Odbył się marsz w obronie wolności słowa, z udziałem TV TRWAM, Solidarności i innych.
Duża impreza, oceniający mówią o nawet 200 tysiącach ludzi na ulicach Warszawy.
Przewodniczący "S" mówi o konieczności zmiany rządu. Jarosław Kaczyński mówi o tym, że w poniedziałek poznamy nazwisko kandydata PiS na premiera, który miałby zastąpić Donalda T.
I to jest właśnie bezsensowny triumfalizm, obydwu wyżej wymienionych.
Bo jak to sobie panowie Duda i Kaczyński wyobrażają?
W obecnym składzie sejmu zmienimy premiera - to oznacza konstruktywne wotum nieufności do aktualnego gabinetu. Ale powiedzmy, że coś takiego by przeszło, że jest wśród członków PO na sali plenarnej sejmu pewna ilość ludzi, którzy są rzeczywiście przestraszeni tym co wyrabia obecna ekipa. Załóżmy ponadto, że SLD i partia osobnika występującego z własnym sobowtórem w ręku też by zagłosowała za takim rozwiązaniem. Załóżmy to wszystko - chociaż jeśli się popatrzy na powyższe założenia to od ręki widać na ile to jest karkołomne i najzwyklejsze w życiu CHCIEJSTWO, nie mające pokrycia w realiach.
Ale przyjmijmy w dobrej wierze, że wszystko co powyżej jednak jakimś cudem by się udało.
I co dalej, jak rządzić mając tak silną PO na sali plenarnej?
Jakich targów i jakich koncesji życzyły by sobie partie, które by takiego nowego premiera poparły?
W obecnym składzie sejmu, że o senacie nie wspomnę, jakakolwiek zmiana premiera nie ma najmniejszego sensu. Bo zmiana premiera to jedno, a drugie to jest to, że natychmiast Donald T. ląduje na kozetce w TVN24 i nie schodzi z anteny przez miesiące. Przez miesiące podczas których rzeczywisty kryzys gospodarczy coraz bardziej narasta, a Donald T. punktuje kolejne kłopoty gospodarki i mówi jak to by było wspaniale gdyby on nadal dzierżył ster rządu. A tu jakiegoś nieudacznika wsadzili i proszę.
Gdyby z drugiej strony dało się przeforsować przedterminowe wybory, co jest jeszcze bardziej nierealnym pomysłem, to nie jest to jeszcze ten moment proszę państwa.
Gdyby przewaga PiS nad PO w sondażach była taka, że w praktyce gwarantowała by samodzielne rządzenie, to można by to rozważać. Ale w obecnej chwili to jest po prostu kpina.
To dobrze, że społeczeństwo zareagowało na apel środowisk, które organizowały marsz 29-09, ale do triumfu to jeszcze kawałek drogi i dużo ciężkiej pracy.
Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A
"W świetle najnowszych badań historia Polski od 1914 roku winna być napisana od początku" [prof. Paweł Wieczorkiewicz] Obawiam się, że profesor się mylił. Nie tylko historia Polski i nie tylko od 1914, ale historia wszystkich krajów i w praktyce powinniśmy się cofnąć o tysiąc lat i napisać jak było, a nie bajki z mchu i paproci.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PO. Pokaż wszystkie posty
30 września 2012
29 sierpnia 2012
Skutki
Dwa są ostatnio wydarzenia, które mają olbrzymie znaczenie wizerunkowe dla Polski.
!. Sprawa Amber Gold i Tusków (obu)
2. Sprawa Ramony (Kory) Jackowskiej, Sipowicza i innych celebrytanów
To teraz sobie wyobraźmy co by było, gdyby analogiczne zdarzenia miały miejsce gdzie indziej.
1. Dziecko premiera i/lub prezydenta i/lub kanclerza, uwikłane w analogiczną sytuację. Własna partia by gościa pogoniła. Ta prokuratórwa, która umorzyła to śledztwo, to by więcej pracy w zawodach prawniczych nie dostała, gary by zmywała w garkuchni. Media by wieszały ostatnie zdechłe psy na takim człowieku i jego potomstwie - wyciągano by najgorsze brudy.
Bo to jest news, bo ktoś ze świecznika się skurwił i można go flekować do spodu.
2. Gwiazda muzyki i/lub show businesu i/lub filmowa zostaje przyłapana na ekscesach alkoholowych i/lub narkotykowych.
To samo. A ci, którzy wyjęli ten towar na lotnisku (te 60 gram towaru), to by szukali pracy na śmieciowozie, a nie w służbach. Bo przyjście takiej przesyłki winno być, po wykryciu, monitorowane aż do odebrania. I wtedy Sipowicz nie mógłby pierdolić o 2.8 grama znalezionym w domu, ale miałby na karku 62.8 grama. Ciekawe swoją drogą kto by to odbierał Ramona, czy Kora?
I znów to samo, to jest news, to jest temat, ktoś ze świecznika dał dupy, huzia na niego.
Że to wszystko ku uciesze maluczki - tak to prawda, bo to nie jest problem, że ktoś coś zrobił, tylko problemem jest to, że dał się złapać. A skoro jest na świeczniku, to ma świecić przykładem. Bo przykład ma wyglądać w ten sposób, że ci na piedestale, wszystko jedno czy politycznym czy innym, mają być czyści. A jak powinie im się noga to wypad, spierdalać na drzewo.
No to teraz popuśćmy wodze fantazji. Wyobraźmy sobie, że na skutek różnych czynników najbliższe wybory wygrywa PiS, Jaro zostaje premierem, Kamiński wraz z agentem Tomkiem i innymi wracają do CBA.
I przyjeżdża przedstawiciel jakiegoś dużego koncernu, składa komuś z rządu niedwuznaczną propozycję, że jeśli tu coś się uda urwać z tej koncesji, to ten z rządu może liczyć na takie a nie inne apanaże. A ten ktoś z rządu mówi "wypierdalaj".
Tu następuje ciężkie zdziwienie przedstawiciela koncernu, bo przecież wszystkie raporty, które otrzymał uprzednio mówiły wyraźnie, że w Polsce tak się załatwia interesy. Przedstawiciel dzwoni do centrali, mówi co go spotkało. Szef koncernu łapie za telefon, dzwoni do kogoś z administracji swojego rządu i mówi "jesteście durniami, wasze raporty są o kant dupy potłuc, w Polsce nic nie można załatwić". Człowiek z administracji zwołuje konferencję prasową, na której wygłasza tekst, że "w Polsce panują takie warunki, że nic, kompletnie nic, żadnych interesów robić nie można, kompletna dzicz."
Analogia z punktem drugim.
Przyjeżdża celebryta, który ma taką skłonność, że lubi tylko 13-14 latki. Zostaje złapany. Podawał swoim ofiarom kokę, uprawiał z nimi seks. I nagle chlast, wpada brygada antyterrorystyczna i gościa zwijają.
Następnego dnia w jednym z poczytnych dzienników na zachód od Odry ukazuje się artykuł, o tym, że niewinny celebryta został zwabiony przez matki nieletnich cichodajek i w ten sposób najpewniej będzie się usiłować od niego wydębić jakieś pieniądze. Ach ci polaczkowie, własne córki do burdeli sprzedają byle parę złotych wyciągnąć.
I to jest główny problem wizerunkowy, jaki zaciążył nad nami jako Narodem. Nie to, że premierowicz dostawał jakąś tam gażę (zresztą nie wiadomo jaką) czy że tleniona idiotka wraz ze swoim siwiejącym przydupasem używają narkotyków. Problemem jest to, że im wolno więcej.
Podczas gdy gdzie indziej każde najdrobniejsze uchybienie dla takich ludzi ze świecznika kończy się końcem kariery.
A prokuratórwy i sędzikórwy temu przyklasną. Umorzą śledztwo, dadzą wyroki w zawieszeniu, albo jeszcze inny patent wykoncypują. W ostateczności pozostaje ułaskawienie w wykonaniu Bredzisława Ortografa.
Nawet bantustan, czy inna republika bananowa dba lepiej o swój status i swoich obywateli niż ten rząd i ten "p.rezydent" o swoich.
Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A
!. Sprawa Amber Gold i Tusków (obu)
2. Sprawa Ramony (Kory) Jackowskiej, Sipowicza i innych celebrytanów
To teraz sobie wyobraźmy co by było, gdyby analogiczne zdarzenia miały miejsce gdzie indziej.
1. Dziecko premiera i/lub prezydenta i/lub kanclerza, uwikłane w analogiczną sytuację. Własna partia by gościa pogoniła. Ta prokuratórwa, która umorzyła to śledztwo, to by więcej pracy w zawodach prawniczych nie dostała, gary by zmywała w garkuchni. Media by wieszały ostatnie zdechłe psy na takim człowieku i jego potomstwie - wyciągano by najgorsze brudy.
Bo to jest news, bo ktoś ze świecznika się skurwił i można go flekować do spodu.
2. Gwiazda muzyki i/lub show businesu i/lub filmowa zostaje przyłapana na ekscesach alkoholowych i/lub narkotykowych.
To samo. A ci, którzy wyjęli ten towar na lotnisku (te 60 gram towaru), to by szukali pracy na śmieciowozie, a nie w służbach. Bo przyjście takiej przesyłki winno być, po wykryciu, monitorowane aż do odebrania. I wtedy Sipowicz nie mógłby pierdolić o 2.8 grama znalezionym w domu, ale miałby na karku 62.8 grama. Ciekawe swoją drogą kto by to odbierał Ramona, czy Kora?
I znów to samo, to jest news, to jest temat, ktoś ze świecznika dał dupy, huzia na niego.
Że to wszystko ku uciesze maluczki - tak to prawda, bo to nie jest problem, że ktoś coś zrobił, tylko problemem jest to, że dał się złapać. A skoro jest na świeczniku, to ma świecić przykładem. Bo przykład ma wyglądać w ten sposób, że ci na piedestale, wszystko jedno czy politycznym czy innym, mają być czyści. A jak powinie im się noga to wypad, spierdalać na drzewo.
No to teraz popuśćmy wodze fantazji. Wyobraźmy sobie, że na skutek różnych czynników najbliższe wybory wygrywa PiS, Jaro zostaje premierem, Kamiński wraz z agentem Tomkiem i innymi wracają do CBA.
I przyjeżdża przedstawiciel jakiegoś dużego koncernu, składa komuś z rządu niedwuznaczną propozycję, że jeśli tu coś się uda urwać z tej koncesji, to ten z rządu może liczyć na takie a nie inne apanaże. A ten ktoś z rządu mówi "wypierdalaj".
Tu następuje ciężkie zdziwienie przedstawiciela koncernu, bo przecież wszystkie raporty, które otrzymał uprzednio mówiły wyraźnie, że w Polsce tak się załatwia interesy. Przedstawiciel dzwoni do centrali, mówi co go spotkało. Szef koncernu łapie za telefon, dzwoni do kogoś z administracji swojego rządu i mówi "jesteście durniami, wasze raporty są o kant dupy potłuc, w Polsce nic nie można załatwić". Człowiek z administracji zwołuje konferencję prasową, na której wygłasza tekst, że "w Polsce panują takie warunki, że nic, kompletnie nic, żadnych interesów robić nie można, kompletna dzicz."
Analogia z punktem drugim.
Przyjeżdża celebryta, który ma taką skłonność, że lubi tylko 13-14 latki. Zostaje złapany. Podawał swoim ofiarom kokę, uprawiał z nimi seks. I nagle chlast, wpada brygada antyterrorystyczna i gościa zwijają.
Następnego dnia w jednym z poczytnych dzienników na zachód od Odry ukazuje się artykuł, o tym, że niewinny celebryta został zwabiony przez matki nieletnich cichodajek i w ten sposób najpewniej będzie się usiłować od niego wydębić jakieś pieniądze. Ach ci polaczkowie, własne córki do burdeli sprzedają byle parę złotych wyciągnąć.
I to jest główny problem wizerunkowy, jaki zaciążył nad nami jako Narodem. Nie to, że premierowicz dostawał jakąś tam gażę (zresztą nie wiadomo jaką) czy że tleniona idiotka wraz ze swoim siwiejącym przydupasem używają narkotyków. Problemem jest to, że im wolno więcej.
Podczas gdy gdzie indziej każde najdrobniejsze uchybienie dla takich ludzi ze świecznika kończy się końcem kariery.
