Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wybory 2011. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wybory 2011. Pokaż wszystkie posty

14 października 2011

Co nas czeka, gdzie jest szansa

Po wyborach zwyczajowo padają pytania o to kiedy J. Kaczyński odejdzie, kiedy Z. Ziobro dokona "ojcobójstwa" i przejmie władzę w PiS. Wszyscy ci "życzliwi" mówią, że PiS z Kaczyńskim nigdy nie ma szans, nigdy nie wygra wyborów. Mówią tak jakby rzeczywiście im zależało na takim zwycięstwie, co oczywiście jest bzdurą bo to przecież ci sami ludzie, którzy jeszcze tydzień temu wywrzaskiwali w mediach, że zwycięstwo PiS to faszyzm, zgroza i horror. W związku z powyższym te ich "życzliwe" uwagi mogą sobie w buty wsadzić. To są tacy "życzliwi", którzy w sprzyjających warunkach podpisywali się jako "życzliwi" lub "stroskany obywatel" w różnych pismach kierowanych do instytucji, które niszczyły nasze społeczeństwo.

Czeka nas dalsze niszczenie państwa, dalsza degrengolada.
Propozycja żeby ministrem oświaty była pani Środa a marszałkiem Sejmu pani Kopacz zakrawa na prowokację wobec znacznej części społeczeństwa.

Duża część opinii publicznej, tych którzy na co dzień interesują się polityką, zastanawia się czy i kiedy możliwa jest w Polsce taka sytuacja jak na Węgrzech. Żeby partia (partie?) utożsamiane z opcją Narodową wygrała wybory.
No cóż, to trudne zadanie.
Jeżeli około 45 procent ludzi w Polsce uważa, że "rząd powinien być konglomeratem wszystkich partii, które są w sejmie" - przecież to oznacza, że ci ludzie nie rozumieją podstaw systemu parlamentarnego, samego jądra systemu demokratycznego, który zakłada istnienie partii rządzącej i patrzącej im na ręce opozycji.

Są według mnie dwie możliwości takiego zwycięstwa.
Albo totalny upadek gospodarczy, skutkujący protestami społecznymi na masową skalę, albo powtórzenie się sytuacji, gdzie dwie grupy "systemu panującego" wezmą się za łby - taką sytuację już raz mieliśmy, była to afera Rywin - Michnik.

Rządy monopartii jaką staje się PO wraz z przystawkami stwarzają jednak możliwość takiego zawirowania, że grupy interesu zaczną ze sobą walczyć otwarcie.
SLD - dotychczasowa ekspozytura starej nomenklatury i powiązanej z nimi oligarchii biznesowej przegrała te wybory dosyć sromotnie. Uzyskanie wyniku wyborczego poniżej notowań PSL doprowadzi do ostrej walki wewnątrz samego SLD - już pojawiają się żądania rozliczeń za źle prowadzona kampanię. Los aktualnego przywódcy jest przesądzony. Starzy SLD-owcy przyzwyczajeni do rządzenia, ale i do różnych ukrytych apanaży z tym związanych, czują strach. Strach przed wypchnięciem na margines. i to właśnie oni mogą być źródłem zawirowania, które może nadejść. Wiedzą dużo o działaniach innych i mogą w skrajnym przypadku chcieć się tą wiedzą podzielić - takie "taśmy Oleksego" tylko w zwielokrotnionej formie i pokazywane przez wielu równocześnie.

Tu upatrywał bym możliwości, że kurtyna skrywająca polityczną kuchnię zostanie trochę uchylona, że pojawią się informacje, które zatrzęsą sceną polityczną. Jeśli PO będzie postępować zbyt obcesowo z ludźmi SLD to ci się mogą wściec.

Jeśli chodzi o sam PiS, to nie zmiana Prezesa, który jest głównym zwornikiem i symbolem tej partii, ale raczej odsunięcie kilku przybocznych, którzy są niczym skostniała lawa. Ci przyboczni maja swoje synekurki i nie są osobiście zainteresowani zmianami - bo zmiana to ryzyko, może być lepiej ale równie dobrze może być gorzej.


Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

10 października 2011

ŻADNYCH GWAŁTOWNYCH RUCHÓW

Ten wpis chciałem adresować do wszystkich tych, którzy mają gorące głowy. A to lamentują, a to złorzeczą. Spokojniej troszeczkę proszę szanownego koleżeństwa.

Są jakieś wyniki wstępne, na potrzeby tego wpisu załóżmy że w swych generaliach te wyniki są wynikami końcowymi i ostatecznymi. Załóżmy, że PKW ogłosi w stosownym momencie te wyniki jako oficjalne.
Proponuję również poczekać aż swoje zdanie w kwestii uczciwości wyborów wyrażą te organizacje, które posyłały do komisji wyborczych mężów zaufania. Czy nie będzie tutaj jakichś drastycznych uwag co do sposobu w jaki te wybory zostały przeprowadzone.

Poczekajmy również na tych którzy już przed dniem glosowania twierdzili publicznie, że te wybory muszą zostać powtórzone, ponieważ nie dochowano podstawowej zasady systemu demokratycznego czyli równości szans na starcie. Sam również głosiłem takie tezy w swoich wpisach, ale ja nie startowałem w tych wyborach, czyli nie jestem stroną aktywnie zainteresowaną.
Zobaczmy co zrobi JKM tudzież ludzie z NE., bo właśnie oni już przed dniem głosowania toczyli boje sądowe z PKW. Czy pociągną swoją batalię dalej czy też nie.

Ciekawe rzeczy mogą się zacząć dziać w takim SLD, bo jeżeli potwierdzi się wynik, który plasuje SLD za PSL i tym osobnikiem z Biłgoraja, to raczej obecne kierownictwo w SLD się nie utrzyma. A oni są wyposzczeni do imentu. A PO ich nie weźmie do spółki choćby merdali ogonkiem, stawali słupka i służyli z najmilszym możliwym wyrazem uwielbienia.

PiS osiągając wynik, który w przeliczeniu daje 158 posłów jest w dobrej sytuacji. Jest najsilniejszą opozycją (tak naprawdę to jedyną opozycją), a PO ma to czego chciała - pełnia władzy + swój prezydent.
Tych 158 posłów PiS oznacza jeszcze coś, nie mogą zmienić konstytucji, a na niektóre numery to również SLD się nie zgodzi.

Poczekamy, zobaczymy.
A niedługo będzie nowelizacja budżetu na rok przyszły, podwyżka VAT, PIT i CIT. Bo przecież skądś kasę na te wszystkie fanaberie trzeba brać.

Właśnie PO wbiła się w absolutne samozadowolenie. Nikt jeszcze po 1989 roku nie wygrał dwa razy z rzędu wyborów. A pycha jak wiadomo zawsze prowadzi do jednego.

Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

09 października 2011

1.2 miliona ludzi bez honoru

Na ruch poparcia osobnika z Biłgoraja głosowało około 10 procent ludzi biorących udział w wyborach.
No to policzmy.
Elektorat liczy około 25 mln, udział w wyborach wzięło 47 procent. Czyli głosowało 11.75 mln ludzi.
Z czego 10 procent poszło na hołotę, która ma za przywódcę notorycznego paszkwilanta, co wyczerpuje jeden z punktów kodeksu Boziewicza gdzie zdefiniowane jest kto i w jakim trybie zdolności honorowej jest pozbawiony.

