"System panujący" vel "układ" w obecnej formie wraz ze swoją reprezentacją formalną czyli PO zaczyna się sypać.
To są na razie mało znaczące elementy, takie jak: poparcie 70% respondentów dla protestu lekarzy, negatywna ocena rządu i Tuska osobiście - przekroczone 50% ocen negatywnych, walki frakcyjne w prokuraturze - bo czymś takim według mnie był cyrk z samookaleczeniem prokuratora w Poznaniu.
A tu jeszcze Merkozy mówi, że te 300 mld, to ni chu, chu, że lepiej te pieniądze wydać na rozwój Grecji i Włoch (czytaj banki w Niemczech i Francji).
Erozja wizerunku medialnego się zaczęła. Również prostackie chwyty, typu przeczekiwanie przez Tuska 2-3 dni po jakimś niekorzystnym wydarzeniu, aby dopiero po tym czasie zabrać głos i obwieścić "urbi et orbi", że "ja władca nad wszystkim czuwam", nawet to już na nikim wrażenia nie robi i zaczyna być przeciwskuteczne.
Bo co to za premier, który ilekroć dzieje się coś istotnego natychmiast "zamyka się w szafie" - to już do ludzi dotarło. Nie być kojarzonym z zagadnieniami trudnymi, kontrowersyjnymi, problematycznymi to jest właśnie to co Jarosław skwitował, że być premierem to nie to samo co być "cysorzem".
A rzeczywistość zaczyna skrzeczeć. Czyli następuje powolny rozjazd pomiędzy stanem deklaratywno - postulatywnym, a rzeczywistością. I coraz więcej ludzi zaczyna ten rozjazd zauważać.
Tu wypada wspomnieć Gierka, za którego czasów również uprawiano propagandę sukcesu. Jednak gdybyśmy porównali obie te figury, to jednak za Gierka coś zrobiono fizycznie. Taka "trasa Katowicka" to może w tamtym czasie nie był szczyt techniki na skalę światową ani nawet europejską, ale na ówczesne potrzeby było to rozwiązanie przydatne i skuteczne. Na ówczesne zapotrzebowanie w przepustowości ruchu również. I był to produkt w miarę trwały, który przez dobre 15 lat nie wymagał poważniejszych napraw.
A teraz co, autostrady, które mają być oddane przed ME 2012 mają być "przejezdne" - brak stacji benzynowych, brak parkingów, brak zjazdów i dojazdów, brak oznakowania. Nawet przewiduje się zmianę prawa budowlanego, żeby takiego gniota móc upchnąć. Wiadomo ponadto, że chwilę później trzeba te drogi będzie zamknąć, żeby zerwać położoną nawierzchnię i dokończyć proces technologiczny prawidłowo - przecież to jest sankcjonowanie MARNOTRAWSTWA. Każdy poseł i senator, który zagłosuje za taką zmianą prawną winien być pociągnięty do odpowiedzialności finansowej za powstałe szkody.
Po przekroczeniu pewnego poziomu absurdu ludzie przestają zwracać uwagę na to co im się imputuje w przekazie medialnym, a zaczynają patrzeć na to wszystko z politowaniem i/lub wkurwieniem, w zależności od tego jak bardzo jest rozjechanie się rzeczywistości z propagandą dolegliwe dla nich samych.
Jeszcze się okaże, że te lemingi vel wykształciuchy będą głośniej psioczyć na ten rząd niż ci, którzy zwracali uwagę na tego rządu nieudolność od kilku lat.
Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A
"W świetle najnowszych badań historia Polski od 1914 roku winna być napisana od początku" [prof. Paweł Wieczorkiewicz] Obawiam się, że profesor się mylił. Nie tylko historia Polski i nie tylko od 1914, ale historia wszystkich krajów i w praktyce powinniśmy się cofnąć o tysiąc lat i napisać jak było, a nie bajki z mchu i paproci.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą propaganda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą propaganda. Pokaż wszystkie posty
11 stycznia 2012
10 sierpnia 2011
Zamulacze dają głos
Wszyscy politycy są tacy sami.
Banda czworga rządzi i nie pozwala innym na dobranie się do koryta.
My, my będziemy rządzić tak, że będzie wam dobrze.
Nie, nie, nie możemy głosować na PiS bo spengleryzm (lub inny guru) nam zakazuje.
PiS to socjaliści, tyle że pobożni.
Chyba wszyscy znają te hasła, które wracają niczym bumerang zawsze przy okazji kolejnych wyborów.
To właśnie zamulacze przy pracy.
Dotychczasowym arcymistrzem w tej dziedzinie był Janusz Korwin-Mikke, ale znalazł już tylu pomniejszych naśladowców.
Natężenie tego tokowania będzie rosło w miarę zbliżania się dnia wyborów.
Ostatni ciekawy popis tego typu rozumowania dał Krzysztof Kłopotowski
(tutaj: http://wpolityce.pl/artykuly/12956-publicysci-do-pior-rodacy-do-rozumu-szanujmy-dorobek-salonu-zeby-kraj-nam-sie-nie-zmienil-w-ziemie-jalowa ).
Otóż KK sugeruje żebyśmy jako społeczeństwo pogodzili się z aktualnymi elitami (tymi łże elitami) i razem pracowali nad dobrobytem i pomyślnością RP. No cóż, gdyby nie ostatnie 20 lat rządów tychże elit, to propozycja KK byłaby może do rozważenia. Niestety to dwudziestolecie należy spisać na straty. Ergo proponowanie żeby społeczeństwo podporządkowało się systemowi panującemu jest co najmniej nie na miejscu skoro właśnie zaczyna się tworzyć niezależne społeczeństwo obywatelskie zdolne jak się wydaje do wytworzenia własnej nieskorumpowanej elity, która zmiecie uzurpatorów.