A prokuratórwy i sędzikórwy temu przyklasną. Umorzą śledztwo, dadzą wyroki w zawieszeniu, albo jeszcze inny patent wykoncypują. W ostateczności pozostaje ułaskawienie w wykonaniu Bredzisława Ortografa.
Nawet bantustan, czy inna republika bananowa dba lepiej o swój status i swoich obywateli niż ten rząd i ten "p.rezydent" o swoich.
Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A
29 lipca 2012
Drobni oszujszczycy
Kolejne taśmy wypłynęły na światło dzienne.
Można powiedzieć, że dokonał się postęp, ale jednocześnie regres.
Postęp technologiczny i jednoczesny regres finansowo mentalny.
Postęp technologiczny, bo jakość nagrania obecnego jest w pełni profesjonalna w porównaniu do chałupniczej roboty zestawem "Mały Michnik" wykorzystanym dziesięć lat temu. Jednocześnie można powiedzieć, że jednak afera Rywin - Michnik, to była o coś. O jakieś konkretne i znaczące na tamtym etapie pieniądze i inne wartości.
A teraz?
Teraz, to drobne złodziejaszki, które się użerają o ochłapy tego czego nie rozkradziono do tej pory. Tu poprowadzić tysiąc, tam dwa, ówdzie trzy. Taka jest ta ekipa.
Nawet te 110 tysięcy osobnika o nazwisku Grad nie robi specjalnego wrażenia.
Na marginesie, ja bym temu facetowi dał dwa razy tyle, ale z jednym zastrzeżeniem, żeby z domu nie wychodził i niczego nie robił. Bo biorąc poprawkę na jego dotychczasowe dokonania, to jeżeli nie daj Bóg dojdzie do wybudowania tej elektrowni atomowej, to wybuch nastąpi przy rozruchu, a skutki będą gorsze niż w Czernobylu i Fukuszimie razem wzięte. No niestety taką mam opinię o człowieku po jego dotychczasowych dokonaniach.
Śmieszność całej sytuacji zasadza się na tym, że system vel układ, który całe to towarzystwo wypromował nie ma alternatywy. I te drobne oszujszczyki z PO i PSL doskonale o tym wiedzą. I na tym właśnie żerują.
Bo zawsze do gazety czy do zaprzyjaźnionych telewizji może zadzwonić ktoś i zadać jedno podchwytliwe pytanie: "Chcecie powrotu Kaczyńskiego - Nie? To piszcie o potworze z Loch Ness, albo o czymś innym równie fascynującym".
Zapętlenie obecnego układu rządowo medialnego jest coraz bardziej widoczne.
Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A
Można powiedzieć, że dokonał się postęp, ale jednocześnie regres.
Postęp technologiczny i jednoczesny regres finansowo mentalny.
Postęp technologiczny, bo jakość nagrania obecnego jest w pełni profesjonalna w porównaniu do chałupniczej roboty zestawem "Mały Michnik" wykorzystanym dziesięć lat temu. Jednocześnie można powiedzieć, że jednak afera Rywin - Michnik, to była o coś. O jakieś konkretne i znaczące na tamtym etapie pieniądze i inne wartości.
A teraz?
Teraz, to drobne złodziejaszki, które się użerają o ochłapy tego czego nie rozkradziono do tej pory. Tu poprowadzić tysiąc, tam dwa, ówdzie trzy. Taka jest ta ekipa.
Nawet te 110 tysięcy osobnika o nazwisku Grad nie robi specjalnego wrażenia.
Na marginesie, ja bym temu facetowi dał dwa razy tyle, ale z jednym zastrzeżeniem, żeby z domu nie wychodził i niczego nie robił. Bo biorąc poprawkę na jego dotychczasowe dokonania, to jeżeli nie daj Bóg dojdzie do wybudowania tej elektrowni atomowej, to wybuch nastąpi przy rozruchu, a skutki będą gorsze niż w Czernobylu i Fukuszimie razem wzięte. No niestety taką mam opinię o człowieku po jego dotychczasowych dokonaniach.
Śmieszność całej sytuacji zasadza się na tym, że system vel układ, który całe to towarzystwo wypromował nie ma alternatywy. I te drobne oszujszczyki z PO i PSL doskonale o tym wiedzą. I na tym właśnie żerują.
Bo zawsze do gazety czy do zaprzyjaźnionych telewizji może zadzwonić ktoś i zadać jedno podchwytliwe pytanie: "Chcecie powrotu Kaczyńskiego - Nie? To piszcie o potworze z Loch Ness, albo o czymś innym równie fascynującym".
Zapętlenie obecnego układu rządowo medialnego jest coraz bardziej widoczne.
Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A
13 marca 2012
Wrzutki medialne
Obserwujemy kolejny festiwal wrzutek medialnych, które maja na celu odciągnięcie opinii publicznej od rzeczy istotnych.
Takimi wręcz szczurami medialnymi są hasła o postawieniu przed Trybunałem Stanu Ziobry i Kaczyńskiego. Przecież to bzdura. Przecież wszystkie śledztwa prokuratorskie, które były prowadzone przez ostatnie cztery lata upadły. Oczywiście najśmieszniejsza była sprawa z "zamordowanym laptopem", który nieopatrznie został włączony na wizji i fonii przez Katarzynę Kolendę - Zaleską. Oj się pewnie potem musiała bidula tłumaczyć ze swojej łatwowierności. Ale to jej i jej pryncypałów problem.
Jest tak, że śledztwa są umorzone, a jednak usiłuje się tego ostro nieświeżego kotleta nadal podgrzewać i reanimować.
Dziwi mnie jednak, dlaczego w tym festiwalu ogłupiania społeczeństwa uczestniczy również PiS oraz ta część mediów, którą zwykło się uważać za "naszą".
Bo trudno nie nazwać wrzutką medialną rozważań posła Hofmana na temat konstruktywnego votum nieufności dla rządu Tuska i sugerowanie, że prof. Gilowska miała by zostać premierem.
Tak samo redaktor Sakiewicz, który rozważa, czy Schetyna może zastąpić Tuska.
Czy wyście ludzie kompletnie pogłupieli, nie macie innych tematów poprzez które możecie grillować PO i Tuska osobiście. Chyba jednak by się parę znalazło. I to nawet tematów wyprzedzających zdarzenia, które potem można by wykorzystać ponownie. Przecież wystarczy się rozejrzeć po tych budowach, co to na te ME w piłce kopanej są przygotowywane i można podnosić alarm, że te przygotowania są w lesie.
Ale nie, wyciąga się wydumaną i abstrakcyjną walkę frakcyjną w PO, która niby miałaby doprowadzić do upadku Tuska.
W poprzedniej notce (źródło) wyjaśniłem dlaczego uważam wszelkie zmiany na szczytach władzy w obecnej chwili za bezcelowe.
Powiem wprost. Jeżeli PiS uzna za celowe wejście do takiego "rządu fachowców" vel "rządu technicznego", lub nazwanego w jakikolwiek inny sposób, to ja uznam, że PiS przestał być opozycją. Jeżeli tak się stanie to będzie to duży problem dla nas, dla nas czyli dla społeczeństwa. Bo to będzie oznaczać, że nie mamy żadnej reprezentacji, która mogłaby zostać uznana za formację niepodległościową.
Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A
Takimi wręcz szczurami medialnymi są hasła o postawieniu przed Trybunałem Stanu Ziobry i Kaczyńskiego. Przecież to bzdura. Przecież wszystkie śledztwa prokuratorskie, które były prowadzone przez ostatnie cztery lata upadły. Oczywiście najśmieszniejsza była sprawa z "zamordowanym laptopem", który nieopatrznie został włączony na wizji i fonii przez Katarzynę Kolendę - Zaleską. Oj się pewnie potem musiała bidula tłumaczyć ze swojej łatwowierności. Ale to jej i jej pryncypałów problem.
Jest tak, że śledztwa są umorzone, a jednak usiłuje się tego ostro nieświeżego kotleta nadal podgrzewać i reanimować.
Dziwi mnie jednak, dlaczego w tym festiwalu ogłupiania społeczeństwa uczestniczy również PiS oraz ta część mediów, którą zwykło się uważać za "naszą".
Bo trudno nie nazwać wrzutką medialną rozważań posła Hofmana na temat konstruktywnego votum nieufności dla rządu Tuska i sugerowanie, że prof. Gilowska miała by zostać premierem.
Tak samo redaktor Sakiewicz, który rozważa, czy Schetyna może zastąpić Tuska.
Czy wyście ludzie kompletnie pogłupieli, nie macie innych tematów poprzez które możecie grillować PO i Tuska osobiście. Chyba jednak by się parę znalazło. I to nawet tematów wyprzedzających zdarzenia, które potem można by wykorzystać ponownie. Przecież wystarczy się rozejrzeć po tych budowach, co to na te ME w piłce kopanej są przygotowywane i można podnosić alarm, że te przygotowania są w lesie.
Ale nie, wyciąga się wydumaną i abstrakcyjną walkę frakcyjną w PO, która niby miałaby doprowadzić do upadku Tuska.
W poprzedniej notce (źródło) wyjaśniłem dlaczego uważam wszelkie zmiany na szczytach władzy w obecnej chwili za bezcelowe.
Powiem wprost. Jeżeli PiS uzna za celowe wejście do takiego "rządu fachowców" vel "rządu technicznego", lub nazwanego w jakikolwiek inny sposób, to ja uznam, że PiS przestał być opozycją. Jeżeli tak się stanie to będzie to duży problem dla nas, dla nas czyli dla społeczeństwa. Bo to będzie oznaczać, że nie mamy żadnej reprezentacji, która mogłaby zostać uznana za formację niepodległościową.
Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A
12 marca 2012
To nie jest nasz problem
Gdy w czasie strajku 1980 roku media podały, że Edward Gierek przestał być I Sekretarzem PZPR wśród strajkujących w stoczni w Gdańsku zapanował entuzjazm. Na szczęście wyszedł do zgromadzenia ktoś bieglejszy w sztuce polityki stosowanej i tym jednym krótkim zdaniem wrzawę i aplauz uciszył.
Identycznie jest teraz.
Jeśliby Tusk odszedł z urzędu (został do tego zmuszony) to tak samo jak w przypadku Gierka należy powiedzieć, że "to nie jest nasz problem".
Oczywiście Tusk jest szkodnikiem, ale czy wymieniając Tuska na kogokolwiek innego to coś zmieni - nie sądzę.
Nawet taki manewr, że Tusk i PO podają rząd do dymisji, dążą do samorozwiązania parlamentu i do wcześniejszych wyborów jest według mnie sytuacją niezadowalającą w obecnej chwili.
Należy ubolewać nad tym, że niektórzy, nawet z prawej strony sceny politycznej - exemplum redaktor Sakiewicz biorą w ogóle pod rozwagę wariant "rządu Technicznego" vel "rządu fachowców" i usiłują promować na stanowisko premiera w takim gremium prof. Zytę Gilowską.
Bo cóż oznacza taka hucpa. Ano tyle, że za pięcioletnie rządy Tuska odpowiedzialność będzie się rozkładała po równo na wszystkich udziałowców tego nowego rządu. Przy czym to "po równo" będzie co najmniej skierowane tylko w jedną stronę co niewątpliwie załatwią "zaprzyjaźnione media".
Jeśli profesor Gilowska ma chociaż trochę oleju w głowie, a raczej ma, to powinna takie propozycje skwitować jednoznacznym popukaniem się palcem w czoło, ewentualnie zapytaniem się osobnika coś takiego proponującego - czy nie potrzeba wezwać pomocy medycznej, bo najwyraźniej człowiek ten słabuje na umyśle.
Identycznie PiS powinien postąpić z wszelkimi próbami skrócenia kadencji tego sejmu. Tak, wiem ten rząd i ten sejm są arcyszkodliwe dla państwa, ale to jeszcze nie ten czas. PiS powinien glosować przeciwko konstruktywnemu votum nieufności dla Tuska i przeciwko samorozwiązaniu sejmu, ewentualnie wstrzymywać się od głosu argumentując właśnie w ten sposób: "to nie nasza sprawa tylko rozgrywka wewnątrz systemu panującego analogiczna do rozgrywek w PZPR w 1980."