C(o) B(yło) D(o) U(dowodnienia)

Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

07 października 2011

Gdy PiS wygra wybory

Załóżmy, że PiS wygrywa wybory. Załóżmy ponadto, że nie ma żadnych obstrukcji, nie ma nawet pomysłu żeby te wybory powtórzyć. Ja wiem, że to dysyć karkołomne założenia, ale pobawmy się chwilę.
Cóż się stanie.
Według mnie niewiele.
Rosja zablokuje eksport polskich produktów rolnych, w tym mięsa, jarzyn, owoców, przetworów mlecznych. Czy to coś zmienia, według mnie nic lub bardzo mało. Ponadto taki gambit był już ćwiczony w latach 2005-2007. Czy to coś złego, raczej wręcz przeciwnie. Ceny wyrobów masarskich spadną i to dosyć drastycznie, analogicznie ceny owoców, jarzyn i przetworów mlecznych. Czyli więcej ludzi w Polsce będzie się mogło dobrze i zdrowo odżywiać. Czy są w tym przypadku jakieś minusy, niewątpliwie tak. Kilku, czy też kilkuset przedsiębiorców, którzy produkują głównie na rynek rosyjski poniesie straty, lub też zarobi minimalne kwoty, a nie takie na jakie liczyli. Czyli skutki społeczne i gospodarcze są minimalne i nie mające realnego przełożenia na stan gospodarki i kondycję społeczeństwa.
Czy coś nam  grozi ze strony Niemiec i UE, raczej nie. Owszem mogą pojawić się niewybredne dowcipasy (właśnie dowcipasy a nie kawały) na temat składu rządu i premiera, ale to wszystko.
Jakiś Koń-Bandyta ze swoim Szulcem coś tam zacznie popierdywać na temat ksenofobii i rasizmu, ale przecież nikt poważny nie może traktować pedofila jak normalnego człowieka.
Merkelowa jest na wylocie, Sarkozy ma problemy w Magrebie. Mozna się dogadywać z Cameronem i potencjalnym następcą O'bambo (też na wylocie - społeczeństwo USA nieprędko da się drugi raz naciąć).
W USA to jest ciekawa sprawa - już teraz ludzie przesiadują na Wall Street i protestują przeciwko bankierom. Na razie bankierom - nie definiując póki co z jakiej grupy etnicznej ci bankierzy się w większości wywodzą, ale to przyjdzie z czasem - nic się samo od razu nie dzieje, ludzie muszą pewne sprawy przemyśleć i zredefiniować.
Czy wydarzy się coś więcej - nie sądzę.
Kolejne artykuły w Gapolu i w Gapolu Codziennym będą coraz precyzyjniej definiowały, że w Smoleńsku był zamach.
Zostanie wystosowana oficjalna prośba o pomoc prawną, techniczną i wywiadowczą do NATO i USA w szczególności. pomoc ta potwierdzi, że zamach miał miejsce. Ale to też nic nie zmieni. Być może jakieś sankcje ekonomiczne, zakręcenie tych kurków gazowych i zaprzestanie kupowania gazu od Rosji. Również ta rura co leży na dnie Bałtyku zostanie zakręcona, a na to miejsce bardzo chętnie wejdą firmy z USA, które eksploatują na potęgę własne łupki i USA z importera stały się eksporterem gazu. Niemcy również się do tego przyłącza - bo jednak istnieje baza Ramstein, która w dosyć istotny sposób temperuje zapędy Berlina.

Nie ma się czego obawiać, żadnej wojny nie będzie. Co najwyżej Rosja sprzeda tych ludzi, którzy uczestniczyli w tym spisku po naszej stronie. Zrobią to oczywiście z najwyższą niechęcią, bo szkoda tracić tak cennych współpracowników, ale to zrobią - bo jednak nie da się żreć zamarzniętej ropy i zapijać skroplonym gazem.
To czego tu się bać. Owszem będzie trochę nerwówki, ale czym by było życie bez odrobiny adrenaliny.

Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

Na czym będzie polegał kant w tych wyborach

Dwie partie nawołują do pobierania zaświadczeń i głosowania poza swoim miejscem zamieszkania.Te partie to JKM i konglomerat UPR i partii Marka Jurka. Niestety obawiam się, że będzie to pole do nadużyć.
Jak może wyglądać taki mechanizm?
Na przykład tak.
1. Bierzemy zaświadczenie, że mamy zamiar głosować poza swoim miejscem zamieszkania
2. Idziemy do punktu xero (albo korzystamy ze skanera i komputera) i dokonujemy powielenia wyżej uzyskanego zaświadczenia w ilości dowolnej.
3. Głosujemy w kilku komisjach poza swoim miejscem zameldowania.

Proceder jest w praktyce bezkarny, ponieważ komisje wyborcze nie mają łączności i nie ma wiedzy czy osoba z konkretnym numerem PESEL już gdzieś głosowała.


Jak to wykryć i/lub przeciwdziałać?
Wykryć dosyć łatwo.
Każdego dopisanego do listy wyborców w danej komisji spisujemy z numeru PESEL i przekazujemy wraz z numerem komisji informację do jednej z organizacji, które starają się baczyć aby wybory przebiegały uczciwie. W ten sposób po zakończeniu głosowania będzie wiadomo kto i ile razy głosował. A to już jest przestępstwo, za które można ponieść odpowiedzialność karną.

Niestety nie widzę w tym momencie sposobu jak temu przeciwdziałać, gdyż do tego potrzebna byłaby olbrzymia infrastruktura teleinformatyczna z zapisywaniem na żywo, że posiadacz danego numeru PESEL już skorzystał ze swoich uprawnień.

Jedynym elementem, który może ludzi nieuczciwych, mających zamiar taki proceder wykonać może być tylko i wyłącznie jego nagłośnienie. Wraz z informacją jakie kary (na przykład finansowe) grożą za udział w takiej działalności.

Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

25 września 2011

To bedzie cios w czasie ciszy wyborczej

W kogo? Oczywiście w w Jarosława Kaczyńskiego.
(źródło: http://wpolityce.pl/wydarzenia/15246-mocne-pogloski-o-planowanej-na-cisze-wyborcza-prowokacji-cel-kaczynski-metoda-sfalszowana-rozmowa-z-prezydentem-z-1004)
Przewiduje się, że w czasie ciszy wyborczej pojawi się kolejna fałszywka dotycząca 10-04-2010. Ma to być "rozmowa braci", która coś tam będzie sugerowała.
Coś w stylu (Jarosław do Lecha: "Powiedz chujom, żeby lądowali"), albo inna tego typu zagrywka.

A nawet można się pokusić o przewidywanie jakie będzie pierwotne "źródło" tego ataku. Tym "źródłem" będzie oczywiście WikiLeaks.

Dlaczego WikiLeaks? Ano dlatego, że to "firma" grająca tylko w jedną stronę. Charakterystyczne było na przykład to co się pojawiło po ostatnich prezentacjach jakie robił Macierewicz w sprawie Smoleńska. Tych prezentacjach, które były obliczeniami przeprowadzonymi przez dwóch ekspertów od wypadków lotniczych w USA. Ekspertyzy te dowodnie ukazywały, że ani raport MAK ani komisji Millera nie trzyma się podstawowych praw fizyki.

I co, i nic. W ciągu kilku godzin po tych rewelacjach Wikileaks "ujawniła" depesze z ambasady USA, w których mówiono, że Macierewicz to psychopata i paranoik wszędzie wietrzący spiski.
I problem wyliczeń, które zaprezentował zespół Macierewicza przestał istnieć.

Identycznie jak przy poprzednich wyborach zaprezentowano hasło niby apolityczne "Zmień kraj. Idź na wybory", tak samo tutaj sprawa niby nie dotyczy kampanii wyborczej ale zostanie odpowiednio sprofilowana w mediach.


Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

20 września 2011

JKM przegrał - czy słusznie?

Z pozoru i z przekazu medialnego wydaje się, że niesłusznie. Ale takie zdanie można mieć dopóki nie wgłębimy się w zapisy prawne.
Nie będę przywoływał artykułów, po prostu je streszczę i naświetlę sytuację tak jak ją rozumiem.

