Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PiS. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PiS. Pokaż wszystkie posty

30 września 2012

Nie popadajmy w triumfalizm

Odbył się marsz w obronie wolności słowa, z udziałem TV TRWAM, Solidarności i innych.
Duża impreza, oceniający mówią o nawet 200 tysiącach ludzi na ulicach Warszawy.
Przewodniczący "S" mówi o konieczności zmiany rządu. Jarosław Kaczyński mówi o tym, że w poniedziałek poznamy nazwisko kandydata PiS na premiera, który miałby zastąpić Donalda T.
I to jest właśnie bezsensowny triumfalizm, obydwu wyżej wymienionych.
Bo jak to sobie panowie Duda i Kaczyński wyobrażają?
W obecnym składzie sejmu zmienimy premiera - to oznacza konstruktywne wotum nieufności do aktualnego gabinetu. Ale powiedzmy, że coś takiego by przeszło, że jest wśród członków PO na sali plenarnej sejmu pewna ilość ludzi, którzy są rzeczywiście przestraszeni tym co wyrabia obecna ekipa. Załóżmy ponadto, że SLD i partia osobnika występującego z własnym sobowtórem w ręku też by zagłosowała za takim rozwiązaniem. Załóżmy to wszystko - chociaż jeśli się popatrzy na powyższe założenia to od ręki widać na ile to jest karkołomne i najzwyklejsze w życiu CHCIEJSTWO, nie mające pokrycia w realiach.
Ale przyjmijmy w dobrej wierze, że wszystko co powyżej jednak jakimś cudem by się udało.
I co dalej, jak rządzić mając tak silną PO na sali plenarnej?
Jakich targów i jakich koncesji życzyły by sobie partie, które by takiego nowego premiera poparły?
W obecnym składzie sejmu, że o senacie nie wspomnę, jakakolwiek zmiana premiera nie ma najmniejszego sensu. Bo zmiana premiera to jedno, a drugie to jest to, że natychmiast Donald T. ląduje na kozetce w TVN24 i nie schodzi z anteny przez miesiące. Przez miesiące podczas których rzeczywisty kryzys gospodarczy coraz bardziej narasta, a Donald T. punktuje kolejne kłopoty gospodarki i mówi jak to by było wspaniale gdyby on nadal dzierżył ster rządu. A tu jakiegoś nieudacznika wsadzili i proszę.
Gdyby z drugiej strony dało się przeforsować przedterminowe wybory, co jest jeszcze bardziej nierealnym pomysłem, to nie jest to jeszcze ten moment proszę państwa.
Gdyby przewaga PiS nad PO w sondażach była taka, że w praktyce gwarantowała by samodzielne rządzenie, to można by to rozważać. Ale w obecnej chwili to jest po prostu kpina.

To dobrze, że społeczeństwo zareagowało na apel środowisk, które organizowały marsz 29-09, ale do triumfu to jeszcze kawałek drogi i dużo ciężkiej pracy.

Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

15 kwietnia 2012

Zagrać na nosie mediom

Szykuje się próba odwołania Jarosława Gowina z funkcji ministra sprawiedliwości. Rzecz ma być zgłoszona przez osobników od typa, który chodzi z własnym sobowtórem w ręku.

I tu PiS może sobie zrobić jaja z mediów i nie tylko. Można zrobić szoł medialny, który będzie szedł na okpienie PO i mediów. Na zrobienie z nich kretynów.
Po pierwsze: do ostatniej sekundy wszyscy politycy PiS z kamiennymi minami zapewniają, że jeszcze komitet polityczny nie podjął decyzji i że wszystko w swoim czasie.
Po drugie: stanowisko klubu prezentuje prezes i twardo zapewnia, że PiS popiera ministra Gowina jako jedynego sprawiedliwego w tej całej bandzie zdrajców.
Po trzecie: gdy dochodzi do głosowania, to jedynie prezes głosuje za Gowinem, cała reszta przeciw.
Po czwarte: prezes z wściekłością wypada z sali plenarnej.
Po piąte: zwoływane jest w trybie nadzwyczajnym posiedzenie klubu, a z za zamkniętych drzwi dochodzą dźwięki wyzwisk w wykonaniu prezesa typu: "będziecie krówki pasać, a nie w sejmie za posłów robić".

Po tygodniu wszyscy udają, że zdarzenie nie miało miejsca.

Uzasadnienie.
Nie ma absolutnie znaczenia czy ministrem sprawiedliwości jest Gowin czy jakaś inna łachudra z pod ciemnej gwiazdy. Im bardziej to będzie łachudra tym lepiej niż taki Gowin, który może udawać że jest konserwatywny.
Ukradzenie eventu jakim jest taka szopka z odwołaniem ministra jest podstawą przekazu medialnego. A scenariusz od punktu piątego winien być zrealizowany niezależnie od tego jaki będzie efektywny wynik głosowania.
Jest tylko jeden warunek, wszyscy w PiS muszą trzymać kamienne twarze gdy będą o tą sprawę indagowani.


Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

13 marca 2012

Wrzutki medialne

Obserwujemy kolejny festiwal wrzutek medialnych, które maja na celu odciągnięcie opinii publicznej od rzeczy istotnych.
Takimi wręcz szczurami medialnymi są hasła o postawieniu przed Trybunałem Stanu Ziobry i Kaczyńskiego. Przecież to bzdura. Przecież wszystkie śledztwa prokuratorskie, które były prowadzone przez ostatnie cztery lata upadły. Oczywiście najśmieszniejsza była sprawa z "zamordowanym laptopem", który nieopatrznie został włączony na wizji i fonii przez Katarzynę Kolendę - Zaleską. Oj się pewnie potem musiała bidula tłumaczyć ze swojej łatwowierności. Ale to jej i jej pryncypałów problem.
Jest tak, że śledztwa są umorzone, a jednak usiłuje się tego ostro nieświeżego kotleta nadal podgrzewać i reanimować.

