Najbardziej kompletny i podparty wcześniejszymi własnymi artykułami tekst na temat sytemu edukacji zamieściłem tutaj.
Jednak należy podkreślić, że do tej pory zajmowałem się opisem stanu istniejącego i użalaniem się nad poziomem edukacji, który w Polsce jest. To, że jest żenujący, to chyba nikogo do tego przekonywać nie trzeba.
No to teraz mam ochotę przedstawić projekt, który powinien zmienić ten stan rzeczy.
1. Rozpędzić całe towarzystwo, które od lat psuje system oświaty zasiadając w MEN i MSzWiT (wywalamy do spodu włącznie ze sprzątaczkami - bo nie wiadomo dla kogo pracuje sprzątaczka poza faktem bycia sprzątaczką)
2. Zmiana bazy programowej i sposobu nauczania i oceniania.
a. likwidujemy "bezstresowość" w klasach 1-3 szkoły podstawowej. Już nie "chmurki" i "słoneczka", ale po prostu pały, dwójki, trójki, czwórki, piątki i szóstki.
b. na poziomie drugiej klasy szkoły podstawowej po prostu wprowadzamy wymóg umiejętności tabliczki mnożenia do 100.
c. na tym samym poziomie wprowadzamy naukę ŁACINY jako języka równoległego do polskiego, dla chętnych dodatkowo greka.
d. nauka przyrody, geografii, historii powinna być wprowadzana stopniowo
3. Można albo utrzymać system gimnazjalny, albo powrócić do ośmioletniej szkoły podstawowej i czteroletniego liceum (patrz niżej). To jest kwestia dyskusyjna.
W zależności od wyniku jaki osiągnie młody człowiek na koniec szkoły podstawowej jest kierowany albo do czteroletniego gimnazjum, albo do trzyletniego. Lub też gdy zmienimy system na ośmioletnią podstawówkę do cztero, pięcio, lub też sześcioletniego liceum (nie uwzględniam tutaj techników i szkół zawodowych).
Jeśli pozostaniemy przy systemie podstawówka-gimnazjum-liceum, to w takiej sytuacji podstawówka winna nadal liczyć 6 lat, potem albo 3 albo 4 letnie gimnazjum zakończone egzaminem, a potem 3 albo 4 letnie liceum zakończone maturą.
W efekcie otrzymujemy system, w którym młody człowiek zdaje maturę albo w wieku lat 18-tu, albo 19-tu, albo 20-stu lat.
Po prostu, jak jest dobry lub bardzo dobry, to przechodzi cykl szkoleniowy w systemie 6-3-3, jak jest słabszy to wpada w cykl 6-3-4 lub 6-4-3. A jak jest najsłabszy to wpada w cykl 6-4-4.
Taki system stwarza pewne dodatkowe możliwości. Wyłapuje jednostki super zdolne z jakichś dziedzin i dosyć łatwo przyspiesza ich promocję, a jednocześnie spłaszcza różnice mentalne między młodymi ludźmi, którzy nie rozwijają się jednakowo.
Zalety: promocja i wyłapywanie jednostek zdolnych i bardzo zdolnych lub tylko pracowitych. Podwyższenie poziomu kształcenia. Tu należy nadmienić, że na poziomie licealnym wszystkie wykłady winny odbywać się po łacinie, za wyjątkiem polskiego i innych języków obcych.
Ponadto w liceach winny być takie przedmioty jak medioznawstwo, socjologia, logika, sztuka prowadzenia dyskursu z uwzględnieniem takich elementów jak sofistyka i erystyka.
Wady: odejście od systemu egalitarnego. Ale przecież ludzie nie są równi i nie jest to nic nadzwyczajnego. Jeden lepiej rozwiązuje całki, a drugi lepiej analizuje wiersze - to nie jest nienormalne, ale właśnie naturalne.
Oczekuję na rzeczową krytykę moich pomysłów.
Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A
"W świetle najnowszych badań historia Polski od 1914 roku winna być napisana od początku" [prof. Paweł Wieczorkiewicz] Obawiam się, że profesor się mylił. Nie tylko historia Polski i nie tylko od 1914, ale historia wszystkich krajów i w praktyce powinniśmy się cofnąć o tysiąc lat i napisać jak było, a nie bajki z mchu i paproci.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą system edukacji. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą system edukacji. Pokaż wszystkie posty
06 kwietnia 2012
25 marca 2012
Protest głodowy, dopiero teraz?
Na temat zapaści szkolnictwa w Polsce po raz pierwszy napisałem w dniu 04 marca 2009 roku (źródło). Czyli trzy lata temu. Jako, że jestem matematyczno - techniczny, to skupiłem się na tym zakresie. Ale przecież w tym samym mniej więcej czasie profesor Andrzej Nowak (wydawnictwo Arcana, Uniwersytet Jagielloński) w artykule opublikowanym na łamach Rzepy pisał to samo na temat nauki historii. Pisał (podaję z pamięci), że było około 200 godzin nauki historii w liceach, jest 150, a najnowsza "reforma" ma zredukować tą wartość do 60 godzin.
I wtedy nic, cisza, nikt się nie ruszył. Ja rozumiem, że ja to jestem mały żuczek, ale profesor Nowak to nie jest menel z pod budki z piwem, z którego zdaniem można się nie liczyć.
Sądzę, że mój tekst Trzecia próba z 16 października 2010 roku, o historycznym właśnie spojrzeniu na to w jakim miejscu jesteśmy pod względem stałego zaniżania poziomu wiedzy, najlepiej oddaje stan w jakim jesteśmy w tej kwestii.
Pisałem o tym również w dniu 08 maja 2010 roku przy okazji pogrzebu mojego znajomego tekstem pod tytułem Pogrzeb albo dlaczego o tych ludziach się nie słyszy, gdzie poza kwestiami naukowymi i poziomem kształcenia podnosiłem kwestię propagowania przez media takiego a nie innego modelu kariery (bardziej kurwiery niż kariery).
05 listopada 2011 roku napisałem tekst stan gry - wojna kulturowa, gdzie zamieściłem swoje przemyślenia na temat tego, że uważam, że znajdujemy się w stanie permanentnej wojny kulturowej wypowiedzianej Narodowi przez ksenokratyczne elity.
Prawie zawsze gdy pisałem o nauce, szkolnictwie, systemie edukacji wplatałem zdanie mojego kolegi - dziekana jednego z wydziałów Politechniki Warszawskiej: "Ludzie kończący obecnie 3 letnie studia inżynierskie, czyli licencjat mają mniejszą wiedzę z przedmiotów podstawowych, czyli matematyki i fizyki, niż my gdy kończyliśmy liceum w 1982 roku."
Przecież to jest niemożliwe, żeby taką konstatację wyrażał jeden człowiek na jednym wydziale na polibudzie. Nie jest możliwym aby dziekani i rektorzy nie alarmowali ministerstw za skandalicznie niski poziom wiedzy ludzi przychodzących na wyższe studia.
Nie jest możliwe, żeby przez 20 lat dokonywano jedynie wadliwych decyzji na temat szkolnictwa w Polsce.
No i znajdujemy potwierdzenie. Andrzej Gwiazda w swoim artykule pisze (źródło):
"Międzynarodowy Fundusz Walutowy wymaga od wszystkich krajów członkowskich ograniczenia wydatków na edukację i ochronę zdrowia. Ekspert MFW Thomas Morrison w swojej ekspertyzie „Polityczne uwarunkowania wprowadzania systemów dostosowawczych" zaleca: „Nie należy ograniczać dostępu dzieci do szkół, gdyż zawsze powoduje to bunty rodziców. Natomiast obniżanie poziomu nauczania daje większe oszczędności, a w żadnym kraju nie powodowało protestów". Dotychczas!"
i dalej,
"Żarty na bok. Kilkanaście lat temu w San Francisco odbyła się konferencja „na szczycie", w czasie której uzgodniono, że obecny stan techniki nie wymaga już masowego zatrudnienia. Że dzisiaj wystarcza 20 proc. populacji, a 80 proc. jest zbędne i stanowi jedynie obciążenie. Nie wiemy, jaki los przewidziano dla tej części. Lecz niezależnie od projektu warunkiem, aby „zbędni" się w tym nie połapali, jest obniżenie poziomu nauczania."
Czyli, że te wszystkie "reformy" szkolnictwa to nie są błędy kolejnych debili, którzy się dorwali do zabawki jaką jest MEN i MSzWiT, ale jest to robota celowa czyli SABOTAŻ.