Otóż JKM dostarczył ostatnie listy z podpisami w dniu w którym winien już mieć w ręku uchwałę (decyzję) PKW o tym, że ma zarejestrowane listy w 21 okręgach, co automatycznie daje mu możliwość zarejestrowanie list w całym kraju. A od dostarczenia listy z podpisami poparcia OKW i/lub PKW ma 3 dni na weryfikację tych list.
Dalej można się odwoływać do SN, znowu  3 dni - generalnie wynika, że JKM powinien dostarczyć listy z głosami poparcia w okolicy 22-08, żeby mieć szansę (pewność) na zarejestrowanie w skali całego kraju. Owszem Kodeks Wyborczy tego nie precyzuje, tzn nie określa tego terminu w sposób jawny, ale to wynika z pewnych innych zapisów (można powiedzieć, że napisane drobnym druczkiem).

W związku z powyższym wydaje się, że protest JKM jest mówiąc wprost bezzasadny.
Kuriozalne w związku z powyższym jest stanowisko PKW jak i SN, które stwierdzają, że protest, owszem, proszę bardzo ale dopiero po ogłoszeniu wyniku wyborów. Nie znam treści zgłoszenia jakie złożył do SN JKM, nie jestem również prawnikiem, ale wydaje się, że JKM sam sobie jest winien i nic tu nie pomoże, że w efekcie PKW (OKW ?) procedowała nad tymi listami poparcia 6 dni. I tak było po terminach.

Pozostaje otwartą kwestią sprawa nE. Tutaj zaskarżono skutecznie decyzję PKW (OKW?), co doprowadziło do złamania kalendarza wyborczego.

Problematyczne są również sprawy Anny Kalaty i redaktora Króla.

Pomimo tego, że JKM przegrał, to nadal będę twierdził, że wszystkie te cyrki związane z listami poparcia kandydatów mają na celu umożliwienie w razie czego powtórzenie wyborów. W razie gdyby PiS wygrał w sposób zdecydowany.

Działania OKW/PKW zostały ośmieszone, wątpliwy jest również Kodeks Wyborczy. Tylko czy są to realne podstawy do powtórzenia wyborów - nie jestem pewien.

W konstytucji według mnie brakuje jednego artykułu dotyczącego wyborów. Powinien on brzmieć mniej więcej tak:
Wszelkie zmiany w Kodeksie Wyborczym i prawach związanych z procesem wyborczym mają vacatio legis równe dwóm pełnym kadencjom organu, którego dotyczą (mogę się zgodzić na jedną pełną kadencję, ale to i tak oznacza, że następne co najmniej dwie elekcje do sejmu odbywają się według starych zasad).
Skończą się wtedy cyrki z uchwalaniem zmian w ordynacji na pół roku przed wyborami. A i sama jakość tego prawa chyba się z automatu polepszy, bo przecież uchwalając dzisiaj, a nie wiedząc jaka będzie konfiguracja za dwie kadencje sejmu trzeba myśleć tak jakby się było w pozycji słabszego przy kolejnym rozdaniu.

Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

15 września 2011

Scenariusz wyborczy 2011 ver 2.0

O wyborach, które już za miesiąc pisałem już kilka razy:
1. http://pulldragontail.blogspot.com/2011/08/zamulacze-daja-gos.html
2. http://pulldragontail.blogspot.com/2011/08/prawdopodobny-scenariusz-wyborow-2011.html
3. http://pulldragontail.blogspot.com/2011/09/ne-przewraca-sto.html
4. http://pulldragontail.blogspot.com/2011/09/powtorzone-wybory-czy-przesuniecie.html
5. http://pulldragontail.blogspot.com/2011/09/system-sie-wyczerpa.html
6. http://pulldragontail.blogspot.com/2011/09/dwa-swiaty.html

Ponieważ od pierwszego tekstu, w którym przewidywałem co się wydarzy przy okazji tych wyborów parę rzeczy się zmieniło oraz parę informacji zostało przekazanych do obiegu publicznego należy dokonać zmian w przewidywaniu tego co się stanie.

Oto wersja I - soft
1. PiS wygra wybory w dniu 09-10-2011, zwycięstwo będzie na poziomie umożliwiającym samodzielne rządzenie.
2. Protesty nE, JKM i innych będą składane doPKW i SN
3. SN stwierdzi, że wybory są nieważne ponieważ złamane zostały procedury wyborcze wraz z naczelną zasadą systemu demokratycznego, która mówi o równości szans na starcie.
4. zostaje zarządzony nowy termin wyborów
5. powtórzone wybory nie przynoszą jednoznacznego rozstrzygnięcia - do sejmu wchodzą: JKM, PR, palikotowcy, sejm jest rozdrobniony. PiS i Kaczyński osobiście nauczeni doświadczeniem z poprzednich walk wewnątrz koalicyjnych nie mają ochoty tego firmować.
Marazm i przepychanki.

Wersja II - hard
Punkty od 1 do 3 włącznie jak w wesji I- soft
4. Duże grupy ludzi wychodzą na ulice, zamieszki bijatyki z policją i ze strażą miejską
5. wprowadzenie stanu wyjątkowego
6. niemożność ogłoszenia nowych wyborów jeszcze przez 90 dni (taki jest zapis w konstytucji) po ustaniu stanu wyjątkowego.
W tej wersji powtórzone wybory odbędą się dopiero za około 6 miesięcy od tej chwili (najwcześniej)

Podsumowanie.
To dlatego dokonywane są te wszystkie prowokacje wobec społeczeństwa. To dlatego zatrudnia się Nergala w TVP. To dlatego ostentacyjnie zwija się "Starucha" z tłumu jego konfratrów. To dlatego dokonuje się prób zastraszenia organizatorów uroczystości patriotycznych w Opolu.
Żeby ludzi zdenerwować, żeby ich wkurwić, żeby w momencie ogłoszenia konieczności powtórzenia wyborów ludzie wyszli na ulicę.

Wprowadzając stan wyjątkowy system panujący uzyskuje jeszcze jeden element. Tych wszystkich, którzy się zgłosili jako mężowie zaufania na te wybory będzie się w tym czasie ostro szykanować, zatrzymywać na 24 lub 48 - bez podania przyczyn.

Tak w tej chwili oceniam możliwości działania systemu.

Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

12 września 2011

Dwa światy

Żyjemy w dwóch światach, dwóch rozdzielnych obiegach informacyjnych.

Byłem dzisiaj w swoim zaprzyjaźnionym warsztacie samochodowym. Tam pracują takie proste chłopaki, trochę związani z ruchem kibicowskim, kiedyś byli wobec mnie nieufni, ale od pewnego czasu słuchają uważnie tego co mówię na tematy polityczne. Ja staram się tego nie nadużywać i jak wygłaszam swoją opinię, to jawnie mówię, że to moja opinia, a nie fakt obiektywny.

A dzisiaj towarzystwo zrobiło wielkie oczy gdy ich poinformowałem, że działania PKW są zgłoszone do prokuratury i jest szansa na to, żeby te wybory unieważnić zanim się jeszcze odbyły.
Nikt o tym nie słyszał, działania te nie są w najmniejszym stopniu pokazywane w mediach, temat nie istnieje. Należy zwrócić uwagę, że rozmawiałem z ludźmi przyjaźnie w sumie, do mnie i do prawej strony sceny politycznej, nastawionymi.
Co by było gdybym taki sam news sprzedał do ludzi, których określamy per "lemingi" vel "wykształciuchy".

System działa tak, że jak coś nie jest pokazane w mediach to znaczy, że nie miało miejsca - słynne "fakty prasowe", tylko, że odwrotnie.

A to jest jednak ewenement, że działania PKW są skarżone do prokuratury, że wygrywa się przed SN sprawę przeciwko PKW. I w mediach nie ma o tym ani słowa. Pomijam tutaj kwestię, czy działania NE są korzystne czy też nie dla Racji Stanu w chwili obecnej, bo o ile uważam, że dobrze się stało iż obnażono wady działania PKW i kodeksu wyborczego, to nie przekonuje mnie działalność NE jako taka - zwłaszcza w tym momencie (dlaczego mam takie zdanie w tej kwestii to nie to miejsce i nie ten temat).
Czyli sytuacja wygląda następująco.
W zależności od widzimisię SN te wybory zostaną albo klepnięte, albo skierowane do powtórki - i to jest praktycznie wiedza, którą ludzie w Polsce powinni posiadać en mass, ale nie, nie mają tej wiedzy, bo media ich nie informują.
Media nie informują obywateli o kryzysie konstytucjonalnym, o działaniach jednej z instytucji (PKW), która ma stać na straży uczciwości i równości szans właśnie w procesie wyborczym - teoretycznie głównym procesie kształtowania przez obywateli składu Sejmu i Senatu - swoich przedstawicieli.

