Leming: Ten Rydzyk to miesza i jątrzy
Ja: A konkretnie?
L: Odbiera moherowym babciom ich emerytury (silne wzburzenie)
J: Tobie odbiera?
L: ???
J: No pytam się Tobie odbiera, że tak się wzburzasz?
L: Nie
J: A GW kupujesz?
L: Tak
J: A TVN i N oglądasz
L: Tak
J: Polsat oglądasz
L: Tak
J: To Michnik z Solorzem i Walterem doją Ciebie i to na potęgę
L: To nieprawda nikt mnie nie doii.
P.S.
Rozmowa jako taka jest fikcyjna, jest raczej kompilacją kilku rozmów z różnymi ludźmi. Człowiek po prostu gdy natyka się na taki sposób myślenia i interpretowania rzeczywistości to najzwyczajniej w świecie baranieje. No nie daje się przejść do porządku dziennego nad stwierdzeniami, które sobie wzajemnie przeczą na przestrzeni kilkunastu sekund.
Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A
"W świetle najnowszych badań historia Polski od 1914 roku winna być napisana od początku" [prof. Paweł Wieczorkiewicz] Obawiam się, że profesor się mylił. Nie tylko historia Polski i nie tylko od 1914, ale historia wszystkich krajów i w praktyce powinniśmy się cofnąć o tysiąc lat i napisać jak było, a nie bajki z mchu i paproci.
12 lipca 2011
09 lipca 2011
Grecja - kto kogo oszukiwał
A może ktoś chciał być oszukiwany?
Problem nie dotyczy tylko Grecji, również Portugalii, Irlandii, Hiszpanii, Włoch i sądząc z cyrku jaki urządza nasz rząd Polski.
Firmy ratingowe obniżyły właśnie wartość obligacji rządu Portugalii do poziomu śmieciowego.
Ale przypatrzmy się Grecji.
Głównymi wierzycielami Aten są banki z Francji i Niemiec. Czyli te banki udzielały kredytów rządowi w Atenach ufne w niczym nieuzasadnione twierdzenie, że "Państwo nie może zbankrutować" - a przepraszam bardzo, czy przykład Argentyny z przed kilku lat niczego i nikogo nie nauczył.
Sytuacja wygląda na patologiczną od początku do końca.
Ktoś sporządzał te bilanse państwa (Grecji), z których wynikało że wszystko jest w porządku. To albo ten ktoś popełniał fałszerstwo księgowe - za co idzie się normalnie do więzienia, albo jest kretynem, który nie ma pojęcia o finansach.
Ktoś inny, tym razem po stronie banku - kredytodawcy, te bajki z mchu i paproci brał za dobrą monetę i bez zbędnej zwłoki przydzielał kolejne kredyty. Ten bankowiec też albo wiedział, że ma do czynienia z kreatywną księgowością (powinien pójść siedzieć za udział w tuszowaniu przestępstwa), albo jest kretynem, który przekroczył próg swojej niekompetencji. Czyli albo współudział w przestępstwie i najprawdopodobniej związana z tym łapówka (za co również idzie się do paki), albo zwykły dureń.
Sytuacja jest patologiczna od początku do końca.
Czy te banki udzielając kolejnych kredytów Atenom powoływały swoich biegłych rewidentów w celu weryfikacji tego co rząd Grecji przedstawiał jako stan swoich finansów, czy też nie. Bo jeśli tacy biegli rewidenci wchodzili do akcji, to znaczy, że również oni są w całą aferę zamieszani. Czyli kolejni, którzy powinni ponieść odpowiedzialność karną za udział w przestępstwie fałszowania księgowości.
Czyli mamy całkiem sporą listę osób, które uczestniczyły w tym procederze.
Oczywiście najbardziej odpowiedzialne są Ateny. Rząd działając pod publiczkę, czyli dla zachowania stołków, przyznawał kolejne podwyżki swoim obywatelom. W Grecji w ciągu ostatnich 10 lat pensje wzrosły o 130 procent, podczas gdy w tym samym czasie w Niemczech tylko o 30%. Grecy przechodzą na emeryturę w wieku 55 lat. No to co się dziwi, skoro nie ma tych kto chce pracować a jedynie ci, którzy chcą żyć na koszt innych.