To zresztą jest strasznie interesujące dlaczego ci, którzy od 20 lat kręcą tym interesem nie są zainteresowani tym żeby w Polsce było dobrze (a mogło by być).
Nie chcą, nie mogą, czy nie potrafią?
Zauważmy pewną prawidłowość. Nigdy hasła zamulaczy nie są skierowane przeciwko PO (dawniej UD/UW), SLD czy PSL. Zawsze tylko w jednym kierunku, przeciwko PiS (dawniej PC), przeciwko ZChN, przeciwko KPN, jednym słowem przeciwko tym partiom i osobom, które są utożsamiane z opcją niepodległościową. I zawsze te parę procent zostaje urwane. Najnowsza najbardziej "prawicowa prawica" JKM-a uzyska może 2-3 procent w skali kraju, ale właśnie tyle zabraknie PIS-owi aby rządzić samodzielnie (lub by mieć większość konstytucyjną - nieważne). Tak samo "Trzecia Siła", która miała by powstać na bazie Nowego Ekranu. Też może dostaną te 2-3 procent, z takim samym skutkiem.
Dychotomia aktualnej sytuacji w Polsce jest dużo prostsza niż wybór pomiędzy "liberalną PO", a "socjalistycznym PiS" (oba przymiotniki przy obu tych partiach są bzdurne jeśliby się nad tym poważnie zastanowić, czyli ten chwyt jest sofizmatem).
To wybór pomiędzy ludźmi, którzy są agenturalnie uwikłani, a tymi, którym obca agentura może skoczyć (może ich zabić, ale nie może ich do niczego zmusić szantażem).
To wybór pomiędzy moskiewską agenturą, a patriotami.
To, że patrioci mają jakieś poglądy gospodarcze, niekoniecznie zbieżne z naszymi ideałami jest w tym momencie kwestią drugorzędną. Najpierw musimy pozbyć się tej narośli, która została tu zainstalowana w 1945 roku. Potem możemy dzielić włos na czworo i się zastanawiać, czy idealne państwo to powinno wyglądać według jakichś tam reguł (tu wpisać dowolnego guru, którego dany czytelnik uważa za najbliższego swoim ideałom).
Nie żyjemy w państwie normalnym. Sprawa Leppera i Smoleńsk to udowodniły i ja bynajmniej nie twierdzę, że Leppera zamordowano a w Smoleńsku był zamach. Ja jedynie twierdzę, że działania organów władzy (czyli państwa) po obu tych zdarzeniach były nieadekwatne, a nawet wręcz urągające wszelkim standardom jak i zdrowemu rozsądkowi.
Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A
Banda czworga rządzi i nie pozwala innym na dobranie się do koryta.
My, my będziemy rządzić tak, że będzie wam dobrze.
Nie, nie, nie możemy głosować na PiS bo spengleryzm (lub inny guru) nam zakazuje.
PiS to socjaliści, tyle że pobożni.
Chyba wszyscy znają te hasła, które wracają niczym bumerang zawsze przy okazji kolejnych wyborów.
To właśnie zamulacze przy pracy.
Dotychczasowym arcymistrzem w tej dziedzinie był Janusz Korwin-Mikke, ale znalazł już tylu pomniejszych naśladowców.
Natężenie tego tokowania będzie rosło w miarę zbliżania się dnia wyborów.
Ostatni ciekawy popis tego typu rozumowania dał Krzysztof Kłopotowski
(tutaj: http://wpolityce.pl/artykuly/12956-publicysci-do-pior-rodacy-do-rozumu-szanujmy-dorobek-salonu-zeby-kraj-nam-sie-nie-zmienil-w-ziemie-jalowa ).
Otóż KK sugeruje żebyśmy jako społeczeństwo pogodzili się z aktualnymi elitami (tymi łże elitami) i razem pracowali nad dobrobytem i pomyślnością RP. No cóż, gdyby nie ostatnie 20 lat rządów tychże elit, to propozycja KK byłaby może do rozważenia. Niestety to dwudziestolecie należy spisać na straty. Ergo proponowanie żeby społeczeństwo podporządkowało się systemowi panującemu jest co najmniej nie na miejscu skoro właśnie zaczyna się tworzyć niezależne społeczeństwo obywatelskie zdolne jak się wydaje do wytworzenia własnej nieskorumpowanej elity, która zmiecie uzurpatorów.
To zresztą jest strasznie interesujące dlaczego ci, którzy od 20 lat kręcą tym interesem nie są zainteresowani tym żeby w Polsce było dobrze (a mogło by być).
Nie chcą, nie mogą, czy nie potrafią?
Zauważmy pewną prawidłowość. Nigdy hasła zamulaczy nie są skierowane przeciwko PO (dawniej UD/UW), SLD czy PSL. Zawsze tylko w jednym kierunku, przeciwko PiS (dawniej PC), przeciwko ZChN, przeciwko KPN, jednym słowem przeciwko tym partiom i osobom, które są utożsamiane z opcją niepodległościową. I zawsze te parę procent zostaje urwane. Najnowsza najbardziej "prawicowa prawica" JKM-a uzyska może 2-3 procent w skali kraju, ale właśnie tyle zabraknie PIS-owi aby rządzić samodzielnie (lub by mieć większość konstytucyjną - nieważne). Tak samo "Trzecia Siła", która miała by powstać na bazie Nowego Ekranu. Też może dostaną te 2-3 procent, z takim samym skutkiem.
Dychotomia aktualnej sytuacji w Polsce jest dużo prostsza niż wybór pomiędzy "liberalną PO", a "socjalistycznym PiS" (oba przymiotniki przy obu tych partiach są bzdurne jeśliby się nad tym poważnie zastanowić, czyli ten chwyt jest sofizmatem).