Nie ma według mnie ważniejszej wiadomości z ostatniego tygodnia niż to, że zaskarżono i to skutecznie decyzję PKW i jakie to rodzi potencjalne konsekwencje.

Na marginesie należy podkreślić, że nie jestem zdziwiony, że PiS nie podnosi sprawy na szerokim forum. Przecież dla nich to czysty zysk. Człowiek, który mógłby zagłosować na NE, czy też na kogoś innego potraktowanego per noga przez PKW nie zagłosuje na PO ani SLD ani PSL. Ma jedynego kandydata - PiS. Owszem, nie powiem, moralnie jest to dwuznaczne, ale to jest interes PiS żeby te wybory wygrać, a nie musieć się dzielić z NE, Markiem Jurkiem, Korwinem lub kimkolwiek bądź jeszcze.

Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

11 września 2011

System się wyczerpał

A w każdym razie w obecnie obowiązującej formie. Wynika z tego poprawnie rozumując, że stoimy u progu wydarzeń przełomowych, ergo wielkich.
Czy będzie to wielkie draństwo, czy WIELKIE ZWYCIĘSTWO NARODU to zależy od nas samych.

Jeśli spojrzymy na historię od 1945 do chwili obecnej to zaobserwujemy, że co pewien czas system się zmieniał, modyfikował, ewoluował, dostosowywał.

Najpierw był komunizm koszarowy i po prostu wojna domowa. Okres ten trwał z różnym nasileniem represyjności wobec społeczeństwa od 1945 do 1956.
W '56 nastąpił przełom, system się dostosował. Niewiele, ale jednak trochę się posunął. Już nie było latających z naganami w biały dzień komisarzy. W okresie od 1953 do 1956 nastąpiło również przesunięcie pewnych ludzi z bezpośredniego aparatu represji na front stricte ideologiczny (exemplum Zygmunt Bauman - major KBW przeszedł na odcinek socjologii).
Tak samo było w kolejnych przełomowych latach:
1968 - to w pewnym sensie wewnętrzna dintojra w kompartii, ale również dokonała się zmiana w postrzeganiu przez resztę społeczeństwa czym jest kompartia.
1970 - tu za komentarz wystarcza ilość ofiar śmiertelnych, chociaż również tutaj rozpoznawalne są pewne elementy walk frakcyjnych wewnątrz kompartii
1976 - po okresie "cudu gierkowskiego" trzeba było zacząć spłacać te kredyty i społeczeństwo powiedziało "WAŁA"
1980 do 1981 - karnawał SOLIDARNOŚCI
1981 do 1989 - stan wojenny zniesiony formalnie wprawdzie dużo wcześniej ale
mordy polityczne trwały w najlepsze jeszcze w 1989 roku
1989 - wybory, wprawdzie ze z góry określoną ilością miejsc jakie może zdobyć opozycja, ale jednak wybory, chociaż właściwszy określeniem było by PLEBISCYT.
1992 - "Nocna zmiana"
2002 - afera Rywin - Michnik
2005 - 80% głosów zdobywają partie, które w odczuciu społeczeństwa są przeciwnikami dotychczasowego establiszmętu, również stanowisko prezydenta zdobywa reprezentant tego nurtu.
2007 - PO przechodzi na pozycje pro systemowe i wygrywa wybory
10-04-2010 - w Smoleńsku ginie prezydent

Jest 11-09-2011 do wyborów zostało niecałe 30 dni, a już w tej chwili wiadomo, że jeśliby potraktować poważnie konstytucję i kodeks wyborczy to te wybory są nieważne. Jednakże nic nie jest robione w celu dokonania naprawy błędów formalno - prawnych, których dopuściły się instytucje państwa mające de nomine stać na straży praworządności i prawidłowości procesu wyborczego.
A z powyższego wynika, że system nie wie co ma zrobić i wybiera drogę, która daje mu możliwość zarówno uznania wyniku wyborów jako ważne, jak również zakwestionowania wyniku głosowania z powodu błędów początkowych.

Historia od 1945 do chwili obecnej obfituje w wydarzenia o różnym stopniu nasilenia i różnej wadze.
Jeśli miałbym wartościować, to uznał bym, że wybory 1989 były momentem gdy mieliśmy największą szansę na zwycięstwo. Zwycięstwo czyli oswobodzenie się z wpływów Rosji i zainstalowanej agentury. Twierdzę tak dlatego, że kompartia przegrała te wybory nawet w zamkniętych okręgach wyborczych - czyli głównie w jednostkach wojskowych. A co może nawet najbardziej zdeterminowana SB/WSW wobec dywizji pancernej - no raczej niewiele.

Należy według mnie nałożyć pewne wydarzenia  na zmiany technologiczne. Klasycznym przykładem jest tu rok 2002 i afera Rywin - Michnik. Nie dlatego miało to tak wielki wpływ na wybory, że się wydarzyło i było relacjonowane na żywo przez media, ale dlatego, że równocześnie dokonała się zmiana technologiczna i pojawił się WEB 2.0 - czyli możliwość komentowania artykułów w internetowych wydaniach gazet jak również możliwość pisania blogów.
Setki i tysiące ludzi siedziało i ślęczało nad relacjami z prac komisji ds. afery Rywin - Michnik a potem prezentowało swoje przemyślenia innym. I te przemyślenia były druzgocące zarówno dla SLD jak i UD/UW.

Nawet wyeliminowanie prezydenta i towarzyszących mu osób nie zmniejszyło w sposób drastyczny ilości ludzi, którzy chcą zmiany. Około ośmiu milionów osób głosowało w 2010 roku na Jarosława Kaczyńskiego.

Jesteśmy według mnie w chwili obecnej w sytuacji, która jest czymś pośrednim pomiędzy okresem karnawału Solidarności, a wyborami 1989 roku.  Tak to oceniam głównie w sensie psychologicznym.

Biorąc pod rozwagę wszystko co powyżej, to jak w tytule, system w obecnej formie się wyczerpał, chociaż jest okopany w wielu miejscach. I albo posunie się z własnej woli i to drastycznie albo ...

Nie będzie konkluzji, zobaczymy co przyniesie dzień wyborów i podliczenie głosów oraz jaka będzie reakcja systemu panującego na to podliczenie.

Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

06 września 2011

Powtórzone wybory czy przesunięcie terminu?

Bałaganu jakiego narobiła PKW posprzątać nie jest łatwo.
Najpierw nE, potem kandydatura Marka Króla (były naczelny i właściciel WPROST), a teraz okazuje się, że również inni.
Również Sąd Najwyższy przyłożył do tego swoją rękę.
Można oczywiście przyjąć, że działania tych instytucji były niezamierzone oraz wynikły z przypadku i chaosu, ale ja aż tak naiwny nie jestem.

Bałagan, głównie prawny, do jakiego doprowadzono nie ma swojego precedensu w dotychczasowej historii RP, ani jak sądzę w historii parlamentaryzmu na świecie.
Doprowadzono do sytuacji, że nie ma dobrego - zgodnego z duchem i literą prawa, ani nawet z poczuciem zdrowego rozsądku wyjścia.

Przerwanie procedury wyborczej i powiedzenie wszystkim podmiotom ubiegającym się o elekcję jest oczywiście możliwe. Jest tylko jeden problem. Nie ma chętnych, którzy chcieliby ani tym bardziej mogli to zrobić. Nie ma chętnych, gdyż w prawodawstwie nie ujęto po prostu takiego przypadku.