Celowy SABOTAŻ, który jest robiony na rozkaz MFW i innych organizacji. A z sabotażystami to chyba wiadomo jak należy postępować.
Tu muszę powiedzieć, że mam olbrzymią pretensję do Pana Andrzeja Gwiazdy. Za to, że w pewnym okresie czasu dał się zepchnąć ze sceny politycznej, za to, że nie kandydował do sejmu przez długi czas, za to, że nie był słyszany głośno i wyraźnie przez blisko 20 lat. Ale jestem mu również wdzięczny za to, że w końcu zaczął przemawiać, na temat szkolnictwa i nie tylko.
Ciekawe ile jeszcze takich passusów jak te o szkolnictwie ma w swojej głowie zapamiętane Pan Andrzej Gwiazda. Bo coś tak podejrzewam, że całkiem sporo.
P.S.
Jak ktoś ciekaw ile i jakie teksty w sumie popełniłem na temat edukacji, to proponuję na moim blogu kliknąć w tag "nauka, edukacja" lub "system edukacji", powinny wyświetlić się wszystkie.
Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A
I wtedy nic, cisza, nikt się nie ruszył. Ja rozumiem, że ja to jestem mały żuczek, ale profesor Nowak to nie jest menel z pod budki z piwem, z którego zdaniem można się nie liczyć.
Sądzę, że mój tekst Trzecia próba z 16 października 2010 roku, o historycznym właśnie spojrzeniu na to w jakim miejscu jesteśmy pod względem stałego zaniżania poziomu wiedzy, najlepiej oddaje stan w jakim jesteśmy w tej kwestii.
Pisałem o tym również w dniu 08 maja 2010 roku przy okazji pogrzebu mojego znajomego tekstem pod tytułem Pogrzeb albo dlaczego o tych ludziach się nie słyszy, gdzie poza kwestiami naukowymi i poziomem kształcenia podnosiłem kwestię propagowania przez media takiego a nie innego modelu kariery (bardziej kurwiery niż kariery).
05 listopada 2011 roku napisałem tekst stan gry - wojna kulturowa, gdzie zamieściłem swoje przemyślenia na temat tego, że uważam, że znajdujemy się w stanie permanentnej wojny kulturowej wypowiedzianej Narodowi przez ksenokratyczne elity.
Prawie zawsze gdy pisałem o nauce, szkolnictwie, systemie edukacji wplatałem zdanie mojego kolegi - dziekana jednego z wydziałów Politechniki Warszawskiej: "Ludzie kończący obecnie 3 letnie studia inżynierskie, czyli licencjat mają mniejszą wiedzę z przedmiotów podstawowych, czyli matematyki i fizyki, niż my gdy kończyliśmy liceum w 1982 roku."
Przecież to jest niemożliwe, żeby taką konstatację wyrażał jeden człowiek na jednym wydziale na polibudzie. Nie jest możliwym aby dziekani i rektorzy nie alarmowali ministerstw za skandalicznie niski poziom wiedzy ludzi przychodzących na wyższe studia.
Nie jest możliwe, żeby przez 20 lat dokonywano jedynie wadliwych decyzji na temat szkolnictwa w Polsce.
No i znajdujemy potwierdzenie. Andrzej Gwiazda w swoim artykule pisze (źródło):
"Międzynarodowy Fundusz Walutowy wymaga od wszystkich krajów członkowskich ograniczenia wydatków na edukację i ochronę zdrowia. Ekspert MFW Thomas Morrison w swojej ekspertyzie „Polityczne uwarunkowania wprowadzania systemów dostosowawczych" zaleca: „Nie należy ograniczać dostępu dzieci do szkół, gdyż zawsze powoduje to bunty rodziców. Natomiast obniżanie poziomu nauczania daje większe oszczędności, a w żadnym kraju nie powodowało protestów". Dotychczas!"
i dalej,
"Żarty na bok. Kilkanaście lat temu w San Francisco odbyła się konferencja „na szczycie", w czasie której uzgodniono, że obecny stan techniki nie wymaga już masowego zatrudnienia. Że dzisiaj wystarcza 20 proc. populacji, a 80 proc. jest zbędne i stanowi jedynie obciążenie. Nie wiemy, jaki los przewidziano dla tej części. Lecz niezależnie od projektu warunkiem, aby „zbędni" się w tym nie połapali, jest obniżenie poziomu nauczania."
Czyli, że te wszystkie "reformy" szkolnictwa to nie są błędy kolejnych debili, którzy się dorwali do zabawki jaką jest MEN i MSzWiT, ale jest to robota celowa czyli SABOTAŻ.
Celowy SABOTAŻ, który jest robiony na rozkaz MFW i innych organizacji. A z sabotażystami to chyba wiadomo jak należy postępować.
Tu muszę powiedzieć, że mam olbrzymią pretensję do Pana Andrzeja Gwiazdy. Za to, że w pewnym okresie czasu dał się zepchnąć ze sceny politycznej, za to, że nie kandydował do sejmu przez długi czas, za to, że nie był słyszany głośno i wyraźnie przez blisko 20 lat. Ale jestem mu również wdzięczny za to, że w końcu zaczął przemawiać, na temat szkolnictwa i nie tylko.
Ciekawe ile jeszcze takich passusów jak te o szkolnictwie ma w swojej głowie zapamiętane Pan Andrzej Gwiazda. Bo coś tak podejrzewam, że całkiem sporo.
P.S.
Jak ktoś ciekaw ile i jakie teksty w sumie popełniłem na temat edukacji, to proponuję na moim blogu kliknąć w tag "nauka, edukacja" lub "system edukacji", powinny wyświetlić się wszystkie.
Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A
Etykiety:
Andrzej Gwiazda,
Andrzej Nowak,
media,
mediokracja,
nauka. edukacja,
system edukacji
07 lutego 2012
Do czego zmierza system szkolnictwa w Polsce
Chyba już można pokusić się o pewne przybliżone przewidywanie przyszłości na temat tego jak będzie wyglądał system szkolnictwa w Polsce za 10, a być może nawet za 20 lat.
Ostatni rocznik był tekstem, który napisałem w związku z nadejściem zmienionego programu, a właściwie zmienionej podstawy programowej, która dotarła do poziomu licealnego.
Chyba jednak najważniejszym tekstem jaki napisałem na temat systemu szkolnictwa był tekst pod tytułem "Trzecia próba", w którym scharakteryzowałem podejmowane wcześniej, oraz porównałem do obecnej, metody wynaradawiania Polaków.
O kwestiach nauki w Polsce pisałem również tu i tu.
Ale teraz po uzyskaniu bardziej dogłębnej informacji mogę pokusić się o pewne uogólnienia i przewidywania przyszłości.
Celem najnowszego obniżenia poziomu kształcenia jest deprecjacja państwowych szkół poziomu licealnego.
Dotychczas sytuacja była taka, że owszem szkoły podstawowe i gimnazja prywatne były statystycznie lepsze od państwowych, ale już licea prywatne to nie dorastały do pięt szkołom państwowym. Zaniżenie poziomu kształcenia, które właśnie dotarło do liceów spowoduje, że szkoły państwowe, które będą miały obowiązek realizować program nie będą w stanie konkurować z liceami prywatnymi. Licea prywatne po prostu będą realizować rozszerzony program nauczania i nikt im tego nie zabroni. Natomiast państwowe nie będą mogły realizować nic ponad program ustalony przez MEN.
Za mniej więcej trzy lata wszelkie rankingi szkół zaczną się zmieniać. Według punktacji "Perspektyw" zaczną przodować licea prywatne - a jest to chyba jedyny sensowny ranking, który ocenia szkołę na podstawie tego ilu jej absolwentów dostało się na studia wyższe państwowe czyli bezpłatne.
Można przyjąć, że w czasie najbliższych 10 lat odsetek osób, które dostaną się na studia po skończonych liceach państwowych znacząco spadnie. Jednocześnie szkoły prywatne staną się dużo bardziej chętnie wybierane przez rodziców dla swoich pociech, co automatycznie spowoduje, że właściciele tych placówek będą mieli łatwą motywację żeby podnieść czesne.
Nastąpi równocześnie rozwarstwienie poziomów kształcenia w placówkach państwowych i prywatnych. W państwowych będzie realizowany program według wytycznych MEN, a prywatne będą coraz bardziej śrubować wymagania. Dojdzie do tego, że uczelnie wyższe będą chętniej przyjmowały absolwentów szkół prywatnych, nawet jeśli ci będą mieli gorsze wyniki z egzaminu maturalnego niż tych najlepszych po liceach państwowych.
