Pokazywanie postów oznaczonych etykietą system panujący. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą system panujący. Pokaż wszystkie posty

29 sierpnia 2012

Skutki

Dwa są ostatnio wydarzenia, które mają olbrzymie znaczenie wizerunkowe dla Polski.
!. Sprawa Amber Gold i Tusków (obu)
2. Sprawa Ramony (Kory) Jackowskiej, Sipowicza i innych celebrytanów

To teraz sobie wyobraźmy co by było, gdyby analogiczne zdarzenia miały miejsce gdzie indziej.
1. Dziecko premiera i/lub prezydenta i/lub kanclerza, uwikłane w analogiczną sytuację. Własna partia by gościa pogoniła. Ta prokuratórwa, która umorzyła to śledztwo, to by więcej pracy w zawodach prawniczych nie dostała, gary by zmywała w garkuchni. Media by wieszały ostatnie zdechłe psy na takim człowieku i jego potomstwie - wyciągano by najgorsze brudy.
Bo to jest news, bo ktoś ze świecznika się skurwił i można go flekować do spodu.

2. Gwiazda muzyki i/lub show businesu i/lub filmowa zostaje przyłapana na ekscesach alkoholowych i/lub narkotykowych.
To samo. A ci, którzy wyjęli ten towar na lotnisku (te 60 gram towaru), to by szukali pracy na śmieciowozie, a nie w służbach. Bo przyjście takiej przesyłki winno być, po wykryciu, monitorowane aż do odebrania. I wtedy Sipowicz nie mógłby pierdolić o 2.8 grama znalezionym w domu, ale miałby na karku 62.8 grama. Ciekawe swoją drogą kto by to odbierał Ramona, czy Kora?
I znów to samo, to jest news, to jest temat, ktoś ze świecznika dał dupy, huzia na niego.

Że to wszystko ku uciesze maluczki - tak to prawda, bo to nie jest problem, że ktoś coś zrobił, tylko problemem jest to, że dał się złapać. A skoro jest na świeczniku, to ma świecić przykładem. Bo przykład ma wyglądać w ten sposób, że ci na piedestale, wszystko jedno czy politycznym czy innym, mają być czyści. A jak powinie im się noga to wypad, spierdalać na drzewo.



No to teraz popuśćmy wodze fantazji. Wyobraźmy sobie, że na skutek różnych czynników najbliższe wybory wygrywa PiS, Jaro zostaje premierem, Kamiński wraz z agentem Tomkiem i innymi wracają do CBA.
I przyjeżdża przedstawiciel jakiegoś dużego koncernu, składa komuś z rządu niedwuznaczną propozycję, że jeśli tu coś się uda urwać z tej koncesji, to ten z rządu może liczyć na takie a nie inne apanaże. A ten ktoś z rządu mówi "wypierdalaj".
Tu następuje ciężkie zdziwienie przedstawiciela koncernu, bo przecież wszystkie raporty, które otrzymał uprzednio mówiły wyraźnie, że w Polsce tak się załatwia interesy. Przedstawiciel dzwoni do centrali, mówi co go spotkało. Szef koncernu łapie za telefon, dzwoni do kogoś z administracji swojego rządu i mówi "jesteście durniami, wasze raporty są o kant dupy potłuc, w Polsce nic nie można załatwić". Człowiek z administracji zwołuje konferencję prasową, na której wygłasza tekst, że "w Polsce panują takie warunki, że  nic, kompletnie nic, żadnych interesów robić nie można, kompletna dzicz."

Analogia z punktem drugim.
Przyjeżdża celebryta, który ma taką skłonność, że lubi tylko 13-14 latki. Zostaje złapany. Podawał swoim ofiarom kokę, uprawiał z nimi seks. I nagle chlast, wpada brygada antyterrorystyczna i gościa zwijają.
Następnego dnia w jednym z poczytnych dzienników na zachód od Odry ukazuje się artykuł, o tym, że niewinny celebryta został zwabiony przez matki nieletnich cichodajek i w ten sposób najpewniej będzie się usiłować od niego wydębić jakieś pieniądze. Ach ci polaczkowie, własne córki do burdeli sprzedają byle parę złotych wyciągnąć.