Ludzie, a w każdym razie dużo więcej ludzi niż obecnie, muszą zrozumieć, że brak lustracji i rozliczeń okresu PRL to nie jest tylko kwestia moralności, ale przekłada się to również na ich bezpieczeństwo w życiu codziennym. I nie mam tu na myśli sytuacji skrajnych, takich jak wojna, czy napad rabunkowy, ale zwykłe sprawy, które nas dotykają codziennie, takie jak jazda samochodem, czy podróż pociągiem.
Tak, patologia okresu PRL wpływa na nasze życie codzienne, na jego jakość, a właściwie bylejakość.
Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A
Identycznie jest teraz.
Jeśliby Tusk odszedł z urzędu (został do tego zmuszony) to tak samo jak w przypadku Gierka należy powiedzieć, że "to nie jest nasz problem".
Oczywiście Tusk jest szkodnikiem, ale czy wymieniając Tuska na kogokolwiek innego to coś zmieni - nie sądzę.
Nawet taki manewr, że Tusk i PO podają rząd do dymisji, dążą do samorozwiązania parlamentu i do wcześniejszych wyborów jest według mnie sytuacją niezadowalającą w obecnej chwili.
Należy ubolewać nad tym, że niektórzy, nawet z prawej strony sceny politycznej - exemplum redaktor Sakiewicz biorą w ogóle pod rozwagę wariant "rządu Technicznego" vel "rządu fachowców" i usiłują promować na stanowisko premiera w takim gremium prof. Zytę Gilowską.
Bo cóż oznacza taka hucpa. Ano tyle, że za pięcioletnie rządy Tuska odpowiedzialność będzie się rozkładała po równo na wszystkich udziałowców tego nowego rządu. Przy czym to "po równo" będzie co najmniej skierowane tylko w jedną stronę co niewątpliwie załatwią "zaprzyjaźnione media".
Jeśli profesor Gilowska ma chociaż trochę oleju w głowie, a raczej ma, to powinna takie propozycje skwitować jednoznacznym popukaniem się palcem w czoło, ewentualnie zapytaniem się osobnika coś takiego proponującego - czy nie potrzeba wezwać pomocy medycznej, bo najwyraźniej człowiek ten słabuje na umyśle.
Identycznie PiS powinien postąpić z wszelkimi próbami skrócenia kadencji tego sejmu. Tak, wiem ten rząd i ten sejm są arcyszkodliwe dla państwa, ale to jeszcze nie ten czas. PiS powinien glosować przeciwko konstruktywnemu votum nieufności dla Tuska i przeciwko samorozwiązaniu sejmu, ewentualnie wstrzymywać się od głosu argumentując właśnie w ten sposób: "to nie nasza sprawa tylko rozgrywka wewnątrz systemu panującego analogiczna do rozgrywek w PZPR w 1980."
Ludzie, a w każdym razie dużo więcej ludzi niż obecnie, muszą zrozumieć, że brak lustracji i rozliczeń okresu PRL to nie jest tylko kwestia moralności, ale przekłada się to również na ich bezpieczeństwo w życiu codziennym. I nie mam tu na myśli sytuacji skrajnych, takich jak wojna, czy napad rabunkowy, ale zwykłe sprawy, które nas dotykają codziennie, takie jak jazda samochodem, czy podróż pociągiem.
Tak, patologia okresu PRL wpływa na nasze życie codzienne, na jego jakość, a właściwie bylejakość.
Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A
04 października 2011
Znowu władza jest wrogiem społeczeństwa
Po 20 latach władza rozumiana jako funkcjonariusze policji stali się wrogami społeczeństwa.
Wydarzenia w Zielonej Górze świadczą o tym, że policja staje w opozycji do społeczeństwa i to w takiej najbardziej podstawowej warstwie. To już nie są sprawy na szczytach władzy, jak sprawa "samobójstwa" Leppera, czy sprawy o duże pieniądze (sprawa Olewników), ale to są sprawy najbardziej codzienne.
Policjant to nie jest "pan i władca", to człowiek utrzymywany z naszych podatków, to człowiek, który powinien okazywać szacunek każdemu obywatelowi i temu obywatelowi SŁUŻYĆ.
Zachowanie funkcjonariuszy, którzy poruszali się nieoznakowanym pojazdem, ponadto jak podają media nie byli na służbie wskazuje jednak na coś wręcz przeciwnego - uważają się za kogoś kto stoi ponad prawem i ponad społeczeństwem.
Na Youtubie można znaleźć szczerą wypowiedź funkcjonariusza, który do kibiców Legii mówi "Na was to kul szkoda".
Policja nie została zreformowana w sposób zadowalający. Ci wszyscy ubecy, którzy się w policji schronili po 1989 stali się instruktorami, przełożonymi tych wszystkich, którzy obecnie patrolują ulice. To oni zaszczepili swoim podwładnym stosunek do społeczeństwa, który w tej chwili funkcjonariusze prezentują na ulicach.
PO pozwalając i inspirując jak się wydaje takie zachowanie funkcjonariuszy policji staje tam gdzie stało ZOMO - Jarosław Kaczyński miał rację tak to prezentując.
Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A
Wydarzenia w Zielonej Górze świadczą o tym, że policja staje w opozycji do społeczeństwa i to w takiej najbardziej podstawowej warstwie. To już nie są sprawy na szczytach władzy, jak sprawa "samobójstwa" Leppera, czy sprawy o duże pieniądze (sprawa Olewników), ale to są sprawy najbardziej codzienne.
Policjant to nie jest "pan i władca", to człowiek utrzymywany z naszych podatków, to człowiek, który powinien okazywać szacunek każdemu obywatelowi i temu obywatelowi SŁUŻYĆ.
Zachowanie funkcjonariuszy, którzy poruszali się nieoznakowanym pojazdem, ponadto jak podają media nie byli na służbie wskazuje jednak na coś wręcz przeciwnego - uważają się za kogoś kto stoi ponad prawem i ponad społeczeństwem.
Na Youtubie można znaleźć szczerą wypowiedź funkcjonariusza, który do kibiców Legii mówi "Na was to kul szkoda".
Policja nie została zreformowana w sposób zadowalający. Ci wszyscy ubecy, którzy się w policji schronili po 1989 stali się instruktorami, przełożonymi tych wszystkich, którzy obecnie patrolują ulice. To oni zaszczepili swoim podwładnym stosunek do społeczeństwa, który w tej chwili funkcjonariusze prezentują na ulicach.
PO pozwalając i inspirując jak się wydaje takie zachowanie funkcjonariuszy policji staje tam gdzie stało ZOMO - Jarosław Kaczyński miał rację tak to prezentując.
Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A
26 sierpnia 2011
Debaty - sztuczki, a kogo to obchodzi
D. Tusk zabronił swoim ministrom udać się do tej jaskini złoczyńców jaką jest siedziba PiS. I chyba słusznie, wszak zna swoich ludzi na tyle dobrze, że wie iż ich szanse nawet w najbardziej sprzyjających warunkach są mierne, po prostu nie te głowy. Nawet w warunkach obiektywnych i przy neutralnym prowadzącym nie mieli by szans.
Debata minister Hall z profesorem Waśko - przecież to by była masakra, albo Zyty Gilowskiej z Rostowskim. Śmiechu byłoby co niemiara.
Jeden Tusk, który przy wspomaganiu buczącej i syczącej na Kaczyńskiego publice potrafił coś ugrać. Ale to był numer jednorazowy, drugi raz nikt nie powinien dać się na to nabrać.
To zresztą Tusk pierwszy wezwał na taki swoisty pojedynek Kaczyńskiego i PiS. No i jest problem, bo wyzwanemu przysługuje prawo wyboru miejsca, czasu i rodzaju broni. Ale chyba Tusk nigdy nie słyszał o zasadach pojedynku - ach to wychowanie na podwórku.
Przecież takie starcie w mediach niczego nie wyjaśnia. Owszem, pokazuje kto lepiej w danym momencie potrafił się przygotować żeby zagiąć przeciwnika i nic więcej. To zwykła szopa dla gawiedzi, może przeciągnąć niezdecydowanych, niezorientowanych i niedoinformowanych. Ale nie zmieni nastawienia elektoratu w swej głównej masie.
Głównie dotrze do niezorientowanych i niedoinformowanych, takich, którzy zastanawiają się pięć minut przed wejściem do lokalu wyborczego na kogo by tu głosować. To do takich ludzi jest skierowany ten przekaz.
Oczywiście media będą teraz międliły to, że Kaczyński i jego ludzie unikają debaty, ale właśnie wystarczy wyciągnąć argument, że kto pierwszy wyzwał ten musi się zgodzić na czas, miejsce i wybór broni.
Jak Tuskowi i jego ferajnie nie odpowiada centrum medialne PiS to można zaproponować inne miejsce. Toruń, telewizja TRWAM i RM, a jako prowadzący o. Tadeusz Rydzyk - pasuje, nie, no to jesteście TCHÓRZE.
A nie ma w Polsce ludzi, którzy by cenili TCHÓRZY. Tchórzami się pogardza.
Skądinąd można przyjąć, że karty w praktyce są już rozdane. Twarde elektoraty zostają przy swoich stanowiskach, niezdecydowani najprawdopodobniej na wybory nie pójdą. Frekwencja wyniesie 30-35 procent i jest kwestią otwartą jaka będzie pogoda i kto (który elektorat) jest bardziej zdeterminowany.
Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A
Debata minister Hall z profesorem Waśko - przecież to by była masakra, albo Zyty Gilowskiej z Rostowskim. Śmiechu byłoby co niemiara.
Jeden Tusk, który przy wspomaganiu buczącej i syczącej na Kaczyńskiego publice potrafił coś ugrać. Ale to był numer jednorazowy, drugi raz nikt nie powinien dać się na to nabrać.
To zresztą Tusk pierwszy wezwał na taki swoisty pojedynek Kaczyńskiego i PiS. No i jest problem, bo wyzwanemu przysługuje prawo wyboru miejsca, czasu i rodzaju broni. Ale chyba Tusk nigdy nie słyszał o zasadach pojedynku - ach to wychowanie na podwórku.
Przecież takie starcie w mediach niczego nie wyjaśnia. Owszem, pokazuje kto lepiej w danym momencie potrafił się przygotować żeby zagiąć przeciwnika i nic więcej. To zwykła szopa dla gawiedzi, może przeciągnąć niezdecydowanych, niezorientowanych i niedoinformowanych. Ale nie zmieni nastawienia elektoratu w swej głównej masie.
Głównie dotrze do niezorientowanych i niedoinformowanych, takich, którzy zastanawiają się pięć minut przed wejściem do lokalu wyborczego na kogo by tu głosować. To do takich ludzi jest skierowany ten przekaz.
Oczywiście media będą teraz międliły to, że Kaczyński i jego ludzie unikają debaty, ale właśnie wystarczy wyciągnąć argument, że kto pierwszy wyzwał ten musi się zgodzić na czas, miejsce i wybór broni.
Jak Tuskowi i jego ferajnie nie odpowiada centrum medialne PiS to można zaproponować inne miejsce. Toruń, telewizja TRWAM i RM, a jako prowadzący o. Tadeusz Rydzyk - pasuje, nie, no to jesteście TCHÓRZE.
A nie ma w Polsce ludzi, którzy by cenili TCHÓRZY. Tchórzami się pogardza.
Skądinąd można przyjąć, że karty w praktyce są już rozdane. Twarde elektoraty zostają przy swoich stanowiskach, niezdecydowani najprawdopodobniej na wybory nie pójdą. Frekwencja wyniesie 30-35 procent i jest kwestią otwartą jaka będzie pogoda i kto (który elektorat) jest bardziej zdeterminowany.
Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A
15 maja 2011
Na kim położono lachę, a co jest ważne dla obecnej władzy
Barbara Fedyszak - Radziejowska tutaj (http://vod.gazetapolska.pl/74-rozmowa-niezalezna-dr-barbara-fedyszak-radziejowska), mówi mniej więcej takie słowa:
Obecna kampania pomówień i oszczerstw wobec PiS nie jest wcale skierowana przeciwko partii, ani przeciwko ludziom, którzy na PiS głosowali i zamierzają głosować. Jest to skierowane do tych wszystkich, którzy mogliby potencjalnie zmienić swoje preferencje wyborcze.