Dziwi mnie jednak, dlaczego w tym festiwalu ogłupiania społeczeństwa uczestniczy również PiS oraz ta część mediów, którą zwykło się uważać za "naszą".
Bo trudno nie nazwać wrzutką medialną rozważań posła Hofmana na temat konstruktywnego votum nieufności dla rządu Tuska i sugerowanie, że prof. Gilowska miała by zostać premierem.
Tak samo redaktor Sakiewicz, który rozważa, czy Schetyna może zastąpić Tuska.

Czy wyście ludzie kompletnie pogłupieli, nie macie innych tematów poprzez które możecie grillować PO i Tuska osobiście. Chyba jednak by się parę znalazło. I to nawet tematów wyprzedzających zdarzenia, które potem można by wykorzystać ponownie. Przecież wystarczy się rozejrzeć po tych budowach, co to na te ME w piłce kopanej są przygotowywane i można podnosić alarm, że te przygotowania są w lesie.
Ale nie, wyciąga się wydumaną i abstrakcyjną walkę frakcyjną w PO, która niby miałaby doprowadzić do upadku Tuska.
W poprzedniej notce (źródło) wyjaśniłem dlaczego uważam wszelkie zmiany na szczytach władzy w obecnej chwili za bezcelowe.

Powiem wprost. Jeżeli PiS uzna za celowe wejście do takiego "rządu fachowców" vel "rządu technicznego", lub nazwanego w jakikolwiek inny sposób, to ja uznam, że PiS przestał być opozycją. Jeżeli tak się stanie to będzie to duży problem dla nas, dla nas czyli dla społeczeństwa. Bo to będzie oznaczać, że nie mamy żadnej reprezentacji, która mogłaby zostać uznana za formację niepodległościową.

Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

12 marca 2012

To nie jest nasz problem

Gdy w czasie strajku 1980 roku media podały, że Edward Gierek przestał być I Sekretarzem PZPR wśród strajkujących w stoczni w Gdańsku zapanował entuzjazm. Na szczęście wyszedł do zgromadzenia ktoś bieglejszy w sztuce polityki stosowanej i tym jednym krótkim zdaniem wrzawę i aplauz uciszył.

Identycznie jest teraz.
Jeśliby Tusk odszedł z urzędu (został do tego zmuszony) to tak samo jak w przypadku Gierka należy powiedzieć, że "to nie jest nasz problem".
Oczywiście Tusk jest szkodnikiem, ale czy wymieniając Tuska na kogokolwiek innego to coś zmieni - nie sądzę.
Nawet taki manewr, że Tusk i PO podają rząd do dymisji, dążą do samorozwiązania parlamentu i do wcześniejszych wyborów jest według mnie sytuacją niezadowalającą w obecnej chwili.

Należy ubolewać nad tym, że niektórzy, nawet z prawej strony sceny politycznej - exemplum redaktor Sakiewicz biorą w ogóle pod rozwagę wariant "rządu Technicznego" vel "rządu fachowców" i usiłują promować na stanowisko premiera w takim gremium prof. Zytę Gilowską.
Bo cóż oznacza taka hucpa. Ano tyle, że za pięcioletnie rządy Tuska odpowiedzialność będzie się rozkładała po równo na wszystkich udziałowców tego nowego rządu. Przy czym to "po równo" będzie co najmniej skierowane tylko w jedną stronę co niewątpliwie załatwią "zaprzyjaźnione media".
Jeśli profesor Gilowska ma chociaż trochę oleju w głowie, a raczej ma, to powinna takie propozycje skwitować jednoznacznym popukaniem się palcem w czoło, ewentualnie zapytaniem się osobnika coś takiego proponującego - czy nie potrzeba wezwać pomocy medycznej, bo najwyraźniej człowiek ten słabuje na umyśle.

Identycznie PiS powinien postąpić z wszelkimi próbami skrócenia kadencji tego sejmu. Tak, wiem ten rząd i ten sejm są arcyszkodliwe dla państwa, ale to jeszcze nie ten czas. PiS powinien glosować przeciwko konstruktywnemu votum nieufności dla Tuska i przeciwko samorozwiązaniu sejmu, ewentualnie wstrzymywać się od głosu argumentując właśnie w ten sposób: "to nie nasza sprawa tylko rozgrywka wewnątrz systemu panującego analogiczna do rozgrywek w PZPR w 1980."

Ludzie, a w każdym razie dużo więcej ludzi niż obecnie, muszą zrozumieć, że brak lustracji i rozliczeń okresu PRL to nie jest tylko kwestia moralności, ale przekłada się to również na ich bezpieczeństwo w życiu codziennym. I nie mam tu na myśli sytuacji skrajnych, takich jak wojna, czy napad rabunkowy, ale zwykłe sprawy, które nas dotykają codziennie, takie jak jazda samochodem, czy podróż pociągiem.
Tak, patologia okresu PRL wpływa na nasze życie codzienne, na jego jakość, a właściwie bylejakość.

Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

21 listopada 2011

Polemika z kolegą blogerem PLK

Otóż kolega bloger PLK  (źródło) zamieścił tekst, który sprowadza do paru prostych stwierdzeń:
1. PiS i J. Kaczyński są takimi samymi beneficjentami układu Okrągłego Stołu jak i inni.
2. PiS i J.K. są tak zwaną betonową niewybieralną opozycją, która tylko symuluje bycie opozycją, a tak na prawdę tylko legitymizuje pseudo demokratyczną sytuację w Polsce.
3. PiS i J.K przegrali kolejne wybory i nie zanosi się żeby mogli wygrać następne.

To jest samo jądro tego co napisał bloger PLK.

Poza punktem 3, który jest stwierdzenie faktów oraz pewną przepowiednią przyszłości, to niestety cała reszta tego co napisał kolega bloger jest mówiąc wprost oderwaniem od rzeczywistości.