I to jest główny problem wizerunkowy, jaki zaciążył nad nami jako Narodem. Nie to, że premierowicz dostawał jakąś tam gażę (zresztą nie wiadomo jaką) czy że tleniona idiotka wraz ze swoim siwiejącym przydupasem używają narkotyków. Problemem jest to, że im wolno więcej.
Podczas gdy gdzie indziej każde najdrobniejsze uchybienie dla takich ludzi ze świecznika kończy się końcem kariery.

A prokuratórwy i sędzikórwy temu przyklasną. Umorzą śledztwo, dadzą wyroki w zawieszeniu, albo jeszcze inny patent wykoncypują. W ostateczności pozostaje ułaskawienie w wykonaniu Bredzisława Ortografa.

Nawet bantustan, czy inna republika bananowa dba lepiej o swój status i swoich obywateli niż ten rząd i ten "p.rezydent" o swoich.

Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

14 kwietnia 2012

W oczekiwaniu na poetę

Sytuacja jest nie do zniesienia, nie do zaakceptowania. Jest mówiąc wprost nienormalnie. Oczekujemy na tego jednego odważnego, który jak Sándor Petőfi w dniu 15-03-1848 na Węgrzech wypowie posłuszeństwo aktualnemu systemowi panującemu w Polsce.Czekamy na tego pierwszego odważnego, który w dodatku w słowach zrozumiałych dla większości obywateli w Polsce powie DOŚĆ.

DOŚĆ na wielu poziomach. Dość kłamstwa, dość korupcji, dość kolesiostwa, dość udawania, że wszystko jest normalnie, dość władzy stalinistów, dość władzy ubeków, DOŚĆ. Mieszkamy w Polsce i rządzić mają Polacy, a nie ci, którzy zostali przywiezieni na ruskich czołgach w 1945. To nie jest ich kraj, niech się gonią.
Mam wielki szacunek dla Jarosława Kaczyńskiego, ale jego wywody są zrozumiałe dla mnie i dla w sumie niewielkiego odsetka społeczeństwa. Dlatego potrzebujemy takiego Sándora Petőfiego. Dlatego, żeby móc przekazać wysublimowaną i dość elitarną wiedzę prawniczą na potrzeby zwykłych ludzi. Żeby stan państwa, w którym żyjemy stał się oczywisty dla każdego. Dla profesora uniwersytetu i dla kopacza dołków.

Tu się przypomina działalność Dmowskiego, Popławskiego i innych, którzy mówili o "polityzacji mas". Mieli łatwiej, to według mnie nie podlega dyskusji. Wystarczyło włościan nauczyć mówić i pisać po POLSKU. Teraz jest dużo trudniej. Masy, niby to mówią i piszą po POLSKU, ale nie rozumieją jądra przekazu medialnego, który do nich trafia, który to przekaz często jest w obszarze niewerbalnym, lub jest zafałszowany.

To jest dużo trudniejsze, żeby nauczyć ludzi czym jest sofizmat, czym erystyka, czym logomachia, czym intoksykacja, czym ksenokracja, czym ojkofobia, niż nauczyć ludzi czytać i pisać po POLSKU.
Warto w tym momencie jeszcze raz obejrzeć to.

Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

13 kwietnia 2012

Pojawia się kilka ciekawych kwestii

Kwestia pierwsza.
Przedterminowe wybory.
Rzecz, której jak sądzę Tusk i PO się boją. Natomiast system panujący czyli służby + media mogą dążyć do tego aby Tusk odszedł. Bo Tusk stał się balastem. Jest wprawdzie zwornikiem, który utrzymuje spójność PO, ale stał się równocześnie balastem.
Dla systemu panującego każdy następny dzień Tuska na stanowisku premiera, każde TAKIE wystąpienie w sejmie stwarza potencjalne niebezpieczeństwo przebudzania się kolejnych ludzi. Bo rzeczywistości nie da się zakrzyczeć.
Sytuacja przypomina klincz.
Bo z jednaj strony najchętniej spławiono by chętnie Tuska, z mściwą satysfakcją Schetyny, a z drugie nie bardzo można to zrobić.
Istnieje realne zagrożenie, że Tusk może dostać taką kawę jak poseł Gruszka, a być może nawet lepszą (bardziej skuteczną).

