Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smoleńsk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smoleńsk. Pokaż wszystkie posty

30 października 2012

Sekwencja zdjęć satelitarnych

To jest następny element, który wyjdzie na światło dzienne w sprawie Smoleńska. I jest tylko pytanie skąd te zdjęcia wyciekną. Czy prokuratorzy, którzy mogą mieć dość ryzykowania, czy ktoś inny gdzieś indziej te zdjęcia ujawni.
Ja na miejscu prokuratorów to już w tej chwili bym wnioskował o prewencyjny areszt dla osobnika o nazwisku Turowski.

Nie powiem, żebym od razu uważał, że był to zamach. Ale będąc z pierwotnego wykształcenia inżynierem mechanikiem, to ja nie potrzebuję żadnych zaawansowanych teorii ani obliczeń, żeby stwierdzić, że coś tu nie gra. Cienkościenna rura, a takim elementem konstrukcyjnym jest z punktu widzenia wytrzymałości materiałów samolot, nie może się w ten sposób rozsypać jak to widać na tych zdjęciach. Może ulec zgnieceniu, zmiażdżeniu, połamaniu - na skutek działania sił zewnętrznych, ale nie rozpruciu i przenicowaniu - a to jest na tych zdjęciach. Tylko działanie siły od środka - wybuch - może zaowocować takim obrazem zniszczeń.
No i jest potwierdzenie. Znaleziono resztki nitrogliceryny i trotylu.
Tu uwaga dla tych, którzy mogą dać się wpuścić w przekaz medialny, że to są pozostałości po II WŚ. Otóż nitrogliceryna nie była stosowana w stanie czystym podczas II WŚ. Gdyż była w owym czasie materiałem zbyt niebezpiecznym - nie było technologii, która by umożliwiała użycie w sposób bezpieczny dla użytkownika. Teraz ta technologia jest. Owszem w czasie II WŚ używano dynamitu, który jest osuszoną (poprzez dodanie ziemi okrzemkowej) nitrogliceryną. Ale w informacji podano wyraźnie, że chodzi o nitroglicerynę, a nie dynamit.
Zachodzi pytanie dlaczego użyto tak "starodawnych" substancji wybuchowych. Otóż użycie nowocześniejszych, takich jak semtex lub octol, wbrew pozorom ułatwia namierzenie sprawców. Poddanie niespalonych resztek materiału wybuchowego analizie spektrograficznej umożliwia de facto ustalenie źródła pochodzenia - zakładu, który daną partię towaru wyprodukował. Każda linia technologiczna pozostawia swój unikatowy ślad jakichś tam zanieczyszczeń, które pozostają w materiale.
Tymczasem nitroglicerynę to można uzyskać praktycznie w warunkach domowych (odradzam), natomiast trotyl jest powszechnie dostępnym materiałem stosowanym w górnictwie, przy wydobyciu kruszywa w kamieniołomach, w budownictwie.
Dlatego łatwo będzie potencjalnie zrzucić winę na jakiegoś "psychola", który samodzielnie i bez udziału osób trzecich to zrealizował. Pozostaje oczywiście kwestia zapalnika, który zainicjował całą reakcję wybuchu, mechanizm zegarowy, ciśnieniowy czy cokolwiek innego.

Powtórzmy, sekwencja zdjęć satelitarnych, która będzie wprost dowodziła, że był zamach będzie następnym elementem, który wypłynie na światło dzienne.

Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

15 października 2012

Wiktor But a Smoleńsk

Wiktor But odsiaduje obecnie karę wieloletniego więzienia na terytorium USA. Jako handlarz bronią naraził się wielu i w wielu wymiarach.
Co innego jest jednak istotne w tej chwili.
Otóż w dzisiejszym Urze, można przeczytać, że to właśnie lotnisko w Smoleńsku było tym miejscem, z którego startowały samoloty ze sprzętem, który tak chętnie Wiktor But rozprowadzał po całym świecie.
Pierwszy raz taką informację sprzedał podobno Witold Gadowski, ale ja tego wtedy nie odnotowałem. Co z kolei mówi wiele o systemie medialnym jaki u nas panuje. Obecnie temat ten porusza Stefan Hambura w wywiadzie z braćmi Karnowskimi.
Bo z powyższych informacji wynika, że lotnisko w Smoleńsku było na pewno pod stałą kontrolą amerykańskich satelitów. I nie była to działalność specjalna - okazjonalna z powodu przylotu tam prezydenta Kaczyńskiego, ale działalność rutynowa. Wszak nie jeden Wiktor But jest na świecie i niejeden taki działał i działa w Rosji.

Skądinąd chyba już raz takie zdjęcia satelitarne zostały Polsce przekazane i gdzieś się zawieruszyły.

Stefan Hambura nie mówi wszystkiego, ale z tego co mówi wynika jedno. Za chwilę worek z oszustwami, którymi jesteśmy karmieni od ponad dwóch lat rozpruje się do końca. Już teraz niektórzy prokuratorzy zbierają dokumentację, która ma w przyszłości świadczyć o tym, że oni robili wszystko zgodnie z procedurą - szukają jednym słowem dupochronów już w tej chwili.

Ciąg dalszy nastąpi niewątpliwie niebawem.

Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

10 października 2012

Ubeckie metody nie działają w USA

Tutaj (http://vod.gazetapolska.pl/2530-dwie-eksplozje-i-seria-awarii) można sobie posłuchać wywiadu jakiego udzielił Anicie Gargas prof. Nowaczyk z Uniwersytetu Meryland.
Identyczny wywiad jakiś czas temu przeprowadzono z prof. Biniendą, również pracownika naukowego w USA.
Obaj panowie współpracują z zespołem parlamentarnym A. Macierewicza.
W obu wypadkach pojawia się jeden wspólny motyw.
Otóż po ujawnieniu się tych panów jako konsultantów zespołu parlamentarnego zaczęły dziać się rzeczy arcyciekawe.
Obraźliwe maile, donosy do władz uniwersytetów, na których obaj panowie pracują. Sugerowanie, że obaj panowie nie mają wiedzy żeby uczestniczyć w takich badaniach.
Pamiętam z wypowiedzi prof. Biniendy, że został wezwany przez swego zwierzchnika - dziekana i tam usłyszał, że widać robi dobrą robotę skoro do zwierzchności przychodzi tak zadziwiająca korespondencja.