Po pierwsze nie ma znaczenia czy to jest J.K. czy ktokolwiek inny. Każdy, powtarzam KAŻDY, kto w takim samym zakresie kwestionował by stan rzeczy jaki w Polsce występuje byłby dokładnie identycznie sekowany przez "system panujący", przez establiszmęt (bardziej męt niż establisz).
To dlatego ZAWSZE tuż przed wyborami media podciągają wynik takich ludzi jak JKM, Marek Jurek i inni rzeczywiście niszowi politycy. Aby właśnie urwać ten 1, 2 a czasami tylko pół procenta od PiS. A podciąga się im ten wynik po prostu pokazując ich w TV i nie robiąc im tylu i takich afrontów jakie spotykają J.K. i PiS.
Kolega bloger PLK chyba przeoczył okres lat 2005-2007 gdy PiS z dosyć uciążliwymi koalicjantami rządził.
Samo powstanie CBA jest olbrzymim wrzodem na dupie "systemu panującego", ponieważ jest to jedyna służba, która ma w ustawie zapisany wymóg, że nie mogą w niej pracować żadni byli SB-cy, TW, członkowie PZPR czy oficerowie WSI/WSW.
I służba ta, pomimo aktualnego spacyfikowania poprzez postawienie tam swojego człowieka, nadal działa.

Owszem, teoretycznie wszystko się koledze PLK zgadza. Jest nawet taki film w internecie gdzie opisany jest system, który jest teoretycznie demokratyczny, ale właśnie z ową 30 procentową niewybieralną opozycją.
Tylko, że jeżeli zaczniemy do tego filmu próbować dopasować sytuacje u nas, a zwłaszcza gdy spróbujemy dopasować 10-04-2010, to wtedy nic nam się nie będzie zgadzało.
Możemy jeszcze spróbować dopasować do tej teorii Antoniego Macierewicza czy premiera Jana Olszewskiego, a oni są w PiS i jak rozumiem wspierają J. K. w pełnej rozciągłości,  a jeżeli mają w jakiejś kwestii zdanie odrębne, to załatwiają to po cichu tak żeby zadne media się o tym nie dowiedziały.
To jakim cudem wpasować w ten puzzel właśnie Macierewicza i Olszewskiego. I są to tylko dwa nazwiska ludzi zacnych, którzy jednak przy prezesie trwają. A takich nazwisk można by wymienić znacznie więcej. Zwłaszcza ostatni zaciąg poczyniony przed wyborami, który składał się w dużej mierze z profesorów uniwersytetów. To co, ci ludzie oczadzieli. Prof. Waśko, prof. Nowak (Arcana), prof. Orion-Jędrysek, to są jakieś bezmózgi, którym się daje wtłoczyć do głowy jakieś brednie i bajki, że nagle przyszli i wystartowali z list PiS (Nowak akurat nie startował, ale przecież popiera PiS i J.K.). Prof. Zybertowicz - największy spec od służb w Polsce (być może tylko Macierewicz wie więcej) i popiera nadal PiS.
Tu polecam obejrzenie wykładu Zybertowicza (link) właśnie na temat służb.
To jednak o czymś świadczy, że ludzie mający jakąś wiedzę nadal widzą w J.K. i PiS jakąś tam szansę na poprawę sytuacji w Polsce.

Dyskusja u kolegi blogera PLK rozwinęła się niezwykle dynamicznie, ale niestety również w pewnych fragmentach poszła w żenujące rejestry (bynajmniej nie z winy PLK), ale ja rozumiem - emocje wzięły górę nad chłodnym osadem rzeczywistości.
 
Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

02 listopada 2011

Sprawa Ziobry, reżyseria agentury

Ziobro źle się bawi, to truizm.
Ale czy ma inne możliwości?
A co powiemy na passus, który całkiem niedawno padł z ust profesor Jadwigi Staniszkis: "Kaczyński otoczony jest miernotami" (cytat z pamięci).
To znaczy, że Staniszkis też źle się bawi. A może jednak ma rację?
A może przypomnimy sobie stwierdzenie jakie w swoim czasie, będąc jeszcze w PiS wygłosił Ludwik Dorn i to na forum międzynarodowym: "... ponieważ ilość członków gwałtownie wzrosła musieliśmy zweryfikować ludzi, którzy do nas przyszli, czyli zmniejszyć liczebność aby partia nie została przejęta. ...". Tekst ten wywołał konsternację wśród publiczności, która wysłuchiwała Dorna, konsternację tego rzędu, że zaczęto podejrzliwie patrzeć na tłumacza.

W chwili obecnej, a właściwie po 10.04.2010 ilość osób, które chciały się do PiS zapisać liczona była w dziesiątkach tysięcy. Ale ten napór został powstrzymany przez przytrzymywanie ludzi "w poczekalni". Tak, tak oczywiście zostanie Pan/Pani przyjęty (ta), ale to musi potrwać. I trwa, czasami nawet ponad półtora roku.


W związku z powyższym zachodzi pytanie, czy stan PiS-u jako partii jest wyłączną zasługą prezesa, czy też ludzi, którzy uwili sobie wokół prezesa ciepłe gniazdka i nie zamierzają z tej sytuacji rezygnować. A być może nawet świadomie działają, a właściwie zaniechują pewnych działań, aby PiS był trwałą niewybieralną opozycją.
Tak, wiem, również fakt otoczenia się takimi a nie innymi ludźmi jest elementem obciążającym Prezesa. Wszak to on osobiście dokonuje wyboru swoich aktualnych współpracowników.
Tylko, że jest to typowa kwadratura koła. Zbytnie otworzenie się na świeżą grozi wrogim przejęciem. A trwanie skostniałej struktury gwarantuje kolejną porażkę wyborczą.

W związku z powyższym czy pierwsze zdanie tego tekstu jest prawdziwe, czy naprawdę Ziobro źle się bawi. Bo ja mam co do tego poważne wątpliwości.

Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

26 sierpnia 2011

Debaty - sztuczki, a kogo to obchodzi

 D. Tusk zabronił swoim ministrom udać się do tej jaskini złoczyńców jaką jest siedziba PiS. I chyba słusznie, wszak zna swoich ludzi na tyle dobrze, że wie iż ich szanse nawet w najbardziej sprzyjających warunkach są mierne, po prostu nie te głowy. Nawet w warunkach obiektywnych i przy neutralnym prowadzącym nie mieli by szans.
Debata minister Hall z profesorem Waśko - przecież to by była masakra, albo Zyty Gilowskiej z Rostowskim. Śmiechu byłoby co niemiara.