W pewnym momencie być może zostanie nawet zostaną przywrócone egzaminy w szkołach wyższych - prawdopodobnie na takie rozwiązanie będą naciskać rektorzy.
W perspektywie około piętnastu lat przewiduję chęć sprywatyzowania szkół wyższych. Będzie to swoiste domknięcie systemu szkolnictwa w Polsce.
Prywatne podstawówki, prywatne gimnazja, prywatne licea i na koniec prywatne uczelnie wyższe. Wszystko za grube pieniądze. A ponieważ systemu stypendialnego nie ma i nie będzie to ludźmi wykształconymi będą "sami swoi".
Nikt spoza nowej nomenklatury się nie prześlizgnie. Prędzej ktoś naprawdę zdolny ukończy studia w Londynie, Paryżu, Zurichu czy gdzieś w USA niż da radę przebić się w Polsce.
Oczywiście nie bez znaczenia dla tych działań jest fakt, że ludźmi słabo wykształconymi jest łatwiej powodować.
Tu wypada zacytować fragment programu jaki opracowano w Urządzie do spraw Rasowo-Politycznych NSDAP, zaprezentowany 25 listopada 1939 roku:
„Uniwersytety i inne szkoły wyższe, szkoły zawodowe, jak i szkoły średnie były zawsze ośrodkiem polskiego szowinistycznego wychowania i dlatego powinny być w ogóle zamknięte. Należy zezwolić jedynie na szkoły podstawowe, które powinny nauczać jedynie najbardziej prymitywnych rzeczy: rachunków, czytania i pisania. Nauka w ważnych narodowo dziedzinach, jak geografia, historia, historia literatury oraz gimnastyka, musi być zakazana”
Prawda, że piękny tekst, zwłaszcza ten fragment o szowinizmie.
Biorąc pod rozwagę podstawę programową jaką wdrożyła pani minister Hall, to szowinizmu już na polskich wyższych uczelniach i w liceach nie będzie. Nie będzie, bo ilość godzin jakie są poświęcane na naukę historii została tak okrojona, że trudno mówić o jakiejkolwiek wiedzy młodych ludzi, którzy tak przygotowany program będą mieli za zadanie opanować.A młody człowiek nie posiadający wiedzy elementarnej na tematy historyczne nie będzie w stanie prawidłowo oceniać obecnie rządzących. I o to właśnie chodzi.
A jednocześnie należy wspomnieć, że są szkoły prywatne, które niezwykle starannie przygotowują młodych ludzi do rządzenia właśnie. Gdzie dogłębnie uczy się historii, gdzie młodzi ludzie zapoznają się z podstawami retoryki, poznają na przykładach czym są sofizmaty, i jak prowadzić dyskusję nawet używając chwytów erystycznych.
Gdzie wykłada się przedmiot o nazwie "medioznawstwo", ze szczególnym uwzględnieniem tego jak media kreują rzeczywistość.
No tak to wygląda proszę państwa
Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A
Ostatni rocznik był tekstem, który napisałem w związku z nadejściem zmienionego programu, a właściwie zmienionej podstawy programowej, która dotarła do poziomu licealnego.
Chyba jednak najważniejszym tekstem jaki napisałem na temat systemu szkolnictwa był tekst pod tytułem "Trzecia próba", w którym scharakteryzowałem podejmowane wcześniej, oraz porównałem do obecnej, metody wynaradawiania Polaków.
O kwestiach nauki w Polsce pisałem również tu i tu.
Ale teraz po uzyskaniu bardziej dogłębnej informacji mogę pokusić się o pewne uogólnienia i przewidywania przyszłości.
Celem najnowszego obniżenia poziomu kształcenia jest deprecjacja państwowych szkół poziomu licealnego.
Dotychczas sytuacja była taka, że owszem szkoły podstawowe i gimnazja prywatne były statystycznie lepsze od państwowych, ale już licea prywatne to nie dorastały do pięt szkołom państwowym. Zaniżenie poziomu kształcenia, które właśnie dotarło do liceów spowoduje, że szkoły państwowe, które będą miały obowiązek realizować program nie będą w stanie konkurować z liceami prywatnymi. Licea prywatne po prostu będą realizować rozszerzony program nauczania i nikt im tego nie zabroni. Natomiast państwowe nie będą mogły realizować nic ponad program ustalony przez MEN.
Za mniej więcej trzy lata wszelkie rankingi szkół zaczną się zmieniać. Według punktacji "Perspektyw" zaczną przodować licea prywatne - a jest to chyba jedyny sensowny ranking, który ocenia szkołę na podstawie tego ilu jej absolwentów dostało się na studia wyższe państwowe czyli bezpłatne.
Można przyjąć, że w czasie najbliższych 10 lat odsetek osób, które dostaną się na studia po skończonych liceach państwowych znacząco spadnie. Jednocześnie szkoły prywatne staną się dużo bardziej chętnie wybierane przez rodziców dla swoich pociech, co automatycznie spowoduje, że właściciele tych placówek będą mieli łatwą motywację żeby podnieść czesne.
Nastąpi równocześnie rozwarstwienie poziomów kształcenia w placówkach państwowych i prywatnych. W państwowych będzie realizowany program według wytycznych MEN, a prywatne będą coraz bardziej śrubować wymagania. Dojdzie do tego, że uczelnie wyższe będą chętniej przyjmowały absolwentów szkół prywatnych, nawet jeśli ci będą mieli gorsze wyniki z egzaminu maturalnego niż tych najlepszych po liceach państwowych.
W pewnym momencie być może zostanie nawet zostaną przywrócone egzaminy w szkołach wyższych - prawdopodobnie na takie rozwiązanie będą naciskać rektorzy.
W perspektywie około piętnastu lat przewiduję chęć sprywatyzowania szkół wyższych. Będzie to swoiste domknięcie systemu szkolnictwa w Polsce.
Prywatne podstawówki, prywatne gimnazja, prywatne licea i na koniec prywatne uczelnie wyższe. Wszystko za grube pieniądze. A ponieważ systemu stypendialnego nie ma i nie będzie to ludźmi wykształconymi będą "sami swoi".
Nikt spoza nowej nomenklatury się nie prześlizgnie. Prędzej ktoś naprawdę zdolny ukończy studia w Londynie, Paryżu, Zurichu czy gdzieś w USA niż da radę przebić się w Polsce.
Oczywiście nie bez znaczenia dla tych działań jest fakt, że ludźmi słabo wykształconymi jest łatwiej powodować.
Tu wypada zacytować fragment programu jaki opracowano w Urządzie do spraw Rasowo-Politycznych NSDAP, zaprezentowany 25 listopada 1939 roku:
„Uniwersytety i inne szkoły wyższe, szkoły zawodowe, jak i szkoły średnie były zawsze ośrodkiem polskiego szowinistycznego wychowania i dlatego powinny być w ogóle zamknięte. Należy zezwolić jedynie na szkoły podstawowe, które powinny nauczać jedynie najbardziej prymitywnych rzeczy: rachunków, czytania i pisania. Nauka w ważnych narodowo dziedzinach, jak geografia, historia, historia literatury oraz gimnastyka, musi być zakazana”
Prawda, że piękny tekst, zwłaszcza ten fragment o szowinizmie.
Biorąc pod rozwagę podstawę programową jaką wdrożyła pani minister Hall, to szowinizmu już na polskich wyższych uczelniach i w liceach nie będzie. Nie będzie, bo ilość godzin jakie są poświęcane na naukę historii została tak okrojona, że trudno mówić o jakiejkolwiek wiedzy młodych ludzi, którzy tak przygotowany program będą mieli za zadanie opanować.A młody człowiek nie posiadający wiedzy elementarnej na tematy historyczne nie będzie w stanie prawidłowo oceniać obecnie rządzących. I o to właśnie chodzi.
A jednocześnie należy wspomnieć, że są szkoły prywatne, które niezwykle starannie przygotowują młodych ludzi do rządzenia właśnie. Gdzie dogłębnie uczy się historii, gdzie młodzi ludzie zapoznają się z podstawami retoryki, poznają na przykładach czym są sofizmaty, i jak prowadzić dyskusję nawet używając chwytów erystycznych.
Gdzie wykłada się przedmiot o nazwie "medioznawstwo", ze szczególnym uwzględnieniem tego jak media kreują rzeczywistość.
No tak to wygląda proszę państwa
Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A
03 lutego 2012
Ostatni rocznik
Tak, ten rocznik, który w tym roku jest w pierwszych klasach licealnych oraz innych typach szkół ponadgimnazjalnych jest ostatnim rocznikiem, który jeszcze coś może osiągnąć.