Nie ma się w związku z tym co dziwić, że jeśli są jacyś naukowcy w Polsce, którzy wspierają swoją wiedzą zespół parlamentarny, to nie znamy nazwisk tych ludzi.
Pozostaje pytanie, czy analogiczne ubeckie metody są stosowane wobec pana Szuladzińskiego z Australii.
Ale najważniejsze jest w tym momencie aby ta "korespondencja" i to zarówno skierowana do wszystkich panów personalnie, jak i do ich zwierzchników została upubliczniona.
Bo to jednak dosyć łatwe, ustalić na podstawie adresu mail i IP, z którego przyszedł dany mail kto jest autorem takiego komunikatu.
W związku z tym wypada według mnie zaapelować do redakcji Gazety Polskiej żeby namówiła wszystkich trzech panów do dostarczenia i upublicznienia tych ciekawostek przyrodniczych.

Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

26 września 2012

"Nasi" - czy oni rzeczywiście są nasi

Bardzo mi przykro, ale w świetle pozyskanej w czasie ostatnich kilkunastu godzin wiedzy mam olbrzymie pretensje do ludzi, którzy są niby to po "naszej" stronie sceny politycznej.
W programie Polski Punkt Widzenia z wczoraj t.j. z dnia 25-09-2012 występowali: syn Anny Walentynowicz (telefonicznie) i wdowa po Tomaszu Mercie (osobiście).
W pewnym momencie dyskusja zeszła na podstawowe pytanie, czyli dlaczego nie otwarto trumien po przylocie do Polski. Ogólny ton wypowiedzi obojga gości był taki, że waadza zakazała i że samowolne otwarcie trumien to przestępstwo. Ale jednocześnie oboje państwo stwierdzili, że w świetle ich OBECNEJ wiedzy to waadza popełniła przestępstwo przeciwko przepisom. Gdyż nie można pochować obywatela państwa w Polsce, który zmarł poza granicami bez zrobienia sekcji na miejscu - czyli w Polsce, nawet jeżeli razem ze zwłokami przychodzi sekcja zwłok z innego kraju. Co w przypadku ś.p. Anny Walentynowicz było podwójnym przestępstwem, gdyż Pani Walentynowicz została pochowana w 2010 roku, a papiery z Rosji na jej temat to Janusz Walentynowicz otrzymał w lipcu tego roku.

To teraz po kolei do kogo mam pretensje i za co.
Do
PiS-u, z wyłączeniem J.Kaczyńskiego,
do takich ludzi jak sędzia Johan,
do takich ludzi jak Łażący Łazarz,
do tych wszystkich, którzy mają wykształcenie prawnicze i są "nasi"

Za to, że:
Nikt z wyżej wymienionych, pomimo posiadania wykształcenia prawniczego nie wyszedł na mównicę i nie zawołał gromko: "TO WBREW PRAWU".

dopuszczam oczywiście, że ktoś z tych ludzi coś takiego powiedział, tylko, że jak zwykle był mało słyszalny. W związku z tym mam również pretensję do:

Radia Maryja i TV Trwam,
Gazety Polskiej i Tomasza Sakiewicza personalnie,
redakcji Naszego Dziennika in corpore,
również innych tu nie wymienionych a pozostających w tym samym kluczu logicznym, zarówno z pierwszej jak i drugiej grupy.

Pretensję do tych mediów mam za to, że nikt nie pofatygował się żeby zapytać kogoś z tej grupki wyżej wymienionej jak to jest z procedurą i zapisami prawnymi takie kwestie regulujące. Oraz, że nie nagłośnili tych kwestii publicznie.

Bo to, że jakiś tam Parulski wrzeszczał, że "jakiekolwiek ekshumacje to po moim trupie", to mnie to dynda niczym kilo kitu u sufitu.


Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

25 września 2012

Zbeszczeszczenie cmentarza - pomnika

To się wydarzy w ciągu najbliższych kilku dni. Na przykład w Warszawie przy ulicy Żwirki i Wigury, gdzie jest pomnik - cmentarz żołnierzy sowieckich. Tak, to to miejsce gdzie znany reżyser dotąd klęczał aż go w końcu kamera sfilmowała.
Zostanie to miejsce obrzucone farbą, albo na grobach znalezione zostaną ekskrementy. To jest według mnie pewne.
Bo Rosja będzie musiała jakoś przykryć fakt podmienienia trumien, które są aktualnie wydobywane w różnych miejscach w naszym kraju. A cóż jest łatwiej zrobić niż wysłać paru "dyplomatów" z własnej ambasady z kilkoma puszkami farby lub foliowymi woreczkami zawierającymi gówno. Nic prostszego, a potem się podnosi raban na skalę światową, że jacy z tych Polaków rusofobi. I w dodatku znajdą się media w Polsce, które podchwycą ten refren. Ja bym skądinąd się nie zdziwił gdyby taka akcja została wykonana nie przez "dyplomatów" z wiadomej ambasady, ale przez pracowników jednej czy drugiej firmy medialnej działającej w Polsce.

Czy można temu przeciwdziałać - TAK.
Wystarczy jako ruch wyprzedzający odpowiednio szeroko rozkolportować taką przepowiednię - bo to pali taką akcję w przedbiegach.
Można też obserwować obecność lub brak umundurowanych jednostek policji w okolicach takich miejsc. Na przykład, w okolicach tego obiektu przy Żwirki i Wigury to z reguły zwłaszcza w godzinach wieczornych i nocnych stoją umundurowane patrole policji. Jeśli znikną, to będzie znaczyło, że się coś szykuje. I wtedy warto robić zdjęcia wszystkich podjeżdżających samochodów, chociaż akurat do tego obiektu, to jak ktoś zna teren to się można dostać z całkiem innej strony.


Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

23 czerwca 2012

Odlot rozumu albo Error 404

Kolega bloger FYM zamieścił tekst wielce kontrowersyjny, żeby nie powiedzieć kretyński, a przynajmniej takie jest moje zdanie na temat tego tekstu.

Niestety w chwili obecnej tekst jest niedostępny (Error 404). Wszystko się oczywiście dzieje na S24. Tekst był dostępny przez większość dzisiejszego dnia, ale właśnie około godziny 19:40 przestał być dostępny (być może wcześniej, ale ja zaobserwowałem to zjawisko właśnie o tej porze).

