byłego premiera Tomaszewskiego, w owym czasie doradca wiceministra Brochwicza. Najważniejszym członkiem nowej ekipy kojarzonej z Brochwiczem wydaje się jednak być p. Bondaryk postawiony na czele ABW.

O Bondaryku można by napisać epopeję... Skoro tyle mówi się ostatnio o „odpolitycznianiu” zacznijmy od tego, że Bondaryk, od czerwca 2001 do września 2005 roku członkiem Rady Krajowej PO (L.Misiak, Wspaniały medialny świat, GP 754). Jak na członka tej ekipy przystało ma też bogate doświadczenie biznesowe. Od 2001 do 2007 pracował „w sektorze telekomunikacyjnym i bankowym”. „Newsweek” ustalił, że Bondaryk miał też udziały w doradczej firmie TI Consultans, kierował radą nadzorczą Gazstalu handlującego wyrobami hutniczymi, był też udziałowcem „spółki oskarżonej o to, że posłużyła do wyprowadzania majątku z państwowego Cefarmu” (Grzegorz Indulski, Andrzej Stankiewicz, Bond Bondaryk, Newsweek 5/2008). Chodzi o spółkę "Medycyna i Farmacja". Pracowity pan Bondaryk pracował również w firmie Tel-Energo, zasiadał we władzach spółki Porta TX, udzielał się też w Invest Banku i Elektrimie. Dwie ostatnie firmy kontroluje Piotr Solorz. Bondaryk doradzał panu Nurowskiemu, bliskiemu współpracownikowi Solorza, jednemu z bohaterów raportu o nadużyciach w WSI (Nurowski ma w ogóle bardzo interesujący życiorys, od czasów PRL-owskich). Wobec takich uwikłań, nie dziwi, że po nominacji Bondaryka na szefa ABW od sprawy odsunięto oficera prowadzącego śledztwo "w sprawie interesów Solorza" (awe, Nowy szef ABW odsunął śledczego badającego interesy Solorza, GW 27.01.2008). Wszechstronny Bondaryk był też współwłaścicielem EMAS-u, firmy handlującej biżuterią. Ten rodzaj biznesu to zresztą chyba specjalność rodzinna. Oto „Rzeczpospolita” wygrzebała, że brat Krzysztofa Bondaryka, Marek był współwłaścicielem spółki „Sandra”. Za jej pośrednictwem przemycano z Białorusi potężne ilości złota. Informatorzy „Rzeczpospolitej” twierdzą, że interes na taką skalę nie mógłby się kręcić bez współudziału służb specjalnych, a w połowie lat 90-tych szefem białostockiego UOP był - Krzysztof Bondaryk. Prokurator Sławomir Lusk badający tę sprawę został – po ostatnich wyborach – odwołany. Decyzję podjął minister Ćwiąkalski, ale stać za nią mieli Krzysztof Bondaryk oraz adwokat jego brata. Następcą Luska został współpracownik owego adwokata... (Cezary Gmyz, Szef ABW i kłopoty jego brata, Rz. 28.01.2008)

Teraz rzut oka na karierę Bondaryka w resorcie. Jak pisali w "Naszym Dzienniku" Bondaryk "dwukrotnie został usunięty z pracy w atmosferze przecieków i gromadzenia "kwitów" na niewygodnych polityków" (ND, 17.11.2007). Jedna z owych dwóch wpadek jest - rzecz można - wyjątkowo "niepoprawny politycznie", jak przypomniał niedawno Antoni Macierwicz Bondaryk zasłynął "jako wiceminister MSWiA w 1999 r. tym, że próbował przejąć i wykorzystać dokumentację tzw. akcji "Hiacynt" dotyczącej homoseksualistów" (Tajny plan Platformy, Rz. 4.12.2007). W 1999 roku szum wokół sprawy robiła "GW", dziś "GW" milczy. To nie wszystko. 23 grudnia z "Onetu" mogliśmy dowiedzieć się, że warszawska prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie nielegalnego kopiowania danych i wynoszenia tajnych dokumentów z siedziby PTC (właściciel "Ery") przez pana Bondaryka. O co chodzi? Otóż, w 2005 roku Bondaryk - wtedy - pracownik departamentu administracji PTC - skopiować miał nielegalnie kilka tysięcy stron dokumentów. Śledztwo prowadzi ABW. Gdy Bondaryk został p.o. szefa ABW śledztwo przejęła prokuratura. Zdaniem rzecznika ABW - to wystarczy, by uniknąć posądzeń o brak bezstronności. Czy wystarczy drogi platformersie?