Kwestia druga.
Potencjalny następca Tuska.
Tu zmiana jest możliwa na Schetynę, czyli zmiana premiera bez nowych wyborów. Co jest bardzo pociągające zarówno dla samego Schetyny jak i dla systemu panującego, ale stwarza pewien problem. Otóż Schetyna nie jest aż tak medialny jak Tusk. Ma kłopoty z artykulacją. może Gowin, ale Gowin jak się zdaje jest zbyt słabo zmoczony ażeby był sterowalny. W przypadku rozwiązania siłowego czyli po prostu śmierci Tuska - co wydaje się w chwili obecnej najsensowniejszym rozwiązaniem, kwestia schedy będzie bardzo prosta. Można domniemywać, że w chwili obecnej trwają intensywne prace nad nowym przyszłym premierem.

Kwestia trzecia.
Liczebność elektoratu PO.
Podobno w Polsce jest 500 tysięcy etatów w szeroko rozumianej administracji. Okazuje się jednak, że ludzi uzależnionych od strumyczka pieniędzy kierowanego przez rząd może być nawet dwa razy więcej. Bo poza tymi, którzy są na etatach (te 500 tysięcy), drugie tyle jest zatrudnionych na "umowach śmieciowych", które już takie śmieciowe nie są, gdy uposażenie przekracza pewne wartości. Tych ludzi razem z rodzinami jest od trzech do pięciu milionów.
I trzeba sobie jasno powiedzieć, że ci ludzie nie zagłosują nigdy na PiS, ani na żadną inną partię, która będzie miała na sztandarach kwestię rozliczeń. Bo po pierwsze i ostatnie ci ludzie doskonale sobie zdają sprawę z tego, że najzwyczajniej w świecie okradają swoich współobywateli. Boją się więc potencjalnej odpowiedzialności, a ponadto nigdy by sobie nie poradzili w warunkach wolnej konkurencji - to jest właśnie klientelizm i etatyzm (o który to etatyzm tak chętnie oskarża się Kaczyńskiego). Ci ludzie mogą co najwyżej nie pójść na wybory, ale jeśli media po raz kolejny podniosą wrzask, że grozi nam powrót Kaczyzmu - Macierewizmu, to oni na wybory pójdą. Pójdą i zagłosują na ta partię, która aktualnie będzie wskazana przez system panujący.

Kwestia czwarta.
Liczebność niedowiarków.
Wartość ta wzrasta, kto ciekaw ten niech sięgnie do publikowanych danych statystycznych z zeszłego roku, gdzie liczba osób wierzących w brednie raportu MAK i komisji Millera była blisko dwukrotnie większa niż obecnie. To dlatego zmieniono lekko przekaz medialny. Już  nie chamskie zakrzykiwanie w mediach, ale delikatne zwrócenie się w kierunku tej grupy z wyraźną intencją żeby tych ludzi jakoś zagospodarować. Tu słowem kluczem jest RACJONALNOŚĆ.

Obecnie raport MAK w praktyce nie istnieje w przekazie medialnym, czyli ci, którzy tym przekazem zawiadują zdają sobie doskonale sprawę z tego, że tam są powypisywane brednie.
To dlatego też wyciągnięto na zwierzenia Aleksandra Smolara, który mówił o "tłumie", "groźnym tłumie". Fraza o "antysemickim tłumie" jeszcze nie pada, ale wszystko przed nami. Tak ten tłum dla Smolara oraz jego krewnych i znajomych jest groźny, bo najchętniej by ich pogonił od żłoba, na co jak wiadomo nikt nie ma ochoty.

P.S.
Ten wpis jest w pewnym zakresie kontynuacją tego tekstu: poprzedni tekst na ten temat

Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

07 listopada 2011

Stan gry - część 4 - system medialny

Dziś przypada 144 rocznica urodzin Marii Skłodowskiej - Curie.
Ktoś o tym słyszał, w mediach coś na ten temat powiedziano. Główne portale internetowe milczą. A przecież nie mamy znowu tak wielu laureatów Nagrody Nobla, zwłaszcza w naukach ścisłych.
Nie. System medialny w Polsce służy innym celom, a nie podbudowywaniu samopoczucia mieszkańców kraju nad Wisłą. Służy celowi wręcz przeciwnemu. Służy wdeptywaniu Polaków w błoto. Aby mieli wręcz chorobliwie zaniżoną samoocenę.