Sedno wpisu kolegi FYM-a zasadza się na tym, że 10-04-2010 nie dokonano zwykłego zamachu, lecz porwania tych 96 osób i władze Rosji wystąpiły  z szantażem wobec władz RP, ze albo wpuszczamy do siebie ruskich i bez jednego wystrzału oddajemy kraj w ich władanie, albo te 96 osób ginie. Co więcej FYM twierdził, że o wszystkim wiedział Jarosław Kaczyński i wspólnie z D. Tuskiem podjęto decyzję o poświęceniu tych ludzi włącznie z bratem Jarosława czyli prezydentem Lechem Kaczyńskim. Ponadto w tym tekście istniały twierdzenia, że wiele osób, które są w otoczeniu Jarosława, to są ruskie śpiochy, a największy i najważniejszy to Antoni Macierewicz.
Ponadto D.Tusk umówił się z Jarosławem Kaczyńskim, że oni jako rząd będą udawać kompletnych jołopów, żeby w ten sposób wyciągnąć ruską agenturę wpływu w Polsce na światło dzienne. Dzięki czemu nasze służby specjalne będą mogły w sposób bezproblemowy wyeliminować, zneutralizować tych wszystkich ruskich śpiochów, agentów wpływu i inną swołocz.

Nie będę polemizował z tezą o możliwości porwania prezydenta i 95 innych osób, bo według mnie było to technicznie możliwe, trudne, a nawet arcytrudne, ale możliwe. Ale cała reszta tej narracji nie trzyma się ładu i składu. Bo właśnie Antoni Macierewicz poprzez działanie tej komisji parlamentarnej wytworzył warunki, że różni "specjaliści" zaczęli się wypowiadać i co który zabrał głos, to sadził coraz większe głupoty. Czyli to Macierewicz poprze swoją działalność wyciągnął tych agentów wpływu na światło dzienne. Czyli Macierewicz nie może być głównym agentem w otoczeniu Jarosława.

I teraz dodatkowo dochodzi do sytuacji, że tekst FYM-a jest niedostępny - został skasowany, przeniesiony.
Sytuacja jest nienormalna co najmniej z kilku potencjalnych powodów.

1. Tekst FYM-a jest według mnie kretyński i nie spełnia zasad logicznego rozumowania
2. Jednym z milczących założeń, które przyjął FYM jest takie, że w naszych służbach nie pozostał nawet jeden ruski agent i w związku z tym nasze służby po wysypie tych wszystkich ancymonków będą ich zgarniać na pęczki, dzięki czemu odzyskamy kontrolę nad państwem - nie będę nawet udowadniał, że to bzdura, wystarczy się rozejrzeć, że wiedzieć, że to prawdą nie jest.
3. można do działalności Macierewicza mieć różne zastrzeżenia, ale to własnie dzięki jego działaniom te różne ancymonki powyłaziły ze swych nor i dały głos, dzięki czemu można ich zidentyfikować.

Wnioski.
Albo ktoś przechwycił blog FYM-a, ale do tego trzeba by analizy polonistycznej, żeby móc zweryfikować, czy poprzednie wpisy są stylistycznie i konstrukcyjnie analogiczne do obecnego (który skądinąd jest usunięty).
Albo kolega FYM z nieznanych dotychczas przyczyn zaliczył odlot rozumu.




Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

29 maja 2012

Binieda - persona non grata

Taki będzie skutek.
Prof. Binieda będąc obywatelem USA zostanie poproszony o opuszczenie Polski jako osoba niepożądana.
Może nie od razu, może nie w tej chwili, ale pewnie tak.
To samo jak sądzę może spotkać panów Szuladzińskiego i Nowaczyka. Tu już pewnie władze pójdą po rozum do głowy i już na lotnisku panowie ci zostaną zawróceni do samolotów i ciupasem odesłani tam skąd przybyli.
Swoje przewidywania opieram na tym co właśnie prokuratura wojskowa usiłowała zmajstrować w przypadku pana Biniedy. Wezwać na świadka, zaprzysiąc i tym prostym chwytem formalnym uniemożliwić dalsze prezentowanie wyników obliczeń szerokim rzeszom społeczeństwa.
Mówiąc szczerze ten cały raport MAK i "komisji Millera" to jest po prostu śmieszny. Śmieszny oczywiście z punktu widzenia naukowego. Znaczy się pisał i wypisywał tam jakieś dane politruk a nie inżynier. Bo jeżeli pojawiają się tam wartości, z których wynika, że 100 tonowy liniowiec pasażerski poruszał się z przyspieszeniem rzędu 5 do 8 g, to właśnie to oznacza. Że nikt nawet nie przeliczył tego co tam powypisywano, nikt nie przewidział, że znajdzie się jeden albo dwóch "dłubków" i zaczną to weryfikować.
Ale właśnie znalazło się kilku "dłubków" i zaczęli sprawdzać i weryfikować. I wyszły wszystkie bzdury (czy już wszystkie to się dopiero okaże) i kanciarstwa jakie znalazły się w tych rzekomo "dokumentach".

Tu należy dopisać coś na temat Uniwersytetu Akron, gdzie prof. Binieda jest pracownikiem.
Szefem tej instytucji jest emerytowany oficer lotnictwa USA. W związku z tym, to nie jest taka sobie zwykła szkółka niedzielna, tylko miejsce gdzie się szkoli i werbuje przyszłych pracowników takich instytucji jak NSA. Zaplecze techniczne dla CIA, FBI i innych. Binieda ma pełne poparcie swojego zwierzchnika, to też o czymś świadczy. Bo taki emerytowany oficer lotnictwa, to też nie jest człowiek nie mający swoich kontaktów w służbach specjalnych. Pewnikiem gdyby nie miał takich kontaktów i nie wykonywał pewnych dodatkowych czynności to nie został by szefem takiej instytucji. Że to spiskowa teoria, nie bynajmniej. To fakt. Służby mają swój udział w większości działań jakie podejmowane są w większości krajów. Tylko, że służby w USA są generalnie ze społeczeństwem, a w każdym razie nie tak ostentacyjnie i na każdym kroku przeciw społeczeństwu jak u nas.


Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

26 maja 2012

Zweryfikować dyplomy

Przy okazji pobytu prof. Biniedy w Polsce, a zwłaszcza jego wystąpienia w programie J. Pospieszalskiego ujawniła się jedna ważna rzecz. Otóż grupa osób, które podpisały się pod raportem komisji Millera odmówiła dyskusji, a nawet zapoznania się z obliczeniami, które przeprowadził Binieda.
Wprawdzie osobiście wątpię, żeby naprawdę nie znali tych obliczeń ale oficjalnie się odżegnują jakby zobaczyli diabła. No z ich punktu widzenia jest to diabeł wcielony.
I tu pojawia się dylemat, kim są ludzie, którzy przynajmniej teoretycznie mają pokończone wyższe studia, mają doktoraty z przedmiotów technicznych, mają odpowiednią wiedzę.
Bo tu pojawiają się dwie możliwości: albo ci ludzie powinni zostać pozbawieni tych dyplomów, bo sprzeniewierzyli się podstawowej zasadzie badań naukowych. Albo powinno się tych ludzi uznać z automatu za moskiewską agenturę.
I nie ma trzeciego wyjścia, tak jak nie ma usprawiedliwienia dla tych ludzi na odmowę zapoznania się z badaniami Biniedy, za nazwanie tych wyników i obliczeń "duperelami".


Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

20 kwietnia 2012

Dość bzdur

Wiemy już, że TEN samolot nie zahaczył o TĄ brzozę. Ale ponieważ różni "specjaliści" mówią takie rzeczy jakie mówią, to warto mieć parę liczb na podorędziu, żeby takie visty kasować in situ.

To są rzeczy, które każdy sobie może sprawdzić we własnym domu. trzeba tylko sprawdzić kilka wzorów i mieć ogólne pojęcie o wytrzymałości materiałów.
Moduł Younga E dla drewna wynosi 11 MPa
                            dla duraluminium od 69 do 75 MPa
Wytrzymałość na ścinanie dla drewna brzozowego wynosi    12 MPa
                             zginanie                                                     125 MPa

Dla duraluminium na ścinanie                                               207 MPa
                                    zginanie                                              272 MPa
Jak widać z powyższych zestawień w pierwszym przypadku duraluminium jest o rząd wielkości bardziej wytrzymałe niż drzewo brzozowe, w drugim zaś przypadku jest dwukrotnie bardziej odporne na występowanie naprężeń, czyli może przenieść dwukrotnie większe obciążenie.
Należy podkreślić, że powyższe dane są wartościami liczbowymi dla obciążeń statycznych i nie uwzględniają kształtu przekroju skrzydła samolotu, który to element ma decydujące znaczenie dla wytrzymałości skrzydła samolotowego jako takiego.

O ile rosnące drzewo można potraktować jako jednolitą belkę drewnianą to potraktowanie w ten sam sposób skrzydła samolotu jest co najmniej nieuprawnione, ale to pomińmy.
W badanym zdarzeniu uczestniczy z jednej strony samolot o masie 80 ton i poruszający się z prędkością około 300 km/h (83 m/s), z drugiej zaś strony brzoza o masie około 2 ton i stojąca w miejscu.
Siła ciągu każdego z silników Tu wynosi 103'000 N, czyli sumaryczna wynosi 309 kN (kiloniutonów).

Proste obliczenie doprowadza nas do wniosku, że brzoza nie mogła mieć szans w przypadku takiej interakcji.
Nie pokazuję precyzyjnych obliczeń, które przeprowadziłem, bo musiałbym z 10 screenschotów z arkusza kalkulacyjnego wkleić. Ponadto wiadomym jest, że takiej interakcji nie było.

Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

13 kwietnia 2012

Pojawia się kilka ciekawych kwestii

Kwestia pierwsza.
Przedterminowe wybory.
Rzecz, której jak sądzę Tusk i PO się boją. Natomiast system panujący czyli służby + media mogą dążyć do tego aby Tusk odszedł. Bo Tusk stał się balastem. Jest wprawdzie zwornikiem, który utrzymuje spójność PO, ale stał się równocześnie balastem.
Dla systemu panującego każdy następny dzień Tuska na stanowisku premiera, każde TAKIE wystąpienie w sejmie stwarza potencjalne niebezpieczeństwo przebudzania się kolejnych ludzi. Bo rzeczywistości nie da się zakrzyczeć.
Sytuacja przypomina klincz.
Bo z jednaj strony najchętniej spławiono by chętnie Tuska, z mściwą satysfakcją Schetyny, a z drugie nie bardzo można to zrobić.
Istnieje realne zagrożenie, że Tusk może dostać taką kawę jak poseł Gruszka, a być może nawet lepszą (bardziej skuteczną).

Kwestia druga.
Potencjalny następca Tuska.
Tu zmiana jest możliwa na Schetynę, czyli zmiana premiera bez nowych wyborów. Co jest bardzo pociągające zarówno dla samego Schetyny jak i dla systemu panującego, ale stwarza pewien problem. Otóż Schetyna nie jest aż tak medialny jak Tusk. Ma kłopoty z artykulacją. może Gowin, ale Gowin jak się zdaje jest zbyt słabo zmoczony ażeby był sterowalny. W przypadku rozwiązania siłowego czyli po prostu śmierci Tuska - co wydaje się w chwili obecnej najsensowniejszym rozwiązaniem, kwestia schedy będzie bardzo prosta. Można domniemywać, że w chwili obecnej trwają intensywne prace nad nowym przyszłym premierem.

Kwestia trzecia.
Liczebność elektoratu PO.
Podobno w Polsce jest 500 tysięcy etatów w szeroko rozumianej administracji. Okazuje się jednak, że ludzi uzależnionych od strumyczka pieniędzy kierowanego przez rząd może być nawet dwa razy więcej. Bo poza tymi, którzy są na etatach (te 500 tysięcy), drugie tyle jest zatrudnionych na "umowach śmieciowych", które już takie śmieciowe nie są, gdy uposażenie przekracza pewne wartości. Tych ludzi razem z rodzinami jest od trzech do pięciu milionów.
I trzeba sobie jasno powiedzieć, że ci ludzie nie zagłosują nigdy na PiS, ani na żadną inną partię, która będzie miała na sztandarach kwestię rozliczeń. Bo po pierwsze i ostatnie ci ludzie doskonale sobie zdają sprawę z tego, że najzwyczajniej w świecie okradają swoich współobywateli. Boją się więc potencjalnej odpowiedzialności, a ponadto nigdy by sobie nie poradzili w warunkach wolnej konkurencji - to jest właśnie klientelizm i etatyzm (o który to etatyzm tak chętnie oskarża się Kaczyńskiego). Ci ludzie mogą co najwyżej nie pójść na wybory, ale jeśli media po raz kolejny podniosą wrzask, że grozi nam powrót Kaczyzmu - Macierewizmu, to oni na wybory pójdą. Pójdą i zagłosują na ta partię, która aktualnie będzie wskazana przez system panujący.