Jak wygląda polityka kadrowa w dowodzonej przez Bondaryka ABW? Prof. Zybertowicz powiedział niedawno, że Bondaryk obsadza stanowiska ludźmi z "40 letnim stażem" w służbach specjalnych. Uważam to jednak za przejęzyczenie, byliby to bowiem emeryci. Pod ręką są przecież młodsi - z ekipy SLD. Jednym z zastępców pana Bondaryka został Jacek Mąka - wiceszef ABW pod rządami Belki (Paweł Siergiejszyk, Układ wszystkich układów, Nasza Polska, 636). Członkiem rady konsultacyjnej doradzającej Bondarykowi został zaś Andrzej Barcikowski, człowiek komuny (od czasów "prehistorycznych" - w latach 80-tych Barcikowski pracował w KC PZPR). Barcikowski był szefem ABW za czasów Millera. Zarzucano mu wtedy, że "zwalnia dobrych funkcjonariuszy, zatrudniając w ich miejsce byłych funkcjonariuszy SB". Barcikowskiego kojarzono też z akcją zatrzymania asystenta szefa komisji badającej aferę Orlenu (patrz - uwaga o gen. Hunii), a ostatnio zaistniał przy okazji odgrzanej przez media sprawy dostaw gazu za pośrednictwem firmy kontrolowanej przez "mafię rosyjską". Kierowane przez Barcikowskiego ABW miało tuszować sprawę zawarcia tego kontraktu (W. Ferfecki, Politolog ze służb, Wprost 11/2008). I mając takie właśnie rekomendacje Barcokowski wylądował jako doradca Bondaryka. Może - nic dziwnego. "Wymienne" obejmowanie stanowiska konsultanta ma zresztą w stosunkach PO - SLD pewną tradycję. Za rządów SLD pan Brochwicz wszedł do komitetu konsultacyjnego przy szefie ABW czyli - Andrzeju Barcikowskim. Ponoć Belka proponował Brochwiczowi stanowisko szefa Agencji Wywiadu, ten jednak wolał "sprawdzić się w biznesie" - trafił między innymi do Rady Nadzorczej "Biotonu" firmy Ryszarda Krauze (P. Lisiewicz, Człowiek z cienia, GP 744)

Rzućmy okiem na inne służby... Na czele Służby Kontrwywiadu Wojskowego postawiono Grzegorza Reszkę, wiceszefa UOP za rządów SLD. Dariusz Kos pisał o Reszcze w "NCz!": "Obecny szef kontrwywiadu wojskowego podczas słynnej "czystki Siemiątkowskiego" w UOP w 2001 roku miał wskazywać palcem ludzi do zwolnienia z UOP, bo zaczęli pracę za czasów AW "S" (NCz! 926). Do kontrwywiadu trafił też Zbigniew Lichocki, według Macierewicza jeden z funkcjonariuszy przygotowujących zatrzymanie Modrzejewskiego w 2002 roku. Podobny klucz zdaje się obowiązywać w wywiadzie. Zastępcą szefa Służby Wywiadu Wojskowego mianowano gen. Macieja Hunię. Według "Newsweek"a była to nominacja zaskakująca, albowiem Hunia "ostatnimi laty kojarzony był z ze środowiskiem oficerów sympatyzujących z SLD". "Newsweek" przypomniał, że Hunia "zasłynął" podczas prac komisji badającej aferę Orlenu - kierowany przez Hunię kontrwywiad przeprowadził prowokację aresztowaniem pod zarzutem szpiegostwa asystenta szefa komisji (jg. IAR, Newsweek: Maciej Hunia następcą Macierewicza, GW 20.11.2007). Reszka zyskał niedawno godnego następcę - pana Ananicza, człowieka Wałęsy, któremu ufa też SLD (Belka zrobił Ananicza szefem wywiadu). Według PiS to Ananicz maczał palce w „inwigilacji prawicy”, tudzież odpowiada za umieszczenie w roku 1992 podejrzanego zapisu w traktacie polsko-rosyjskim pozwalającego na tworzenie spółek na eksterytorialnych terenach byłych baz sowieckich ....