Dla odmiany Stanisław Janecki tutaj (http://tv.rp.pl/video/Cafe-Rz,Wydarzenia,Publicystyka/Sezon-transferow-rozpoczety-Cafe-Rzeczpospolita), mówi o tym, że 30 procent dotychczasowego elektoratu PO zamierza zagłosować na kogoś innego, a 34 procent tych, którzy uprzednio na PO głosowali nie zamierza uczestniczyć w wyborach. Janecki dodatkowo stwierdza, że jest to badanie na 4-5 tysięcznej grupie, czyli o dużo wyzszym stopniu wiarygodności niż to co się zazwyczaj w sondażach pokazywanych w mediach prezentuje.
To, że na wyborcach PiS ta władza położyła lachę to w sumie nie dziwi, ale to, że aż tak duży odsetek dotychczasowych wyborców PO ma zamiar ich olać to jednak dosyć duże zdziwienie.
Z wypowiedzi Pani dr B F-R należy ponadto wysnuć taką naukę, że jeżeli mamy do czynienia z osobą, która głosowała na PO, to nie należy takiemu bluzgać od lemingów, wykształciuchów i zaprzańców, ale delikatnie wyjaśniać powołując się na swój przykład osobniczy, że nie jest się wampirem, nie lata się po mieście z okrwawionym nożem w zębach, a wszystko to, co prezentują media to taki teatr. Taka strategia może przynieść dużo lepsze efekty niż dotychczasowe wyzwiska jak również próby przekazywania jakiejś tam wiedzy elementarnej. Nie, lekkie pobłażanie w głosie i z uśmiechem na ustach "no, ale popatrz na mnie, czy ja chcę Ciebie mojego kumpla zaszlachtować, albo jakkolwiek inaczej ukrzywdzić, przecież wiesz, że to niemożliwe. I takim samym dusza człowiekiem jest Jaro. A, że media robią z Jarka raroga (tu uwaga interlokutor może nie znać słowa raróg, należy się zastanowić nad zamiennikiem), to przecież taka jest rola mediów żeby robić dym tam gdzie go nie ma - z tego przecież żyją, tym się karmią, z tego mają oglądalność. Zapomnijmy o starych urazach, przecież jesteśmy Polakami i musimy się jakoś porozumieć, a sam widzisz jakiego pasztetu ta cała PO narobiła, trzeba to jakoś zmienić bo inaczej się do siódmej nieskończoności nie pozbieramy."
No taki widzę przekaz jaki aktualnie się powinno wyborcom PO zapodawać, ale oczywiście tylko w rozmowach indywidualnych, gdzie nic na siłę, zero twardych argumentów, czysty przekaz o chęci współpracy.
Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A
Obecna kampania pomówień i oszczerstw wobec PiS nie jest wcale skierowana przeciwko partii, ani przeciwko ludziom, którzy na PiS głosowali i zamierzają głosować. Jest to skierowane do tych wszystkich, którzy mogliby potencjalnie zmienić swoje preferencje wyborcze.
Dla odmiany Stanisław Janecki tutaj (http://tv.rp.pl/video/Cafe-Rz,Wydarzenia,Publicystyka/Sezon-transferow-rozpoczety-Cafe-Rzeczpospolita), mówi o tym, że 30 procent dotychczasowego elektoratu PO zamierza zagłosować na kogoś innego, a 34 procent tych, którzy uprzednio na PO głosowali nie zamierza uczestniczyć w wyborach. Janecki dodatkowo stwierdza, że jest to badanie na 4-5 tysięcznej grupie, czyli o dużo wyzszym stopniu wiarygodności niż to co się zazwyczaj w sondażach pokazywanych w mediach prezentuje.
To, że na wyborcach PiS ta władza położyła lachę to w sumie nie dziwi, ale to, że aż tak duży odsetek dotychczasowych wyborców PO ma zamiar ich olać to jednak dosyć duże zdziwienie.
Z wypowiedzi Pani dr B F-R należy ponadto wysnuć taką naukę, że jeżeli mamy do czynienia z osobą, która głosowała na PO, to nie należy takiemu bluzgać od lemingów, wykształciuchów i zaprzańców, ale delikatnie wyjaśniać powołując się na swój przykład osobniczy, że nie jest się wampirem, nie lata się po mieście z okrwawionym nożem w zębach, a wszystko to, co prezentują media to taki teatr. Taka strategia może przynieść dużo lepsze efekty niż dotychczasowe wyzwiska jak również próby przekazywania jakiejś tam wiedzy elementarnej. Nie, lekkie pobłażanie w głosie i z uśmiechem na ustach "no, ale popatrz na mnie, czy ja chcę Ciebie mojego kumpla zaszlachtować, albo jakkolwiek inaczej ukrzywdzić, przecież wiesz, że to niemożliwe. I takim samym dusza człowiekiem jest Jaro. A, że media robią z Jarka raroga (tu uwaga interlokutor może nie znać słowa raróg, należy się zastanowić nad zamiennikiem), to przecież taka jest rola mediów żeby robić dym tam gdzie go nie ma - z tego przecież żyją, tym się karmią, z tego mają oglądalność. Zapomnijmy o starych urazach, przecież jesteśmy Polakami i musimy się jakoś porozumieć, a sam widzisz jakiego pasztetu ta cała PO narobiła, trzeba to jakoś zmienić bo inaczej się do siódmej nieskończoności nie pozbieramy."
No taki widzę przekaz jaki aktualnie się powinno wyborcom PO zapodawać, ale oczywiście tylko w rozmowach indywidualnych, gdzie nic na siłę, zero twardych argumentów, czysty przekaz o chęci współpracy.
Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A
Etykiety:
PiS,
PO,
polityka,
wybory,
wybory 2011,
wybory parlamentarne 2011
17 grudnia 2010
Prawdziwy sprawdzian dla elektoratu
Po dzisiejszej (16-12-2010) decyzji sejmu, która oznacza obcięcie o 50% dotacji z budżetu dla partii politycznych nadchodzi sprawdzian lojalności i poświęcenia elektoratu wobec partii.
Po prostu trzeba będzie sięgnąć do własnej kieszeni i wysupłać kto tam ile może na partię, którą człowiek zamierza popierać. Tutaj nie wystarczy skreślić krzyżyk przy nazwisku, tutaj trzeba sięgnąć do własnej kieszeni.
Nie będę ukrywał, że ja osobiście będę w ten sposób wspierał PiS. Zrobię następującą rzecz. Napiszę maila do szefostwa PiS z pytaniem. "W jakiej wysokości, na jakie konto i z jakim tytułem mogę przelać pieniądze na rzecz Waszej partii żeby pozostać w zgodzie z obowiązującym prawem?"
Nie zapominajmy, że w przyszłym roku czekają nas wybory parlamentarne, a biorac pod rozwagę to co właśnie PO wysmażyła to należy się spodziewać wyborów przedterminowych, czyli na wiosnę, a w skrajnym przypadku tuż po feriach zimowych.
PO ma swoich Sobiesiaków, Palikotów i innych, którzy będą ich finansować. PiS i inne partie takich ludzi nie mają (no pewnie SLD takich też ma). Ruch jest wyraźnie ukierunkowany na "zaglodzenie" opozycji.
Tylko od nas zależy czy im się to uda.
Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A
Po prostu trzeba będzie sięgnąć do własnej kieszeni i wysupłać kto tam ile może na partię, którą człowiek zamierza popierać. Tutaj nie wystarczy skreślić krzyżyk przy nazwisku, tutaj trzeba sięgnąć do własnej kieszeni.
Nie będę ukrywał, że ja osobiście będę w ten sposób wspierał PiS. Zrobię następującą rzecz. Napiszę maila do szefostwa PiS z pytaniem. "W jakiej wysokości, na jakie konto i z jakim tytułem mogę przelać pieniądze na rzecz Waszej partii żeby pozostać w zgodzie z obowiązującym prawem?"
Nie zapominajmy, że w przyszłym roku czekają nas wybory parlamentarne, a biorac pod rozwagę to co właśnie PO wysmażyła to należy się spodziewać wyborów przedterminowych, czyli na wiosnę, a w skrajnym przypadku tuż po feriach zimowych.
PO ma swoich Sobiesiaków, Palikotów i innych, którzy będą ich finansować. PiS i inne partie takich ludzi nie mają (no pewnie SLD takich też ma). Ruch jest wyraźnie ukierunkowany na "zaglodzenie" opozycji.
Tylko od nas zależy czy im się to uda.
Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A
03 grudnia 2010
Polemika z Seamanem
Seaman tutaj: http://niepoprawni.pl/blog/819/kto-placi-ten-zamawia-muzyke
kreśli taki obraz, że kto tylko zaczyna zagrażać PO ten natychmiast dostaje po łapach.
To wadliwa według mojej oceny diagnoza, chociaż powierzchownie i w krótkiej perspektywie czasowej niby trafna - tak to wygląda w TV i w gazetach.
Po pierwsze Tusk nie jest tym, który wzywa kogoś ze służb takich bądź owakich i rozkazuje kogoś zniszczyć, spuścić na takiego kogoś wszystkie możliwe kontrole skarbowe i inne plagi egipskie. Tusk jest wykonawcą woli ludzi służb, jest ich człowiekiem, pacynką, której wetknięto kijek w odwłok i się nią kręci na wszystkie strony.
To raczej Tuska wzywają na rozmowy prostujące, żeby za bardzo nie fikał, ewentualnie informują go, że jakiemuś gościowi zamierzają się dobrać do tyłka.
Po drugie Tusk i całe PO jest produktem zastępczym w porównaniu do UD/UW i SLD, chociaż aktualnie PO jest niezwykle silnie skolonizowana przez UD/UW zwłaszcza desant taki można zauważyć w otoczeniu Komorowskiego.
Po trzecie Piskorski i Palikot są dostatecznie mocno umoczeni, żeby można z nimi było paktować, a służby paktują tylko i wyłącznie z ludźmi na których mają haki. Piskorski, wiadomo co ma w życiorysie,kolega Seaman to wymienił. Palikot natomiast jest słupem służb praktycznie od początku swojej kariery biznesmena (raczej biznesmęta przynajmniej takie jest moje zdanie na temat tego osobnika).
To nie tak, że oni dostali po łapach, żeby ich całkowicie zniechęcić do wchodzenia w politykę, w której skądinąd są cały czas obecni. Tymi zagraniami dano im po prostu do zrozumienia, że ich czas jeszcze nie nadszedł.
Ale ich czas nadejdzie, gdy PO zużyje się dostatecznie mocno, żeby istniało realne zagrożenie powrotu "kaczyzmu" to zarówno Palikot jak i Piskorski zostaną wyciągnięci z przechowalni, stosownie odkurzeni i sprzedani w mediach jako "cud nówka sztuka nie śmigana". Analogicznie postępowano w latach 1989 - 2001, gdzie na zmianę rządziła albo UD/UW albo SLD (koalicjantów pomijam celowo).
Oni będą jeszcze przydatni.
Nie wiem natomiast nic na temat haków jakie mogą być wobec ludzi z PJN. Ale nawet jeżeli nic na nich nie ma, to też mogą się przydać w sytuacji kryzysowej - jako partia "ludzi rozumnych" chociaż prawicowców, ludzi rozumiejących uwarunkowania geopolityczne i geostrategiczne, a nie "machających szabelką" jak Kaczyński. Taka "konstruktywna opozycja" - zupełnie jak w 1988-1989, nieprawdaż.
Tak to mniej więcej widzę.
kreśli taki obraz, że kto tylko zaczyna zagrażać PO ten natychmiast dostaje po łapach.
To wadliwa według mojej oceny diagnoza, chociaż powierzchownie i w krótkiej perspektywie czasowej niby trafna - tak to wygląda w TV i w gazetach.
Po pierwsze Tusk nie jest tym, który wzywa kogoś ze służb takich bądź owakich i rozkazuje kogoś zniszczyć, spuścić na takiego kogoś wszystkie możliwe kontrole skarbowe i inne plagi egipskie. Tusk jest wykonawcą woli ludzi służb, jest ich człowiekiem, pacynką, której wetknięto kijek w odwłok i się nią kręci na wszystkie strony.
To raczej Tuska wzywają na rozmowy prostujące, żeby za bardzo nie fikał, ewentualnie informują go, że jakiemuś gościowi zamierzają się dobrać do tyłka.
Po drugie Tusk i całe PO jest produktem zastępczym w porównaniu do UD/UW i SLD, chociaż aktualnie PO jest niezwykle silnie skolonizowana przez UD/UW zwłaszcza desant taki można zauważyć w otoczeniu Komorowskiego.