Problemem, dla nas, jest oczywiście to, że usiłuje się stręczyć rozwiązanie, które w praktyce sprowadza się do tego, że ludność całej UE zrzuci się w celu ratowania upadających banków z Francji i Niemiec.
Ten numer ćwiczono w USA trzy lata temu.
Jak banki chcą odzyskać od Aten swoje pieniądze, to niech im wytoczą sprawy w międzynarodowych trybunałach, niech zlicytują pewne walory rządu Grecji, ale niech nie wyciągają pieniędzy od ludzi, którzy nie mają z całą aferą nic wspólnego.
Mówi się o solidaryzmie wewnątrz UE - co jest oczywistą bzdurą. W Grecji nie było katastrofalnego trzęsienia ziemi ani innego kataklizmu, który by nakazywał chociażby z przyczyn moralnych przyjście z pomocą.
Były natomiast zwykłe oszustwa - to niech się teraz oszuści we własnym gronie wzajemnie dalej przepychają ja nie mam i nie chcę mieć z tym nic wspólnego.
Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A
Problem nie dotyczy tylko Grecji, również Portugalii, Irlandii, Hiszpanii, Włoch i sądząc z cyrku jaki urządza nasz rząd Polski.
Firmy ratingowe obniżyły właśnie wartość obligacji rządu Portugalii do poziomu śmieciowego.
Ale przypatrzmy się Grecji.
Głównymi wierzycielami Aten są banki z Francji i Niemiec. Czyli te banki udzielały kredytów rządowi w Atenach ufne w niczym nieuzasadnione twierdzenie, że "Państwo nie może zbankrutować" - a przepraszam bardzo, czy przykład Argentyny z przed kilku lat niczego i nikogo nie nauczył.
Sytuacja wygląda na patologiczną od początku do końca.
Ktoś sporządzał te bilanse państwa (Grecji), z których wynikało że wszystko jest w porządku. To albo ten ktoś popełniał fałszerstwo księgowe - za co idzie się normalnie do więzienia, albo jest kretynem, który nie ma pojęcia o finansach.
Ktoś inny, tym razem po stronie banku - kredytodawcy, te bajki z mchu i paproci brał za dobrą monetę i bez zbędnej zwłoki przydzielał kolejne kredyty. Ten bankowiec też albo wiedział, że ma do czynienia z kreatywną księgowością (powinien pójść siedzieć za udział w tuszowaniu przestępstwa), albo jest kretynem, który przekroczył próg swojej niekompetencji. Czyli albo współudział w przestępstwie i najprawdopodobniej związana z tym łapówka (za co również idzie się do paki), albo zwykły dureń.
Sytuacja jest patologiczna od początku do końca.
Czy te banki udzielając kolejnych kredytów Atenom powoływały swoich biegłych rewidentów w celu weryfikacji tego co rząd Grecji przedstawiał jako stan swoich finansów, czy też nie. Bo jeśli tacy biegli rewidenci wchodzili do akcji, to znaczy, że również oni są w całą aferę zamieszani. Czyli kolejni, którzy powinni ponieść odpowiedzialność karną za udział w przestępstwie fałszowania księgowości.
Czyli mamy całkiem sporą listę osób, które uczestniczyły w tym procederze.
Oczywiście najbardziej odpowiedzialne są Ateny. Rząd działając pod publiczkę, czyli dla zachowania stołków, przyznawał kolejne podwyżki swoim obywatelom. W Grecji w ciągu ostatnich 10 lat pensje wzrosły o 130 procent, podczas gdy w tym samym czasie w Niemczech tylko o 30%. Grecy przechodzą na emeryturę w wieku 55 lat. No to co się dziwi, skoro nie ma tych kto chce pracować a jedynie ci, którzy chcą żyć na koszt innych.
Problemem, dla nas, jest oczywiście to, że usiłuje się stręczyć rozwiązanie, które w praktyce sprowadza się do tego, że ludność całej UE zrzuci się w celu ratowania upadających banków z Francji i Niemiec.
Ten numer ćwiczono w USA trzy lata temu.
Jak banki chcą odzyskać od Aten swoje pieniądze, to niech im wytoczą sprawy w międzynarodowych trybunałach, niech zlicytują pewne walory rządu Grecji, ale niech nie wyciągają pieniędzy od ludzi, którzy nie mają z całą aferą nic wspólnego.