Zgodnie ze zdrowym rozsądkiem wydaje się, że jedynie Sąd Najwyższy, jako instytucja zatwierdzająca ważność wyborów, mógłby ewentualnie nakazać innym organom, w tym przypadku prezydentowi, zakończenie obecnej procedury wyborczej i uznanie jej jako niebyłej, oraz rozpisanie nowych wyborów i zakończenie tego żenującego spektaklu. Rodzi to chyba jednak inne konsekwencje - przedłużenie kadencji obecnego Sejmu ponad 4 lata, czyli złamanie zapisów zawartych w Konstytucji, a to już nie w kij dmuchał, za coś takiego idzie się do kozy.

Obawiam się, że jednak tak się nie stanie.

Tak się nie stanie, ponieważ Sąd Najwyższy nie jest wbrew temu co się niektórym wydaje taką niezależną i apolityczną instytucją - co już swoimi poprzednimi wyrokami w różnych kwestiach wykazał.

Czyli procedura, pomimo błędów w fazie początkowej będzie kontynuowana, a dopiero po zliczeniu głosów SN podejmie decyzję.
A czas będzie biegł dalej.
Zliczenie głosów (zwłaszcza tych spływających listownie) - 2 tygodnie
Obrady SN nad protestami wyborczymi - kolejne 2 tygodnie.
Ogłoszenie kolejnych wyborów - kolejne 2 miesiące.
A w tym czasie PO nadal rządzi.

Chociażby z tego krótkiego wyliczenia czasowego wynika jawnie, że bardziej opłacalne dla "systemu panującego" vel "układu" jest ciągnięcie wadliwej procedury wyborczej aby potem w świetle jupiterów ją potępić jako wadliwą.

Ponieważ jestem realistą, to sądzę, że jeśli PO i stronnictwa stowarzyszone wygrają wybory, to oczywiście SN nie uzna protestów wyborczych innych ugrupowań, natomiast jeśli wygra PiS to oczywiście wszystkie protesty zostaną uwzględnione i wyrokiem SN zarządzone zostaną nowe wybory.

W ten oto sposób SN staje na pozycji super arbitra, który nie dość, że działa jak trzecia izba parlamentu (dość dowolnie i z dużą dezynwolturą interpretując Konstytucję w przypadku zaskarżania kolejnych ustaw), to stanie się ponadto dodatkowym (równoległym) SUWERENEM, który ocenia, czy wyborcy wybrali prawidłowo czy też nie.

Oczywiście jeśliby pierwsze wybory wygrał PiS, zwłaszcza dosyć drastycznie, to nagonka medialna ruszy z taką siłą, że przeciętny człowiek od tego zgłupieje do szczętu.
A przecież właśnie o to chodzi.

W ten oto sposób, niezbyt zdając sobie z tego sprawę staliśmy się DRUGĄ IRLANDIĄ. Wszak to właśnie w Irlandii zrobiono powtórzone wybory (referendum) aby przeszedł Traktat Lizboński.


Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

02 września 2011

nE przewraca stół?

Paweł Pietkun (tutaj: http://pietkun.nowyekran.pl/post/25515,wybory-jak-zburzyc-shitstem-pl)  pokazuje walkę jaką podjął Nowy Ekran z systemem (na razie wyborczym).
PKW popełniła jeden błąd, nie rejestrując list wyborczych ludzi nE.
Sąd Najwyższy nakazał przywrócenie list nE.
PKW chcąc "zrobić dobrze" wykroczyła poza swoje uprawnienia i jak się wydaje naruszyła ordynację wyborczą.
Ludzie nE startujący do parlamentu, ale głównie do Senatu, dostali dodatkowe terminy, ale również możliwość agitacji w dniu wyborów. Sytuacja taka jest niezwykle sprzyjająca temu, żeby potencjalni przegrani składali skargi na wynik wyborów. Bo jeśli człowiek związany z nE wygra w jakimś okręgu i prowadził w okresie ciszy wyborczej agitację, nawet przed lokalem wyborczym - a to w praktyce umożliwia obecna uchwała PKW, to przegrywający mogą protestować i to jak się wydaje skutecznie.
Powstaje jeszcze jeden problem.
Ludzie z nE mogą się w obecnej sytuacji łatwo dopasować do już istniejących kontrkandydatów. Ergo mają handicap wynikający z wiedzy, kto w jakim okręgu będzie przeciwnikiem, podczas gdy ci zarejestrowani wcześniej takiej wiedzy nie mieli. To też może rodzić protesty wyborcze i to zasadne. Jedną z zasad wyborów jest równość szans, a tu na wstępie jedna firma dostaje pewne ułatwienia. Ułatwienia te wynikają z błędu jaki popełniła PKW.

Zasadnym jest w związku z tym twierdzenie, że wybory najprawdopodobniej będa powtórzone.

Nie potrafię ocenić w tym momencie czy działania ludzi nE są korzystne czy też nie dla Polski.
Niewątpliwą zaletą jest to, że obnażone zostają wady istniejącego systemu wyborczego, wady proceduralne i inne.
Natomiast ocena faktu, że potencjalnie może dojść do powtórzenia całego spektaklu wyborczego jest w moim pojęciu negatywna. Uważam, że jest szansa, żeby PO została odsunięta od władzy, wbrew temu co pokazują sondaże, a każdy dzień rządów Tuska to dzień co najmniej stracony.

Jeśli do działań ludzi nE doliczymy działania wolontariuszy, którzy zamierzają patrzeć komisjom wyborczym na ręce (co opisałem tutaj: http://pulldragontail.blogspot.com/2011/08/prawdopodobny-scenariusz-wyborow-2011.html), to można dojść do wniosku, że w takim bądź innym mechanizmie wybory zostaną powtórzone.

To nie jest dobry znak, jeśli już na miesiąc przed wyborami są aż tak silne przesłanki, które mówią, że wybory będą powtórzone.


Ceterum censeo Moskwa delendam esse Andrzej.A

26 sierpnia 2011

Debaty - sztuczki, a kogo to obchodzi

 D. Tusk zabronił swoim ministrom udać się do tej jaskini złoczyńców jaką jest siedziba PiS. I chyba słusznie, wszak zna swoich ludzi na tyle dobrze, że wie iż ich szanse nawet w najbardziej sprzyjających warunkach są mierne, po prostu nie te głowy. Nawet w warunkach obiektywnych i przy neutralnym prowadzącym nie mieli by szans.
Debata minister Hall z profesorem Waśko - przecież to by była masakra, albo Zyty Gilowskiej z Rostowskim. Śmiechu byłoby co niemiara.

Jeden Tusk, który przy wspomaganiu buczącej i syczącej na Kaczyńskiego publice potrafił coś ugrać. Ale to był numer jednorazowy, drugi raz nikt nie powinien dać się na to nabrać.
To zresztą Tusk pierwszy wezwał na taki swoisty pojedynek Kaczyńskiego i PiS. No i jest problem, bo wyzwanemu przysługuje prawo wyboru miejsca, czasu i rodzaju broni. Ale chyba Tusk nigdy nie słyszał o zasadach pojedynku - ach to wychowanie na podwórku.

Przecież takie starcie w mediach niczego nie wyjaśnia. Owszem, pokazuje kto lepiej w danym momencie potrafił się przygotować żeby zagiąć przeciwnika i nic więcej. To zwykła szopa dla gawiedzi, może przeciągnąć niezdecydowanych, niezorientowanych i niedoinformowanych. Ale nie zmieni nastawienia elektoratu w swej głównej masie.
Głównie dotrze do niezorientowanych i niedoinformowanych, takich, którzy zastanawiają się pięć minut przed wejściem do lokalu wyborczego na kogo by tu głosować. To do takich ludzi jest skierowany ten przekaz.