To wybór pomiędzy ludźmi, którzy są agenturalnie uwikłani, a tymi, którym obca agentura może skoczyć (może ich zabić, ale nie może ich do niczego zmusić szantażem).
To wybór pomiędzy moskiewską agenturą, a patriotami.
To, że patrioci mają jakieś poglądy gospodarcze, niekoniecznie zbieżne z naszymi ideałami jest w tym momencie kwestią drugorzędną. Najpierw musimy pozbyć się tej narośli, która została tu zainstalowana w 1945 roku. Potem możemy dzielić włos na czworo i się zastanawiać, czy idealne państwo to powinno wyglądać według jakichś tam reguł (tu wpisać dowolnego guru, którego dany czytelnik uważa za najbliższego swoim ideałom).
Nie żyjemy w państwie normalnym. Sprawa Leppera i Smoleńsk to udowodniły i ja bynajmniej nie twierdzę, że Leppera zamordowano a w Smoleńsku był zamach. Ja jedynie twierdzę, że działania organów władzy (czyli państwa) po obu tych zdarzeniach były nieadekwatne, a nawet wręcz urągające wszelkim standardom jak i zdrowemu rozsądkowi.
Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A
20 lipca 2011
Podpalacz czy prowokacja?
Na ulicy Oleandrów w W-wie spalono 7 samochodów.
źródło: http://kontakt24.tvn.pl/temat,7-podpalonych-aut-w-centrum-warszawy,123530.html
20 lat temu ulica Oleandrów nosiła nazwę Partyzantów i mieszkali tam funkcjonariusze kompartii.
Nie wiem kto obecnie tam zamieszkuje (jacy ludzie), ale powiem tak.
Sądząc ze zdjęć, które sobie można obejrzeć w przywołanym wyżej linku to ten podpalacz był wyjątkowo nieudolny. Ulica Oleandrów jest wąska, tam wystarczy dobrze przysmażyć jeden pojazd żeby rozpętać piekło. Dlatego uważam, że może to być prowokacja mająca na celu przekonanie opornych o konieczności wprowadzenia zmian w kodeksach i regulacjach dotyczących użycia broni przez policję i inne służby. A zmiany te są drastyczne- można sobie o tym poczytać w najnowszym GaPolu, ale również w internecie sporo artykułów na tenm temat już poświęcono.
Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A
źródło: http://kontakt24.tvn.pl/temat,7-podpalonych-aut-w-centrum-warszawy,123530.html
20 lat temu ulica Oleandrów nosiła nazwę Partyzantów i mieszkali tam funkcjonariusze kompartii.
Nie wiem kto obecnie tam zamieszkuje (jacy ludzie), ale powiem tak.
Sądząc ze zdjęć, które sobie można obejrzeć w przywołanym wyżej linku to ten podpalacz był wyjątkowo nieudolny. Ulica Oleandrów jest wąska, tam wystarczy dobrze przysmażyć jeden pojazd żeby rozpętać piekło. Dlatego uważam, że może to być prowokacja mająca na celu przekonanie opornych o konieczności wprowadzenia zmian w kodeksach i regulacjach dotyczących użycia broni przez policję i inne służby. A zmiany te są drastyczne- można sobie o tym poczytać w najnowszym GaPolu, ale również w internecie sporo artykułów na tenm temat już poświęcono.
Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A
16 sierpnia 2010
Zdecydujcie się na coś - wy propagandyści.
Jeszcze w zeszłym tygodniu na Jarosława Kaczyńskiego sypały się teksty opisujące Jego kolejny, który to już z kolei , UPADEK. Że to koniec, że utrata z trudem uciułanego zaufania społecznego, że bezsensowne błędy, że to koniec J. Kaczyńskiego jako polityka i liczącego się przywódcy partii, że to koniec jednym słowem.
Dziś dla odmiany Wojtuś Mazowiecki ŻĄDA aby Jarosław Kaczyński odszedł. Odszedł z polityki, przestał się zajmować sprawami publicznymi, żeby zajął się tylko swoim domem. Ciekawe, czy Wojtuś Mazowiecki zezwolił by Jarosławowi Kaczyńskiemu wychodzić osobiście do sklepu po chleb dla siebie i matki oraz po mleko dla kota. Znając tradycję rodziny Mazowieckich, to chyba na taką łaskawość Kaczyński nie mógł by liczyć.
Jak to napisał jeden z blogerów W. Mazowiecki ŻĄDA od Kaczyńskiego aby oddał klucze, pieczątki i inne akcesoria związane z byciem politykiem, osobą publiczną i przywódcą najsilniejszej partii opozycyjnej.
Tak rządzić i ŻĄDAĆ to sobie Wojtusiu Mazowiecki możesz we własnym domu, ale tam chyba też może za takie teksty zaliczyć wałkiem po głowie.
Nie o tym jednak głównie chciałem napisać.
Uważam, że propagandyści powinni się jednak na coś zdecydować, bo w końcu nawet najbardziej tępe osobniki, które są odbiorcami tych bredni zaczną się łapać, że coś tu nie gra. Bo jak to, w jednym tygodniu mówi się o polityku, że się skończył, a w następnym ŻĄDA się od niego aby się wycofał (czyli skończył). Czyli to "skończenie" z poprzedniego tygodnia chyba jednak nie miało miejsca, skoro padają postulaty aby dopiero nastąpiło.