To są młodzi ludzie, którzy jeszcze nie czerwieniąc się ze wstydu będą mogli powiedzieć, że mają WYKSZTAŁCENIE OGÓLNE. Następne rocznik już tego o sobie powiedzieć nie będą uczciwie mogły.
Różni publicyści napisali o tym tu , tu oraz tu.
Ja o zagadnieniu poziomu szkolnictwa pisałem na przykład tutaj.
Mogę tylko powtórzyć konstatację mojego kolegi, obecnie dziekana jednego z wydziałów Politechniki Warszawskiej: "... Ludzie kończący teraz licencjat, czyli trzyletnie studia inżynierskie mają mniejszą wiedzę z przedmiotów podstawowych, takich jak matematyka, fizyka, niż my gdy kończyliśmy liceum w 1981 roku. ...".
I kolejne zdanie tego samego kolegi: "... Jeśli mam do czynienia z w miarę sensownym młodym człowiekiem, to mam 95 procent szans na to, że znam rodziców najdalej przez czwartych znajomych. ..."
Na Politechnice Warszawskiej, a należy podejrzewać, że na innych również, są dodatkowe zajęcia wyrównawcze z matematyki i fizyki, żeby ci, którzy sobie nie radzą mogli nadrobić. Za moich czasów tak zwane komplety wyrównawcze były na poziomie podstawówki i to były zajęcia dla zupełnych kretynów.
I na to wszystko przychodzi kolejna "reforma" tym razem firmowana przez minister Hall i Tuska.
Powiedzmy, że nawet będą w stanie wdusić taki zasób wiedzy w klasach matematyczno fizycznych aby młodzi ludzie dorównali poziomem z przedmiotów kierunkowych maturzystom z roku 1981 i wcześniejszych. Powiedzmy, że to się uda, chociaż szczerze wątpię. Tylko, że z samego faktu umiejętności rozwiązywania całek i równań różniczkowych nie wynika, że człowiek jest WYKSZTAŁCONY OGÓLNIE.
Przecież to jest kolejna "reforma" obliczona ewidentnie na OBNIŻENIE poziomu kształcenia.
Przewidywane konsekwencja.
Istnieje cała sieć szkół licealnych prywatnych, które kształcą na przyzwoitym poziomie, ale żeby tam się dostać to trzeba mieć pieniądze.
Studia płatne medyczne w Warszawie kosztują 170'000 (słownie: sto siedemdziesiąt tysięcy). kogo stać na takie studia, tych którzy mają pieniądze. A to nie są ceny, które pokrywają rzeczywiste koszta szkolenia. Czyli te ceny mogą tylko wzrosnąć.
Za 10 lat koszt rzeczywistego wyszkolenia młodego człowieka żeby był rzeczywiście WYKSZTAŁCONY najprawdopodobniej będzie oscylował w okolicy miliona złotych (według dzisiejszych cen i dzisiejszej wartości pieniądza).
Matura zdana w państwowym liceum stanie się takim kwitem na węgiel. To już się skądinąd dzieje obecnie. Można zdać maturę na poziomie podstawowym z WOS-u i innych duperelnych przedmiotów i mieć maturę. A żeby się dostać na studia medyczne w Warszawie to trzeba zdać rozszerzoną maturę z biologii i chemii na poziomie 85%.
Wiedziałem, że działalność tej ekipy rządzącej będzie nas drogo kosztowała, ale nie przypuszczałem, że aż tak drogo i w aż tylu dziedzinach.
Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A
To są młodzi ludzie, którzy jeszcze nie czerwieniąc się ze wstydu będą mogli powiedzieć, że mają WYKSZTAŁCENIE OGÓLNE. Następne rocznik już tego o sobie powiedzieć nie będą uczciwie mogły.
Różni publicyści napisali o tym tu , tu oraz tu.
Ja o zagadnieniu poziomu szkolnictwa pisałem na przykład tutaj.
Mogę tylko powtórzyć konstatację mojego kolegi, obecnie dziekana jednego z wydziałów Politechniki Warszawskiej: "... Ludzie kończący teraz licencjat, czyli trzyletnie studia inżynierskie mają mniejszą wiedzę z przedmiotów podstawowych, takich jak matematyka, fizyka, niż my gdy kończyliśmy liceum w 1981 roku. ...".
I kolejne zdanie tego samego kolegi: "... Jeśli mam do czynienia z w miarę sensownym młodym człowiekiem, to mam 95 procent szans na to, że znam rodziców najdalej przez czwartych znajomych. ..."
Na Politechnice Warszawskiej, a należy podejrzewać, że na innych również, są dodatkowe zajęcia wyrównawcze z matematyki i fizyki, żeby ci, którzy sobie nie radzą mogli nadrobić. Za moich czasów tak zwane komplety wyrównawcze były na poziomie podstawówki i to były zajęcia dla zupełnych kretynów.
I na to wszystko przychodzi kolejna "reforma" tym razem firmowana przez minister Hall i Tuska.
Powiedzmy, że nawet będą w stanie wdusić taki zasób wiedzy w klasach matematyczno fizycznych aby młodzi ludzie dorównali poziomem z przedmiotów kierunkowych maturzystom z roku 1981 i wcześniejszych. Powiedzmy, że to się uda, chociaż szczerze wątpię. Tylko, że z samego faktu umiejętności rozwiązywania całek i równań różniczkowych nie wynika, że człowiek jest WYKSZTAŁCONY OGÓLNIE.
Przecież to jest kolejna "reforma" obliczona ewidentnie na OBNIŻENIE poziomu kształcenia.
Przewidywane konsekwencja.
Istnieje cała sieć szkół licealnych prywatnych, które kształcą na przyzwoitym poziomie, ale żeby tam się dostać to trzeba mieć pieniądze.
Studia płatne medyczne w Warszawie kosztują 170'000 (słownie: sto siedemdziesiąt tysięcy). kogo stać na takie studia, tych którzy mają pieniądze. A to nie są ceny, które pokrywają rzeczywiste koszta szkolenia. Czyli te ceny mogą tylko wzrosnąć.
Za 10 lat koszt rzeczywistego wyszkolenia młodego człowieka żeby był rzeczywiście WYKSZTAŁCONY najprawdopodobniej będzie oscylował w okolicy miliona złotych (według dzisiejszych cen i dzisiejszej wartości pieniądza).
Matura zdana w państwowym liceum stanie się takim kwitem na węgiel. To już się skądinąd dzieje obecnie. Można zdać maturę na poziomie podstawowym z WOS-u i innych duperelnych przedmiotów i mieć maturę. A żeby się dostać na studia medyczne w Warszawie to trzeba zdać rozszerzoną maturę z biologii i chemii na poziomie 85%.
Wiedziałem, że działalność tej ekipy rządzącej będzie nas drogo kosztowała, ale nie przypuszczałem, że aż tak drogo i w aż tylu dziedzinach.
Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A
05 listopada 2011
Stan gry - część 2 - wojna kulturowa
Praktycznie od początku, czyli od 1989 roku żyjemy w zakłamaniu.
Zakłamywane są fakty, znaczenie słów, symbolika, postawy obywatelskie, historia. I na to ludzie w swej masie nie są po prostu przygotowani. Bo trzeba mieć dużo samozaparcia, żeby będąc bombardowanym przez media w jakiejś sprawie wysilić się i sprawdzić w kilku źródłach o co chodzi naprawdę. Nie każdy ma ponadto na to czas i nie każdy ma możliwości.
Dochodzi do takich kuriozów, że w Wikipedii w wersji angielskiej jest o jakiejś postaci historycznej napisane zupełnie co innego niż w wersji polskiej - najczęściej wersja polska jest po prostu okrojona.
Można powiedzieć, że ta wojna kulturowa podzielona jest na 3 okresy.
Okres pierwszy - od 1989 do śmierci JP II
Okres drugi - od śmierci JP II do 10-04-2010
Okres trzeci - od 10-04-2010 do chwili obecnej
W pierwszym okresie to się jednak towarzystwo powstrzymywało. Papież Polak to jednak było coś. żadna promocja Nergala w TV ani w żadnym innym medium nie była wtedy do pomyślenia. Również drobniejsze rzeczy nie przechodziły. Nie było takiego zalewu chłamu w TV, nie było tych "tańców z gwiazdami na rurze" i innych tego typu "atrakcji".