Znajomość z Wałęsą czy Wachowskim zdaje się być w tej ekipie niezłą rekomendacją. Nowym szefem BOR został Marian Janicki to - według "GP" - zaufany Mieczysława Wachowskiego. Dodajmy, że prokuratura zajmuje się przetargami, którymi zajmował się Janicki, gdy w latach 2001-2005 był zastępcą ds. logistyki gen. Mozgawy (ten z kolei ma być protegowanym panów Janika i Sobotki) (L. Misiak, Szef BOR pod lupą śledczych, GP 29.01.2008). Zaufanym Wałęsy (Wachowskiego?) jest też nowy Komendant Główny Leszek Elas. To on właśnie, w 1993, jako szef gdańskiej delegatury UOP nadzorował akcję przejęcia "teczki" Wałęsy z rąk byłego SB-ka. Sfałszowano wtedy dokumenty, by mieć pretekst najścia na mieszkanie w którym przechowywano "teczkę" (DK, Szef straży granicznej z teczką Wałęsy, Wprost 8/2008). Równie dobrą rekomendacją, co znajomość z Wachowskim zdają się być związki z WSI czy - wręcz - służbami PRL. Szefem Departamentu Kadr w MON został Janusz Bojarski. Absolwent Akademii Politycznej im. Dzierżyńskiego, były szef WSI. Zastępcą szefa ABW został kumpel Pawlaka, były SB-ek, znajomy Edwarda Mazura - pan Skorża.


Teraz rzut oka na resort sprawiedliwości w którym rządzi pan Ćwiąkalski (jako że sympatycy PO wypominali PiS-owi każdego ex-PZPR-owca w szeregach przypomnijmy, że Ćwiąkalski w latach 1972-1981 był członkiem PZPR). Zacznijmy od samego ministra. Jan Widacki, ten wzór prawniczych cnót orzekł, że Ćwiąkalski politycznie "równie dobrze pasuje do Platformy jak i do LiD" (I.Janke, Minister z innego Krakowa, Rz.12.01.2008). Widacki ma niewątpliwie racją, mimo, że Ćwiąkalski czasy Millera ocenił - w "Rzeczpospolitej" - surowo mówiąc: "poczucie bezkarności ówczesnej ekipy było zatrważające. To, co się wtedy działo, było jednym wielkim skandalem. Wrócili do praktyk PRL. Tyle, że teraz oprócz pełni władzy chodziło jeszcze o wielkie pieniądze". W tym miejscu nieuchronnie pojawia się pytanie: skoro za SLD było tak źle, to dlaczego nie mieliśmy wśród postPRL-owskiej elity do czynienia z histerią na miarę tej z lat 2005-2007? Co robił wtedy Ćwiąkalski? Cóż, Ćwiąkalski był wtedy - jak ujął to Jarosław Kaczyński - "adwokatem od szczególnego rodzaju spraw i szczególnego rodzaju ludzi". Tak więc zajmował się sprawami: Henryka Stokłosy, Ryszarda Krazuzego, doradzał też pani "Alexis" znanej z "afery węglowej" (L.Misiak, Obrońca oligarchów, GP 748). Do chwili ministerialnej nominacji Ćwiąkalski był też pełnomocnikiem Tomasza Wróblewskiego, właściciela Biofermu, który naciągnął tysiące osób na - w sumie - 8 milionów dolarów (L.Misiak, Wspaniały medialny świat, GP 754). Klientami Ćwiąkalskiego byli też osobnicy zamieszani w sprawę tzw. "Trójkąta Buchacza" (W.Wybranowski, Wekslowe przypadki adwokata Ćwiąkalskiego, ND 20.12.2007). W tym zestawie nie mogło chyba zabraknąć wszędobylskiego pana Brochwicza. Ludwik Dorn pisał w blogu: "Otóż, pan Ćwiąkalski to nie tylko doradca prawny p. Krauzego czy adwokat p. Stokłosy. To także adwokat płk UOP Brochwicza w procesach cywilnym i karnym, który p. Brochwicz mi wytoczył za określenie go uosobieniem patologii służb specjalnych w III RP (L. Dorn, Wpis sejmowy I - blog)