Lemingom, wykształciuchom i ćwierciuchom za chwileczkę zacznie coś jarzyć w tych pustych mózgownicach. Zaczną orientować się, że przekaz medialny jest niespójny. Niespójny z przekazem z zeszłego tygodnia a być może już niedługo niespójny z przekazem z dnia wczorajszego. Bo o braku spójności z przekazem w dłuższym okresie czasu to można było zapomnieć już wiele lat temu.
Ale nawet całkiem niedawno były takie kwiatki, że na stronach początkowych pisano zupełnie coś innego niż na stronach w głębi pewnej gazety. Takim wyczynem popisała się GW, gdzie na stronach opisujących śledztwo w sprawie smoleńskiej pisano o demokratycznym i w pełni przejrzystym śledztwie w wykonaniu rosyjskich prokuratorów, by na następnych stronach tego samego wydania pisać o dyspozycyjnych wobec Kremla funkcjonariuszach organów i pełnym podporządkowaniu prokuratury i sądów wobec władzy.
Nikt tego nigdzie nie skomentował, oczywiście poza "oszołomskimi" portalami i paroma "pisowskimi" dziennikarzami.
Ale to w sumie kwestia odległa i ludzie mogli nie zajarzyć, że coś tu panie śmierdzi z tymi opiniami GW na temat prokuratorów w Rosji.
Dlatego apeluję, zdecydujcie się propagandyści. Bo się lemingozie bezpieczniki w obwodach poprzepalają. Przekaz musi być spójny, a nie jest.
Dziś dla odmiany Wojtuś Mazowiecki ŻĄDA aby Jarosław Kaczyński odszedł. Odszedł z polityki, przestał się zajmować sprawami publicznymi, żeby zajął się tylko swoim domem. Ciekawe, czy Wojtuś Mazowiecki zezwolił by Jarosławowi Kaczyńskiemu wychodzić osobiście do sklepu po chleb dla siebie i matki oraz po mleko dla kota. Znając tradycję rodziny Mazowieckich, to chyba na taką łaskawość Kaczyński nie mógł by liczyć.
Jak to napisał jeden z blogerów W. Mazowiecki ŻĄDA od Kaczyńskiego aby oddał klucze, pieczątki i inne akcesoria związane z byciem politykiem, osobą publiczną i przywódcą najsilniejszej partii opozycyjnej.
Tak rządzić i ŻĄDAĆ to sobie Wojtusiu Mazowiecki możesz we własnym domu, ale tam chyba też może za takie teksty zaliczyć wałkiem po głowie.
Nie o tym jednak głównie chciałem napisać.
Uważam, że propagandyści powinni się jednak na coś zdecydować, bo w końcu nawet najbardziej tępe osobniki, które są odbiorcami tych bredni zaczną się łapać, że coś tu nie gra. Bo jak to, w jednym tygodniu mówi się o polityku, że się skończył, a w następnym ŻĄDA się od niego aby się wycofał (czyli skończył). Czyli to "skończenie" z poprzedniego tygodnia chyba jednak nie miało miejsca, skoro padają postulaty aby dopiero nastąpiło.
Lemingom, wykształciuchom i ćwierciuchom za chwileczkę zacznie coś jarzyć w tych pustych mózgownicach. Zaczną orientować się, że przekaz medialny jest niespójny. Niespójny z przekazem z zeszłego tygodnia a być może już niedługo niespójny z przekazem z dnia wczorajszego. Bo o braku spójności z przekazem w dłuższym okresie czasu to można było zapomnieć już wiele lat temu.
Ale nawet całkiem niedawno były takie kwiatki, że na stronach początkowych pisano zupełnie coś innego niż na stronach w głębi pewnej gazety. Takim wyczynem popisała się GW, gdzie na stronach opisujących śledztwo w sprawie smoleńskiej pisano o demokratycznym i w pełni przejrzystym śledztwie w wykonaniu rosyjskich prokuratorów, by na następnych stronach tego samego wydania pisać o dyspozycyjnych wobec Kremla funkcjonariuszach organów i pełnym podporządkowaniu prokuratury i sądów wobec władzy.
Nikt tego nigdzie nie skomentował, oczywiście poza "oszołomskimi" portalami i paroma "pisowskimi" dziennikarzami.
Ale to w sumie kwestia odległa i ludzie mogli nie zajarzyć, że coś tu panie śmierdzi z tymi opiniami GW na temat prokuratorów w Rosji.
Dlatego apeluję, zdecydujcie się propagandyści. Bo się lemingozie bezpieczniki w obwodach poprzepalają. Przekaz musi być spójny, a nie jest.
07 kwietnia 2010
Co się nie udaje w sferze wyrozumowanej, być może się uda w sferze emocji?
GW i ITI poszły na wojnę z kibolami. Konkretnie z kibicami Lecha Poznań. Zrobili kilka artykułów, oraz kilka reportaży, które miały "załatwić" kibiców klubów piłkarskich i nacięli się na kontrę.
Tutaj opis tych wyczynów (http://niezalezna.pl/article/show/id/32752). Opis jest długi i przewlekły, jednakże najważniejsze jest w nim to, co w sposób jednoznaczny obnaża kanciarstwa medialne w wykonaniu GW i ITI.
Jako dodatkowy komentarz do tego artykułu od siebie to mogę dopowiedzieć jedno: znam człowieka, który całkiem niedawno uczestniczył w tak zwanych ustawkach czyli bijatykach kibiców dwóch drużyn. Jednym z elementów, o które dbali organizatorzy tych mordobić zbiorowych było zapewnienie opieki medycznej. Po prostu, ci piorący się po mordach pacjenci płacili za to zrzucając się na obowiązkową obecność karetki reanimacyjnej w pobliżu miejsca takiej bijatyki.
No cóż, ludzie na różne brewerie wydają pieniądze.