Gdzieś tam jakiś Biedroń z Niemcem się pałętali, ale o tym żeby ktoś z nich został posłem to nikt nawet nie śmiał pomyśleć.
Ale właśnie w tym czasie dokonano zbrodni na nauce w Polsce. Niby nic nie znaczące, niby drobne ruchy zaowocowały obecnie. Obniżono standardy nauczania na wszystkich poziomach, od podstawówki poprzez gimnazjum i liceum, a na uczelniach wyższych kończąc. Samo wprowadzenie gimnazjów było poważnym błędem, z którego obecnie jest niezwykle trudno wyjść.
Okres drugi, od śmierci JP II do 10-04-2010.
Charakteryzował się powolnym acz nasilającym się coraz większym prymityzowaniem przekazu medialnego. To wtedy pojawiły się te "tańce na rurze z gwiazdami na lodzie", a w każdym razie wtedy zjawisko to uległo nasileniu i było promowane.
Ale w porównaniu do okresu następnego, to panował jednak spokój i jakiś tam ład.
Okres trzeci, od 10-04-2010 do chwili obecnej.
Charakterystyczny element tego okresu to pierwszy dzień, czyli 10-04-2010. Ludzie zaczynają się gromadzić na ulicach, zaczynają się zbierać. I nagle TRACH. Nie zbierają się po to, żeby sobie jaja porobić z kaczora, żeby drwić z kurdupla i kartofla, ale po to żeby oddać cześć Prezydentowi i pozostałym, którzy zginęli. Był taki moment w przekazie medialnym, głównie w TV, gdy komentatorzy nie bardzo wiedzieli po co się ci ludzie zbierają. I wtedy parę zdań, które wypowiedzieli było, nazwijmy to delikatnie, nie na miejscu, niezbyt adekwatnych, lub coś w tym stylu.
To dlatego potem wypuszczono na ulicę pijanych kryminalistów żeby obrażali i atakowali modlących się pod Krzyżem na Krakowskim Przedmieściu. To dlatego padały teksty o tym, że społeczeństwo jest "nekrofilskie". Żeby zdezawuować ten impuls patriotyzmu i współczucia.
Po 20 latach pedagogiki wstydu jaką nam aplikują media z GW i TVN na czele okazało się, że wystarczy jedna iskierka i to zglajszachtowane społeczeństwo jednak podnosi głowę. I ludzie na to patrzą. Bo przecież nie wszyscy pojechali do Warszawy na Krakowskie Przedmieście. I właśnie tym co nie pojechali, tym co są z lekka labilni emocjonalnie należało wbić do głów, że modlą się pod tym Krzyżem tylko "mohery'. I to się udało. Wybory prezydenckie 2010 i parlamentarne 2011 dowodzą tego, że operacja medialna została przeprowadzona z powodzeniem.
Wojna kulturowa trwa. Z jednaj strony jest tradycja I i II RP, z drugiej tradycja KPP, KPZU, Pawki Morozowa.
Tradycja I i II RP jest mocno kulawa, ale nawet wśród ludzi pochodzących z gminu niezwykle silna. To nic, że nie ma dworów szlacheckich, które zawsze pełniły rolę opinio i kulturotwórczą. Takie fakty jak Palmiry i Katyń obniżyły liczbę ludzi, którzy byli naturalnymi przywódcami w Polsce. Dość powiedzieć, że przed II WŚ w Polsce było 80'000 osób mających wyższe studia lub maturę, a po wojnie takich ludzi było tylko 20'000. To ma swoje znaczenie.
Ale minęło trochę czasu i pojawiają się nowi ludzie, którzy wyrośli i przerośli swoje miejsce urodzenia. Pracą, talentem, zaradnością - stali się nową elitą. I wlaśnie przeciwko tym ludziom promuje się w TV Nergala, panienkę, która znana jest z tego, że lubi ściągać majtki publicznie i innych tego typu celebrytów.
Poprzedni wpis na ten temat: http://pulldragontail.blogspot.com/2011/11/stan-gry-czesc-1.html
Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A
Zakłamywane są fakty, znaczenie słów, symbolika, postawy obywatelskie, historia. I na to ludzie w swej masie nie są po prostu przygotowani. Bo trzeba mieć dużo samozaparcia, żeby będąc bombardowanym przez media w jakiejś sprawie wysilić się i sprawdzić w kilku źródłach o co chodzi naprawdę. Nie każdy ma ponadto na to czas i nie każdy ma możliwości.
Dochodzi do takich kuriozów, że w Wikipedii w wersji angielskiej jest o jakiejś postaci historycznej napisane zupełnie co innego niż w wersji polskiej - najczęściej wersja polska jest po prostu okrojona.
Można powiedzieć, że ta wojna kulturowa podzielona jest na 3 okresy.
Okres pierwszy - od 1989 do śmierci JP II
Okres drugi - od śmierci JP II do 10-04-2010
Okres trzeci - od 10-04-2010 do chwili obecnej
W pierwszym okresie to się jednak towarzystwo powstrzymywało. Papież Polak to jednak było coś. żadna promocja Nergala w TV ani w żadnym innym medium nie była wtedy do pomyślenia. Również drobniejsze rzeczy nie przechodziły. Nie było takiego zalewu chłamu w TV, nie było tych "tańców z gwiazdami na rurze" i innych tego typu "atrakcji".
Gdzieś tam jakiś Biedroń z Niemcem się pałętali, ale o tym żeby ktoś z nich został posłem to nikt nawet nie śmiał pomyśleć.
Ale właśnie w tym czasie dokonano zbrodni na nauce w Polsce. Niby nic nie znaczące, niby drobne ruchy zaowocowały obecnie. Obniżono standardy nauczania na wszystkich poziomach, od podstawówki poprzez gimnazjum i liceum, a na uczelniach wyższych kończąc. Samo wprowadzenie gimnazjów było poważnym błędem, z którego obecnie jest niezwykle trudno wyjść.
Okres drugi, od śmierci JP II do 10-04-2010.
Charakteryzował się powolnym acz nasilającym się coraz większym prymityzowaniem przekazu medialnego. To wtedy pojawiły się te "tańce na rurze z gwiazdami na lodzie", a w każdym razie wtedy zjawisko to uległo nasileniu i było promowane.
Ale w porównaniu do okresu następnego, to panował jednak spokój i jakiś tam ład.
Okres trzeci, od 10-04-2010 do chwili obecnej.
Charakterystyczny element tego okresu to pierwszy dzień, czyli 10-04-2010. Ludzie zaczynają się gromadzić na ulicach, zaczynają się zbierać. I nagle TRACH. Nie zbierają się po to, żeby sobie jaja porobić z kaczora, żeby drwić z kurdupla i kartofla, ale po to żeby oddać cześć Prezydentowi i pozostałym, którzy zginęli. Był taki moment w przekazie medialnym, głównie w TV, gdy komentatorzy nie bardzo wiedzieli po co się ci ludzie zbierają. I wtedy parę zdań, które wypowiedzieli było, nazwijmy to delikatnie, nie na miejscu, niezbyt adekwatnych, lub coś w tym stylu.
To dlatego potem wypuszczono na ulicę pijanych kryminalistów żeby obrażali i atakowali modlących się pod Krzyżem na Krakowskim Przedmieściu. To dlatego padały teksty o tym, że społeczeństwo jest "nekrofilskie". Żeby zdezawuować ten impuls patriotyzmu i współczucia.
Po 20 latach pedagogiki wstydu jaką nam aplikują media z GW i TVN na czele okazało się, że wystarczy jedna iskierka i to zglajszachtowane społeczeństwo jednak podnosi głowę. I ludzie na to patrzą. Bo przecież nie wszyscy pojechali do Warszawy na Krakowskie Przedmieście. I właśnie tym co nie pojechali, tym co są z lekka labilni emocjonalnie należało wbić do głów, że modlą się pod tym Krzyżem tylko "mohery'. I to się udało. Wybory prezydenckie 2010 i parlamentarne 2011 dowodzą tego, że operacja medialna została przeprowadzona z powodzeniem.
Wojna kulturowa trwa. Z jednaj strony jest tradycja I i II RP, z drugiej tradycja KPP, KPZU, Pawki Morozowa.
Tradycja I i II RP jest mocno kulawa, ale nawet wśród ludzi pochodzących z gminu niezwykle silna. To nic, że nie ma dworów szlacheckich, które zawsze pełniły rolę opinio i kulturotwórczą. Takie fakty jak Palmiry i Katyń obniżyły liczbę ludzi, którzy byli naturalnymi przywódcami w Polsce. Dość powiedzieć, że przed II WŚ w Polsce było 80'000 osób mających wyższe studia lub maturę, a po wojnie takich ludzi było tylko 20'000. To ma swoje znaczenie.