Idźmy dalej... Surowo oceniający czasy Millera Ćwiąkalski sięga po ludzi tamtej epoki. Prokuratorem Krajowym został Marek Staszak, w rządzie Leszka Millera pełniący funkcję wiceministra sprawiedliwości. Szefem Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie został Bogusław Michalski, ten sam, który kilka lat temu doprowadził do uwolnienia z aresztu Edwarda Mazura (M.Duda, B.Kittel, Prokurator obronił E. Mazura, Newsweek 4/2008). Tak dobrana ekipa zabrała się za robienie czystki w resorcie. Standardowe doniesienia mediów wyglądały tak: "Szefowie 5 prokuratur apelacyjnych zostaną odwołani - poinformował RMF FM. Chodzi o prokuratury w Krakowie, Katowicach, Rzeszowie, Lublinie i Warszawie" (Onet, 12.12.2007). Ćwiąkalski pytany przez "Rz" co zdecydowało o zmianie 5 szefów prokuratur apelacyjnych odparł, że "rzetelność pracy", a ponadto trwające miesiąc badanie teczek osobowych, tudzież nieformalne opinie środowiskowe. Dziennikarza zainteresowały te nieformalne opinie, dopytany o nie Ćwiąkalski odparł: " Pytaliśmy o zdanie środowisko prokuratorskie, ale nie tylko. Prokuratorzy funkcjonują w środowisku akademickim, wcześniej gdzieś pracowali, ktoś ich zna" (Rz. 14.12.2007). Czystka szła dalej. Rz: "Po decyzji Zbigniewa Ćwiąkalskiego o odwołaniu 5 prokuratorów apelacyjnych mianowanych przez Zbigniewa Ziobrę nowych szefów mają śledczy w Warszawie, Krakowie, Lublinie i Rzeszowie. Teraz posady stracą tam prokuratorzy okręgowi (...). Wielka wymiana prokuratorów na dobre trwa także w Prokuraturze Krajowej" (Rz.14.12.2007). Mianowani przez Ćwiąkalskiego prokuratorzy dobrze zrozumieli powinności swojej służby i czystka poszła w dół. "Rzeczpospolita" donosiła: "Prokurator Palka hurtowo zwalnia śledczych". Wnioski o odwołanie wszystkich zastępców, naczelników wydziałów oraz prokuratorów okręgowych wysłała do ministra Zbigniewa Ćwiąkalskiego nowa prokurator apelacyjna w Katowicach Iwona Palka - poinformował wczoraj portal dziennik.pl. Wśród odwołanych są prokuratorzy, którzy nadzorowali śledztwa w sprawie korupcji w katowickim wymiarze sprawiedliwości. (...). -Czegoś takiego nie było w historii polskiego wymiaru sprawiedliwości. To czystka na niespotykaną skalę - mówi "Rz" były szef resortu sprawiedliwości Zbigniew Ziobro" (C.Gmyz, Prokurator Palka hurtowo zwalnia śledczych, Rz.19.12.2007).

"Dlaczego kiedy minister Ćwiąkalski zwalnia prokuratorów po kilkunastu dniach urzędowania, jako przyczynę podaje tylko, że "byli zaufanymi ministra Ziobry"? Co to a argument" - dziwi się dobroduszny red. Janke (Na początku był chaos, Rz. 20.12.2007). Jak to "dlaczego" panie Igorze? Właśnie dlatego! Żebyż tylko prokuratorzy szli w odstawkę z takiego powodu! "Miłość zwycięża na wszystkich frontach - pisał w "Dzienniku" Robert Mazurek - "Przekonała się o tym ostatnio sekretarka w pewnej prokuraturze, która wyleciała na twarz, bo parzyła kawę ziobrzyście" (R.Mazurek, Dyktatura Miłości, Dziennik 28.12.2007) Wymiana kadr w resorcie pana Ćwiąkalskiego idzie więc naprawdę szerokim frontem. Czy - w związku z tym - mamy do czynienia z "czystką"? Ależ skąd. Rzecz wyjaśnia pani Paradowska z "Polityki". Otóż, posunięcia ministra Ćwiąkalskiego to "...działania szybkie i zdecydowane, skutkujące nie tylko niezbędnymi zmianami kadrowymi, ale także bardzo konkretnymi pomysłami na (...) rozdzielenie stanowiska ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego" (Hufce Tuska, Polityka 2634). Owo rozdzielenie polegać ma na tym, że prokuratora generalnego wybierał będzie prezydent spośród - bodaj - dwóch kandydatów wskazanych przez ... korporacyjny organ prokuratorów. Prokuratura będzie więc - de facto - stanowiła świat sama dla siebie. Można nazwać to "odpolitycznieniem", ale tylko wówczas, gdy mamy dobre zdanie o prokuratorskim światku...