Ciekawy w tym tekście jest pasus o tym, że podobne problemy z kibicami Lecha Poznań to miał już człowieczek o nazwisku Kulczyk, i dosyć szybko musiał przestać zadzierać nosa.
Uderzenie po kieszeni firm ITI i GW (Agora) może być niezbyt zauważalne w sensie globalnym, ale warto według mnie obserwować co się dalej wydarzy w Poznaniu.
W nawiązaniu do tytułu notki, to można powiedzieć jedno: Wiele atramentu (kliknięć klawiatury dokonano) wylano i nic z tego nie wynikło.
Wystarczyło natomiast, że ITI i GW zaatakowały element będący z punktu widzenia inteligentów mało znaczącym, wręcz prymitywnym, pierwotnym. I może się okazać, że atakując ten element dostaną łupnia.
Dwa morały
1. To niezwykle ciekawe, że dopiero atakując tak pierwotne poczucie wspólnoty ITI oraz GW nadziewają się na odpór szerokiego kręgu społecznego
2. Jakich technik używać winna opozycja antysystemowa aby trafiać bezpośrednio do tych samych środowisk, które dopiero w takim momencie się uaktywniły.
Tutaj opis tych wyczynów (http://niezalezna.pl/article/show/id/32752). Opis jest długi i przewlekły, jednakże najważniejsze jest w nim to, co w sposób jednoznaczny obnaża kanciarstwa medialne w wykonaniu GW i ITI.
Jako dodatkowy komentarz do tego artykułu od siebie to mogę dopowiedzieć jedno: znam człowieka, który całkiem niedawno uczestniczył w tak zwanych ustawkach czyli bijatykach kibiców dwóch drużyn. Jednym z elementów, o które dbali organizatorzy tych mordobić zbiorowych było zapewnienie opieki medycznej. Po prostu, ci piorący się po mordach pacjenci płacili za to zrzucając się na obowiązkową obecność karetki reanimacyjnej w pobliżu miejsca takiej bijatyki.
No cóż, ludzie na różne brewerie wydają pieniądze.
Ciekawy w tym tekście jest pasus o tym, że podobne problemy z kibicami Lecha Poznań to miał już człowieczek o nazwisku Kulczyk, i dosyć szybko musiał przestać zadzierać nosa.
Uderzenie po kieszeni firm ITI i GW (Agora) może być niezbyt zauważalne w sensie globalnym, ale warto według mnie obserwować co się dalej wydarzy w Poznaniu.
W nawiązaniu do tytułu notki, to można powiedzieć jedno: Wiele atramentu (kliknięć klawiatury dokonano) wylano i nic z tego nie wynikło.
Wystarczyło natomiast, że ITI i GW zaatakowały element będący z punktu widzenia inteligentów mało znaczącym, wręcz prymitywnym, pierwotnym. I może się okazać, że atakując ten element dostaną łupnia.
Dwa morały
1. To niezwykle ciekawe, że dopiero atakując tak pierwotne poczucie wspólnoty ITI oraz GW nadziewają się na odpór szerokiego kręgu społecznego
2. Jakich technik używać winna opozycja antysystemowa aby trafiać bezpośrednio do tych samych środowisk, które dopiero w takim momencie się uaktywniły.
Etykiety:
media,
mediokracja,
metody oddziaływania,
polityka,
propaganda
25 maja 2009
To jest bzdura
Załóżmy przez chwilę, że cała "afera Kataryny" skończy się najgorzej dla naszej koleżanki. Najgorzej, czyli przestanie ona pisać, będzie miała kilka procesów, które przegra i będzie musiała zapłacić wysokie odszkodowania. Być może część kolegów i koleżanek blogerów się dorzuci do tych odszkodowań, być może część nie, to prywatna sprawa każdego. W każdym razie Kataryna po takich przejściach przestanie pisać.
Jakie będą tego konsekwencje - to dosyć oczywiste. Pojawi się nie kolejna jedna Kataryna tylko z dziesięć osób, które sobie za punkt honoru postawią, żeby "Dziennikowi" zaleźć za skórę na maksa, żeby polityków PO gnębić za każdą niekonsekwencję, za każdą głupawą wypowiedź, za jeszcze wiele innych rzeczy.
I nie będzie ich wbrew pozorom łatwo namierzyć. Użycie programów zafałszowujących IP nie wymaga inteligencji noblisty. Oczywiście tacy ludzie nadal będą namierzalni, ale w takim przypadku będzie na sto procent wiadomo, że to robota służb, a nie nieostrożności blogera lub "wyjątkowej przenikliwości i zręczności" jakiegoś tam dziennikarza.
Dlatego właśnie twierdzę, że cała "afera Kataryny" to dęty balon. Dęty umyślnie przez media i "autorytety" aby odwrócić uwagę blogerów od innych ważnych aktualnie zdarzeń.
Oczywiście istnieje również możliwość, że blogi polityczne, takie jak Kataryny, są na tyle istotnym elementem opisu naszej rzeczywistości iż muszą zostać przez mainstream zniszczone, ponieważ inaczej cała ich działalność propagandowa zostaje w trywialny wręcz sposób zanegowana. To jest możliwe, na razie stawiam fifty fifty co do przyczyn tej afery.
Zobaczymy co przyniesie najbliższa przyszłość.
Jakie będą tego konsekwencje - to dosyć oczywiste. Pojawi się nie kolejna jedna Kataryna tylko z dziesięć osób, które sobie za punkt honoru postawią, żeby "Dziennikowi" zaleźć za skórę na maksa, żeby polityków PO gnębić za każdą niekonsekwencję, za każdą głupawą wypowiedź, za jeszcze wiele innych rzeczy.