Mówi się o solidaryzmie wewnątrz UE - co jest oczywistą bzdurą. W Grecji nie było katastrofalnego trzęsienia ziemi ani innego kataklizmu, który by nakazywał chociażby z przyczyn moralnych przyjście z pomocą.
Były natomiast zwykłe oszustwa - to niech się teraz oszuści we własnym gronie wzajemnie dalej przepychają ja nie mam i nie chcę mieć z tym nic wspólnego.
Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A
07 lipca 2011
Powinniście być szczęśliwi ...
Powinniście być szczęśliwi i odczuwać wręcz wdzięczność, wy wszyscy, którzy spłacacie coraz wyższe raty w walucie Helwetów.
Nie, nie to nie ja tak uważam.
Tako rzecze pani Richardson (żródło: http://vod.gazetapolska.pl/259-europejska-rozmowa-na-argumenty).
Ja rozumiem, że ktoś może być słodką idiotką (lub grać takową), ja rozumiem, że ktoś może mieć takie dochody miesięczne, że nie ma zielonego pojęcia o tym jakie są realne problemy ludzi mieszkających nad Wisłą.
Ale powiedzenie, że ludzie winni być szczęśliwi z tego powodu, że mają spłacać wyższe raty jednak się w moim zestawie pojęciowym nie mieści.
Nie mieści się również to, że obecny tam pan Bosak nie zareagował w żaden sposób na takie dictum.
Przecież powiedzenie tej paniusi, po jej wypowiedzi, że jest idiotką to jest najmniejszy wymiar jaki się za coś takiego należy.
Oderwanie od rzeczywistości na taką skalę może spowodować już tylko jedno.
I chyba wszyscy wiedzą co.
Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A
Nie, nie to nie ja tak uważam.
Tako rzecze pani Richardson (żródło: http://vod.gazetapolska.pl/259-europejska-rozmowa-na-argumenty).
Ja rozumiem, że ktoś może być słodką idiotką (lub grać takową), ja rozumiem, że ktoś może mieć takie dochody miesięczne, że nie ma zielonego pojęcia o tym jakie są realne problemy ludzi mieszkających nad Wisłą.
Ale powiedzenie, że ludzie winni być szczęśliwi z tego powodu, że mają spłacać wyższe raty jednak się w moim zestawie pojęciowym nie mieści.
Nie mieści się również to, że obecny tam pan Bosak nie zareagował w żaden sposób na takie dictum.
Przecież powiedzenie tej paniusi, po jej wypowiedzi, że jest idiotką to jest najmniejszy wymiar jaki się za coś takiego należy.
Oderwanie od rzeczywistości na taką skalę może spowodować już tylko jedno.
I chyba wszyscy wiedzą co.
Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A
06 lipca 2011
Piotr Lisiewicz o Owsiaku
O J. Owsiaku napisano na forach internetowych dziesiątki tekstów. W dużej części krytycznych. O swoistej moralnej dwuznaczności działań Owsiaka i jego „Orkiestry”. Tego „życia przy Orkiestrze”, swoistej „transakcji wiązanej”, nieprzejrzystego schematu firm, w których pracuje Owsiak, a które żyją z TVP.
Jednakże najważniejszy według mnie tekst na temat Owsiaka to fragment artykułu Piotra Lisiewicza opublikowany w Nowym Państwie.
Tematem artykułu jest ruch kibicowski.
Oto jak porównuje Lisiewicz działania podjęte, teraz i w przeszłości, wobec ruchu kibicowskiego do działalności Jerzego Owsiaka.
„...
Operacja „KoniecPZPN,pl” była kopią operacji „Jurek Owsiak” z okolic roku 1989. Jeszcze w czasie obrad Okrągłego Stołu na ulicach manifestowały dziesiątki tysięcy młodych ludzi, często ze środowisk subkulturowych, mogących stać się realną opozycją wobec tworzenia posowieckiej oligarchii. Byli oni od lat bici przez ZOMO, a w prasie PRL opisywani jako zbiorowisko degeneratów.
Wtedy program „Róbta co chceta” prowadzić zaczął w TVP Jerzy Owsiak. Zaczęła być pokazywana w nim zakazana dotąd muzyka. Owsiak zorganizował też swoją Orkiestrę, dzięki której dotychczasowi degeneraci zaczęli być prezentowani jako szlachetni młodzi ludzie pomagający chorym dzieciom.