Ale minęło trochę czasu i pojawiają się nowi ludzie, którzy wyrośli i przerośli swoje miejsce urodzenia. Pracą, talentem, zaradnością - stali się nową elitą. I wlaśnie przeciwko tym ludziom promuje się w TV Nergala, panienkę, która znana jest z tego, że lubi ściągać majtki publicznie i innych tego typu celebrytów.
Poprzedni wpis na ten temat: http://pulldragontail.blogspot.com/2011/11/stan-gry-czesc-1.html
Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A
Etykiety:
nauka. edukacja,
stan gry,
system edukacji,
sytuacja w Polsce,
układ
04 września 2011
Przykre
Pojechałem z dzieckiem kupować podręczniki. Pierwsza klasa liceum, w Warszawie. Jednego z tych lepszych, od dziesięciolecia mieszczących się w pierwszej piątce liceów w Warszawie.
Nie, nie będę udawał, że kupowałem podręczniki tylko obowiązkowe. Kupiliśmy znacznie więcej.
Kupiliśmy część podręczników, które mają pomóc w osiągnięciu sukcesu jakim jest wygranie (bycie laureatem) jednaj z trzech olimpiad.
Kupiliśmy około jednej trzeciej wymaganego (pewnego minimum) zestawu.
Wydaliśmy około 1'300 złotych (tysiąc trzysta).
Wychodząc z księgarni powiedziałem do córki:
- A Twoja koleżanka, Iksińska to do, której szkoły się dostała
- Poszła do technikum gastronomicznego
- Przecież ona była niewiele gorsza od Ciebie, mogła pójść do jednego z lepszych liceów.
- Tak, jakby przycisnęła w końcówce, to by się mogła dostać nawet do tego samego co ja.
- No, cóż, chyba rozumiem, jej rodziców po prostu nie stać na to, żeby tak jak my wywalić od ręki 1'300 złotych na około jedną trzecią podręczników do nauki
- chyba masz rację.
Taką rozmowę miałem z własną córką.
To ja się pytam.
Gdzie jest państwo?
Gdzie jest system stypendialny?
Gdzie te wszystkie programy wyłapywania talentów?
Fakt, nie będę ukrywał, koleżanka córki, o której rozmawialiśmy geniuszem nie jest, ale na pewno jest lepsza i bardziej pracowita od kilku osób, które się dostały do tego liceum co moja córka. Zapewniając jej odpowiedni start można by uzyskać w perspektywie kilku, kilkunastu lat dobrego fachowca w medycynie, inżyniera lub innej specjalności. Po prostu uczciwy sumienny specjalista.
Ale nie. Nikt takich ludzi nie chce ani promować ani wykorzystać.
To ja powtarzam pytanie, gdzie jest państwo, gdzie jest system stypendialny, gdzie te programy wyłapywania tych lepszych.
Tego nie ma.
Wychwytuje się ludzi z górnego piątego centyla zdolności lingwistycznych i ich się dalej szkoli (takich ludzi można dowolnie ukształtować), a reszcie pozwala się wegetować.
Powiązane artykuły
http://pulldragontail.blogspot.com/search?q=trzecia+pr%C3%B3ba
http://pulldragontail.blogspot.com/2010/05/pogrzeb-albo-dlaczego-o-tych-ludziach.html
Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A
Nie, nie będę udawał, że kupowałem podręczniki tylko obowiązkowe. Kupiliśmy znacznie więcej.
Kupiliśmy część podręczników, które mają pomóc w osiągnięciu sukcesu jakim jest wygranie (bycie laureatem) jednaj z trzech olimpiad.
Kupiliśmy około jednej trzeciej wymaganego (pewnego minimum) zestawu.
Wydaliśmy około 1'300 złotych (tysiąc trzysta).
Wychodząc z księgarni powiedziałem do córki:
- A Twoja koleżanka, Iksińska to do, której szkoły się dostała
- Poszła do technikum gastronomicznego
- Przecież ona była niewiele gorsza od Ciebie, mogła pójść do jednego z lepszych liceów.
- Tak, jakby przycisnęła w końcówce, to by się mogła dostać nawet do tego samego co ja.
- No, cóż, chyba rozumiem, jej rodziców po prostu nie stać na to, żeby tak jak my wywalić od ręki 1'300 złotych na około jedną trzecią podręczników do nauki
- chyba masz rację.
Taką rozmowę miałem z własną córką.
To ja się pytam.
Gdzie jest państwo?
Gdzie jest system stypendialny?
Gdzie te wszystkie programy wyłapywania talentów?
Fakt, nie będę ukrywał, koleżanka córki, o której rozmawialiśmy geniuszem nie jest, ale na pewno jest lepsza i bardziej pracowita od kilku osób, które się dostały do tego liceum co moja córka. Zapewniając jej odpowiedni start można by uzyskać w perspektywie kilku, kilkunastu lat dobrego fachowca w medycynie, inżyniera lub innej specjalności. Po prostu uczciwy sumienny specjalista.
Ale nie. Nikt takich ludzi nie chce ani promować ani wykorzystać.
To ja powtarzam pytanie, gdzie jest państwo, gdzie jest system stypendialny, gdzie te programy wyłapywania tych lepszych.
Tego nie ma.
Wychwytuje się ludzi z górnego piątego centyla zdolności lingwistycznych i ich się dalej szkoli (takich ludzi można dowolnie ukształtować), a reszcie pozwala się wegetować.
Powiązane artykuły
http://pulldragontail.blogspot.com/search?q=trzecia+pr%C3%B3ba
http://pulldragontail.blogspot.com/2010/05/pogrzeb-albo-dlaczego-o-tych-ludziach.html
Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A
18 maja 2011
Informacja, korupcja, informacja, ....
Uchwalono ustawę o Systemie Informacji Oświatowej (SIO), trudno świetnie. Od przedszkola będzie się zbierać informacje o predyspozycjach dzieci, zdarzeniach, w których uczestniczą, postępach w nauce - czysty Orwell.
Ale nie tylko Orwell. Również korupcja.
Pomijam taką kwestię, że większość personelu przedszkolnego jak również nauczycieli uczących w klasach 1-3 to osoby o raczej niezbyt szerokich horyzontach myślowych, no taka jest po prostu prawda, a selekcja negatywna działa.
Ważnym elementem jest również to, że nawet osoby z wykształceniem uniwersyteckim na takich stanowiskach są po prostu produktem lewicowych wydziałów uniwersytetów, gdzie miały do czynienia z takimi tuzami jak Środa, Szyszkowska. Łatwo sobie wyobrazić jakimi kryteriami będą się kierowały osoby wpisujące do owego rejestru informacje na temat ucznia, który nie będzie wyrażał zachwytu dla pewnych idei.
To jedna strona tego medalu, ale jest jeszcze inna.
Również łatwo sobie wyobrazić, że młody człowiek będzie mógł być w takim systemie korumpowany. Ktoś zdolny będzie dostawał stypendium, żeby po jakimś czasie być wdzięcznym władzy. Potem się go skieruje na specjalnie prowadzone przez taką Środę lub Szyszkowską zajęcia i nieszczęście gotowe. Młody człowiek zostanie zindoktrynowany, a rodzice, którzy nie będą mieli czasu i wiedzy na prostowanie wkładanych ich dziecku do głowy głupot zostaną bezradni wobec machiny, która przerobiła dzieciaka na swoją modłę.
Równocześnie odbywa się spis powszechny. Ilość szczegółowych pytań zwłaszcza dotyczących stanu zdrowia, pracy, prac okazjonalnych jest według mnie zatrważająca. A dotychczasowa praktyka wskazuje, że dane te mogą być dostępne dla banków, ubezpieczycieli i być może przyszłych pracodawców.
W połączeniu z SIO tworzy się arcyniebezpieczne narzędzie służące do kontroli całego społeczeństwa.
P.S.
Osobiście nie zamierzam dać się spisać, nawet w przypadku konieczności zapłacenia mandatu karnego.
Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A
Ale nie tylko Orwell. Również korupcja.
Pomijam taką kwestię, że większość personelu przedszkolnego jak również nauczycieli uczących w klasach 1-3 to osoby o raczej niezbyt szerokich horyzontach myślowych, no taka jest po prostu prawda, a selekcja negatywna działa.