Jeden Tusk, który przy wspomaganiu buczącej i syczącej na Kaczyńskiego publice potrafił coś ugrać. Ale to był numer jednorazowy, drugi raz nikt nie powinien dać się na to nabrać.
To zresztą Tusk pierwszy wezwał na taki swoisty pojedynek Kaczyńskiego i PiS. No i jest problem, bo wyzwanemu przysługuje prawo wyboru miejsca, czasu i rodzaju broni. Ale chyba Tusk nigdy nie słyszał o zasadach pojedynku - ach to wychowanie na podwórku.

Przecież takie starcie w mediach niczego nie wyjaśnia. Owszem, pokazuje kto lepiej w danym momencie potrafił się przygotować żeby zagiąć przeciwnika i nic więcej. To zwykła szopa dla gawiedzi, może przeciągnąć niezdecydowanych, niezorientowanych i niedoinformowanych. Ale nie zmieni nastawienia elektoratu w swej głównej masie.
Głównie dotrze do niezorientowanych i niedoinformowanych, takich, którzy zastanawiają się pięć minut przed wejściem do lokalu wyborczego na kogo by tu głosować. To do takich ludzi jest skierowany ten przekaz.

Oczywiście media będą teraz międliły to, że Kaczyński i jego ludzie unikają debaty, ale właśnie wystarczy wyciągnąć argument, że kto pierwszy wyzwał ten musi się zgodzić na czas, miejsce i wybór broni.
Jak Tuskowi i jego ferajnie nie odpowiada centrum medialne PiS to można zaproponować inne miejsce. Toruń, telewizja TRWAM i RM, a jako prowadzący o. Tadeusz Rydzyk - pasuje, nie, no to jesteście TCHÓRZE.
A nie ma w Polsce ludzi, którzy by cenili TCHÓRZY. Tchórzami się pogardza.

Skądinąd można przyjąć, że karty w praktyce są już rozdane. Twarde elektoraty zostają przy swoich stanowiskach, niezdecydowani najprawdopodobniej na wybory nie pójdą. Frekwencja wyniesie 30-35 procent i jest kwestią otwartą jaka będzie pogoda i kto (który elektorat) jest bardziej zdeterminowany.



Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

15 maja 2011

Na kim położono lachę, a co jest ważne dla obecnej władzy

Barbara Fedyszak - Radziejowska tutaj (http://vod.gazetapolska.pl/74-rozmowa-niezalezna-dr-barbara-fedyszak-radziejowska), mówi mniej więcej takie słowa:
Obecna kampania pomówień i oszczerstw wobec PiS nie jest wcale skierowana przeciwko partii, ani przeciwko ludziom, którzy na PiS głosowali i zamierzają głosować. Jest to skierowane do tych wszystkich, którzy mogliby potencjalnie zmienić swoje preferencje wyborcze.


Dla odmiany Stanisław Janecki tutaj (http://tv.rp.pl/video/Cafe-Rz,Wydarzenia,Publicystyka/Sezon-transferow-rozpoczety-Cafe-Rzeczpospolita), mówi o tym, że 30 procent dotychczasowego elektoratu PO zamierza zagłosować na kogoś innego, a 34 procent tych, którzy uprzednio na PO głosowali nie zamierza uczestniczyć w wyborach. Janecki dodatkowo stwierdza, że jest to badanie na 4-5 tysięcznej grupie, czyli o dużo wyzszym stopniu wiarygodności niż to co się zazwyczaj w sondażach pokazywanych w mediach prezentuje.

To, że na wyborcach PiS ta władza położyła lachę to w sumie nie dziwi, ale to, że aż tak duży odsetek dotychczasowych wyborców PO ma zamiar ich olać to jednak dosyć duże zdziwienie.
Z wypowiedzi Pani dr B F-R należy ponadto wysnuć taką naukę, że jeżeli mamy do czynienia z osobą, która głosowała na PO, to nie należy takiemu bluzgać od lemingów, wykształciuchów i zaprzańców, ale delikatnie wyjaśniać powołując się na swój przykład osobniczy, że nie jest się wampirem, nie lata się po mieście z okrwawionym nożem w zębach, a wszystko to, co prezentują media to taki teatr. Taka strategia może przynieść dużo lepsze efekty niż dotychczasowe wyzwiska jak również próby przekazywania jakiejś tam wiedzy elementarnej. Nie, lekkie pobłażanie w głosie i z uśmiechem na ustach "no, ale popatrz na mnie, czy ja chcę Ciebie mojego kumpla zaszlachtować, albo jakkolwiek inaczej ukrzywdzić, przecież wiesz, że to niemożliwe. I takim samym dusza człowiekiem jest Jaro. A, że media robią z Jarka raroga (tu uwaga interlokutor może nie znać słowa raróg, należy się zastanowić nad zamiennikiem), to przecież taka jest rola mediów żeby robić dym tam gdzie go nie ma - z tego przecież żyją, tym się karmią, z tego mają oglądalność. Zapomnijmy o starych urazach, przecież jesteśmy Polakami i musimy się jakoś porozumieć, a sam widzisz jakiego pasztetu ta cała PO narobiła, trzeba to jakoś zmienić bo inaczej się do siódmej nieskończoności nie pozbieramy."
No taki widzę przekaz jaki aktualnie się powinno wyborcom PO zapodawać, ale oczywiście tylko w rozmowach indywidualnych, gdzie nic na siłę, zero twardych argumentów, czysty przekaz o chęci współpracy.


Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

17 grudnia 2010

Prawdziwy sprawdzian dla elektoratu

Po dzisiejszej (16-12-2010) decyzji sejmu, która oznacza obcięcie o 50% dotacji z budżetu dla partii politycznych nadchodzi sprawdzian lojalności i poświęcenia elektoratu wobec partii.
Po prostu trzeba będzie sięgnąć do własnej kieszeni i wysupłać kto tam ile może na partię, którą człowiek zamierza popierać. Tutaj nie wystarczy skreślić krzyżyk przy nazwisku, tutaj trzeba sięgnąć do własnej kieszeni.
Nie będę ukrywał, że ja osobiście będę w ten sposób wspierał PiS. Zrobię następującą rzecz. Napiszę maila do szefostwa PiS z pytaniem. "W jakiej wysokości, na jakie konto i z jakim tytułem mogę przelać pieniądze na rzecz Waszej partii żeby pozostać w zgodzie z obowiązującym prawem?"
Nie zapominajmy, że w przyszłym roku czekają nas wybory parlamentarne, a biorac pod rozwagę to co właśnie PO wysmażyła to należy się spodziewać wyborów przedterminowych, czyli na wiosnę, a w skrajnym przypadku tuż po feriach zimowych.
PO ma swoich Sobiesiaków, Palikotów i innych, którzy będą ich finansować. PiS i inne partie takich ludzi nie mają (no pewnie SLD takich też ma). Ruch jest wyraźnie ukierunkowany na "zaglodzenie" opozycji.

Tylko od nas zależy czy im się to uda.


Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

08 listopada 2010

Ja wiem, Ja wiem, mnie wybierz

Co wiem, no to proste, jak wygrać wybory.
Sprawa jest trywialna, wystarczy dać się podejść jakimś ubekom, potem porozmawiać z ich szefami i szefami tych szefów, a potem z górki. Udzielić im jak największych koncesji, udogodnień, napisać parę ustaw pod ściśle zainteresowany i w sumie ograniczony krąg osób i sprawa załatwiona.
Zwycięstwo jest jak w banku.
No wprawdzie redaktor M z pewnej gazety na G musiał by z dnia na dzień pokochać swojego dotychczasowego wroga numer jeden, ale nie takie rzeczy redaktor robił, żeby i tego nie móc dokonać. Te inne zaprzyjaźnione media też by pokochały kogo by im wskazano, to oczywiste. Przecież kocha się tego kogo wskaże partia (w tym wypadku mam na myśli partię wewnętrzną), a nie tego kogo się chce, bo co to by było za bezhołowie gdyby tak kochano kogo się chce.

Tylko jeżeli PiS miał by zacząć tak działać to po cholerę nam PiS. Mamy już jedną partię, która działa według tego schematu. Wyrywnych aby na taką partię głosować jest aż nadto jak widać na załączonym obrazku.
Wszelkie głosy, aby PiS stał się partią "przewidywalną", "koncyliacyjną", "zdolną do zawarcia koalicji", "mogącą nawet wygrać wybory", właśnie tak odbieram. Jako próbę czy też próby spacyfikowania PiS - wprowadzenia PiS i znacznej części jej działaczy w orbitę wpływów "układu" vel "salonu".
Jak słusznie zauważył RAZ w jednym ze swoich ostatnich felietonów Jarosław Kaczyński doznał w swoim politycznym życiu dwóch cudów. A obecnie oczekuje na ten trzeci. I wcale nie jest powiedziane, że się nie doczeka, raczej wręcz przeciwnie. Doczeka się i to wcześniej niż później. Bo matrix się sypie, a jak zaczyna się sypać to sprawa zaczyna z reguły przybierać postać lawiny.

Tak to w tej chwili widzę.

06 listopada 2010

(O)Błędne Koło

Tak to jesty obłęd ewentualnie błędne koło.
Nie dlatego Kaczyński wywala ludzi, że ci się źle wyrazili o nim samym lub jego najbliższych współpracownikach, ale dlatego, że każda taka wypowiedź natychmiast powoduje rezonans medialny na skalę niespotykaną.
Ileż to już razy słyszeliśmy: Kaczyński upadł, PiS się nie podniesie, Ziobro dokonał aktu "ojcobójstwa" politycznego. No ile razy w ciągu ostatnich 3 lat coś takiego słyszeliśmy, bo według mnie setki razy. Gdyby cokolwiek z tego się spełniało to PiS jako partia mieściła by się obecnie w 4 osobowej windzie.
A teraz ostatnio znów to samo.
Każda najdrobniejsza nawet wzmianka w mediach, które są stroną konfliktu politycznego i to nie stroną wspierającą PiS, powoduje natychmiastową burzę. O już się wali, o będą się gryźć o schedę po Kaczyńskim, o rzucą się sobie do gardeł. Że to nieładnie wygląda w mediach, a jak ma wyglądać skoro media są, czym są media to już napisałem powyżej.
Zważmy proporcje oraz rozpoznajmy skutek i przyczynę.
Zamknięcie się PiS i Jarosława Kaczyńskiego w oblężonej twierdzy nie jest przyczyną, a skutkiem tego jak jest on sam i PiS przedstawiani w mediach. To jak media tak są nastawione, a są nastawione na obrzydzanie, opluskwianie i zniechęcanie do PiS-u to każda wypowiedź, która może być przekazana przez media jako "WIELKIE TARCIA W ŁONIE PIS-U" jest postrzegana przez prezesa jako potencjalnie duże zagrożenie - to czy tak jest na prawdę to nie ma tu nic do rzeczy.
Ponadto nie mówimy tutaj o interakcji z elitarnym dosyć klubem myślicieli jakim jest platforma niepoprawni.pl bądź innym tego typu miejscem, a mówimy o interakcji z przeciętnym odbiorcą papki medialnej, dla którego takie wielkie krzyczące newsy są esencją uprawiania polityki.
Nie mam ochoty usprawiedliwiać Kaczyńskiego za to co zrobił wobec Rostowskiej i innych, bo to było w moim pojęciu brzydkie i tak się robić nie powinno, po prostu nie wypada, ale zważyć należy co jest praprzyczyną tego co robi Kaczyński.