Wracajmy do czystki. Widać tu chyba pewien klucz... W skrócie: odwołano prokuratorów nadzorujących sprawy: korupcji w Ministerstwie Rolnictwa, przecieku z CBA, doktora G., korupcji w Centralnym Ośrodku Sportu, kont lewicy, powiązań Barbary Blidy z mafią węglową (Przemysław Harczuk. Ćwiąkalizacja prawa, GP GP 755). Odsunięto też prokuratora zajmującego się sprawą Piotra Czubińskiego (członek Rady Krajowej PO) oraz prokuratora prowadzącego sprawę "trójkąta Buchacza". Przy tej ostatniej sprawie zatrzymajmy się na dłużej - jak pisałem wyżej Ćwiąkalski był zaangażowany w sprawę jako prawnik. Był bowiem pełnomocnikiem jednej z firm (Elzamet), które domagają się od skarbu państwa pieniędzy na podstawie weksli, których autentyczność jest kwestionowana. Weksle opiewają na sumę około 100 milionów. Dodajmy, że w zarządzie innej firmy czynnej w tej sprawie zasiadał Waldemar Pawlak (Karbona). Jak donosił "Nasz Dziennik" po odsunięciu prokuratorów "postępowanie obejmujące niedawnych klientów ministra Zbigniewa Ćwiąkalskiego stanęło w miejscu" (W.Wybranowski, Wekslowe przypadki adwokata Ćwiąkalskiego, ND 20.12.2007). Prasa donosiła też, że odsunięcie od sprawy grozi prokuratorom, którzy "tropią sprawców największej afery w polskim sądownictwie". Trzech prokuratorów zajmujących się tą sprawą trafić miało na "podrzędne stanowiska" (C. Gmyz, Śledczy zostaną odsunięci? Rz. 20.12.2007). Nie wiem jak skończyła się ta sprawa.

W każdym bądź razie duch "nowego czasu" szybko dał o sobie znać. "Nie wiadomo dlaczego nagle prokuratorzy przestają żądać przedłużania aresztów, wycofują się z zarzutów, umarzają śledztwa" - dziwiła się w "Dzienniku" pani Marszałek (Proste pytania do min. Ćwiąkalskiego, Dziennik 4.01.2008). Czy aby naprawdę "nie wiadomo dlaczego"? Wszystko to zdaje się układać według dość oczywistego klucza. Popatrzmy: uchylenie nakazu zatrzymania Krauzego i jego "tajne" przesłuchanie, zniesienie sankcji wobec Janusza Kaczmarka i Konrada Kornatowskiego (pojawiła się niedawno informacja ze trzeci z tej trójki pan. Marzec, który ostrzegał o najściu na dom "największego płatnika" powrócić ma do służby, ale był to chyba humbug). Umorzenie śledztwa w sprawie zatajenia danych w prospekcie emisyjnym TVN. Umorzenie śledztwa w sprawie wypadku spowodowanego przez Cezarego Stypułkowskiego, jednego z "nietykalnych" lat 90-tych, wypadku, który kosztował życie 3 osób. Umorzenie sprawy "grupy trzymającej władzę", przy tym - według "Misji Specjalnej" - mogły wchodzić w grę naciski "z góry". Umorzono też "wszystkie podejrzenia dotyczące przekroczenia uprawnień w związku z przygotowywaniem ustawy medialnej dotyczące między innymi Leszka Millera i Aleksandry Jakubowskiej". Idźmy dalej. Zwolnienie z aresztu zatrzymanych w sprawie korupcji w Centralnym Ośrodku Sportu i w sprawie "afery gruntowej" (niejakiego Andrzeja K.). Wypuszczenie za kaucją Józefa Jędrucha - sprawa Colloseum (L.Misiak, Hulaj dusza, Ziobry nie ma, GP 755). Niedawno "Dziennik" doniósł: "Prokuratura składa broń w aferze gruntowej".

Kończmy. Wiem, że wpis jest za długi, ale – uważam – że mamy do czynienia z sytuacją, w której ilość przechodzi w jakość. Dobór kadr w tej ekipie, preferowany przez nią typ ludzki wydaje się bardzo charakterystyczny. Jeden z papieży nazwał katolicki modernizm ściekiem wszystkich herezji, ekipa Tuska zdaje się być zlewiskiem postkomunizmu. Zważywszy na to - jestem pesymistą. Rządzi nami, że tak powiem, "koktajl" z KLD, UW, SLD i PSL. Całe to towarzystwo zjednoczyło się w obronie "III RP" w sposób, skądinąd godny uwagi, ale żeby z tego powstała jakaś nowa jakość którą zdają się dostrzegać red. Krasowski czy Michalski- nie przypuszczam. Ostatecznie są to beneficjenci postkomunizmu (którego już ponoć nie ma) a przecież nie likwiduje się burdelu przynoszącego niezłe zyski. Ale dobrze - jestem otwarty na argumenty. Przekonajcie mnie, drodzy sympatycy PO, że się mylę, że mamy do czynienia z "nową jakością". Bardzom ciekaw, co wymyślicie. Psychologowie twierdzą, że istnieje zjawisko "pułapki zaangażowania". Z grubsza polega ono na tym, że raz zaangażowawszy się w jakąś sprawę mamy skłonność do racjonalizowania swojego wyboru, nawet wówczas, gdy napływające dane zdają się wskazywać, że popełniliśmy błąd. Drodzy Platformersi - czekam na wasze racjonalizacje...