I nie będzie ich wbrew pozorom łatwo namierzyć. Użycie programów zafałszowujących IP nie wymaga inteligencji noblisty. Oczywiście tacy ludzie nadal będą namierzalni, ale w takim przypadku będzie na sto procent wiadomo, że to robota służb, a nie nieostrożności blogera lub "wyjątkowej przenikliwości i zręczności" jakiegoś tam dziennikarza.
Dlatego właśnie twierdzę, że cała "afera Kataryny" to dęty balon. Dęty umyślnie przez media i "autorytety" aby odwrócić uwagę blogerów od innych ważnych aktualnie zdarzeń.
Oczywiście istnieje również możliwość, że blogi polityczne, takie jak Kataryny, są na tyle istotnym elementem opisu naszej rzeczywistości iż muszą zostać przez mainstream zniszczone, ponieważ inaczej cała ich działalność propagandowa zostaje w trywialny wręcz sposób zanegowana. To jest możliwe, na razie stawiam fifty fifty co do przyczyn tej afery.
Zobaczymy co przyniesie najbliższa przyszłość.
29 października 2007
Klęska, dramat, nieszczęście
Takie mniej więcej wartościowanie jest przypisywane do wyniku wyborczego jaki otrzymał PiS. Piszą tak różni ludzie. Poczynając od anonimowych blogerów a kończąc na profesorach (egz. prof, Staniszkis). Jaka klęska, jaki dramat, jakie nieszczęście? PiS uzyskał w tych wyborach więcej głosów i więcej mandatów niż 2 lata temu - i to nazywamy klęską, wolne żarty. Oczywiście z punktu widzenia taktycznego nastąpiła przegrana. Natomiast z punktu widzenia strategicznego ta przegrana nie jest już wcale taka oczywista. Pisałem już poprzednio, że J.Kaczyński przegrać w perspektywie długofalowej nie może.
Również z punktu widzenia przedwyborczych nadziei Kaczora jest to porażka i to drastyczna. PiS miał osiągnąć wynik rzędu 280 mandatów. Efektywny wynik w sposób drastyczny odbiega od zakładanego.
Ale teraz musi nastąpić pełne odsłonięcie grup nacisku, które lobbowały za zwycięstwem PO jak i samego PO. Jeśli PO zacznie spłacać zobowiązania wynikające z poparcia jakiego udzielono tej partii to z ich programu nic nie zostanie - to jest niestety dosyć oczywiste. w takim przypadku następne wybory wygrywa PiS, najprawdopodobniej z wynikiem wyższym niż 280 mandatów.
Oczywiście PiS musi przetrwać obecną sytuację bycia w opozycji, ale to raczej zbyt dużym problemem nie jest. Kaczory są przyzwyczajone do bycia w opozycji i nie ma w tym żadnej filozofii. wystarczy czekać na błędy rządzących i odpowiednio je punktować.
Chciałbym się mylić w swoich prognozach. Znaczy się, uważam za złe dla Polski to, że PO spłacając przedwyborcze zobowiązania będzie zmuszone do restytucji Rywinlandu. Wtedy oczywiście powrót Kaczorów byłby niemożliwy, ale to nie jest z mojego punktu widzenia istotne kto, ważna jest żeby kierunek zmian zapoczątkowany przez Kaczyńskich został zachowany.
Również z punktu widzenia przedwyborczych nadziei Kaczora jest to porażka i to drastyczna. PiS miał osiągnąć wynik rzędu 280 mandatów. Efektywny wynik w sposób drastyczny odbiega od zakładanego.
Ale teraz musi nastąpić pełne odsłonięcie grup nacisku, które lobbowały za zwycięstwem PO jak i samego PO. Jeśli PO zacznie spłacać zobowiązania wynikające z poparcia jakiego udzielono tej partii to z ich programu nic nie zostanie - to jest niestety dosyć oczywiste. w takim przypadku następne wybory wygrywa PiS, najprawdopodobniej z wynikiem wyższym niż 280 mandatów.
Oczywiście PiS musi przetrwać obecną sytuację bycia w opozycji, ale to raczej zbyt dużym problemem nie jest. Kaczory są przyzwyczajone do bycia w opozycji i nie ma w tym żadnej filozofii. wystarczy czekać na błędy rządzących i odpowiednio je punktować.
Chciałbym się mylić w swoich prognozach. Znaczy się, uważam za złe dla Polski to, że PO spłacając przedwyborcze zobowiązania będzie zmuszone do restytucji Rywinlandu. Wtedy oczywiście powrót Kaczorów byłby niemożliwy, ale to nie jest z mojego punktu widzenia istotne kto, ważna jest żeby kierunek zmian zapoczątkowany przez Kaczyńskich został zachowany.
24 października 2007
Media, a może Merdia, a może Mendia
Przeprowadźmy pewien eksperyment myślowy.
Wyobraźmy sobie, że znajdujemy się w redakcji Washington Post w samym centrum afery Watergate i że jesteśmy jednym z dwójki Woodward & Bernstein (wszystko jedno którym a najlepiej oboma naraz). Mamy wszystko zapięte na ostatni guzik, wywiady z "głębokim gardłem", potwierdzenie tych informacji ze wszystkich możliwych źródeł. Artykuł jest gotowy do druku i nagle STOP - nie publikujemy i to bynajmniej nie dlatego, że nasz redaktor naczelny się przestraszył. Uznajemy, że "właścicielem tematu" jest na przykład redaktor naczelny "Chicago Chronicle". Niemożliwe, ktoś zakrzyknie. Fakt w USA niemożliwe. U nas jak najbardziej na porządku dziennym. Dokładnie w ten sposób postąpiła red. Paradowska z Polityki usuwając w ostatniej chwili z już autoryzowanego wywiadu z premierem Millerem pytanie o Rywina (wtedy to jeszcze nie była afera Rywina). Red. Paradowska swoją motywację powtórzyła kilkakrotnie publicznie - są świadkowie a nawet nagrania radiowe i telewizyjne - nie jest w stanie wyprzeć się swoich słów. I nic się nie stało. Red. Naczelny Polityki nie zaproponował red. Paradowskiej aby poszukała sobie innego mniej absorbującego i mniej odpowiedzialnego zajęcia bo najwyraźniej do roboty dziennikarskiej nie dorosła. Żaden z kolegów - konkurentów red. P. nie wspomniał nawet w jakimkolwiek felietonie o tym niewątpliwym wyczynie. Red. Paradowska nadal jest zapraszana do różnych programów i uchodzi w nich za osobę bywałą, świetnego i dociekliwego dziennikarza. Nic kompletna cisza, zdarzenie nie miało miejsca.