Oczywiście media będą teraz międliły to, że Kaczyński i jego ludzie unikają debaty, ale właśnie wystarczy wyciągnąć argument, że kto pierwszy wyzwał ten musi się zgodzić na czas, miejsce i wybór broni.
Jak Tuskowi i jego ferajnie nie odpowiada centrum medialne PiS to można zaproponować inne miejsce. Toruń, telewizja TRWAM i RM, a jako prowadzący o. Tadeusz Rydzyk - pasuje, nie, no to jesteście TCHÓRZE.
A nie ma w Polsce ludzi, którzy by cenili TCHÓRZY. Tchórzami się pogardza.

Skądinąd można przyjąć, że karty w praktyce są już rozdane. Twarde elektoraty zostają przy swoich stanowiskach, niezdecydowani najprawdopodobniej na wybory nie pójdą. Frekwencja wyniesie 30-35 procent i jest kwestią otwartą jaka będzie pogoda i kto (który elektorat) jest bardziej zdeterminowany.



Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

20 sierpnia 2011

Prawdopodobny scenariusz wyborów 2011

Wybory 2011 to będzie ciekawe zjawisko.
Tworzy się ruch patrzenia komisjom wyborczym na ręce. Tu należy podkreślić, że fałszerstwa wyborcze mogą w praktyce mieć miejsce tylko w komisjach wyborczych. Późniejsze na szczeblu okręgowym i centralnym są w praktyce niemożliwe.
No więc będzie się patrzeć na ręce komisjom, będzie się krzyczeć, że ktoś tam postępuje niezgodnie z procedurą. To wszystko będzie wiadomym od razu - prawie że live.

A teraz z innej beczki.
Około 50 procent osób badanych przez ośrodki badawcze odmawia uczestnictwa w takich zabawach - nawet na ulicy, gdzie szansa na identyfikację osoby badanej jest najmniejsza, czyli anonimowość jest największa. Z pozostałych 50 procent następne 30-40 nie godzi się na podanie swoich preferencji wyborczych.
pozostali, czyli ci, którzy biorą udział w badaniu dają wynik, który jest podawany w mediach. (wszystkie te liczby padły w rozmowie tutaj: http://vod.gazetapolska.pl/374-tydzien-sakiewicza-czabanski-ziemkiewicz)
Słusznie zauważa redaktor Ziemkiewicz, że sytuacja jest analogiczna do tej z 1989 gdy PZPR całkiem na poważnie się zastanawiał jakby tu nie wygrać za bardzo, żeby ludzie (ulica) nie powiedzieli, że wybory sfałszowano. Wtedy też szef CBOS-u robił badania, z których dokładnie wynikało, że PZPR wygra i na podstawie tych badań snuto takie rozważania.

To co wydarzy się przy tych wyborach?
Ano te wszystkie protesty wyborcze zostaną przez PKW skrzętnie odnotowane, zaprotokółowane i wykorzystane do podważenia legalności wyniku wyborczego. To znaczy, że tak naprawdę zostanie to stwierdzone przez sąd.
I wybory zostaną powtórzone.
Wtedy jazgot medialny wjedzie na tak wysokie rejestry, że ludzie kompletnie zgłupieją.

Jako ciekawostkę należy odnotować tworzenie nowego ugrupowania, która na razie "tylko" przymierza się do desantu na Senat. Ugrupowanie to mieni się oczywiście apolitycznym, propaństwowym, pro obywatelskim i w ogóle sami światli, demokratyczni i apolityczni. Gorzej gdy się towarzystwu przyjrzymy po nazwiskach: Komołowski (SLD), Filar (UD/UW/PO), Dutkiewicz (PO), Majchrowski (SLD). No same dziewice polityczne jak pragnę podskoczyć.

Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

12 sierpnia 2011

Co robić z agitatorami politycznymi PO

PO zamierza nachodzić ludzi w domach. Pojawiają się głosy aby ich ciupasem odprawiać z kwitkiem.

Otóż nie, nie należy odprawiać tych agitatorów od drzwi. Należy im zajmować jak najwięcej czasu, wciągać w dyskusję, miękko oponować chociaż w generaliach przyznawać rację.
Prezentować się jako osoba raczej niezdecydowana, chociaż raczej taka, która na wybory pójdzie, ale jeszcze nie wiedząca czy zagłosuje na PO czy na SLD (głosowanie na PiS jako alternatywa nie wchodzi w grę).
Jeśli jesteśmy złośliwi to można oczywiście przy pożegnaniu powiedzieć, żeby ich wnerwić, żeby idąc do następnego mieszkania czy domu już byli wściekli, że właśnie stracili co najmniej pół godziny na jałową dyskusję z zapiekłym i zaciekłym wrogiem PO.
Że zostali przekręceni.
Oczywiście do takiej rozmowy trzeba się porządnie przygotować, przewidzieć co mogą ci ludzie mówić i mieć przygotowane odpowiednie grepsy, które będą lekko w kontrze, ale nie prowokacyjne, nie dążące do zwarcie, jawnej konfrontacji.

Tak uważam.
Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

10 sierpnia 2011

Zamulacze dają głos

Wszyscy politycy są tacy sami.
Banda czworga rządzi i nie pozwala innym na dobranie się do koryta.
My, my będziemy rządzić tak, że będzie wam dobrze.
Nie, nie, nie możemy głosować na PiS bo spengleryzm (lub inny guru) nam zakazuje.
PiS to socjaliści, tyle że pobożni.

Chyba wszyscy znają te hasła, które wracają niczym bumerang zawsze przy okazji kolejnych wyborów.
To właśnie zamulacze przy pracy.
Dotychczasowym arcymistrzem w tej dziedzinie był Janusz Korwin-Mikke, ale znalazł już  tylu pomniejszych naśladowców.

Natężenie tego tokowania będzie rosło w miarę zbliżania się dnia wyborów.
Ostatni ciekawy popis tego typu rozumowania dał Krzysztof Kłopotowski
(tutaj: http://wpolityce.pl/artykuly/12956-publicysci-do-pior-rodacy-do-rozumu-szanujmy-dorobek-salonu-zeby-kraj-nam-sie-nie-zmienil-w-ziemie-jalowa ).

Otóż KK sugeruje żebyśmy jako społeczeństwo pogodzili się z aktualnymi elitami (tymi łże elitami) i razem pracowali nad dobrobytem i pomyślnością RP. No cóż, gdyby nie ostatnie 20 lat rządów tychże elit, to propozycja KK byłaby może do rozważenia. Niestety to dwudziestolecie należy spisać na straty. Ergo proponowanie żeby społeczeństwo podporządkowało się systemowi panującemu jest co najmniej nie na miejscu skoro właśnie zaczyna się tworzyć niezależne społeczeństwo obywatelskie zdolne jak się wydaje do wytworzenia własnej nieskorumpowanej elity, która zmiecie uzurpatorów.
To zresztą jest strasznie interesujące dlaczego ci, którzy od 20 lat kręcą tym interesem nie są zainteresowani tym żeby w Polsce było dobrze (a mogło by być).
Nie chcą, nie mogą, czy nie potrafią?


Zauważmy pewną prawidłowość. Nigdy hasła zamulaczy nie są skierowane przeciwko PO (dawniej UD/UW), SLD czy PSL. Zawsze tylko w jednym kierunku, przeciwko PiS (dawniej PC), przeciwko ZChN, przeciwko KPN, jednym słowem przeciwko tym partiom i osobom, które są utożsamiane z opcją niepodległościową. I zawsze te parę procent zostaje urwane. Najnowsza najbardziej "prawicowa prawica" JKM-a uzyska może 2-3 procent w skali kraju, ale właśnie tyle zabraknie PIS-owi aby rządzić samodzielnie (lub by mieć większość konstytucyjną - nieważne). Tak samo "Trzecia Siła", która miała by powstać na bazie Nowego Ekranu. Też może dostaną te 2-3 procent, z takim samym skutkiem.