System mediów (dalej SM) tworzy swoisty konglomerat, który przy pozornej różnorodności kryje faktyczną jednorodność. Ale zaraz, zaraz, przecież my to znamy. Identycznie było w PRL-u, identycznie było w Rosji Sowieckiej (nawet za czasów Gorbaczowa w czasach 'pierestroiki'). Identycznie było również w Niemczech Hitlera. To Dr Josef Goebels sformułował to zdanie, że SM Niemiec przy pozornej różnorodności kryje faktyczną jednorodność.
To samo mamy w Polsce w chwili obecnej.
SM służy temu żeby przypominać ludziom o wartościach wspólnych, aby potem łatwo móc całe społeczeństwo poderwać do działania w określonym kierunku. To zdanie, a właściwie niezwykle podobne, sformułował dla odmiany A. Hitler.

SM służy ponadto celom edukacyjnym, aby uczyć ludzi żyć w demokracji, aby potrafili dokonywać racjonalnych wyborów przy urnie wyborczej.

Tymczasem nie. W Polsce tak nie ma.

Wiadomości już się nie przekazuje, ale nimi zarządza. SM gra na ogólnej niewiedzy ludzi, bo przecież trudno jest sprawdzać każde słowo wypowiedziane w mediach u źródła - bo mało kto ma na to czas. No owszem pojawiają się jacyś blogerzy, ale jakie mają realne oddziaływanie. W porównaniu do TV wręcz zerowe.
Sprawy istotne z punktu widzenia społeczeństwa są zamilczane albo wyśmiewane. A z przysłowiowych "michałków" robi się news, który jest maglowany godzinami, dniami, nierzadko tygodniami i miesiącami.
Dopiero po latach wychodzi, że słynne zdjęcie, na którym Lech Kaczyński trzyma szalik na meczu reprezentacji w piłkę nożną odwrotnie niż powinien to manipulacja. Okazuje się bowiem, że jest to stop-klatka z filmu i Prezydent był akurat w trakcie odwracania tego szalika.

Czy gdyby redaktorzy w mediach wykonali swoją pracę prawidłowo i przed wyborami prezydenckimi wywlekli w jaką rodzinę, powiedzmy wprost ubecką, wżeniony jest B. Komorowski. To czy mając taką wiedzę społeczeństwo głosowało by tak jak glosowało - osobiście śmiem wątpić. O fałszu związanym z koligacjami Komorowskiego, o rzekomym "hrabiostwie" nawet nie warto wspominać - dziennikarze, wszyscy żeby nie było, nie spełnili swojego zadania. Nie prześledzili, a osobiście podejrzewam, że nawet nie mieli takiego pomysłu żeby prześledzić, rzekome skoligacenie z Borem-Komorowskim i innymi, które to skoligacenia są zwykłym zmyśleniem.

Ochrona aktualnego rządu nie ma według mnie precedensu w historii światowego dziennikarstwa, chyba że zaczniemy aktualny stan przyrównywać do czasów PRL-u, Rosji Sowieckiej, czy Niemiec Hitlera. Ale podobno mamy demokrację a nie system totalitarny, podobno.

Media w Polsce kreują wręcz wydarzenia polityczne. SM stał się tak silny, że istnieje uzasadnione podejrzenie, że jest silniejszy od rządu, że wręcz rywalizuje z rządem o władzę nad obywatelami. I SM tę rywalizację wygrywa.

Silny SM = słaba demokracja.

Nie mówi się o poglądach polityków, tylko o politykach. Ktoś ma jakiś pogląd, ktoś inny przeciwny - podyskutujmy, wymieniajmy się argumentami - tego nie ma. Politykę widzi się przez pryzmat polityków - to jest chore.

Stosowanie sofizmatów, erystyki, logomachii i intoksykacji jest nagminne. Żongluje się tylko nic nie znaczącymi, albo takimi, które de facto straciły swoje pierwotne znaczenie, słowami - na przykład 'liberalizm'. Mylony nagminnie, a właściwie nagminnie naginany do równoważności z libertynizmem.