Ktoś może powiedzieć, że opisywana sytuacja to "odgrzewane kotlety" i kogo w ogóle obchodzi jakaś tam postawa dziennikarza z przed 4 czy 5 lat. Tyle tylko, że ten "kotlet" nie był nawet raz porządnie "przysmażony" - jest wręcz "surowy".
Dlaczego o tym przypominam - bo przeczytałem to:
Czytam sobie świetny tekst Kataryny o sprawie Sawickiej, a pod nim te prawie dwieście komentarzy i nagle coś mnie tknęło. Halo! Czy Kataryna jest znaną w całej politycznej blogosferze personą? Czy prawdą jest, że wielu znakomitych dziennikarzy ją czytuje? Czy wyłuszczyła w owym tekście czarno na białym bardzo poważny problem? Ba! Czy zrobiła to i wcześniej np. w sprawie interesujących wątków w taśmach Oleksego?
Jeśli na te pytania damy pozytywną odpowiedź to gdzie są reakcje mediów? Oto internautka w sposób przejrzysty i merytoryczny wytyka konkretne zaniedbania dziennikarstwa śledczego i wiadomo, że dziennikarze śledczy znają jej teksty. I CO? I nic. Jeden Pospieszalski skomentował tekst.
Poważne sprawy są notorycznie ignorowane! Ignorowane przez ludzi, których powołaniem jest dociekać, pytać, sprawdzać, opisywać i informować społeczeństwo. Wiadomo, że wielkie media są częścią Ubekistanu, więc nie dziwi mnie cisza na jedynkach gazet i serwisów. Ale przecież dziennikarze śledczy to konkretni ludzie. Mamy Internet, który daje możliwość anonimowego opisania wielu spraw w sposób dogłębny i szczegółowy. Kataryna jest świetna, ale ileż więcej dowiedzielibyśmy się od osoby zajmującej się śledztwami zawodowo.
Co się dzieje z tymi ludźmi? Czemu nie podejmują tych wątków? Jeśli chcą wykonywać swoje powołanie, jeśli są etosowcami, to winni walczyć by prawda ujrzała światło dzienne, a nie zadowalać się ogólnikowymi felietonikami w gazetach i na blogach. Czemu nie korzystają ze swego doświadczenia, kontaktów, wiedzy i nie opisują w Internecie tego co nie przejdzie u ich naczelnych z racji politycznych?
Czy rację ma Galba twierdząc, że 90% dziennikarzy to prostytutki?
Jeśli tak, to gdzie te pozostałe 10%?
To jest tekst Adama Haribu z tego adresu: http://haribu.salon24.pl/42318,index.html
Bo właśnie jesteśmy po wyborach parlamentarnych, które wygrała partia posługująca się hasłem analogicznym do hasła jakie w 1995 roku zapewniło zwycięstwo Kwaśniewskiemu: "Wybierzmy przyszłość". Również nikt z dziennikarzy nawet się nie zająknął o wtórności hasła PO w toku bieżącej kampanii.
Bo dwa lata temu po wygranych przez PiS wyborach praktycznie następnego dnia pojawiły się "analizy" przepowiadające natychmiastowy krach finansów (dolar po 8 zł, a benzyna po 12 za litr). Pojawiły się od ręki pytania dlaczego nie ma jeszcze koalicji i rządu jak również obawy o upadek demokracji i faszyzację sceny politycznej.
A teraz takich pytań nie ma. Przez analogię z odwrócenia można przyjąć, że dolar będzie kosztował 8 zł a benzyna 12 za litr.
W tym wpisie A.Haribu cytuje Galbę. Sądzę, że Galba się myli. Wg mnie 99% dziennikarzy na odpowiednich stanowiskach jest TW i/lub "umoczeńcami" i/lub "funkcjonariuszami oddelegowanymi do prasy". Są to z reguły redaktorzy naczelni. Reszta może robi to z przekonania, może z głupoty, a na pewno duża część chce jakoś dobrze żyć - cóż to jest ludzkie. Do PZPR-u ludzie też zapisywali się z konformizmu. Część robi to jednak zupełnie świadomie całym swoim jestestwem przekazując na zewnątrz komunikat o pogardzie dla odbiorcy - tu wg mnie najlepszym przykładem jest Paweł Wroński. Wystarczy spojrzeć na ten cyniczny uśmieszek pełen pogardy.