Po trzecie Piskorski i Palikot są dostatecznie mocno umoczeni, żeby można z nimi było paktować, a służby paktują tylko i wyłącznie z ludźmi na których mają haki. Piskorski, wiadomo co ma w życiorysie,kolega Seaman to wymienił. Palikot natomiast jest słupem służb praktycznie od początku swojej kariery biznesmena (raczej biznesmęta przynajmniej takie jest moje zdanie na temat tego osobnika).
To nie tak, że oni dostali po łapach, żeby ich całkowicie zniechęcić do wchodzenia w politykę, w której skądinąd są cały czas obecni. Tymi zagraniami dano im po prostu do zrozumienia, że ich czas jeszcze nie nadszedł.
Ale ich czas nadejdzie, gdy PO zużyje się dostatecznie mocno, żeby istniało realne zagrożenie powrotu "kaczyzmu" to zarówno Palikot jak i Piskorski zostaną wyciągnięci z przechowalni, stosownie odkurzeni i sprzedani w mediach jako "cud nówka sztuka nie śmigana". Analogicznie postępowano w latach 1989 - 2001, gdzie na zmianę rządziła albo UD/UW albo SLD (koalicjantów pomijam celowo).
Oni będą jeszcze przydatni.
Nie wiem natomiast nic na temat haków jakie mogą być wobec ludzi z PJN. Ale nawet jeżeli nic na nich nie ma, to też mogą się przydać w sytuacji kryzysowej - jako partia "ludzi rozumnych" chociaż prawicowców, ludzi rozumiejących uwarunkowania geopolityczne i geostrategiczne, a nie "machających szabelką" jak Kaczyński. Taka "konstruktywna opozycja" - zupełnie jak w 1988-1989, nieprawdaż.
Tak to mniej więcej widzę.
25 września 2010
Przekładając z Tuskowej nowomowy na normalny język
"Premier: Wykonaliśmy kawał dobrej roboty". Wyjaśnienie 1 (dla salonu): No i widzicie, opłaciło się na nas postawić, a w szczególności na mnie.
Wyjaśnienie 2 (dla lemingów): Sami pracujecie w wielkich korporacjach, sami wiecie jak trudno jest się przedrzeć z papierami, to się nie dziwcie, że nic jeszcze nie zrobiliśmy, wszak Państwo to taka Wielka Korporacja, czyli więcej papierków.
Kupa roboty z przewagą kupy, ale nic to najważniejsze, że Kaczyński nie jest prezydentem
"Tusk: Nie będzie reform dla poklasku".
Wyjaśnienie 1 (dla salonu): Nic nie bójta chłopaki i dziewczyny, nadal możecie nas popierać, nie zrobimy nic co było by wam nie na rękę. A jakby coś wam przeszkadzało w kręceniu lodów to telefony znacie i wiecie jaka jest stawka.
Wyjaśnienie 2 (dla lemingów): Pracujemy jak te mrówki, ale sami rozumiecie, żeby cokolwiek zrobić to musimy złogi kaczystowskie usunąć. A to trwa.
"Powiem mu otwarcie - chłopie, nie stój w przeciągu. Chcielibyśmy zamknąć drzwi, bo trochę wieje. Albo wte albo wewte - tak premier mówił o Januszu Palikocie, ..."
Wyjaśnienie 1 (dla salonu i Palikota): Janusz, spoko, robimy jak było ustalone. Ty zakładasz nowe ugrupowanie, które skanalizuje pewną część elektoratu. Cóż z tego, że ta partia będzie fasadowa, kto się ma załapać to się i tak załapie. Chłopcy z wsi już uprzedzeni, będą ci pomagać.
Wyjaśnienie 2 (dla lemingów): To, że wam wmawiają, że to nowe ugrupowanie to bujda i fasada to prawdą nie jest. Palikot ma tylko dwa wyjścia, albo zostać albo nas opuścić. Ale dajcie mu szansę na pewno was, jego potencjalnych wyborców nie zawiedzie.
Wyjaśnienie 2 (dla lemingów): Sami pracujecie w wielkich korporacjach, sami wiecie jak trudno jest się przedrzeć z papierami, to się nie dziwcie, że nic jeszcze nie zrobiliśmy, wszak Państwo to taka Wielka Korporacja, czyli więcej papierków.
Kupa roboty z przewagą kupy, ale nic to najważniejsze, że Kaczyński nie jest prezydentem
"Tusk: Nie będzie reform dla poklasku".
Wyjaśnienie 1 (dla salonu): Nic nie bójta chłopaki i dziewczyny, nadal możecie nas popierać, nie zrobimy nic co było by wam nie na rękę. A jakby coś wam przeszkadzało w kręceniu lodów to telefony znacie i wiecie jaka jest stawka.
Wyjaśnienie 2 (dla lemingów): Pracujemy jak te mrówki, ale sami rozumiecie, żeby cokolwiek zrobić to musimy złogi kaczystowskie usunąć. A to trwa.
"Powiem mu otwarcie - chłopie, nie stój w przeciągu. Chcielibyśmy zamknąć drzwi, bo trochę wieje. Albo wte albo wewte - tak premier mówił o Januszu Palikocie, ..."
Wyjaśnienie 1 (dla salonu i Palikota): Janusz, spoko, robimy jak było ustalone. Ty zakładasz nowe ugrupowanie, które skanalizuje pewną część elektoratu. Cóż z tego, że ta partia będzie fasadowa, kto się ma załapać to się i tak załapie. Chłopcy z wsi już uprzedzeni, będą ci pomagać.
Wyjaśnienie 2 (dla lemingów): To, że wam wmawiają, że to nowe ugrupowanie to bujda i fasada to prawdą nie jest. Palikot ma tylko dwa wyjścia, albo zostać albo nas opuścić. Ale dajcie mu szansę na pewno was, jego potencjalnych wyborców nie zawiedzie.
17 maja 2010
Stara dobra Unia Wolności
Jak się dobrze przyjrzeć temu komitetowi honorowemu Komorowskiego to właśnie coś takiego widać. Starą UW. Tych wszystkich "ludzi rozumnych", tych "artystów" z Bożej łaski. Taki Chyra, który w sposób jawny mówi: "Ja to się polityką nie interesuję." To dlaczego dziennikarz przeprowadzający wywiad nie wziął go od ręki pod fleki i nie zadał pytania, że skoro się nie interesuje polityką to po cholerę miesza ludziom w głowach. Inna "artystka" Kora, mówi na takim poziomie ogólności, że też się doprasza o dociśnięcie. A w miarę sprawny dziennikarz jest w stanie zrobić i z takiego Chyry i z takiej Jackowskiej dosłownie pasztet. Przecież ci ludzie nie dysponują taką wiedzą, żeby mogli na serio i na poważnie rozmawiać. Ale udają "wielkich" i "światłych" - nie są ani wielcy ani światli. W swojej grupie zawodowej reprezentują w miarę przyzwoity poziom i tyle.
Jeśli się przyjrzymy minie Donalda Tuska w czasie tych uroczystości to poza ewidentnymi momentami gdy jego twarz wyrażała chęć mordu (niektóre fragmenty przemówień jak ten, że charyzmatyczni są psychopaci), to zobaczymy jedno. Tusk zaczął się orientować, że PO zostało totalnie skolonizowane przez dwie grupy. Z jednej strony lodziarzy i drobnych oszujszczików, a z drugiej przez UW. Tą samą UW, którą w swoim czasie tenże sam Donald Tusk pomagał wykończyć. A teraz "ludzie rozumni" przyszli i opletli Tuska pajęczyną miłości - niewątpliwie chcą go udusić, wprawdzie jeszcze nie w tej chwili, jeszcze jest im potrzebny, ale gdy tylko nadarzy się sposobność to zgodnie ze swoimi zwyczajami zaczerpniętymi z nie byle jakiej szkoły (krótki kurs WKPb), dokonają zamachu wewnątrz PO. Pewnie, żeby nie wzbudzać podejrzeń pierwszym po Tusku będzie ktoś taki jak Schetyna, a potem władza przejdzie w stare dobre sprawdzone ręce - no na przykład taki młody Mazowiecki się marnuje jako publicysta - niech się sprawdzi w polityce, gdzieś tak zadecyduje jakieś gremium.
Ciekawe czy Tusk w pełni widzi te zagrożenia. Dotychczas głównych swoich konkurentów wewnętrznych rozgrywał wręcz koncertowo. Ale tu musi się spieszyć, bo jak nie to się go pozbędą.
Jeśli się przyjrzymy minie Donalda Tuska w czasie tych uroczystości to poza ewidentnymi momentami gdy jego twarz wyrażała chęć mordu (niektóre fragmenty przemówień jak ten, że charyzmatyczni są psychopaci), to zobaczymy jedno. Tusk zaczął się orientować, że PO zostało totalnie skolonizowane przez dwie grupy. Z jednej strony lodziarzy i drobnych oszujszczików, a z drugiej przez UW. Tą samą UW, którą w swoim czasie tenże sam Donald Tusk pomagał wykończyć. A teraz "ludzie rozumni" przyszli i opletli Tuska pajęczyną miłości - niewątpliwie chcą go udusić, wprawdzie jeszcze nie w tej chwili, jeszcze jest im potrzebny, ale gdy tylko nadarzy się sposobność to zgodnie ze swoimi zwyczajami zaczerpniętymi z nie byle jakiej szkoły (krótki kurs WKPb), dokonają zamachu wewnątrz PO. Pewnie, żeby nie wzbudzać podejrzeń pierwszym po Tusku będzie ktoś taki jak Schetyna, a potem władza przejdzie w stare dobre sprawdzone ręce - no na przykład taki młody Mazowiecki się marnuje jako publicysta - niech się sprawdzi w polityce, gdzieś tak zadecyduje jakieś gremium.
Ciekawe czy Tusk w pełni widzi te zagrożenia. Dotychczas głównych swoich konkurentów wewnętrznych rozgrywał wręcz koncertowo. Ale tu musi się spieszyć, bo jak nie to się go pozbędą.
08 maja 2010
Grozi nam stan wojenny
Uzasadnienie
Poziom i intensywność ostrzału medialnego, a przy tym ich totalna nieskuteczność wyraźnie na to wskazują.
Analogii nie trzeba szukać daleko. Wystarczy się przyjrzeć motywacjom, które kierowały Jaruzelskim i innymi. To właśnie policzenie się ludzi spowodowało to, że w 1981 wyprowadzono czołgi na ulice. Teraz może być podobnie, ludzie się znowu policzyli. Wszyscy ci, którym wydawało się, że są dziwakami, moherami i odmieńcami nagle zobaczyli, że podobnymi do nich są tysiące, jeśli nie setki tysięcy i miliony.
Władza rozumiana jako aparat przymusu też to widzi. Zdają sobie sprawę z tego, że już jutro może ich nie być, że mogą zostać zmieceni decyzją wyborczą.
To ich może determinować do wyprowadzenia czołgów na ulicę. Niestety mam takie zdanie o obecnym premierze i marszałku sejmu, jest mi z tego powodu niezmiernie przykro.
Ludzie ci, sprawując władzę pochodzącą z wyboru demokratycznego sprzeniewierzyli się swoim obowiązkom. I dla swoich partykularnych interesów oraz dla podtrzymania fikcji, która ich wspierała i nadal wspiera zdolni są do najbardziej odrażających czynów.
Nie ma w słowniku ludzi, którzy szanują werdykt demokratycznych wyborów słów na określenie tego co można przypisać obecnej ekipie rządzącej.
Zdrada jest tutaj najbardziej delikatnym określeniem.
Poziom i intensywność ostrzału medialnego, a przy tym ich totalna nieskuteczność wyraźnie na to wskazują.
Analogii nie trzeba szukać daleko. Wystarczy się przyjrzeć motywacjom, które kierowały Jaruzelskim i innymi. To właśnie policzenie się ludzi spowodowało to, że w 1981 wyprowadzono czołgi na ulice. Teraz może być podobnie, ludzie się znowu policzyli. Wszyscy ci, którym wydawało się, że są dziwakami, moherami i odmieńcami nagle zobaczyli, że podobnymi do nich są tysiące, jeśli nie setki tysięcy i miliony.
Władza rozumiana jako aparat przymusu też to widzi. Zdają sobie sprawę z tego, że już jutro może ich nie być, że mogą zostać zmieceni decyzją wyborczą.
To ich może determinować do wyprowadzenia czołgów na ulicę. Niestety mam takie zdanie o obecnym premierze i marszałku sejmu, jest mi z tego powodu niezmiernie przykro.