Wdzięczna za taki awans zbuntowana młodzież uczyniła Owsiaka swoim idolem. A ten wykorzystał to do zaszczepienia owej młodzieży ideologii „apolityczności” z antyklerykalnym odcieniem. Tak ich bunt został zagłaskany na śmierć.
Liderzy młodzieżowej opozycji antyokrągłostołowej zostali odcięci od realnego wpływu na młodych gniewnych. Manifestacje zniknęły z ulic, zaś elity w spokoju mogły się bogacić kosztem reszty społeczeństwa.
Ten sam los spotkać miał kiboli, jednak w ich przypadku w 2009 r. się nie udało. ...”
Prawda, że ciekawe.
Pozostaje kwestią otwartą, czy J. Owsiak był w pełni świadom celów i skutków krótko oraz daleko okresowych swojej działalności. Kwestią otwartą jest również to, kto wypromował Owsiaka na tego lidera, kto stał w drugim szeregu, za plecami Owsiak i tych wszystkich, których kojarzy się z „Orkiestrą”.
Czy znajdziemy tam ludzi pokroju Anny Dymnej, czy raczej takich jak T. Turowski.
Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A
Etykiety:
fałszywe cele,
kibice,
kibole,
manipulacja,
Owsiak,
WOŚP
02 lipca 2011
Narzędziownia
Wpis skierowanydo mieszkańców Warszawy i okolic, jak jest gdzie indziej to nie wiem, ale sądząc z tego co się wyrabia w tej kwestii w Warszawie, to gdzie indziej lepiej nie może być.
W każdym większym zakładzie pracy jest NARZĘDZIOWNIA.
Co się tam produkuje?
Na narzędziowni produkuje się narzędzie, które służą do produkcji głównej danego zakładu. Czasami, w przypadku zakładów specjalnych, narzędziownią lub też jakością zatrudnionego tam personelu i zainstalowanego wyposażenia jest cały zakład.
Chcę mówić o dwóch zakładach, które znam zarówno z zewnątrz jak i z tego co produkowały.
Pierwszym zakładem są zakłady "URSUS" i narzędziownia, która znajdowała się na terenie tych zakładów. Obecnie w miejscu "starej narzędziowni" leży gustowna kupa gruzu porośnięta przez młode samosiejki.
To nie jest normalne. Żeby wykształcić tokarza, frezera czy innego fachowca, którego będzie można dopuścić do maszyny przeznaczonej do produkcji narzędzi to trzeba takiego człowieka szkolić około 20 lat.
Drugi zakład, to Fabryka Wyrobów Precyzyjnych (FWP - VIS) Świerczewski. No dobra, patron kaprawy, ale zakład i jego produkcja to już takie kaprawe nie są. FWP-VIS słynął z produkcji narzędzi pomiarowych: suwmiarki, śruby mikrometryczne i inne.
Analogicznie jak w przypadku pracownika narzędziowni to wyszkolenie człowieka, który może stanąć do obrabiarki nastawionej na produkcję wyrobów precyzyjnych trwa również około 20 lat.
Z zakładów FWP-VIS pozostał jedynie biurowiec z powybijanymi oknami.
Przejedźcie się kochani czytelnicy tego bloga, mieszkający w Warszawie, koło zakładów FWP-VIS lub URSUSA. Zobaczcie degrengoladę i zniszczenie.
Czy o to chodziło w tej niby "transformacji" ustrojowej - nie sądzę.
Andrzej i Joanna Gwiazdowie opisują podobną sprawę dotyczącą ich zakładu pracy, tylko że ich to spotkało na samym początku "transformacji". Oboje pracowali w doświadczalnym zakładzie badania kadłubów okrętowych, który obecnie już nie istnieje, a był to zakład unikalny na skalę światową.
Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A
W każdym większym zakładzie pracy jest NARZĘDZIOWNIA.
Co się tam produkuje?
Na narzędziowni produkuje się narzędzie, które służą do produkcji głównej danego zakładu. Czasami, w przypadku zakładów specjalnych, narzędziownią lub też jakością zatrudnionego tam personelu i zainstalowanego wyposażenia jest cały zakład.
Chcę mówić o dwóch zakładach, które znam zarówno z zewnątrz jak i z tego co produkowały.