Kwestia czwarta.
Liczebność niedowiarków.
Wartość ta wzrasta, kto ciekaw ten niech sięgnie do publikowanych danych statystycznych z zeszłego roku, gdzie liczba osób wierzących w brednie raportu MAK i komisji Millera była blisko dwukrotnie większa niż obecnie. To dlatego zmieniono lekko przekaz medialny. Już  nie chamskie zakrzykiwanie w mediach, ale delikatne zwrócenie się w kierunku tej grupy z wyraźną intencją żeby tych ludzi jakoś zagospodarować. Tu słowem kluczem jest RACJONALNOŚĆ.

Obecnie raport MAK w praktyce nie istnieje w przekazie medialnym, czyli ci, którzy tym przekazem zawiadują zdają sobie doskonale sprawę z tego, że tam są powypisywane brednie.
To dlatego też wyciągnięto na zwierzenia Aleksandra Smolara, który mówił o "tłumie", "groźnym tłumie". Fraza o "antysemickim tłumie" jeszcze nie pada, ale wszystko przed nami. Tak ten tłum dla Smolara oraz jego krewnych i znajomych jest groźny, bo najchętniej by ich pogonił od żłoba, na co jak wiadomo nikt nie ma ochoty.

P.S.
Ten wpis jest w pewnym zakresie kontynuacją tego tekstu: poprzedni tekst na ten temat

Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

11 kwietnia 2012

Teraz będą nas RACJONALIZOWAĆ

Po wysłuchaniu rozmowy na VOD Gazety Polskiej (żródło) można dojść do ciekawych konstatacji. Media zaczęły, wprawdzie dość nieśmiało, ale jednak odnajdywać pewne elementy racji po stronie przeciwnej. Oczywiście jest to opakowane w tony wazeliny względem rządu.
Ale najważniejsze jest słowo klucz - RACJONALNOŚĆ.
Kto jest racjonalny a kto nie, to oczywiście nadal będzie decydowane w tych samych miejscach, które do tej pory decydowały kto jest oszołomem, moherem, faszystą, antysemitą, kto rozbija Polskę i dzieli Polaków. To samo centrum decyzyjne będzie teraz nas przekonywać do bycia RACJONALNYMI. Tak samo jak przez ostatnie dwadzieścia lat przekonywano nas do posypywania głów popiołem za Jedwabne i inne tego typu ekscesy.
Podział jest z góry założony i wiadomo jak będzie przebiegał. Kaczyński z Macierewiczem, Gazetą Polską, mediami z Torunia są oczywiście z definicji poza obszarem racjonalności. W internecie też wiadomo kto gdzie stoi. Osoby dopuszczające możliwość zamachu są oczywiście poza kryterium racjonalności.

Swoją drogą to musiało się wydarzyć coś spektakularnego, skoro Aleksander Smolar zniżył się z poziomu swojego "autorytetu" i zaczął w jakimś tam zakresie zauważać ludzi, którym się nie powiodło tak jak jego krewnym i znajomym.
Kto ciekaw może sobie wywody tego osobnika poczytać tutaj. Nie będę tego analizował w całości, bo to mija się z celem, ale warto zauważyć właśnie fakt zwrócenia uwagi przez Smolara na tych, którzy w bajki o pancernej brzozie nie wierzą.
Musiało nastąpić znaczące przesunięcie ilościowe osób, które uważają ten rząd i ten system panujący za wadliwy i szkodliwy skoro mamy do czynienia z takimi deklaracjami.

Ale idąc za wypowiedzią Łukasza Warzechy w tej przywołanej na początku rozmowie na VOD może to pójść na dwa sposoby. Rząd i media będą robiły po te pół kroku do tyłu po każdej większej manifestacji, każdym większym (bardziej nagłośnionym) odkryciu w sprawie Smoleńska. I tu są te dwie możliwości, bo albo po prostu tama w pewnym momencie puści i cały ten przegniły twór pod nazwą III RP vel PRL-bis upadnie, albo duża część ludzi spośród tych, którzy obecnie wyrażają niechęć i nieufność do rządu w pewnym momencie powie "no dobra przyznali się" i odpuszczą.

Charakterystycznie zachowuje się w tej rozmowie RAZ, który tak trochę ni w pięć ni w dziewięć przywołuje film "Inside Job", co z drugiej strony bardzo łechce moją próżność (powód). Ale jak znam RAZ-a, znam w sensie dziennikarskim, bo nie osobiście, to najprawdopodobniej gdzieś ktoś mu coś tam of the record powiedział, a on to właśnie w taki sposób sprzedaje szerszej publiczności.

Clue tej całej sytuacji to jednak RACJONALNOŚĆ. To słowo zrobi za chwilę oszałamiającą karierę.

Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

Lawina ruszyła

I chyba nabiera rozpędu.
Wczorajsze obchody II rocznicy tragedii pod Smoleńskiem tego dobitnie dowodzą.
Nie dało się zakrzyczeć tych obchodów sprawą małej Magdy z Sosnowca, ani wyczynami jej matki i "detektywa" Krzysztofa R.
To może nie był tak spektakularny marsz jak w dniu 11-11-2011, ale tych marszów i innych zgromadzeń było dużo na terenie całej Polski. Ludzie pamiętają i to jest najważniejsze.

Tu wypada się odnieść do wywiadów - wykładów jakie są dostępne w internecie z udziałem Barbary Fedyszak - Radziejowskiej.
Tutaj oraz tutaj BFR dość dokładnie konstruuje obraz socjologiczny naszego społeczeństwa. Zwraca również uwagę, że społeczeństwo nie dało się zamknąć w klatce z napisem "oszołomy" chociaż tego próbowano i nadal próbuje się dokonać. Ważnym elementem były również te wszystkie marsze w obronie Telewizji Trwam, a właściwie w obronie wolności słowa. Bo to nie tylko TV Trwam jest i była zagrożona. Bo zagrożony jest normalny przekaz medialny jaki powinien móc dotrzeć do każdego obywatela w naszym kraju. I dopiero tenże obywatel winien podjąć na końcu decyzję czy ufa przekazowi z Czerskiej/Wiertniczej, czy też temu który płynie z Torunia. To skądinąd jest arcyciekawa sytuacja, bo ja rozumiem, że ktoś może nie być nadmiernie religijny, być wręcz agnostykiem lub ateistą. Ale wiadomości przekazywane przez TV Trwam są po prostu inne. Inne elementy są tu uznawane za ważne, a niektóre elementy przekazu są takie, że gdzie indziej ich zobaczyć nie można.
Czyli nawet osoba nie mająca nic wspólnego z Kościołem Katolickim w Polsce winna z przyczyn zdroworozsądkowych oglądać również przekaz informacyjny płynący z Torunia.

Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

10 kwietnia 2012

I padają te najcięższe ze słów

Padają, bo paść w końcu musiały.
Znamy te słowa, ZDRADA, ZDRAJCA, ZDRAJCY

Bo jeśli kogoś "zdradzono o świcie", to musiał być ten kto zdradzał - nieprawdaż?
Tu się przypomina jak nie potrafiono sobie poradzić z zaproszeniem Jaruzela do Moskwy w 2010 roku.
Bo był zaproszony imiennie on. A przecież sprawa jest trywialna. Każdy obywatel danego kraju, jeśli ma choć cień wspólnoty w swojej duszy winien w takiej sytuacji zadać pytanie w dwóch instytucjach. W kancelarii premiera i w kancelarii prezydenckiej. Treść pytania jest trywialna. Czy przyjmując zaproszenie od jakiegoś kraju na jakąś uroczystość nie wprawiam w konfuzję władz własnego kraju. To zresztą dotyczy, czy też powinno dotyczyć kilku innych sytuacji. Na przykład uzyskania odznaczenia nadanego przez inne państwo, uzyskania jakiegoś tam tytułu honorowego, czy też naukowego (tu się kłaniają doktoraty honoris causa Leppera).
Każde inne działanie podjęte przez dowolnego obywatela w takiej sytuacji można i powinno zostać uznane za nielojalność względem własnego państwa.

A co mówić dopiero o premierze, który podejmuje grę z obcym państwem w celu spostponowania prezydenta. Nie ma usprawiedliwienia dla takich działań - TO JEST ZDRADA i to są czyny ZDRAJCY.

Ale nie tylko premiera, bo przecież sam premier nie rządzi, rządzi w grupie ludzi, którzy tworzą razem wspólny front, wspólny pogląd (ci to chyba nie mają, ale to jednak w sumie ewenement), wspólny cel. Czyli to nie był jednorazowy wyskok piłkarzyny za pięć złotych, ale wspólna skoordynowana akcja, czyli nie jeden ZDRAJCA, ale cała grupa ZDRAJCÓW.

A ci inni, to luksusowe towarzystwo dziennikarstwo płci obojga, ci co to wiedzieli w 24 godziny później, że wina leży po stronie niedouczonych pilotów naciskanych przez naprutyego w dym generała, któremu nad głową stał Kaczor z odbezpieczonym kałachem i syczał  "lądujcie zomowskie kurwy". Albo w innej wersji, że niby jeden z pilotów do drugiego mówi "ho, nastraszymy kaczkę - skosimy parę szyszek z drzewek w tym wąwozie". Że nie było takich tekstów, no fakt, nie było. Ale czym się różnią brednie wypisane tu wyżej od tych, które pojawiły się w mediach. Poza poziomem abstrakcji niczym. To moje to mogło by być nawet śmieszne gdyby nie dotyczyło tragedii.
Podostawali smsy od jednego z drugim ministra i wypełnili tylko tak przekazane treści, napompowali wody do swoich artykułów, wstępniaków, analiz i czego tylko sobie można zażyczyć.
Napisali nawet kilka książek, w których poza wymienionymi faktami, że spadł samolot z 96 osobami to nie było ziarna prawdy.
Z tego wynika poprawnie rozumując, że te luksusowe dziennikareczki płci obojga nie są dziennikarzami, a jedynie przekaźnikami pomiędzy władzą a skołowanym odbiorcą.
Bo odbiorca ma prawo być skołowany. Bo w gazecie napisali, w telewizji jednej i drugiej powtórzyli, to człowiek, taki przeciętny przyjmuje to na wiarę.

Czy ci co pisali o pancernej brzozie zapytali się chociaż jednego inżyniera specjalisty od wytrzymałości materiałów, a choćby i studenta jednego z wydziałów politechniki gdzie są omawiane zagadnienia wytrzymałościowe jak to w takim przypadku jest, lub też jak być powinno.

Bo powiedzmy, że jeszcze rok temu banialuki o pancernej brzozie mogły przechodzić, ale w chwili obecnej równie jak opowieść o pijanym generale przeszły do obszaru bajek, a nie faktów.
Czyli ci, którzy to nadal powtarzają to również ZDRAJCY.

Usiłowano te najcięższe ze słów wyrugować z naszej świadomości, bo cóż to jest zdrada, jakby powtarzali za Piłatem "cóż to jest prawda". Ale właśnie albo stajemy w prawdzie i przy prawdzie, albo zostajemy ZDRAJCAMI.
Powiązany artykuł (tutaj).

P.S.
W mojej ocenie jeszcze na 100 procent nie można być pewnym, że był zamach. Nie wykonano w praktyce żadnych badań, które by to potwierdzały i/lub wykluczały. Ale właśnie te jak można podejrzewać rozmyślne zaniechania wskazują na to, że zamach miał miejsce. Osobiście uważam, że była to robota wewnętrzna, ale mogę się mylić.

P.S. 2
Generał Parulski to se powinien w łeb strzelić, wszak w 2010 roku powiedział, że jakiekolwiek ekshumacje to "po moim trupie".

Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

29 marca 2012

Inside job

Teza nie jest nowa. A teraz dostała nowe potwierdzenie. Były dwa wybuchy wewnątrz samolotu w dniu 10-04-2010.
Zachodzi oczywiście pytanie czy Rosjanie wiedzieli. Odpowiedź jest według mnie oczywista, WIEDZIELI i współpracowali. Oczywiście oficjalnie się tego wyprą, ale dwóch generałów GRU w ciągu kilku miesięcy później rozstało się z życie w dziwnych okolicznościach - jeden to się utopił w wannie na Cyprze nawet.
Organizatorem było WSI, co dobitnie udowadniają taśmy, które zaprezentował Tobiasz (cóż za pech, też już nie żyje) i Lichodzki. Te rewelacje łatwo znaleźć w necie. Tam padają takie zdania, że trzeba by aresztować obu Kaczyńskich - dla przypomnienia, jeden był wtedy Prezydentem. A obszczymur mówi o tym, że należy aresztować Prezydenta jakby chciał aresztować pijaczka za sikanie w miejscu do tego nie przeznaczonym.
A skoro organizatorem było WSI, to wiedziało GRU, tu dopuszczam możliwość, że Putin mógł nie wiedzieć, został poinformowany post factum. Dlatego były te dwa trupy generałów GRU. Nie za to, że coś zrobili, ale za to, że zrobili samowolnie nie konsultując się z szefostwem. Za samowolę.