Ludzie ci, sprawując władzę pochodzącą z wyboru demokratycznego sprzeniewierzyli się swoim obowiązkom. I dla swoich partykularnych interesów oraz dla podtrzymania fikcji, która ich wspierała i nadal wspiera zdolni są do najbardziej odrażających czynów.
Nie ma w słowniku ludzi, którzy szanują werdykt demokratycznych wyborów słów na określenie tego co można przypisać obecnej ekipie rządzącej.
Zdrada jest tutaj najbardziej delikatnym określeniem.
Etykiety:
Komorowski,
PO,
Tusk,
wybory 2010,
wybory prezydenckie
21 stycznia 2010
Jak będzie wyglądać przesłuchanie Drzewieckiego?
Po dzisiejszym wystąpieniu Chlebowskiego (na razie część pierwsza czyli swobodna wypowiedź - ciekawe kto mu to pisał) oraz po wczorajszym zagraniu Palikota jest to oczywiste.
Wypada przypomnieć, że w dniu wczorajszym (20-01-2010) Palikot wyraził się następująco do posła Arłukowicza: "Pan jest w koalicji z mordercami Barbary Blidy" - cytat może nie dosłowny ale oddaje sens.
Dzisiejsze (21-01-2010) wystąpienie Chlebowskiego było jednym wielkim atakiem na CBA i M. Kamińskiego włącznie z insynuowaniem próby zamachu stanu. Dla kogoś kto nie pamięta jak zachowywał się tenże Chlebowski zaraz po ujawnieniu afery może i jest to do łyknięcia, ale ktoś kto pamięta te zdjęcia i kadry to raczej nie powinien dać się nabrać.
To teraz będę prorokował.
Drzewiecki powie:
"Zamordowano moją matkę"
[fakt zmarła 80-cio kilku letnia starsza pani zdaje się że na zawał]
"Próbowano zamordować mnie"
[chyba miał jakieś problemy zdrowotne jak był w USA na Florydzie]
Resztę tez powtórzy za Chlebowski, być może pojawi się jakieś nawiązanie do Blidy - to jest całkiem możliwe. Będzie oskarżanie Kamińskiego o inkwizytorskie i czekistowskie zapędy - to jest pewnik.
Muszą mieć niezłych fachmanów od prania mózgu skoro potrafili tak przemaglować Chlebowskiego, że stał się innym człowiekiem. Ciekawe czy to samo udało się zrobić z Drzewieckim. Jeżeli Drzewiecki nie jest aż tak zdolnym aktorem jak Chlebowski to być może "zasłabnie" w czasie przesłuchania.
Wypada przypomnieć, że w dniu wczorajszym (20-01-2010) Palikot wyraził się następująco do posła Arłukowicza: "Pan jest w koalicji z mordercami Barbary Blidy" - cytat może nie dosłowny ale oddaje sens.
Dzisiejsze (21-01-2010) wystąpienie Chlebowskiego było jednym wielkim atakiem na CBA i M. Kamińskiego włącznie z insynuowaniem próby zamachu stanu. Dla kogoś kto nie pamięta jak zachowywał się tenże Chlebowski zaraz po ujawnieniu afery może i jest to do łyknięcia, ale ktoś kto pamięta te zdjęcia i kadry to raczej nie powinien dać się nabrać.
To teraz będę prorokował.
Drzewiecki powie:
"Zamordowano moją matkę"
[fakt zmarła 80-cio kilku letnia starsza pani zdaje się że na zawał]
"Próbowano zamordować mnie"
[chyba miał jakieś problemy zdrowotne jak był w USA na Florydzie]
Resztę tez powtórzy za Chlebowski, być może pojawi się jakieś nawiązanie do Blidy - to jest całkiem możliwe. Będzie oskarżanie Kamińskiego o inkwizytorskie i czekistowskie zapędy - to jest pewnik.
Muszą mieć niezłych fachmanów od prania mózgu skoro potrafili tak przemaglować Chlebowskiego, że stał się innym człowiekiem. Ciekawe czy to samo udało się zrobić z Drzewieckim. Jeżeli Drzewiecki nie jest aż tak zdolnym aktorem jak Chlebowski to być może "zasłabnie" w czasie przesłuchania.
Etykiety:
afera hazardowa,
CBA,
Chlebowski,
Drzewiecki,
Mariusz Kamiński,
PO
05 grudnia 2009
Bolszewia
PO działa jak bolszewicy, w starym dobrym stylu. Usunięcie z komisji dwojga posłów PiS zniesmaczyło nawet SLD-owców.
Stosowanie sztuczek P-R tudzież kruczków prawnych w celu osiągnięcia sukcesu jest tak znane, że aż staje się monotonne.
Tylko co wtedy gdy pomimo stosowania tychże sztuczek pewnych rzeczy nie da się przeforsować. Tutaj też bolszewicy pewnie posłużą przykładem - będzie się strzelać do opornych, czyli w praktyce do sporej części Narodu. To też już widzieliśmy i to całkiem niedawno.
To z drugiej strony zastanawiające, że przez dwa lata cały wysiłek medialny idzie w jednym kierunku - OBRZYDZIĆ KACZYŃSKICH.
Przecież PiS przegrało wybory i nie ma żadnego wpływu na sprawowanie władzy. Czyli, że istnieje realne zagrożenie powrotu Kaczorów do władzy i jedynie stały łoskot medialny jest w stanie utrzymać sytuację, w której Tusk i PO nadal mają poparcie społeczne (aczkolwiek tym wynikom badań co są prezentowane w mediach to ja bym nadmiernie nie ufał).
Ostatni okres to również totalne i jawne wystąpienie elit przeciwko społeczeństwu. Praktycznie po raz pierwszy elity opowiedziały się przeciwko w sposób nie pozostawiający żadnych wątpliwości. Chodzi mi o sprawę aresztowania R. Polańskiego. Naprawdę nieliczni spośród ludzi "establisz - mętu" nie wystąpili z tezami, że "nam wielkim i wspaniałym wolno więcej, a wy motłoch powinniście być wdzięczni, że MY pozwalamy się podziwiać". Taki mniej więcej przekaz płynął i nadal płynie z mediów w tej sprawie, co stoi w jawnej sprzeczności z tym co myśli ulica.
Oczywiście elity występowały przeciw zdaniu Narodu już wielokrotnie, ale nie było to tak widoczne, dzięki czemu nadal mogli odgrywać rolę elit, moralizatorów i autorytetów od wszystkiego.
Wnioski:
Jeżeli PO przegra jakieś wybory to należy się liczyć z możliwością wyprowadzenia na ulicę wojska, policji i prywatnych firm ochroniarskich w celu pacyfikacji nastrojów społecznych. Jednocześnie należy stwierdzić, że PO nie może sobie pozwolić na przegranie jakichkolwiek wyborów, ponieważ może to oznaczać wieloletnie wyroki więzienia dla co bardziej prominentnych polityków tej partii, a na takie rozwiązanie to nie sądzę żeby ktoś z nich miał ochotę.
Charakterystyczne jest tutaj to co redaktor Janecki (naczelny "Wprost") powiedział dzisiaj w porannej Trójce (Salon prasowy) - cytuję z pamięci: "... politycy, ci z drugiego i trzeciego szeregu, PO pytają się mnie z wyraźnym przestrachem co jest szykowane przeciwko PO. ..."
Jako Naród powinniśmy się przygotować na wiele prowokacji obecnej władzy i wspierających ją służb i mediów, aby nie dać im pretekstu do użycia środków specjalnych.
Stosowanie sztuczek P-R tudzież kruczków prawnych w celu osiągnięcia sukcesu jest tak znane, że aż staje się monotonne.
Tylko co wtedy gdy pomimo stosowania tychże sztuczek pewnych rzeczy nie da się przeforsować. Tutaj też bolszewicy pewnie posłużą przykładem - będzie się strzelać do opornych, czyli w praktyce do sporej części Narodu. To też już widzieliśmy i to całkiem niedawno.
To z drugiej strony zastanawiające, że przez dwa lata cały wysiłek medialny idzie w jednym kierunku - OBRZYDZIĆ KACZYŃSKICH.
Przecież PiS przegrało wybory i nie ma żadnego wpływu na sprawowanie władzy. Czyli, że istnieje realne zagrożenie powrotu Kaczorów do władzy i jedynie stały łoskot medialny jest w stanie utrzymać sytuację, w której Tusk i PO nadal mają poparcie społeczne (aczkolwiek tym wynikom badań co są prezentowane w mediach to ja bym nadmiernie nie ufał).
Ostatni okres to również totalne i jawne wystąpienie elit przeciwko społeczeństwu. Praktycznie po raz pierwszy elity opowiedziały się przeciwko w sposób nie pozostawiający żadnych wątpliwości. Chodzi mi o sprawę aresztowania R. Polańskiego. Naprawdę nieliczni spośród ludzi "establisz - mętu" nie wystąpili z tezami, że "nam wielkim i wspaniałym wolno więcej, a wy motłoch powinniście być wdzięczni, że MY pozwalamy się podziwiać". Taki mniej więcej przekaz płynął i nadal płynie z mediów w tej sprawie, co stoi w jawnej sprzeczności z tym co myśli ulica.
Oczywiście elity występowały przeciw zdaniu Narodu już wielokrotnie, ale nie było to tak widoczne, dzięki czemu nadal mogli odgrywać rolę elit, moralizatorów i autorytetów od wszystkiego.
Wnioski:
Jeżeli PO przegra jakieś wybory to należy się liczyć z możliwością wyprowadzenia na ulicę wojska, policji i prywatnych firm ochroniarskich w celu pacyfikacji nastrojów społecznych. Jednocześnie należy stwierdzić, że PO nie może sobie pozwolić na przegranie jakichkolwiek wyborów, ponieważ może to oznaczać wieloletnie wyroki więzienia dla co bardziej prominentnych polityków tej partii, a na takie rozwiązanie to nie sądzę żeby ktoś z nich miał ochotę.
Charakterystyczne jest tutaj to co redaktor Janecki (naczelny "Wprost") powiedział dzisiaj w porannej Trójce (Salon prasowy) - cytuję z pamięci: "... politycy, ci z drugiego i trzeciego szeregu, PO pytają się mnie z wyraźnym przestrachem co jest szykowane przeciwko PO. ..."
Jako Naród powinniśmy się przygotować na wiele prowokacji obecnej władzy i wspierających ją służb i mediów, aby nie dać im pretekstu do użycia środków specjalnych.
18 października 2009
Polemika z FYM-em i MF - rzecz o Mediokracji
Kolega Moherowy Fighter zamieścił tekst:
http://niepoprawni.pl/blog/625/masz-racje-fym%E2%80%99ie
To wadliwa interpretacja rzeczywistości.
Po pierwsze nazewnictwo grup czy też stronnictw jest anachroniczne.
Przykład, proszę bardzo. PiS nie jest partią prawicową, a partią ludzi będących pro-państwowcami z lekką domieszką socjalizmu (etatyzmu) w warstwie gospodarczej.
Oczywiście rozumiem, że jakoś te wszystkie ugrupowania należało nazwać na potrzeby powyższego wywodu, ale użycie klasycznych nazw lewica/liberałowie/prawica według mnie zaciemnia tylko obraz.
Problem nie polega na tym na kogo chcą głosować ludzie tylko na tym jak jest ukierunkowany przekaz medialny i czy jest on spójny z indywidualnym odbiorem.
Gdy przekaz jest spójny, to wynik jest łatwy do przewidzenia - wygrywa ta partia, która ma poparcie mediów - kiedyś to było SLD i UW, teraz PO.
Gdy decydenci medialni czyli salon nie wiedzą na kogo postawić, a dotychczasowi faworyci to gwarantują jedynie spektakularną porażkę (2005) - to następuje natychmiastowy przechył na stronę zwaną tutaj umownie prawicową. Należy zwrócić uwagę, że taka partia jak PO z roku 2005 to było coś zupełnie innego niż niby to samo PO z roku 2007. Dla salonu PO z roku 2005 była co najmniej tak samo groźna jak PiS. Dopiero po wyborach 2005 gdy chyba zwykła wściekłość Tuska na to, że umoczył na całej linii, spowodowała przejście PO na stronę salonu a co za tym idzie odsunięcie Jana Rokity i zmarginalizowanie jego środowiska na rzecz środowiska "lodziarzy" od Schetyny. Co by o Rokicie nie mówić to jest on jednak pro-państwowcem a nie "lodziarzem".