Wyobraźmy sobie, że znajdujemy się w redakcji Washington Post w samym centrum afery Watergate i że jesteśmy jednym z dwójki Woodward & Bernstein (wszystko jedno którym a najlepiej oboma naraz). Mamy wszystko zapięte na ostatni guzik, wywiady z "głębokim gardłem", potwierdzenie tych informacji ze wszystkich możliwych źródeł. Artykuł jest gotowy do druku i nagle STOP - nie publikujemy i to bynajmniej nie dlatego, że nasz redaktor naczelny się przestraszył. Uznajemy, że "właścicielem tematu" jest na przykład redaktor naczelny "Chicago Chronicle". Niemożliwe, ktoś zakrzyknie. Fakt w USA niemożliwe. U nas jak najbardziej na porządku dziennym. Dokładnie w ten sposób postąpiła red. Paradowska z Polityki usuwając w ostatniej chwili z już autoryzowanego wywiadu z premierem Millerem pytanie o Rywina (wtedy to jeszcze nie była afera Rywina). Red. Paradowska swoją motywację powtórzyła kilkakrotnie publicznie - są świadkowie a nawet nagrania radiowe i telewizyjne - nie jest w stanie wyprzeć się swoich słów. I nic się nie stało. Red. Naczelny Polityki nie zaproponował red. Paradowskiej aby poszukała sobie innego mniej absorbującego i mniej odpowiedzialnego zajęcia bo najwyraźniej do roboty dziennikarskiej nie dorosła. Żaden z kolegów - konkurentów red. P. nie wspomniał nawet w jakimkolwiek felietonie o tym niewątpliwym wyczynie. Red. Paradowska nadal jest zapraszana do różnych programów i uchodzi w nich za osobę bywałą, świetnego i dociekliwego dziennikarza. Nic kompletna cisza, zdarzenie nie miało miejsca.
Ktoś może powiedzieć, że opisywana sytuacja to "odgrzewane kotlety" i kogo w ogóle obchodzi jakaś tam postawa dziennikarza z przed 4 czy 5 lat. Tyle tylko, że ten "kotlet" nie był nawet raz porządnie "przysmażony" - jest wręcz "surowy".
Dlaczego o tym przypominam - bo przeczytałem to:
Czytam sobie świetny tekst Kataryny o sprawie Sawickiej, a pod nim te prawie dwieście komentarzy i nagle coś mnie tknęło. Halo! Czy Kataryna jest znaną w całej politycznej blogosferze personą? Czy prawdą jest, że wielu znakomitych dziennikarzy ją czytuje? Czy wyłuszczyła w owym tekście czarno na białym bardzo poważny problem? Ba! Czy zrobiła to i wcześniej np. w sprawie interesujących wątków w taśmach Oleksego?
Jeśli na te pytania damy pozytywną odpowiedź to gdzie są reakcje mediów? Oto internautka w sposób przejrzysty i merytoryczny wytyka konkretne zaniedbania dziennikarstwa śledczego i wiadomo, że dziennikarze śledczy znają jej teksty. I CO? I nic. Jeden Pospieszalski skomentował tekst.
Poważne sprawy są notorycznie ignorowane! Ignorowane przez ludzi, których powołaniem jest dociekać, pytać, sprawdzać, opisywać i informować społeczeństwo. Wiadomo, że wielkie media są częścią Ubekistanu, więc nie dziwi mnie cisza na jedynkach gazet i serwisów. Ale przecież dziennikarze śledczy to konkretni ludzie. Mamy Internet, który daje możliwość anonimowego opisania wielu spraw w sposób dogłębny i szczegółowy. Kataryna jest świetna, ale ileż więcej dowiedzielibyśmy się od osoby zajmującej się śledztwami zawodowo.
Co się dzieje z tymi ludźmi? Czemu nie podejmują tych wątków? Jeśli chcą wykonywać swoje powołanie, jeśli są etosowcami, to winni walczyć by prawda ujrzała światło dzienne, a nie zadowalać się ogólnikowymi felietonikami w gazetach i na blogach. Czemu nie korzystają ze swego doświadczenia, kontaktów, wiedzy i nie opisują w Internecie tego co nie przejdzie u ich naczelnych z racji politycznych?
Czy rację ma Galba twierdząc, że 90% dziennikarzy to prostytutki?
Jeśli tak, to gdzie te pozostałe 10%?
To jest tekst Adama Haribu z tego adresu: http://haribu.salon24.pl/42318,index.html
Bo właśnie jesteśmy po wyborach parlamentarnych, które wygrała partia posługująca się hasłem analogicznym do hasła jakie w 1995 roku zapewniło zwycięstwo Kwaśniewskiemu: "Wybierzmy przyszłość". Również nikt z dziennikarzy nawet się nie zająknął o wtórności hasła PO w toku bieżącej kampanii.
Bo dwa lata temu po wygranych przez PiS wyborach praktycznie następnego dnia pojawiły się "analizy" przepowiadające natychmiastowy krach finansów (dolar po 8 zł, a benzyna po 12 za litr). Pojawiły się od ręki pytania dlaczego nie ma jeszcze koalicji i rządu jak również obawy o upadek demokracji i faszyzację sceny politycznej.
A teraz takich pytań nie ma. Przez analogię z odwrócenia można przyjąć, że dolar będzie kosztował 8 zł a benzyna 12 za litr.
W tym wpisie A.Haribu cytuje Galbę. Sądzę, że Galba się myli. Wg mnie 99% dziennikarzy na odpowiednich stanowiskach jest TW i/lub "umoczeńcami" i/lub "funkcjonariuszami oddelegowanymi do prasy". Są to z reguły redaktorzy naczelni. Reszta może robi to z przekonania, może z głupoty, a na pewno duża część chce jakoś dobrze żyć - cóż to jest ludzkie. Do PZPR-u ludzie też zapisywali się z konformizmu. Część robi to jednak zupełnie świadomie całym swoim jestestwem przekazując na zewnątrz komunikat o pogardzie dla odbiorcy - tu wg mnie najlepszym przykładem jest Paweł Wroński. Wystarczy spojrzeć na ten cyniczny uśmieszek pełen pogardy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)