19 października 2010

Napaść w siedzibie PiS w Łodzi, dwie osoby nie żyją

Źródło: http://www.tvn24.pl/0,1678489,0,1,atak-w-siedzibie-pis_u,wiadomosc.html

Powiem jedno, to się musiało tak skończyć i było tylko i wyłącznie kwestią tego KIEDY się to wydarzy, a nie CZY będzie miało miejsce.
Mechanizm jest trywialny. Jak się stosuje taki sposób przekazu medialnego jak u nas to wcześniej lub później trafi to na podatny grunt. Podatny grunt, to człowiek słaby psychicznie, wierzący bez żadnych zastrzeżeń w to co mówią media. No i ktoś w końcu uwierzył, że za całe zło tego świata w tym w szczególności za JEGO osobiste niepowodzenia, porażki, kiepską sytuację życiową jest odpowiedzialny PiS. Od tego, do wykonania samosądu jeden niewielki kroczek.
Nie trzeba być psychologiem, profesorem socjologiem, czy kim tam jeszcze, żeby tego nie wiedzieć. Za to są odpowiedzialne media i politycy szeroko (bardzo szeroko) pojętego obozu władzy (salonu, dobrego towarzystwa, elity - jak się sami określają).
No i wyprodukowali żywą bombę numer jeden. Ciekawe ile takich żywych bomb chodzi w tej chwili po Polsce, bo że jest ich więcej to jestem tego pewien. Ciekawe również, czy ten czyn popchnie ich do równie bezpośrednich i zdecydowanych akcji, czy też nie.
Co się będzie działo w mediach dzisiaj i przez najbliższe dni?
Jarosław Kaczyński i PiS będą mówić mniej więcej to samo co ja powyżej.
Druga zaś strona będzie się oburzać, że jak to, oni przecież do mordów nie nawoływali. Być może znajdą nawet jakiegoś usłużnego psychologaz tytułami naukowymi, który stwierdzi ex catedra, że to nie ma i nie może mieć związku.
I tak to się będzie kręcić.

12 września 2010

Delegalizacja nie załatwia problemu, natomiast ...

Dużo osób piszących w internecie coraz częściej i coraz chętniej wysnuwa tezę, że PO i "układ" będzie dążył do delegalizacji PiS-u. Ale przecież to nic nie zmienia, pomijając nawet fakt, że pobieżne zapoznanie się z ustawą o partiach politycznych nie daje takiej możliwości.
Zgodnie z ustawą sąd rejestrowy może co najwyżej przymusić PiS do zmiany statutu i procedur wewnętrznych. A ponadto musi wyznaczyć na dokonanie tych zmian trzymiesięczny termin - takie są zapisy w ustawie.
Ale powiedzmy, że wszystkie te zapisy prawne zostaną zignorowane, a jakaś "rozgrzana" sędziny klepnie wyrok delegalizujący i wykreśli PiS z rejestru.
To co się dzieje dalej?
Jarosław Kaczyński wzywa na dywanik Panów Kurskiego i Karskiego, lub jakikolwiek inny zespół, i mówi: "Panowie, za 2 tygodnie chcę mieć nowy statut, nową nazwę, nowe struktury, nowe logo, zarejestrowaną nową partię, odmaszerować i wykonać. ...".
I nic się nie zmienia, ci sami ludzie, tylko w innych barwach robią to samo. Powiem więcej jest im łatwiej niż w momencie gdy zakładali PiS. Dlaczego łatwiej? A to proste, bo ludzie, którzy głosowali na PiS - twardy elektorat czyli około 4 milionów ludzi w kraju zebrali by po przysłowiowe 10 złotych i ta nowa partia natychmiast miała by olbrzymi fundusz wyborczy. Czyli nie musieli by zaciągać kredytu na początek.
Ruch delegalizacyjny tylko by wzmocnił więź pomiędzy tymi, którzy na PiS głosowali, a i inni po takim posunięciu mogli by zacząć rozważać, że coś tu jest krzywo.

Natomiast zagrożenie życia prezesa Kaczyńskiego jest dużo większym problemem niż się to komuś wydaje. Bo nie jest problemem znaleźć kilkunastoletniego, czy też dwudziestoparoletniego dzieciaka, z problemami emocjonalnymi, o zaburzonej osobowości, potem nad takim osobnikiem "popracować" i mamy żywą bombę. Wmówienie takiemu komuś, że wszelkie jego problemy osobiste, życiowe i egzystencjalne są winą Jarosława Kaczyńskiego jest do zrobienia. Potem wręczamy tak urobionemu osobnikowi broń do ręki i "po kłopocie". Może nawet ktoś "życzliwy" ułatwi takiej żywej bombie zakup legalnej jednostki broni palnej. Bo to jednak łatwiejsze, co najwyżej dochodzenie utknie na pytaniu kto, po co i na jakiej podstawie wydał takie zezwolenie. Bo przecież taka "żywa bomba" nie przeżyje zamachu niezależnie od tego czy będzie ten zamach skuteczny czy też nie.
Eliminacja Jarosława Kaczyńskiego stwarza problem przywództwa i to zarówno w samym PiS jak i na szeroko pojętej prawicy niepodległościowo - propaństwowej.

08 marca 2010

Po kongresie PiS-u

Kongres i wystąpienia były jakie były. Oczywiście słowa starego - nowego prezesa natychmiast zostały w pewien specyficzny sposób zinterpretowane. Ale do takich sztuczek erystycznych to już się chyba wszyscy zdążyli przyzwyczaić.
Kiedy PiS mógłby mieć dobrą prasę, wtedy i tylko wtedy gdy Jarosław Kaczyński zostałby odsuniety od kontroli nad tą firmą. PiS jest partią wodzowską, co jest truizmem, ale dzięki temu do tej pory się nadmiernie nie zeszmacił. Właśnie dlatego, że Kaczor trzyma towarzycho krótko za twarz. Pewne ruchy się oczywiście nie podobają, ale są to w sumie niuanse, na które można przymknąć oko.
Wydarzyło się jednak coś innego. Przemysław Gosiewski nie wykluczył a'priori możliwości koalicji z SLD.
Gdybym nie wiedział, ze głupota, to bym pomyślał, że prowokacja.
Tak to niestety jest, gdy się wiernemu giermkowi oferuje stanowisko godne męża stanu zamiast kogoś takiego nagrodzić sztabką złota.
Bo jeśli to jednak jest realny punkt nowego otwarcia po kongresie, to ja najzwyczajniej w świecie nie będę miał na kogo głosować.
Oczywiście jest możliwym, że sypiąc takimi tekstami PiS usiłuje przejąć część elektoratu lewicowego, który nie jest zbyt chętny wszelkim nowinkom obyczajowym, a głosuje na SLD właśnie ze względu na łatkę "leicowości". To jest oczywiście możliwe, ale ja bym na takie cuda to specjalnie nie liczył.