Ważnym elementem jest również to, że nawet osoby z wykształceniem uniwersyteckim na takich stanowiskach są po prostu produktem lewicowych wydziałów uniwersytetów, gdzie miały do czynienia z takimi tuzami jak Środa, Szyszkowska. Łatwo sobie wyobrazić jakimi kryteriami będą się kierowały osoby wpisujące do owego rejestru informacje na temat ucznia, który nie będzie wyrażał zachwytu dla pewnych idei.
To jedna strona tego medalu, ale jest jeszcze inna.
Również łatwo sobie wyobrazić, że młody człowiek będzie mógł być w takim systemie korumpowany. Ktoś zdolny będzie dostawał stypendium, żeby po jakimś czasie być wdzięcznym władzy. Potem się go skieruje na specjalnie prowadzone przez taką Środę lub Szyszkowską zajęcia i nieszczęście gotowe. Młody człowiek zostanie zindoktrynowany, a rodzice, którzy nie będą mieli czasu i wiedzy na prostowanie wkładanych ich dziecku do głowy głupot zostaną bezradni wobec machiny, która przerobiła dzieciaka na swoją modłę.
Równocześnie odbywa się spis powszechny. Ilość szczegółowych pytań zwłaszcza dotyczących stanu zdrowia, pracy, prac okazjonalnych jest według mnie zatrważająca. A dotychczasowa praktyka wskazuje, że dane te mogą być dostępne dla banków, ubezpieczycieli i być może przyszłych pracodawców.
W połączeniu z SIO tworzy się arcyniebezpieczne narzędzie służące do kontroli całego społeczeństwa.
P.S.
Osobiście nie zamierzam dać się spisać, nawet w przypadku konieczności zapłacenia mandatu karnego.
Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A
Etykiety:
spis powszechny,
system edukacji,
teorie spiskowe
30 stycznia 2011
Metoda
Oto film o tym jak się robi rewolucję.
http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=-ZfAVvIcmdQ
http://www.youtube.com/watch?v=nIM04EjSqbY&feature=player_embedded
http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=h4uBzGhjqfQ
http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=h4uBzGhjqfQ
http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=GvNPUp7WVs8
Pokazane są tutaj metody jakie stosowane są wobec autorytarnych reżimów. W ostatniej części tego filmu pada jednak, że nie wszędzie jest to skuteczne, tak jak w Azerbejdżanie, gdzie próba obalenia nie powiodła się. Padają również sugestie dlaczego się nie powiodła.
Najważniejszym elementem jest jednak to, żeby były wolne i w miarę niezależne media, które dają szansę na przekazanie treści mogących doprowadzić do zmiany.
Skomentuje to w następujący sposób.
Skoro jest METODA i w dodatku jest pokazywana w telewizji, to musi istnieć również PRZECIWMETODA, która może być realizowana na przykład w Polsce. Skoro zaczynem przewrotu są z reguły młodzi ludzie, którzy są sfrustrowani, to należy z punktu widzenia władzy, systemu spowodować, żeby ci młodzi ludzie ukierunkowali swoją działalność w innym kierunku. Na zarabianie pieniędzy, kupno domu lub mieszkania, kupno samochodu, a najlepiej żeby to wszystko kupowali na kredyt. Wtedy nie będą się imać żadnych spraw politycznych.
Zniechęcić, ośmieszyć, ale przede wszystkim nie dopuścić do pojawienia się dostatecznie dużej grupy sfrustrowanych. Dać każdemu tyle, żeby mógł się upajać "sukcesem", ale jednocześnie żeby nie wiedział czym jest prawdziwy sukces. Bo sukces dla kogoś kto wie niewiele, to może być zarabianie przysłowiowych 6'000 złotych miesięcznie (http://pulldragontail.blogspot.com/search?q=6%27000), sukcesem może być wyjazd do Irlandii "na zmywak".
Dopóki ludzie nie zorientują się, że sukces zależy GŁOWNIE od stanu państwa, nie zidentyfikują się z państwem, nie zauważą, że tak na prawdę są przerabiani na szaro, to dopóty nic z tego nie będzie. A jakość kształcenia jest coraz niższa, w związku z tym szansa na to, że pojawi się fala tych, którzy chcą ostrej zmiany jest coraz mniejsza.
Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A
http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=-ZfAVvIcmdQ
http://www.youtube.com/watch?v=nIM04EjSqbY&feature=player_embedded
http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=h4uBzGhjqfQ
http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=h4uBzGhjqfQ
http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=GvNPUp7WVs8
Pokazane są tutaj metody jakie stosowane są wobec autorytarnych reżimów. W ostatniej części tego filmu pada jednak, że nie wszędzie jest to skuteczne, tak jak w Azerbejdżanie, gdzie próba obalenia nie powiodła się. Padają również sugestie dlaczego się nie powiodła.
Najważniejszym elementem jest jednak to, żeby były wolne i w miarę niezależne media, które dają szansę na przekazanie treści mogących doprowadzić do zmiany.
Skomentuje to w następujący sposób.
Skoro jest METODA i w dodatku jest pokazywana w telewizji, to musi istnieć również PRZECIWMETODA, która może być realizowana na przykład w Polsce. Skoro zaczynem przewrotu są z reguły młodzi ludzie, którzy są sfrustrowani, to należy z punktu widzenia władzy, systemu spowodować, żeby ci młodzi ludzie ukierunkowali swoją działalność w innym kierunku. Na zarabianie pieniędzy, kupno domu lub mieszkania, kupno samochodu, a najlepiej żeby to wszystko kupowali na kredyt. Wtedy nie będą się imać żadnych spraw politycznych.
Zniechęcić, ośmieszyć, ale przede wszystkim nie dopuścić do pojawienia się dostatecznie dużej grupy sfrustrowanych. Dać każdemu tyle, żeby mógł się upajać "sukcesem", ale jednocześnie żeby nie wiedział czym jest prawdziwy sukces. Bo sukces dla kogoś kto wie niewiele, to może być zarabianie przysłowiowych 6'000 złotych miesięcznie (http://pulldragontail.blogspot.com/search?q=6%27000), sukcesem może być wyjazd do Irlandii "na zmywak".
Dopóki ludzie nie zorientują się, że sukces zależy GŁOWNIE od stanu państwa, nie zidentyfikują się z państwem, nie zauważą, że tak na prawdę są przerabiani na szaro, to dopóty nic z tego nie będzie. A jakość kształcenia jest coraz niższa, w związku z tym szansa na to, że pojawi się fala tych, którzy chcą ostrej zmiany jest coraz mniejsza.
Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A
08 maja 2010
Pogrzeb albo dlaczego o tych ludziach się nie słyszy?
W dniu 15-04-2010 zmarł mój znajomy prof. dr hab. fizyki Leszek Dobaczewski. Byłem na jego pogrzebie w dniu 22-04-2010. Leszek chorował długo i przewlekle, ale sądzę, że zabiło Go to iż utracił wiarę w to że może powrócić do zdrowia. Nie będę opisywał Jego perypetii zdrowotnych, pomimo iż je znam dość dokładnie, ponieważ nie czuję się do tego upoważniony.
Napiszę o czymś innym.
O Leszku Dobaczewski, jego bracie Jacku, o Witku Nazarewiczu i o Małgorzacie Walewskiej.
Leszek Dobaczewski był fantastycznym człowiekiem, wielokrotnie tego dowiódł. Był wesoły i był to tak zwany "swój chłop". Nigdy nie zapomnę gdy pijąc kiedyś razem wódkę powiedział do mnie: "... Stary, ale pamiętaj, elektrony są ZIELONE, i pamiętaj, że to JA ci o tym powiedziałem. ...". Taki był.
Leszek Dobaczewski był człowiekiem o jakim ja mówię, że ktoś taki jest mózgowcem. Był wielokrotnie zapraszany do Amerykańskich ośrodków badań, z laboratorium Livermoor włącznie. Umówmy się szczerze, niewielu naszych naukowców dostąpiło tego zaszczytu.
Prace, które prowadził Leszek doprowadziły do wyprodukowania i zastosowania na skalę przemysłową ZIELONEGO LASERA - z tego wynika poprawnie rozumując, że każdy kto ma kompa z wbudowanym DVD powinien być mu wdzięczny.
Gdy nad trumną Leszka przemawiał Jego szef to naprawdę musiałem się zmużdżać, żeby załapać o czym mówi i czego rzeczywiście dotyczyły badania, które Leszek prowadził.