Potem już poleciało z górki. Jestem sobie w stanie nawet wyobrazić co Putin powiedział Tuskowi. Już tam od razu na miejscu w Smoleńsku.
"To wasza wewnętrzna robota, są takie papiery, które mówią, że jeśli nie zaakceptowałeś, to przynajmniej udałeś, że nie widzisz. To są twarde dowody, pójdziesz siedzieć, a w pierdlu to sam wiesz, że może być różnie."
Ta "wypowiedź", to oczywiści moja konfabulacja, ale nie sądzę, żebym się drastycznie mylił.
Cała reszta jest tylko i wyłącznie pochodna tego jednego faktu. Faktu, że to była robota wewnętrzna.
Te kłamstwa, to wrzucanie coraz to bardziej nieprawdopodobnych wersji zdarzeń, to wszystko są skutki.

Można oczywiście dywagować kto z uczestników tego serialu kłamstw działa i działał z pełną świadomością (wiedzą operacyjną) tego co się wydarzyło. Kto w tym uczestniczył z powodu wścieklizny na Kaczyńskich. Kto z powodów merkantylnych. A kto jest po prostu zwykłym idiotą.

Nie powiem, żebym od razu po tym wydarzeniu uważał, że był to zamach. Sięgając do swoich wpisów na blogu mogę stwierdzić, że pierwsze poważne wątpliwości pojawiły się u mnie w okolicach 15-04-2010, a ugruntowałem swoje stanowisko w dniu 20-04-2010.
Potem dochodziły inne elementy, które tylko i wyłącznie potwierdzały tą tezę. Śmierć tych generałów GRU była jednym z tych potwierdzeń.

Niedopuszczenie profesora Badena, brak wykonania zdjęć rentgenowskich w czasie ponownej autopsji Wassermana, Gosiewskiego i Kurtyki również te elementy potwierdzają tezę o zamachu.

To, że nie ma przyznania się do winy tego kto to zrobił nie ma żadnego znaczenia. Istnieje dostatecznie dużo przesłanek pobocznych, które wprost krzyczą BYŁ ZAMACH i JEST TO ROBOTA WEWNĘTRZNA.

Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

03 września 2011

Dlaczego uszkodzono pomnik w Jedwabnem

W ciągu ostatniego tygodnia w Polsce zniszczono TRZY pomniki. Pierwsze dwa ekscesy dotyczyły pomników - tablic pamiątkowych postawionych na cześć Lecha Kaczyńskiego i pozostałych ofiar, które zginęły w Smoleńsku.
No to trzeba było to czymś przykryć.
Tą przykrywką była typowa działalność "nieznanych sprawców" - tym razem w Jedwabnem.
O ile zniszczenia tablic upamiętniających Smoleńsk nie odbiły się zbyt szerokim echem w mediach to akcja w Jedwabnem przyniosła skutek natychmiastowy i to na skalę wręcz światową. A wszyscy politycy w Polsce rzucili się do natychmiastowego przepraszania, a przepraszam za co?
No, chyba że wiedzą kto, ale w takim razie powinni udać się do prokuratury w celu złożenia wyjaśnień i wskazania podejrzanych.
Żaden polityk nie wspomniał przy tym, że praktycznie równolegle zniszczono dwie tablice upamiętniające Smoleńsk - tamte wydarzenia zostały wyparte z przestrzeni medialnej - nie ma ich, nic takiego nie miało miejsca.

Oto i cała tajemnica, dlaczego miało miejsce to zdarzenie.

Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

06 sierpnia 2011

Kto następny do wyBlidowania

Blida wyblidowała się sama (niektórzy twierdzili, że dokonała aktu dekomunizacji).
Dyrektor Michniewicz został wyblidowany.
Potem był Smoleńsk - no, to już była masówka wyblidowywania
Potem jakby ucichło. Ale minister Wróbel i chorąży Zielonka, to też nie byle szczawie z podwórka, ani nie jakieś bandziorki pokroju Perszinga (kto zainteresowany i pamięta jak przebiegała ta akcja, a zwłaszcza to co się działo później, ten zrozumie).
Teraz padło na byłego premiera Andrzeja Leppera.
A ja po prostu nie wierzę, żeby człowiek o takiej mentalności (cwany chamuś w gumofilcach, w bereciku z antenką - copyright by RAZ) był do tego zdolny. Mógł zostać zmuszony, ale dużo większej szansy upatruję w tym, że ktoś mu pomógł. Nie znałem człowieka, ale to najzwyczajniej w świecie nie pasuje do obrazu jaki wykreowano w mediach.
Tacy ludzie nie popełniają samobójstw. Samobójstwo to wyjście - ucieczka dla osób, które mając poczucie swojej wartości widzą, że znalazły się w sytuacji bez wyjścia (bez wyjścia honorowego). To nie ten kaliber człowieka. Lepper zawsze mógł się odwołać do swojego najściślejszego kręgu popleczników i zawsze znaleźć tam wsparcie, to co, teraz nie mógł. Cóż takiego się wydarzyło, lub mogło wydarzyć w czasie najbliższych dni, że Jego śmierć była konieczna. Wydaje się, że proces w jakim Lepper miał zeznawać na korzyść Jarosława Kaczyńskiego jest tym czynnikiem, który jest w tym przypadku decydujący. Lepper zeznań nie składa, zeznań nie ma Kaczyński zostaje skazany - proste jak konstrukcja cepa.
Że to jest spiskowa teoria dziejów, no to ja powtórzę za Łysiakiem - a jest jakaś inna.

Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

30 maja 2011

Zawoalowana groźba, jako Naród jesteśmy załatwieni na szaro

Barack Obama przepytywał Martę Kaczyńską, czy chodzi do szkoły.
Takie same pytanie usłyszał Jarosław Kaczyński w praktyce jako odpowiedź na przekazanie prezydentowi USA memoriału w sprawie Smoleńska.
Ignorancja?
Nie sądzę. Raczej chęć zwrócenia uwagi Jarosławowi Kaczyńskiemu, że ma się jeszcze o kogo troszczyć, że pasmo nieszczęść rodzinnych może się przedłużyć.
Tak bym to odebrał osobiście.