Czytelnikom proponuję prostą zabawę. Siedem słów: sofizmat, erystyka, intoksykacja, logomachia, liberalizm, libertynizm i leseferyzm. Zróbcie sobie tabelkę, aby do każdego z tych słów odpowiadający na w ten sposób zrobioną ankietę mógł przypisać następujące wartości: pierwsze słyszę, słyszałem, wiem co to jest, rozróżniam, wychwytuję gdy napisane, wychwytuję na żywo (w rozmowie), potrafię zareagować i przeciwdziałać na żywo w rozmowie. Zdziwicie się gdy zobaczycie wyniki, ale postarajcie się o próbkę rzędu 20 osób co najmniej.
Jeśli będziecie chcieli podzielić się ze mną swoimi obserwacjami, to ja chętnie dla odmiany opublikuję tak zebrane wyniki w kolejnym artykule.

Poprzedni artykuł z tej serii: http://pulldragontail.blogspot.com/2011/11/stan-gry-czesc-3-gowni-protagonisci.html

P.S.
Duża część tego tekstu i zwrotów w nim zawartych pochodzi z tego filmu:
http://video.google.pl/videoplay?docid=-3933870709331196363
Film zrobiony z pozycji lewicowych, jeśli nie lewackich w USA, o tamtejszym wpływie mediów na ich system demokratyczny. Ale chyba mamy dokładnie to samo u nas w kraju.

Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

15 września 2011

Scenariusz wyborczy 2011 ver 2.0

O wyborach, które już za miesiąc pisałem już kilka razy:
1. http://pulldragontail.blogspot.com/2011/08/zamulacze-daja-gos.html
2. http://pulldragontail.blogspot.com/2011/08/prawdopodobny-scenariusz-wyborow-2011.html
3. http://pulldragontail.blogspot.com/2011/09/ne-przewraca-sto.html
4. http://pulldragontail.blogspot.com/2011/09/powtorzone-wybory-czy-przesuniecie.html
5. http://pulldragontail.blogspot.com/2011/09/system-sie-wyczerpa.html
6. http://pulldragontail.blogspot.com/2011/09/dwa-swiaty.html

Ponieważ od pierwszego tekstu, w którym przewidywałem co się wydarzy przy okazji tych wyborów parę rzeczy się zmieniło oraz parę informacji zostało przekazanych do obiegu publicznego należy dokonać zmian w przewidywaniu tego co się stanie.

Oto wersja I - soft
1. PiS wygra wybory w dniu 09-10-2011, zwycięstwo będzie na poziomie umożliwiającym samodzielne rządzenie.
2. Protesty nE, JKM i innych będą składane doPKW i SN
3. SN stwierdzi, że wybory są nieważne ponieważ złamane zostały procedury wyborcze wraz z naczelną zasadą systemu demokratycznego, która mówi o równości szans na starcie.
4. zostaje zarządzony nowy termin wyborów
5. powtórzone wybory nie przynoszą jednoznacznego rozstrzygnięcia - do sejmu wchodzą: JKM, PR, palikotowcy, sejm jest rozdrobniony. PiS i Kaczyński osobiście nauczeni doświadczeniem z poprzednich walk wewnątrz koalicyjnych nie mają ochoty tego firmować.
Marazm i przepychanki.

Wersja II - hard
Punkty od 1 do 3 włącznie jak w wesji I- soft
4. Duże grupy ludzi wychodzą na ulice, zamieszki bijatyki z policją i ze strażą miejską
5. wprowadzenie stanu wyjątkowego
6. niemożność ogłoszenia nowych wyborów jeszcze przez 90 dni (taki jest zapis w konstytucji) po ustaniu stanu wyjątkowego.
W tej wersji powtórzone wybory odbędą się dopiero za około 6 miesięcy od tej chwili (najwcześniej)

Podsumowanie.
To dlatego dokonywane są te wszystkie prowokacje wobec społeczeństwa. To dlatego zatrudnia się Nergala w TVP. To dlatego ostentacyjnie zwija się "Starucha" z tłumu jego konfratrów. To dlatego dokonuje się prób zastraszenia organizatorów uroczystości patriotycznych w Opolu.
Żeby ludzi zdenerwować, żeby ich wkurwić, żeby w momencie ogłoszenia konieczności powtórzenia wyborów ludzie wyszli na ulicę.

Wprowadzając stan wyjątkowy system panujący uzyskuje jeszcze jeden element. Tych wszystkich, którzy się zgłosili jako mężowie zaufania na te wybory będzie się w tym czasie ostro szykanować, zatrzymywać na 24 lub 48 - bez podania przyczyn.

Tak w tej chwili oceniam możliwości działania systemu.

Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A