Jeżeli weźmiemy wynik wyborczy z roku 2005 to się okaże, że 80 procent elektoratu zagłosowało przeciwko partiom kojarzonym z dotychczasowym establiszmentem (suma poparcia PO+PiS+LPR+SO).
Według mnie wynik wyborczy jest niepewny lub też niezgodny z oczekiwaniami salonu gdy "rzeczywistość zgrzyta".
"Rzeczywistość zgrzyta" wtedy gdy przekaz medialny nie jest w sposób zadowalający spójny z indywidualnym odbiorem rzeczywistości przez statystycznego wyborcę, lub też gdy istnieje dostatecznie duża grupa wyborców, którzy się nie dają zindoktrynować.
To dlatego w chwili obecnej pojawia się tak ogromny nacisk medialny na to żeby afery hazardową, stoczniową i podsłuchową zakrzyczeć, zasypać, a jeszcze lepiej zwalić na PiS i konfabulacje Kamińskiego i CBA jako PiS-owskiej policji politycznej. Bo jeśli by tego nie zrobiono, to za najdalej miesiąc notowania PO zleciały by do poziomu góra 10 %, a PiS nie musiał by nic przy tym robić.
Salon nie ma w tej chwili realnej alternatywy dla PO. A ruchy jakie przy okazji wykonuje Tusk są wbrew pozorom dla salonu bardzo groźne - próba skaptowania Cimoszewicza na ministra, taki mariaż liberałów z było nie było komuchem jest dla pewnej grupy wyborców PO jednak nie do strawienia.
Ponieważ przekaz medialny jest sprzeczny obecnie ze zwykłym zdrowym rozsądkiem to dlatego ma takie natężenie, jest to najzwyklejszy łoskot medialny. Zwykły człowiek jeżli tylko zastanowi się przysłowiowe 5 sekund to musi dojść do wnioski, że afery pokazane w ciągu ostatnich kilkunastu dni nie mogą być wymysłem Kaczora, ale są realiami aktualnie rządzącej partii. A to musi prowadzić do odwrócenia się elektoratu od PO.
Reasumując.
Nie żyjemy w państwie o ugruntowanej demokracji republikańskiej. Żyjemy w państwie, gdzie duże grupy interesu realizują swoje cele poprzez odpowiednie ukierunkowanie przekazu medialnego czyli w Mediokracji. Władza jest zdobywana poprzez współpracę pewnych polityków z oligarchią medialną, a tylko w bardzo skrajnych przypadkach w opozycji do mediów. To, że już się coś takiego wydarzyło świadczy tylko i wyłącznie o tym, że ci co idą do polityki to durnie nie potrafiący właściwie korzystać z posiadanych zasobów (poparcia mediów). Gdyby korzystali z tego z umiarem to rzadne dojście Kaczorów do władzy by im nie groziło (Kaczory są tu pewnym symbolem).
Jak się chce w czasie jednej kadencji sejmowej dojść do takich zasobów do jakich normalnie dochodzą ludzie po kilku pokoleniach ciężkiej pracy to się tak kończyć musi.
Zamiast jeść łyżeczką od herbaty to usiłują żreć hohlą z kuchni polowej - tak się nauczyli za młodu i nic tego nie zmieni.
http://niepoprawni.pl/blog/625/masz-racje-fym%E2%80%99ie
To wadliwa interpretacja rzeczywistości.
Po pierwsze nazewnictwo grup czy też stronnictw jest anachroniczne.
Przykład, proszę bardzo. PiS nie jest partią prawicową, a partią ludzi będących pro-państwowcami z lekką domieszką socjalizmu (etatyzmu) w warstwie gospodarczej.
Oczywiście rozumiem, że jakoś te wszystkie ugrupowania należało nazwać na potrzeby powyższego wywodu, ale użycie klasycznych nazw lewica/liberałowie/prawica według mnie zaciemnia tylko obraz.
Problem nie polega na tym na kogo chcą głosować ludzie tylko na tym jak jest ukierunkowany przekaz medialny i czy jest on spójny z indywidualnym odbiorem.
Gdy przekaz jest spójny, to wynik jest łatwy do przewidzenia - wygrywa ta partia, która ma poparcie mediów - kiedyś to było SLD i UW, teraz PO.
Gdy decydenci medialni czyli salon nie wiedzą na kogo postawić, a dotychczasowi faworyci to gwarantują jedynie spektakularną porażkę (2005) - to następuje natychmiastowy przechył na stronę zwaną tutaj umownie prawicową. Należy zwrócić uwagę, że taka partia jak PO z roku 2005 to było coś zupełnie innego niż niby to samo PO z roku 2007. Dla salonu PO z roku 2005 była co najmniej tak samo groźna jak PiS. Dopiero po wyborach 2005 gdy chyba zwykła wściekłość Tuska na to, że umoczył na całej linii, spowodowała przejście PO na stronę salonu a co za tym idzie odsunięcie Jana Rokity i zmarginalizowanie jego środowiska na rzecz środowiska "lodziarzy" od Schetyny. Co by o Rokicie nie mówić to jest on jednak pro-państwowcem a nie "lodziarzem".
Jeżeli weźmiemy wynik wyborczy z roku 2005 to się okaże, że 80 procent elektoratu zagłosowało przeciwko partiom kojarzonym z dotychczasowym establiszmentem (suma poparcia PO+PiS+LPR+SO).
Według mnie wynik wyborczy jest niepewny lub też niezgodny z oczekiwaniami salonu gdy "rzeczywistość zgrzyta".
"Rzeczywistość zgrzyta" wtedy gdy przekaz medialny nie jest w sposób zadowalający spójny z indywidualnym odbiorem rzeczywistości przez statystycznego wyborcę, lub też gdy istnieje dostatecznie duża grupa wyborców, którzy się nie dają zindoktrynować.
To dlatego w chwili obecnej pojawia się tak ogromny nacisk medialny na to żeby afery hazardową, stoczniową i podsłuchową zakrzyczeć, zasypać, a jeszcze lepiej zwalić na PiS i konfabulacje Kamińskiego i CBA jako PiS-owskiej policji politycznej. Bo jeśli by tego nie zrobiono, to za najdalej miesiąc notowania PO zleciały by do poziomu góra 10 %, a PiS nie musiał by nic przy tym robić.
Salon nie ma w tej chwili realnej alternatywy dla PO. A ruchy jakie przy okazji wykonuje Tusk są wbrew pozorom dla salonu bardzo groźne - próba skaptowania Cimoszewicza na ministra, taki mariaż liberałów z było nie było komuchem jest dla pewnej grupy wyborców PO jednak nie do strawienia.
Ponieważ przekaz medialny jest sprzeczny obecnie ze zwykłym zdrowym rozsądkiem to dlatego ma takie natężenie, jest to najzwyklejszy łoskot medialny. Zwykły człowiek jeżli tylko zastanowi się przysłowiowe 5 sekund to musi dojść do wnioski, że afery pokazane w ciągu ostatnich kilkunastu dni nie mogą być wymysłem Kaczora, ale są realiami aktualnie rządzącej partii. A to musi prowadzić do odwrócenia się elektoratu od PO.
Reasumując.
Nie żyjemy w państwie o ugruntowanej demokracji republikańskiej. Żyjemy w państwie, gdzie duże grupy interesu realizują swoje cele poprzez odpowiednie ukierunkowanie przekazu medialnego czyli w Mediokracji. Władza jest zdobywana poprzez współpracę pewnych polityków z oligarchią medialną, a tylko w bardzo skrajnych przypadkach w opozycji do mediów. To, że już się coś takiego wydarzyło świadczy tylko i wyłącznie o tym, że ci co idą do polityki to durnie nie potrafiący właściwie korzystać z posiadanych zasobów (poparcia mediów). Gdyby korzystali z tego z umiarem to rzadne dojście Kaczorów do władzy by im nie groziło (Kaczory są tu pewnym symbolem).
Jak się chce w czasie jednej kadencji sejmowej dojść do takich zasobów do jakich normalnie dochodzą ludzie po kilku pokoleniach ciężkiej pracy to się tak kończyć musi.
Zamiast jeść łyżeczką od herbaty to usiłują żreć hohlą z kuchni polowej - tak się nauczyli za młodu i nic tego nie zmieni.
17 października 2009
W każdej gminie i inne.
Jeżeli zastosujemy argumentację jaką stosują urzędnicy od ministra Grada - tą o "bezinteresownym wspieraniu jedynego sensownego inwestora", to każdy wójt w każdej gminie będzie mógł w sposób jawny powiedzieć:
"Tak, wspieram firmę szwagra bo wiem, że jest to firma solidna, która gwarantuje uczciwe, rzetelne, terminowe i na wysokim poziomie wykonanie zamówienia jakie daje gmina".
I co mu zrobicie, co powiecie że to nieuczciwe - nie możecie tak powiedzieć bo w przypadku stoczni tak nie powiedzieliście.
To jest niestety psucie podstaw i fundamentów praworządności (o ile jeszcze jakoweś się uchowały).
Donald Tusk, a raczej jego spece od marketingu wymyślili hasło: "Nie stać nas na powrót Kaczorów".
No to ja mam kontr propozycję: "Czy stać nas na to żeby nasz kraj był jedną wielką lodziarnią - bo dla wszystkich tych lodów do kręcenia to raczej nie wystarczy."
Człowieczek o nazwisku Chlebowski błysnął fantastyczną wręcz myślą: "Przyjaciół się nie wybiera"
Był już taki czas gdy nawet na taki temat piosenkę śpiewano:
"Przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał
Wrogów poszukam sobie sam
Dlaczego wciąż bez przerwy
Poucza ktoś w co wierzyć mam. ..."
Ja tylko się dziwię, że nikt nie zwrócił temu osobnikowi uwagi, że to z kim się pije wódkę to jednak można wybrać w przeciwieństwie do rodziny.
"Tak, wspieram firmę szwagra bo wiem, że jest to firma solidna, która gwarantuje uczciwe, rzetelne, terminowe i na wysokim poziomie wykonanie zamówienia jakie daje gmina".
I co mu zrobicie, co powiecie że to nieuczciwe - nie możecie tak powiedzieć bo w przypadku stoczni tak nie powiedzieliście.
To jest niestety psucie podstaw i fundamentów praworządności (o ile jeszcze jakoweś się uchowały).
Donald Tusk, a raczej jego spece od marketingu wymyślili hasło: "Nie stać nas na powrót Kaczorów".
No to ja mam kontr propozycję: "Czy stać nas na to żeby nasz kraj był jedną wielką lodziarnią - bo dla wszystkich tych lodów do kręcenia to raczej nie wystarczy."
Człowieczek o nazwisku Chlebowski błysnął fantastyczną wręcz myślą: "Przyjaciół się nie wybiera"
Był już taki czas gdy nawet na taki temat piosenkę śpiewano:
"Przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał
Wrogów poszukam sobie sam
Dlaczego wciąż bez przerwy
Poucza ktoś w co wierzyć mam. ..."
Ja tylko się dziwię, że nikt nie zwrócił temu osobnikowi uwagi, że to z kim się pije wódkę to jednak można wybrać w przeciwieństwie do rodziny.
06 października 2009
Zaklinanie rzeczywistoci
Medialna orkiestra zaklina rzeczywistość. Próby falsyfikowania rozpoczęły się praktycznie natychmiast po pierwszej publikacji Rzepy o aferze hazardowej. Starano się za wszelką cenę zdyskredytować CBA i M. Kamińskiego osobiście.
Argumenty padały różne od śmieszno kabaretowych po zamordystyczno straszne. Ale niestety parę elementów ujrzało światło dzienne i z większości tych argumentów można się tylko śmiać.
Oczywiście jest możliwym, że jutro rano siedziba CBA będzie otoczona przez oddziały wojska wiernego premierowi, a Super Mario i jego współpracownicy nie zostaną wpuszczeni do swoich biur, takie rozwiązanie już raz w Polsce przeprowadzono i to z powodzeniem.