12 lipca 2009

Rzeczpospolita to postaw czerwonego sukna

"Rzeczpospolita to postaw czerwonego sukna, za które ciągną Szwedzi, Chmielnicki, Hiperborejczykowie, Tatarzy, elektor i kto żyw naokoło. A my z księciem wojewodą powiedzieliśmy sobie, że z tego sukna musi się i nam tyle zostać w ręku, aby na płaszcz wystarczyło; dlatego nie tylko nie przeszkadzamy ciągnąć, ale i sami ciągniemy."
Ten cytat z "Potopu", w którym Radziwiłł wykłada Kmicicowi całą filozofię jest czymś co jak sądzę moglibyśmy usłyszeć i dzisiaj.
Jakby tak dobrze "ululać" alkoholem takiego Schetynę, Palikota czy też Tuska to właśnie coś takiego byśmy od nich usłyszeli, tak sądzę.
Sądzę, że nie tylko od liderów PO moglibyśmy usłyszeć coś o podobnej treści. Analogiczne wynurzenia doszłyby do nas od Piskorskiego, PSL-owców, LPR-u i wielu innych.

Natomiast nie usłyszelibyśmy czegoś takiego ze strony PiS-u. I na tym polega zasadnicza różnica pomiędzy PiS-em a resztą.

29 kwietnia 2009

Na kogo głosujemy - w odpowiedzi Kirkerowi

Na jaką partię zagłosuję zawsze i wszędzie bez żadnych obiekcji - na taką, która jeszcze nie powstała. Tą partią będzie moja partia, której statut sam osobiście napiszę i której dożywotnim prezesem będę.
Na każdą inną partię ludzie, wszyscy ludzie na całym świecie w systemach demokracji parlamentarnej, głosują z mniejszym bądź większym zgrzytaniem zębów. Potem ewentualnie werbalizują swoje wybory mniej lub bardziej udolnie. Dosyć często ludzie, w tym na przykład również ja, utożsamiają partię z poglądami człowieka, który jest liderem, twarzą medialną danej partii.
Duże znaczenie ma tutaj coś co można by określić jako główny punkt programu danej partii. Nie będę ukrywał, że hasło Jana M. Rokity "szarpnięcie cuglami" nie wpłynęło na mój wybór w roku 2005. Tak, w 2005 roku głosowałem na PO. Ale już w 2007 Jan M. Rokita nie był twarzą pierwszoplanową PO. Widząc ponadto skutki rządów PiS przeszedłem do obozu PiS- owskiego. Czy to znaczy, że stałem się socjalistą pobożnym? Nie sądzę. Ani ze mnie socjalista ani tym bardziej pobożny. Zauważyłem i doceniłem główne punkty programu PiS, których celem jak sądzę jest wyeliminowanie agentury moskiewskiej z naszego życia społeczne-politycznego i gospodarczego. Sam będąc skromnym przedsiębiorcą nie powinienem głosować na PiS. Właśnie dlatego nie głosowałem na nich w 2005. Ale skutki ich działania, które zaobserwowałem skłoniły mnie do zmiany poglądu. Ważniejsze jest oczyszczenie niż liberalizm ekonomiczny. To się wbrew pozorom i wbrew temu co mówiły media głównego nurtu dało odczuć. Ludzie zaczynali inwestować. A dobrobyt bierze się z jak największego obrotu kapitału.
Jest wiele czynników, które powodują, że ludzie głosują na daną partię w jakichś konkretnie wyborach. Ja zamierzam w najbliższych wyborach do Euro-parlamentu zagłosować na Prawicę Rzeczypospolitej Marka Jurka.
Chcę w ten sposób pokazać Jarosławowi Kaczyńskiemu, że "goni w piętkę" ale, że główny nurt tego co reprezentuje jest dla mnie ważny.

Nie wiem czy ten post jest czytelny we wszystkich jego warstwach ale na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć jedno. Właśnie testuję nalewkę żurawinową własnej produkcji.

18 kwietnia 2009

UWAGA!!! - będę agitował politycznie

Moja agitacja będzie dotyczyła najbliższych wyborów, czyli tych do Parlamentu Europejskiego. To są takie niby nic nie znaczące wybory i faktycznie ten cały PE to niewiele może, ale w związku z tym jest to według mnie okazja do zagłosowania tak jak "w duszy gra", a nie tak jak nakazuje rozum. Osobiście uważam, że każdy człowiek w Polsce , który uważa się za prawicowca powinien zagłosować na Prawicę Rzeczypospolitej , czyli partię stworzoną przez Marka Jurka.
Co uzyskujemy dzięki takiemu głosowaniu?
Po pierwsze i najważniejsze będziemy mogli się policzyć. Czyli będzie wiadomo ile procent głosów będzie mogła ta partia uzyskać w najbliższych wyborach parlamentarnych. Nie przewiduję jednak żeby Marek Jurek mógł zamieszać w najbliższych wyborach prezydenckich, chociaż jest to człowiek, który nie miał by niewątpliwie problemów ze sprawowaniem takiego stanowiska.
Dlaczego takie jest moje stanowisko?
Po pierwsze uważam, że PiS "goni w piętkę", czyli Jarosław Kaczyński otoczył sie samymi pochlebcami i potakiwaczami co musi zaowocować uwiądem ideologicznym tejże partii.
Po drugie uważam, że Marek Jurek w przeciwieństwie do JarKacza potrafiłby lepiej przeprowadzić pewne zmiany systemowe w naszym kraju, niewątpliwie korzystając z doświadczeń rządu z okresu 2005-2007 i z niektórych ludzi.
Ale najważniejsze jest to, że jednym ze współorganizatorów tejże partii jest mój kolega jeszcze z czasów szkoły podstawowej: PIOTR STRZEMBOSZ. Syn pierwszego prezesa Sądu Najwyższego Adama Strzembosza. Jego stryjem był, nieżyjący już, Tomasz Strzembosz.
Nie będę ukrywał, że jeżeli ten eksperyment ię nie powiedzie, to w najbliższych wyborach parlamentarnych zagłosuję na PiS z dosyć mocno zaciśniętymi zębami.