Dychotomia aktualnej sytuacji w Polsce jest dużo prostsza niż wybór pomiędzy "liberalną PO", a "socjalistycznym PiS" (oba przymiotniki przy obu tych partiach są bzdurne jeśliby się nad tym poważnie zastanowić, czyli ten chwyt jest sofizmatem).
To wybór pomiędzy ludźmi, którzy są agenturalnie uwikłani, a tymi, którym obca agentura może skoczyć (może ich zabić, ale nie może ich do niczego zmusić szantażem).
To wybór pomiędzy moskiewską agenturą, a patriotami.
To, że patrioci mają jakieś poglądy gospodarcze, niekoniecznie zbieżne z naszymi ideałami jest w tym momencie kwestią drugorzędną. Najpierw musimy pozbyć się tej narośli, która została tu zainstalowana w 1945 roku. Potem możemy dzielić włos na czworo i się zastanawiać, czy idealne państwo to powinno wyglądać według jakichś tam reguł (tu wpisać dowolnego guru, którego dany czytelnik uważa za najbliższego swoim ideałom).

Nie żyjemy w państwie normalnym. Sprawa Leppera i Smoleńsk to udowodniły i ja bynajmniej nie twierdzę, że Leppera zamordowano a w Smoleńsku był zamach. Ja jedynie twierdzę, że działania organów władzy (czyli państwa) po obu tych zdarzeniach były nieadekwatne, a nawet wręcz urągające wszelkim standardom jak i zdrowemu rozsądkowi.


Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

21 lipca 2011

Samogwałt

Ludzie lubią być oszukiwani - to truizm.
Gdyby nie ta cecha, to wszyscy ci naganiacze, poczynając od cwaniaczków od gry w trzy karty, a kończąc na doradcach inwestycyjnych po prostu zdechli by z głodu, lub takie profesje po prostu by się wśród rodzaju ludzkiego nie wykształciły.
Nie ma odbioru na pewne usługi - nie powstają określone profesje.
Analogicznie, gdyby wszyscy mężczyźni byli zaspokajani seksualnie przez swoje stałe partnerki, to nie powstał by zawód prostytutki. Nie było by odbioru na takie usługi (jakkolwiek byśmy oceniali fakt istnienia prostytucji i instytucji burdelu).

Obecnie w Polsce, ale nie tylko, obserwujemy rzecz kuriozalną.
Ludzie en mass wieżą w cuda, głównie finansowe, ale również polityczne.
Kwestie finansowe: Grecja - państwo, w którym w przeciągu 10 lat podwyższoną średnią zarobków o 130 procent i nadal są ludzie, którzy mówią, że wszystko jest w porządku, a co śmieszniejsze olbrzymie rzesze Greków i nie tylko, wierzą w te bujdy na resorach.

Prawdziwym kuriozum jest tu jednak Polska. Celebrytka (Richardson) wychodzi i mówi: "Frank Szwajcarski kosztuje 3,50 - radujmy się i bądźmy wdzięczni" i nikt nawet nie zakrzyknie: "Ty idiotko, z czego ludzie spłacający coraz wyższe raty mają się cieszyć, czemu mają być wdzięczni".

Zachodzi tu (w Polsce, ale nie tylko) klasyczny manewr socjotechniczny: wychodzi dobrze ubrany człowiek i mówi jakiś tekst, który ma być prawdą objawioną, potem podtrzymuje powyższe zdanie drugi dobrze ubrany pokazywany stale w telewizji i ... ludzie od tego głupieją. Klasyczny chwyt: "wierzysz mi, czy swoim oczom", i ludzie wybierają wiarę osobie (grupie osób), które się dobrze prezentują w mediach i zapominają o swoich własnych doświadczeniach, swoich własnych przemyśleniach, swoim własnym zdaniu.

Tak dokonywany jest samogwałt na własnym rozumie.

Kwestie wyborów polityczny, czyli to na jaką partię głosujemy są tutaj najlepszym przykładem.
Ktoś jest bardziej socjalistą, w porządku, to dlaczego nie głosuje na Ryszarda Bugaja, tylko na Millera z Oleksym i Kwaśniewskim - ewidentnych ludzi starego systemu, pogrobowców podporządkowania Moskwie.
Ktoś inny jest liberałem gospodarczym, to czemu nie głosuje na UPR (z Korwinem lub bez) tylko na PO - czyli pogrobowców UW/UD, ludzi, którzy kontestowali PRL z pozycji trockistowskich (zalecam zapoznanie się z ideą trockizmu, zanim ktokolwiek powie, że to lepsze niż stalinizm).

Wychodzi dobrze ubrany idiota i mówi: "Będzie świetnie, przy nas się wzbogacicie, przy nas awansujecie społecznie".
A ten awans to zmywak w Londynie, a to wzbogacenia się to pensyjka urzędniczyny w samorządzie w przysłowiowej Koziej Wólce (nawet nie wiem czy takie coś występuje na mapie w Polsce).

To właśnie jest samogwałt na własnym mózgu, na własnym postrzeganiu rzeczywistości, że pomimo czterech lat rządów ludzi, którzy obiecywali cuda na kiju, są nadal znaczne części w społeczeństwie, które nadal wierzą w te bajki.

"Wierzysz mi, czy swoim oczom".
I ludzie wybierają wiarę w bajki opowiadane przez dobrze ubranych hochsztaplerów.

Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

11 czerwca 2011

Po co się fałszuje wyniki sondaży?

No właśnie po co?
Chociaż może nie koniecznie zaraz fałszuje.
Przeprowadza się badanie na specyficznej grupie społecznej, w której wiadomo w przybliżeniu jakie ma poglądy.
Zadaje się pytania sugerujące odpowiedź oczekiwaną przez ankietera.
Zadawane pytania mają w podtekście polepszyć samopoczucie ankietowanego o ile odpowie w sposób oczekiwany i odwrotnie mają spostponować jeśli odpowie przeciwnie.
Nie należy mówić według mnie o fałszowaniu ale raczej o manipulowaniu poprzez odpowiedni dobór pytań zawartych w ankiecie.
Próbka jest żenująco niska (poniżej tysiąca osób) i pytania zadawane są telefonicznie. Najczęściej w godzinach pracy dzwoni się do ludzi pracujących po różnych urzędach, co już jest dość sporym nadużyciem, bo oczekiwanie, że urzędnik odpowie szczerze na pytania ankietera, który wie do kogo zadzwonił (numer telefonu) to już jest co najmniej ciężka naiwność.

Ale nadal pozostaje pytanie po co się to robi.
No cóż, jeśli spojrzymy wstecz i popatrzymy na "pomarańczową rewolucję" na Ukrainie, to łatwo odnajdziemy w odmętach pamięci, że jednym z koronnych argumentów, które stały za tym, że wybory należy powtórzyć była rozbieżność pomiędzy badaniem ankietowym a wynikami.
I nie ma tu znaczenia, że było to badanie exit-post. Takie badanie również można zmanipulować. Po prostu wystarczy odpowiednio dobrać punkty pomiarowe. Bo właśnie firmy badawcze doskonale wiedzą gdzie mieszkają ludzie o jakich poglądach.
Tylko sytuacje przesilenia, ostatnio afera Rywin - Michnik mogą spowodować, że firmy typu OBOP nie są w stanie przewidzieć wyniku wyborczego w miarę dokładnie.
Poprzednio taka wpadka miała miejsce w 1989 roku. Gdzie firma badawcza do ostatniej sekundy utwierdzała całe KC, Jaruzela i innych o tym, że zwycięstwo jest w kieszeni i należy wręcz chuchać i dmuchać na opozycję, żeby za bardzo nie przegrali. Co było dalej wszyscy wiemy, PZPR przegrała nawet w obwodach zamkniętych (jednostki wojskowe) i właśnie ten czynnik zadecydował o tym, że nie było żadnej kontrakcji. Bo żadna kontrakcja nie była po prostu możliwa skoro własny aparat, własne wojsko głosuje przeciwko swoim. Pokażcie mi takiego generała, który każe swoim pułkownikom strzelać do obywateli mając wiedzę, że najprawdopodobniej ten pułkownik głosował przeciwko temu generałowi. A nawet jak nie ten pułkownik, to niżej jest major, kapitan, porucznik, który jak dostanie taki rozkaz to najzwyczajniej w świecie użyje broni służbowej w celu likwidacji zwierzchnika.