Patrząc realistycznie to jednak będzie to robione inaczej. Te zarzuty postawione dzisiaj szefowi CBA w prokuraturze w Rzeszowie będą podtrzymane i sprawa trafi do sądu. Równocześnie przez cały czas medialna orkiestra będzie bez przerwy przypominała, że ten "PiS-owski sługus ma sprawę w sądzie i nie powinien zajmować stanowiska porównywalnego z ministerialnym." Taka nawalanka będzie trwała do tego momentu, aż w sondażach wyjdzie, że ludzie już nie rozumieją o co tu chodzi i in gremio uznają M. Kamińskiego za czarny charakter tej bajki.
To, że D. Tusk działa tylko i wyłącznie powodowany sondażami to truizm, ale tym razem przekroczyło to ramy zdrowego rozsądku. Po początkowych zapewnieniach, że nic się nie stało szybko nadeszła dymisja dwóch dosyć wysoko postawionych w hierarchii PO Chlebowskiego i Drzewieckiego, a na dodatek rozpatruje się w tej chwili sprawę kolejnych dwóch dymisji czyli Czumy i Schetyny - bo tak chce ulica.
Wielkość polityka Panie Tusk ocenia się nie po tym, że postępuje tak jak chce ulica, ale po tym, że działając wbrew aktualnemu zdaniu ulicy wdraża swój program. Inaczej jest się mydłkiem bez właściwości, takim politycznym żigolakiem.
Argumenty padały różne od śmieszno kabaretowych po zamordystyczno straszne. Ale niestety parę elementów ujrzało światło dzienne i z większości tych argumentów można się tylko śmiać.
Oczywiście jest możliwym, że jutro rano siedziba CBA będzie otoczona przez oddziały wojska wiernego premierowi, a Super Mario i jego współpracownicy nie zostaną wpuszczeni do swoich biur, takie rozwiązanie już raz w Polsce przeprowadzono i to z powodzeniem.
Patrząc realistycznie to jednak będzie to robione inaczej. Te zarzuty postawione dzisiaj szefowi CBA w prokuraturze w Rzeszowie będą podtrzymane i sprawa trafi do sądu. Równocześnie przez cały czas medialna orkiestra będzie bez przerwy przypominała, że ten "PiS-owski sługus ma sprawę w sądzie i nie powinien zajmować stanowiska porównywalnego z ministerialnym." Taka nawalanka będzie trwała do tego momentu, aż w sondażach wyjdzie, że ludzie już nie rozumieją o co tu chodzi i in gremio uznają M. Kamińskiego za czarny charakter tej bajki.
To, że D. Tusk działa tylko i wyłącznie powodowany sondażami to truizm, ale tym razem przekroczyło to ramy zdrowego rozsądku. Po początkowych zapewnieniach, że nic się nie stało szybko nadeszła dymisja dwóch dosyć wysoko postawionych w hierarchii PO Chlebowskiego i Drzewieckiego, a na dodatek rozpatruje się w tej chwili sprawę kolejnych dwóch dymisji czyli Czumy i Schetyny - bo tak chce ulica.
Wielkość polityka Panie Tusk ocenia się nie po tym, że postępuje tak jak chce ulica, ale po tym, że działając wbrew aktualnemu zdaniu ulicy wdraża swój program. Inaczej jest się mydłkiem bez właściwości, takim politycznym żigolakiem.
19 września 2009
O tarczy kolejne kwiatki
W poprzednim wpisie napisałem, że powinniśmy w drodze retorsji wobec USA opuścić Irak jak i Afganistan.
Niestety nie znałem pewnych elementów rzeczywistości, które to elementy powoli zaczynają wypływać na wierzch.
Obecny rząd najzwyczajniej zrobił co tylko mógł żeby ułatwić USA zrezygnowanie z tej instalacji w naszym kraju. Nie ratyfikowano tej umowy.
Sekretarz Stanu USA wysłała list do naszego MSZ, w którym napisano coś takiego, że skoro naszemu rządowi jest tak ciężko dokonać ratyfikacji w/wym umowy to USA nie będą nas uszczęśliwiać na siłę. Koniec i kropka.
Oficjalne ogłoszenie tej dosyć istotnej zmiany w dniu 17-09-2009 było działaniem umyślnym, ale należy w tym momencie przypomnieć sobie co wygadywał Tusk w dniu 04-07-2009 (w USA jest to Dzień Niepodległości). Nastąpiła po prostu retorsja na polu symbolicznym ze strony USA.
Nie ma się co wzburzać.
Takiego mamy premiera i taki rząd, to takie są skutki.
Wiele osób, bliższych i dalszych znajomych, twierdziło po wyborach 2007, że oto wreszcie przychodzą fachowcy, którzy wiedzą co to rządzenie, zrobią prawdziwe reformy i porządek i będzie wreszcie normalnie.
Ja widząc to samo co oni, czyli zakres wsparcia jaki otrzymała PO od prywatnych koncernów medialnych jak również innych instytucji twierdziłem, że nie zrobią nic, bo mają zbyt duży kredyt do spłacenia, żeby mogli dokonać czegokolwiek. Mogli dokonać co najwyżej konserwacji istniejącego status quo, które tylko lekko i powierzchownie zostało naruszone w latach 2005-2007.
Niestety miałem rację, a bardzo bym chciał żeby to wszystko co PO głosiła jako swój program się zrealizowało. Nawet gdyby PO zrealizowała tylko 10 % swojego programu to uznałbym to za sukces.
Potem zaczęły wychodzić różne kwiatki. Na przykład takie, że podmioty będące instytucjami państwa ościennego (konkretnie Niemiec) współfinansowały kampanię wyborczą z roku 2007, co podlega pod pewne paragrafy i jest zagrożone dosyć dużymi sankcjami, a w moim pojęciu zakrawa o zdradę główną.
Biorąc pod rozwagę proweniencję koncernów medialnych, które wsparły PO to z całym spokojem można powiedzieć, że również drugi niewygodny nasz sąsiad miał swój udział w zwycięstwie PO w tamtych wyborach.
PO po prostu spłaca zaciągnięte kredyty, czyli działa na korzyć swoich sponsorów, a nie na korzyść Narodu, który przynajmniej teoretycznie reprezentuje.
Zakończenie smutnego korowodu wokół tarczy, czyli tak na prawdę postawienia jednostki US-Army na naszym terytorium, jest zwieńczeniem pewnych starań i działań propagandowych jakie wiele firm medialnych wykonało w Polsce wobec naszych współobywateli.
Niestety nie znałem pewnych elementów rzeczywistości, które to elementy powoli zaczynają wypływać na wierzch.
Obecny rząd najzwyczajniej zrobił co tylko mógł żeby ułatwić USA zrezygnowanie z tej instalacji w naszym kraju. Nie ratyfikowano tej umowy.
Sekretarz Stanu USA wysłała list do naszego MSZ, w którym napisano coś takiego, że skoro naszemu rządowi jest tak ciężko dokonać ratyfikacji w/wym umowy to USA nie będą nas uszczęśliwiać na siłę. Koniec i kropka.
Oficjalne ogłoszenie tej dosyć istotnej zmiany w dniu 17-09-2009 było działaniem umyślnym, ale należy w tym momencie przypomnieć sobie co wygadywał Tusk w dniu 04-07-2009 (w USA jest to Dzień Niepodległości). Nastąpiła po prostu retorsja na polu symbolicznym ze strony USA.
Nie ma się co wzburzać.
Takiego mamy premiera i taki rząd, to takie są skutki.
Wiele osób, bliższych i dalszych znajomych, twierdziło po wyborach 2007, że oto wreszcie przychodzą fachowcy, którzy wiedzą co to rządzenie, zrobią prawdziwe reformy i porządek i będzie wreszcie normalnie.
Ja widząc to samo co oni, czyli zakres wsparcia jaki otrzymała PO od prywatnych koncernów medialnych jak również innych instytucji twierdziłem, że nie zrobią nic, bo mają zbyt duży kredyt do spłacenia, żeby mogli dokonać czegokolwiek. Mogli dokonać co najwyżej konserwacji istniejącego status quo, które tylko lekko i powierzchownie zostało naruszone w latach 2005-2007.
Niestety miałem rację, a bardzo bym chciał żeby to wszystko co PO głosiła jako swój program się zrealizowało. Nawet gdyby PO zrealizowała tylko 10 % swojego programu to uznałbym to za sukces.
Potem zaczęły wychodzić różne kwiatki. Na przykład takie, że podmioty będące instytucjami państwa ościennego (konkretnie Niemiec) współfinansowały kampanię wyborczą z roku 2007, co podlega pod pewne paragrafy i jest zagrożone dosyć dużymi sankcjami, a w moim pojęciu zakrawa o zdradę główną.
Biorąc pod rozwagę proweniencję koncernów medialnych, które wsparły PO to z całym spokojem można powiedzieć, że również drugi niewygodny nasz sąsiad miał swój udział w zwycięstwie PO w tamtych wyborach.
PO po prostu spłaca zaciągnięte kredyty, czyli działa na korzyć swoich sponsorów, a nie na korzyść Narodu, który przynajmniej teoretycznie reprezentuje.
Zakończenie smutnego korowodu wokół tarczy, czyli tak na prawdę postawienia jednostki US-Army na naszym terytorium, jest zwieńczeniem pewnych starań i działań propagandowych jakie wiele firm medialnych wykonało w Polsce wobec naszych współobywateli.
18 listopada 2008
STALEMATE
Koniec laby czy tylko lekkie ostrzeżenie?
W programie "Teraz MY" przepytano ministra Drzewieckiego na okoliczność jago pobytu w amerykańskim pierdlu. Sprawa dotyczy wydarzeń z przed około 10 lat. Tyle tylko, że minister nakłamał przed kamerami, co zostało udowodnione.
W moim pojęciu może to oznaczać dwa scenariusze.
Pierwszy to taki, że parasol ochronny nad tym rządem zostaje definitywnie zdjęty i za chwilę nastąpi typowe "huzia na Józia" (bez złośliwych skojarzeń z Oleksym). Wariant ten wydaje się jednak mało prawdopodobny ponieważ mediokracja i zarządzające nimi ekipy nie mają nikogo na tyle silnego żeby móc przejąć rząd bez ryzyka, że władza wpadnie znowu w ręce "kaczystów".
Drugi, dużo bardziej prawdopodobny, jest taki.: PO i Tusk zwrócili się do Kaczora z propozycją zawieszenie broni - czytaj - taka może cicha a może i jawna koalicja. W związku z tym mediokracja postanowiła sięgnąć po środki dyscyplinujące swojego mianowańca. Dali tym jednym programem sygnał: " Patrz synek, każdego z Twoich ministrów możemy uwalić i zrobić mu 'koło pióra', Tobie też". Ten kij ma jednak dwa końce. dopoki mediokracja nie ma na tyle silnego reprezentanta to na totalne zniszczenie PO i Tuska pójść nie może ponieważ istnieje zbyt duże ryzyko powrotu "kaczystów".
Sytuacja stała się typowa: "Złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma", czyli jak w tytule.
W programie "Teraz MY" przepytano ministra Drzewieckiego na okoliczność jago pobytu w amerykańskim pierdlu. Sprawa dotyczy wydarzeń z przed około 10 lat. Tyle tylko, że minister nakłamał przed kamerami, co zostało udowodnione.
W moim pojęciu może to oznaczać dwa scenariusze.
Pierwszy to taki, że parasol ochronny nad tym rządem zostaje definitywnie zdjęty i za chwilę nastąpi typowe "huzia na Józia" (bez złośliwych skojarzeń z Oleksym). Wariant ten wydaje się jednak mało prawdopodobny ponieważ mediokracja i zarządzające nimi ekipy nie mają nikogo na tyle silnego żeby móc przejąć rząd bez ryzyka, że władza wpadnie znowu w ręce "kaczystów".
Drugi, dużo bardziej prawdopodobny, jest taki.: PO i Tusk zwrócili się do Kaczora z propozycją zawieszenie broni - czytaj - taka może cicha a może i jawna koalicja. W związku z tym mediokracja postanowiła sięgnąć po środki dyscyplinujące swojego mianowańca. Dali tym jednym programem sygnał: " Patrz synek, każdego z Twoich ministrów możemy uwalić i zrobić mu 'koło pióra', Tobie też". Ten kij ma jednak dwa końce. dopoki mediokracja nie ma na tyle silnego reprezentanta to na totalne zniszczenie PO i Tuska pójść nie może ponieważ istnieje zbyt duże ryzyko powrotu "kaczystów".
Sytuacja stała się typowa: "Złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma", czyli jak w tytule.
Subskrybuj:
Posty (Atom)