Obama mówił ponadto:
„Jestem dumny, że zapoczątkowaliśmy proces, który pomoże ustabilizować stosunki między Stanami Zjednoczonymi, Rosją. Prezydent Miedwiediew jest tutaj naszym ważnym partnerem w tym procesie. Mówiłem już na szczycie lizbońskim i powtarzałem w ciągu kilku ostatnich dni, ze obrona przeciwrakietowa jest to temat, w którym powinniśmy współpracować z Rosjanami. Mamy wspólne zagrożenia zewnętrzne i nie naruszy to równowagi strategicznej, na czym zależy Rosjanom, a uważamy, że jest to bardzo ważne, że NATO zostaje odpowiedzialne za możliwości obronne NATO.”
i dalej
Bardzo cenimy pragmatyczne podejście Polski w stosunku do Rosji

Jeżeli ktoś mógł mieć wątpliwości i roić jakiekolwiek mrzonki, to właśnie dostał wiadro zimnej wody na głowę. Cała reszta tych wypowiedzi, tych poklepywań po plecach, tych uścisków dłoni w świetle kamer to dyplomatyczne ozdobniki i medialna hucpa dla maluczkich.

Wniosek jest jeden:
Skoro nie potrafiliśmy zagospodarować naszych zasobów i osiągnąć przyzwoitego poziomu infrastruktury  przez 20 lat, to będzie to za nas musiał zrobić ktoś inny.
 A Rosja zawsze bardzo chętnie zaprowadzi porządki nad Wisłą, być może do spółki z Niemcami, a być może samodzielnie - tego na razie nie wiadomo.



Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

Pokazówka

Przy okazji wizyty prezydenta USA w Warszawie (bo nie w Polsce) zrobiono pokazówkę. Tej pokazówki nie zrobiły  wbrew pozorom Secret Service ale nasze władze.
Przekaz do społeczeństwa był mniej więcej taki:
Patrzcie matołki, jak chcemy to nikt nawet na 100 metrów do prezydenta nie podejdzie, a jak chcemy to możemy spowodować, że prezydent zginie (10-04-2010). I co nam zrobicie leszczyki. Gówno wiecie, gówno możecie, w nogach śpicie.

Ostentacja przekazu była dosyć silna, aczkolwiek nieprawdziwa. Bo dla zdeterminowanej jednostki w dodatku odpowiednio przeszkolonej nie ma problemu z wykonaniem zadania. I nie chodzi o wykonanie misji samobójczej, ale takiej po, której człowiek oddala się z miejsca wykonywania zadania niespiesznym krokiem przez nikogo nie niepokojony.
To, że się wam udało w Smoleńsku nic nie znaczy. Bo to już nie są lata 40-te i 50-te ubiegłego wieku, żeby się dało zamordować w więzieniach i procesach kiblowych 400 tysięcy ludzi. A jak będziecie próbowali to będziecie mieli problemy i te problemy nie będą polegały na tym, że grozi wam więzienie, tylko na czymś dużo bardziej ostatecznym.
W Smoleńsku zginął pierwszy szereg, ale czy to coś zmieniło. Według mnie nic. Jedynie determinacja drugiego i dalszych szeregów wzrosła, żeby dorównać tym, którzy w Smoleński zginęli.

Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

10 kwietnia 2011

Chamstwo, czerń, tłuszcza, kibole, faszyści

Taki będzie jutrzejszy przekaz medialny po sobotnich i niedzielnych demonstracjach.
Takie będą tytuły, bądź wymowa artykułów w gazetach typu GW, Polityka, Przekrój oraz oczywiście na antenie WSI 24 i innych zaprzyjaźnionych mediów.

A ja pragnął bym przypomnieć, że we Francji, a dokładnie w rejonie Bordoux to tamtejsi winiarze w sposób jawny zapowiedzieli, że jak Sarko się pojawi to żywy od nich nie wyjedzie - od początku kadencji się nie odważył.

W związku z powyższym wszelkie pretensje do demonstrującego w Warszawie tłumu uważam za co najmniej nieadekwatne. Demonstranci w Warszawie zachowywali się wbrew temu co pokazują telewizje, również te zaprzyjaźnione, w sposób wysoce wstrzemięźliwy. Skądinąd okazja nie była taka, żeby robić dym, ale raczej przemyśleć, zadumać się, ale nie dymić.

Tu uwaga na marginesie. Dwie posłanki PiS zostały poturbowane przez funkcjonariuszy publicznych (policja lub straż miejska).
No to jest zupełny absurd.
Jeśli stoi kordon policji i podchodzi parlamentarzysta, to pokazuje legitymację poselską i psim obowiązkiem takiego stójkowego jest parlamentarzystę przepuścić. Właśnie po to i w takich przypadkach posłowie i senatorowie mają immunitet, żeby byle pachołek nie miał prawa mu czegoś zabronić, właśnie w takiej sytuacji. Bo to jest wykonywanie obowiązków posła i senatora czyli występowanie w imieniu ludzi, którym się pewnych czynności odmawia (tu możliwosci zapalenia zniczy i złożenia kwiatów).

Jeśli natomiast zwykły krawężnik może posła poturbować, poszturchiwać czy czegoś takiego zabronić, to znaczy, że żyjemy w państwie policyjnym.

Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

09 kwietnia 2011

Należy się spodziewać prowokacji

Po dzisiejszych doniesieniach o tym, że Rosja w nocy wymieniła tablicę  w miejscu rozbicia się rok temu samolotu z Prezydentem i 95 towarzyszącymi mu osobami należy w dniu dzisiejszym - planowana manifestacja pod ambasadą Rosji - spodziewać się prowokacji.
Działanie to jest według mnie absolutnie czytelne: cichcem wymienia się tablicę, ludzie stają się wzburzeni - co jest zrozumiałe, pod ambasadą znajdzie się kilku krewkich ludzi, ktoś rzuci koktajlem Mołotowa w kierunku budynku ambasady.
Taki scenariusz jest według mnie pewny.

Dlatego organizatorzy tej manifestacji powinni szczególnie uważać na osobników, którzy są szczególnie agresywni, są dosyć charakterystycznie ubrani (skórzane kurtki), a osoby z najbliższego otoczenia powinny takich rzucających czymkolwiek w ambasadę natychmiast reagować i pomagać w zatrzymaniu takich delikwentów.

Działalność Rosjan jest ewidentna - dążenie do upokorzenia Polski i Polaków. Gorzej, że w Polsce znajdują się indywidua, które chcą to usprawiedliwiać. Bo gdyby rzeczywiście nie było jakichś zgód formalnych na poprzednią tablicę i gdyby rzeczywiście były sygnały ze strony rosyjskiej w tej kwestii, to przecież ktoś by o tym musiał w sposób jawny mówić wcześniej. Tymczasem nie, nic, cisza, a potem nagle trzask prask i w nocy dokonywana jest wymiana.

Warto przy tym zwrócić uwagę, że poza wszystkim innym jest to zwykła kradzież.

Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A