Sytuacja obecnie jest niezwykle podobna do tej z końcówki komuny. Media trąbią o wspaniałości rządu i rządzących, tyle tylko, że to zaczyna powoli rozmijać się z rzeczywistością, co jest podstawowym warunkiem do tego, żeby propaganda przestała być skuteczna.
A gdy propaganda przestaje być skuteczna, to zaczyna być śmieszna. A jak jest śmieszna, to jest już tylko przeciwskuteczna.

Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

15 maja 2011

Na kim położono lachę, a co jest ważne dla obecnej władzy

Barbara Fedyszak - Radziejowska tutaj (http://vod.gazetapolska.pl/74-rozmowa-niezalezna-dr-barbara-fedyszak-radziejowska), mówi mniej więcej takie słowa:
Obecna kampania pomówień i oszczerstw wobec PiS nie jest wcale skierowana przeciwko partii, ani przeciwko ludziom, którzy na PiS głosowali i zamierzają głosować. Jest to skierowane do tych wszystkich, którzy mogliby potencjalnie zmienić swoje preferencje wyborcze.


Dla odmiany Stanisław Janecki tutaj (http://tv.rp.pl/video/Cafe-Rz,Wydarzenia,Publicystyka/Sezon-transferow-rozpoczety-Cafe-Rzeczpospolita), mówi o tym, że 30 procent dotychczasowego elektoratu PO zamierza zagłosować na kogoś innego, a 34 procent tych, którzy uprzednio na PO głosowali nie zamierza uczestniczyć w wyborach. Janecki dodatkowo stwierdza, że jest to badanie na 4-5 tysięcznej grupie, czyli o dużo wyzszym stopniu wiarygodności niż to co się zazwyczaj w sondażach pokazywanych w mediach prezentuje.

To, że na wyborcach PiS ta władza położyła lachę to w sumie nie dziwi, ale to, że aż tak duży odsetek dotychczasowych wyborców PO ma zamiar ich olać to jednak dosyć duże zdziwienie.
Z wypowiedzi Pani dr B F-R należy ponadto wysnuć taką naukę, że jeżeli mamy do czynienia z osobą, która głosowała na PO, to nie należy takiemu bluzgać od lemingów, wykształciuchów i zaprzańców, ale delikatnie wyjaśniać powołując się na swój przykład osobniczy, że nie jest się wampirem, nie lata się po mieście z okrwawionym nożem w zębach, a wszystko to, co prezentują media to taki teatr. Taka strategia może przynieść dużo lepsze efekty niż dotychczasowe wyzwiska jak również próby przekazywania jakiejś tam wiedzy elementarnej. Nie, lekkie pobłażanie w głosie i z uśmiechem na ustach "no, ale popatrz na mnie, czy ja chcę Ciebie mojego kumpla zaszlachtować, albo jakkolwiek inaczej ukrzywdzić, przecież wiesz, że to niemożliwe. I takim samym dusza człowiekiem jest Jaro. A, że media robią z Jarka raroga (tu uwaga interlokutor może nie znać słowa raróg, należy się zastanowić nad zamiennikiem), to przecież taka jest rola mediów żeby robić dym tam gdzie go nie ma - z tego przecież żyją, tym się karmią, z tego mają oglądalność. Zapomnijmy o starych urazach, przecież jesteśmy Polakami i musimy się jakoś porozumieć, a sam widzisz jakiego pasztetu ta cała PO narobiła, trzeba to jakoś zmienić bo inaczej się do siódmej nieskończoności nie pozbieramy."
No taki widzę przekaz jaki aktualnie się powinno wyborcom PO zapodawać, ale oczywiście tylko w rozmowach indywidualnych, gdzie nic na siłę, zero twardych argumentów, czysty przekaz o chęci współpracy.


Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

12 lutego 2011

Co zrobić, żeby przegrać wybory 2011

No ja rozumiem, że tak  zadane pytanie jest po pierwsze co najmniej prowokacyjne. Po drugie, każdy kto ma na sercu dobro Polski ma po takim wstępie ochotę przyłożyć mi z liścia. I ja się temu nie dziwię.
Tylko zastanówmy się tu wspólnie jaka jest i jaka się może po wyborach 2011 wytworzyć sytuacja.
Ryżemu pudlowi zaczęło spadać w sondażach, wprawdzie PiS-owi zaczęło rosnąć, ale również zaczęło rosnąć SLD.
PSL celowo pomijam w rozważaniach, gdyż wbrew pozorom PSL zawsze te swoje 8-10% wyszarpie - te wszystkie OSP, to Generałowanie Pawlaka, te koła gospodyń - to wszystko zawsze daje te pewne minimum, żeby się Pawlak z Kalinowskim mogli pożywić, a przecież im o nic innego nie chodzi.
PO spadło z ponad 50 do około 42 - to znaczący spadek. Mówienie o tym, że to opóźniony odzew na raport MAK to chyba jednak przesada.
PiS jest na poziomie 38 wobec poprzednich wyników w okolicy 28 to dla odmiany znaczący wzrost.
SLD w okolicy 16 - wzrost z około 11, niewielki, ale jednak wzrost.
Nawet biorąc pod rozwagę tradycyjne niedoszacowanie PiS, oraz przeszacowanie PO oraz SLD, to jednak samodzielnego gabinetu PiS nie jest w stanie powołać.
Ergo taki wynik jest wynikiem satysfakcjonującym dla PiS i Jarosława Kaczyńskiego. To jest wbrew pozorom wynik optymalny.
Dlaczego tak uważam
Otóż jeszcze nie jest czas, jeszcze zbyt mało ludzi zrozumiało, że jedyną szansą dla Polski jest oddanie pełni władzy w ręce PiS, takiej pełni władzy, że z więklkszościa konstytucyjną włącznie. Tak samo jak na Węgrzech, gdzie Wiktor Orban ustawia obecnie wszystko we właściwy sposób i na właściwych miejscach.
Zwycięstwo w 2011 jeśli by nie było na taką skalę jak na Węgrzech nic nie daje, a może stać się wręcz końcem jakichkolwiek szans na naprawę sytuacji w Polsce.
Uzyskując wynik 38 procentowy PiS staje się opozycją mogącą blokować zbyt daleko idące zmiany (konstytucja) choć nie uniemożliwiać rządzenie.

PO wpada dla odmiany w taką samą pułapkę w jaką wpał w swoim czasie AWS wchodząc w koalicję z UD/UW, gdzie niby silniejsze AWS nie miało tak na serio nic do gadania.
Jak widać obecnie ani AWS, ani UD/UW nie występują jako liczący się rozgrywający na naszej scenie politycznej.
Po koalicji PO-SLD, która według mnie nastąpi system się wykrystalizuje do końca, to znaczy nie będą już pomagały żadne hocki klocki i wszyscy będą wiedzieli kto jest po której stronie. Bo do tej pory to na różnych tego typu machlojach z nazwami wygrywali głównie wrogowie Polski i Polaków.

Jest oczywiście jeszcze jedna możliwość, rozpad w PO po wyborach, gdy główny nurt pójdzie na współpracę z SLD, natomiast doły się zbuntują i przejdą na stronę PiS. Ale taki rozłam musiał by być na tyle znaczny aby PiS uzyskiwał w ten sposób możliwość odrzucania veta p.Rezydenta.

Wobec powyższych wywodów uważam tak jak w pytaniu, które jak mniemam zadaje sobie obecnie Jarosław Kaczyński czyli co zrobić, żeby tych wyborów nie wygrać?

Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A