18 listopada 2008

STALEMATE

Koniec laby czy tylko lekkie ostrzeżenie?

W programie "Teraz MY" przepytano ministra Drzewieckiego na okoliczność jago pobytu w amerykańskim pierdlu. Sprawa dotyczy wydarzeń z przed około 10 lat. Tyle tylko, że minister nakłamał przed kamerami, co zostało udowodnione.
W moim pojęciu może to oznaczać dwa scenariusze.
Pierwszy to taki, że parasol ochronny nad tym rządem zostaje definitywnie zdjęty i za chwilę nastąpi typowe "huzia na Józia" (bez złośliwych skojarzeń z Oleksym). Wariant ten wydaje się jednak mało prawdopodobny ponieważ mediokracja i zarządzające nimi ekipy nie mają nikogo na tyle silnego żeby móc przejąć rząd bez ryzyka, że władza wpadnie znowu w ręce "kaczystów".
Drugi, dużo bardziej prawdopodobny, jest taki.: PO i Tusk zwrócili się do Kaczora z propozycją zawieszenie broni - czytaj - taka może cicha a może i jawna koalicja. W związku z tym mediokracja postanowiła sięgnąć po środki dyscyplinujące swojego mianowańca. Dali tym jednym programem sygnał: " Patrz synek, każdego z Twoich ministrów możemy uwalić i zrobić mu 'koło pióra', Tobie też". Ten kij ma jednak dwa końce. dopoki mediokracja nie ma na tyle silnego reprezentanta to na totalne zniszczenie PO i Tuska pójść nie może ponieważ istnieje zbyt duże ryzyko powrotu "kaczystów".
Sytuacja stała się typowa: "Złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma", czyli jak w tytule.

07 października 2007

Wybory czy Plebiscyt

Zbliżające się wybory 21 października zaczynają coraz bardziej przypominać te z 4 czerwca 1989 roku. A, że wybory z 1989 były plebiscytem a nie klasycznymi wyborami to nikogo przekonywać chyba nie trzeba. Dynamika zmian jest zresztą podobna i bardzo ciekawa. Chodzi głównie o prezentowaną dynamikę zmian w sondażach, jak również zmianę w stosunku do wyborów z 2005 roku.
W 2005 roku frekwencja wyniosła chyba 45% co świadczy o totalnym zwisie jaki ogarnął wyborców. Obecnie mówi się o frekwencji rzędu 66-70% co jest wynikiem niezwykle wysokim. Ludziom zaczęło z powrotem zależeć na tym co się dzieje w kraju. Zobaczyli również, że zaistniały na naszej scenie politycznej siły, które chcą na nowo zdefiniować nasz interes narodowy - to że robią to czasem niezbyt zręcznie nie jest wbrew pozorom istotne dla przeciętnego zjadacza chleba.
Równie ciekawa jest dynamika zmian w poparciu jakiego wyborcy udzielają partii rządzącej. Od wyniku na poziomie 21% z okolic końca sierpnia do obecnego rzędu 41-46 % - pewna rozbieżność pomiędzy różnymi pracowniami badawczymi.

Istnieje duże prawdopodobieństwo, graniczące obecnie z pewnością, że PiS będzie rządzić samodzielnie.
To dobrze i źle zarazem.
Dlaczego dobrze?
Ponieważ PiS i Kaczory osobiście nadal są strasznie "wściekli". Ta ich "wściekłość" wynika z tego co działo się przez ostatnie 18 lat . Bo jak to wyglądało. Kaczory mówiły, że jest źle bo to, tamto, siamto i owamto. To byli wyzywani od oszołomów, jaskiniowych antykomunistów, psycholi i dewiantów. Po czym po paru latach, a czasem po paru miesiącach diagnozy, które stawiali Kaczyńscy okazywały się być niezwykle trafne i czasem egzemplifikowały się w sposób wręcz przykładowy. Ale Kaczyńscy nadal byli "be". Dlatego Kaczyńscy nadal są "wściekli". Są "wściekli" na tych wszystkich mądralińskich, którzy odmawiali im prawa do udziału w normalnej debacie publicznej. Chcą wyczyścić nasze życie publiczne z tych wszystkich szemranych "autorytetów moralnych". Natrafiają oczywiście na opór, który ich tym bardziej utwierdza w słuszności ich poglądów.
Chcą dokończyć lustrację i dekomunizację i też natrafiają na opór. Tu ciekawostka, według pewnych źródeł spośród świata przestępczego 7 na 10 było informatorami lub TW bezpieki. To komu może zależeć na zaniechaniu lustracji i przeciwdziałanie ujawnienia teczek TW. Tylko ludziom, którzy z konszachtów ze światem przestępczym czerpią zyski.
Wszystkie te działania są niewątpliwie pozytywne dla społeczeństwa. Dlatego Kaczyńscy natrafiają na opór.
Z tych wszystkich powodów należy głosować na PiS.

Dlaczego źle?
Bo partia braci Kaczyńskich jest nastawiona etatystycznie. Niektórzy mówią, że jest to socjalizm tyle tylko, że pobożny. A etatyzm nie jest pożądany z powodu nadmiernych kosztów jakie generuje państwo jako całość.
Drugim punktem błędnym jest nadmierny eurooptymizm Kaczorów. Choć jak sądzę to liczą oni na to, że obecne rokowania i podpisanie jakiegoś tam kolejnego euroświstka to storpedują dla odmiany Angole.
Ponieważ traktują ekonomię jak piąte koło u wozu. Na szczęście wzięli do tej roboty Gilowską, bo sami to chyba jednak nie mieli fachmana tej klasy w swoich szeregach.
Ponieważ zezwalają na odrodzenie takiej szemranej organizacji jak B'nai B'rith, a przecież prezydent Wojciechowski pogonił to towarzystwo w okresie 20-lecia międzywojennego.

Ale w moim osobisty odczuciu to nadal potencjalne zyski przeważają nad zagrożeniami jakie moga wyniknąć z działalności Kaczorów.
Dlatego należy głosować na PiS.
Czas UPR-u jeszcze nie nadszedł.