Teraz będzie o Jacku Dobaczewskim (brat Leszka) i o Witku Nazarewiczu. Obaj wymienieni od dziesięcioleci pracują tylko w USA. Ich prace są praktycznie nieznane w Polsce. Również z nimi miałem okazję się napić. Pamiętam taki jeden epizod. Będąc na dużej bani wypełnili jakiś formularz jakiegoś zapyziałego uniwersytetu w USA i wysłali (starającym się o pracę miał być Jacek). Robili sobie oczywiście zgrywy. Potem Jacek nie mógł się opędzić od coraz to wyższych ofert, które z tegoż uniwersytetu nadchodziły. Gdy suma apanaży zaczynała być niebezpiecznie wysoka Jacek powiedział: "... Ale co ja bym tam robił, przecież oni nie dali by mi szansy na jakikolwiek rozwój. ...".
Jacek był na pogrzebie swojego brata, niestety Witek nie mógł.
Małgorzata Walewska jest dla odmiany koleżanką mojej żony z liceum. Jest śpiewaczką światowej klasy i formatu. Występowała ze wszystkimi sławnymi: Luciano Pavarotti, Placido Domingo, Simon Estes, Luis Lima, Bernhard Weikl, Thomas Hampson, Edita Gruberová. O niej również w Polsce się nie słyszy.
Ciekawe dlaczego o tych wyżej wymienionych ludziach się nie słyszy. Dlaczego nie mówi się w mediach o sukcesach naszych fizyków pracujących za oceanem, dlaczego nie mówi się i nie nagłaśnia każdego występu Walewskiej? Przecież to jest promocja naszego kraju, to jest promocja ludzi, którzy odnieśli i odnoszą na co dzień sukces na arenie międzynarodowej. Oni są naszym towarem eksportowym, Łatwiej powiedzieć o hydrauliku lub o opiekunce dla osób przewlekle chorych, którzy za grosze będą pracować we Francji bądź w Niemczech.
Ale nie. O takich ludziach w polskojęzycznych mediach nad Wisłą się nie mówi.
A takich ludzi w Polsce jest znacznie więcej. Ale się o nich nie mówi.
Nie mówi się argumentując w sposób wręcz kretyński: "... że taki etos, naukowca, to się nie sprzeda w mediach, łatwiej jest sprzedać w mediach to czy Doda miała na sobie majtki czy nie. ..."
Nie mówi się o takich ludziach również z tego powodu, żeby społeczeństwo nie miało aspiracji, żeby nie mogło wbić się w dumę z rodaków, którzy odnieśli sukces.
Żeby nie mogła się wytworzyć lub maksymalnie to utrudnić i opóźnić KLASA ŚREDNIA.
Nie mówi się również z tego powodu, że Ci wyżej wymienieni nie są uwikłani w żadne koterie towarzyskie, nie są umoczeni w bycie TW i nie można ich wziąć "pod but". A takiego Wajdę czy Olbrychskiego można. Nawet nie trzeba od razu straszyć, wystarczy poprosić, a on sam jeden z drugim już sam będzie doskonale wiedział jaką linię ma trzymać w trakcie rozmowy na wizji i fonii.
Mam olbrzymią pretensję do mediów, w tym również do takiego medium jak Gazeta Polska, że nie promują opisanych wyżej osób, ich dorobku i ich drogi życiowej.
Bo ci ludzie powinni stanowić wzorzec dla maluczkich. Ktoś kto będzie się bardzo starał, ale nie starczy IQ, to nie zostanie profesorem na MIT, ale przynajmniej nie będzie pół-mózgiem i dresiarzem. Każdy ma szansę.
Napiszę o czymś innym.
O Leszku Dobaczewski, jego bracie Jacku, o Witku Nazarewiczu i o Małgorzacie Walewskiej.
Leszek Dobaczewski był fantastycznym człowiekiem, wielokrotnie tego dowiódł. Był wesoły i był to tak zwany "swój chłop". Nigdy nie zapomnę gdy pijąc kiedyś razem wódkę powiedział do mnie: "... Stary, ale pamiętaj, elektrony są ZIELONE, i pamiętaj, że to JA ci o tym powiedziałem. ...". Taki był.
Leszek Dobaczewski był człowiekiem o jakim ja mówię, że ktoś taki jest mózgowcem. Był wielokrotnie zapraszany do Amerykańskich ośrodków badań, z laboratorium Livermoor włącznie. Umówmy się szczerze, niewielu naszych naukowców dostąpiło tego zaszczytu.
Prace, które prowadził Leszek doprowadziły do wyprodukowania i zastosowania na skalę przemysłową ZIELONEGO LASERA - z tego wynika poprawnie rozumując, że każdy kto ma kompa z wbudowanym DVD powinien być mu wdzięczny.
Gdy nad trumną Leszka przemawiał Jego szef to naprawdę musiałem się zmużdżać, żeby załapać o czym mówi i czego rzeczywiście dotyczyły badania, które Leszek prowadził.
Teraz będzie o Jacku Dobaczewskim (brat Leszka) i o Witku Nazarewiczu. Obaj wymienieni od dziesięcioleci pracują tylko w USA. Ich prace są praktycznie nieznane w Polsce. Również z nimi miałem okazję się napić. Pamiętam taki jeden epizod. Będąc na dużej bani wypełnili jakiś formularz jakiegoś zapyziałego uniwersytetu w USA i wysłali (starającym się o pracę miał być Jacek). Robili sobie oczywiście zgrywy. Potem Jacek nie mógł się opędzić od coraz to wyższych ofert, które z tegoż uniwersytetu nadchodziły. Gdy suma apanaży zaczynała być niebezpiecznie wysoka Jacek powiedział: "... Ale co ja bym tam robił, przecież oni nie dali by mi szansy na jakikolwiek rozwój. ...".
Jacek był na pogrzebie swojego brata, niestety Witek nie mógł.
Małgorzata Walewska jest dla odmiany koleżanką mojej żony z liceum. Jest śpiewaczką światowej klasy i formatu. Występowała ze wszystkimi sławnymi: Luciano Pavarotti, Placido Domingo, Simon Estes, Luis Lima, Bernhard Weikl, Thomas Hampson, Edita Gruberová. O niej również w Polsce się nie słyszy.
Ciekawe dlaczego o tych wyżej wymienionych ludziach się nie słyszy. Dlaczego nie mówi się w mediach o sukcesach naszych fizyków pracujących za oceanem, dlaczego nie mówi się i nie nagłaśnia każdego występu Walewskiej? Przecież to jest promocja naszego kraju, to jest promocja ludzi, którzy odnieśli i odnoszą na co dzień sukces na arenie międzynarodowej. Oni są naszym towarem eksportowym, Łatwiej powiedzieć o hydrauliku lub o opiekunce dla osób przewlekle chorych, którzy za grosze będą pracować we Francji bądź w Niemczech.
Ale nie. O takich ludziach w polskojęzycznych mediach nad Wisłą się nie mówi.
A takich ludzi w Polsce jest znacznie więcej. Ale się o nich nie mówi.
Nie mówi się argumentując w sposób wręcz kretyński: "... że taki etos, naukowca, to się nie sprzeda w mediach, łatwiej jest sprzedać w mediach to czy Doda miała na sobie majtki czy nie. ..."
Nie mówi się o takich ludziach również z tego powodu, żeby społeczeństwo nie miało aspiracji, żeby nie mogło wbić się w dumę z rodaków, którzy odnieśli sukces.
Żeby nie mogła się wytworzyć lub maksymalnie to utrudnić i opóźnić KLASA ŚREDNIA.
Nie mówi się również z tego powodu, że Ci wyżej wymienieni nie są uwikłani w żadne koterie towarzyskie, nie są umoczeni w bycie TW i nie można ich wziąć "pod but". A takiego Wajdę czy Olbrychskiego można. Nawet nie trzeba od razu straszyć, wystarczy poprosić, a on sam jeden z drugim już sam będzie doskonale wiedział jaką linię ma trzymać w trakcie rozmowy na wizji i fonii.
Mam olbrzymią pretensję do mediów, w tym również do takiego medium jak Gazeta Polska, że nie promują opisanych wyżej osób, ich dorobku i ich drogi życiowej.
Bo ci ludzie powinni stanowić wzorzec dla maluczkich. Ktoś kto będzie się bardzo starał, ale nie starczy IQ, to nie zostanie profesorem na MIT, ale przynajmniej nie będzie pół-mózgiem i dresiarzem. Każdy ma szansę.
Etykiety:
Dobaczewski,
media,
mediokracja,
nauka. edukacja,
naukowcy,
Nazarewicz,
system edukacji,
szkolnictwo,
Walewska
Subskrybuj:
Posty (Atom)