Pierwszym zakładem są zakłady "URSUS" i narzędziownia, która znajdowała się na terenie tych zakładów. Obecnie w miejscu "starej narzędziowni" leży gustowna kupa gruzu porośnięta przez młode samosiejki.
To nie jest normalne. Żeby wykształcić tokarza, frezera czy innego fachowca, którego będzie można dopuścić do maszyny przeznaczonej do produkcji narzędzi to trzeba takiego człowieka szkolić około 20 lat.
Drugi zakład, to Fabryka Wyrobów Precyzyjnych (FWP - VIS) Świerczewski. No dobra, patron kaprawy, ale zakład i jego produkcja to już takie kaprawe nie są. FWP-VIS słynął z produkcji narzędzi pomiarowych: suwmiarki, śruby mikrometryczne i inne.
Analogicznie jak w przypadku pracownika narzędziowni to wyszkolenie człowieka, który może stanąć do obrabiarki nastawionej na produkcję wyrobów precyzyjnych trwa również około 20 lat.
Z zakładów FWP-VIS pozostał jedynie biurowiec z powybijanymi oknami.
Przejedźcie się kochani czytelnicy tego bloga, mieszkający w Warszawie, koło zakładów FWP-VIS lub URSUSA. Zobaczcie degrengoladę i zniszczenie.
Czy o to chodziło w tej niby "transformacji" ustrojowej - nie sądzę.
Andrzej i Joanna Gwiazdowie opisują podobną sprawę dotyczącą ich zakładu pracy, tylko że ich to spotkało na samym początku "transformacji". Oboje pracowali w doświadczalnym zakładzie badania kadłubów okrętowych, który obecnie już nie istnieje, a był to zakład unikalny na skalę światową.
Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A
30 czerwca 2011
Bezpieczniacki pomiot
O Eryku Mistewiczu napisałem 3 razy.
1. http://pulldragontail.blogspot.com/2010/06/anatomia-wadzy-recenzja.html
2. http://pulldragontail.blogspot.com/2010/06/najnowsza-wersja.html
3. http://pulldragontail.blogspot.com/2011/03/bedy-diagnostyczne.html
O ile dwa pierwsze były neutralne, opisałem (streściłem) książkę jaką pan Mistewicz spłodził wspólnie z jednym z braci Karnowskich, za drugim razem odwołałem się do sztuczek jakich używa PO w celu odwrócenia uwagi opinii publicznej w kwestii tego co wydarzyło się w Smoleńsku.
Za trzecim już razem napisałem o tym człowieku coś takiego:
"Otóż Eryk Mistewicz w swoich opisach rzeczywistości praktycznie zawsze przyrównuje polityków prawicy takich jak Jarosław Kaczyński do polityków XIX wiecznych, tworząc dychotomię XIX versus XXI wiek.
Ceterum censeo Moskwa delendam esse
ndrzej.A
1. http://pulldragontail.blogspot.com/2010/06/anatomia-wadzy-recenzja.html
2. http://pulldragontail.blogspot.com/2010/06/najnowsza-wersja.html
3. http://pulldragontail.blogspot.com/2011/03/bedy-diagnostyczne.html
O ile dwa pierwsze były neutralne, opisałem (streściłem) książkę jaką pan Mistewicz spłodził wspólnie z jednym z braci Karnowskich, za drugim razem odwołałem się do sztuczek jakich używa PO w celu odwrócenia uwagi opinii publicznej w kwestii tego co wydarzyło się w Smoleńsku.
Za trzecim już razem napisałem o tym człowieku coś takiego:
"Otóż Eryk Mistewicz w swoich opisach rzeczywistości praktycznie zawsze przyrównuje polityków prawicy takich jak Jarosław Kaczyński do polityków XIX wiecznych, tworząc dychotomię XIX versus XXI wiek.
A gdzie przepraszam do ciężkiej cholery się panu Mistewiczowi podział wiek XX. Zwłaszcza, że w wieku XX w Polsce była całkiem spora grupa polityków, którzy wprawdzie wyrastali jeszcze w wieku XIX, ale swoje cele i dążenia realizowali i to dosyć skutecznie właśnie w wieku XX.
Samo to porównanie ma niejako deprecjonować polityków prawicy, wskazywać na anachroniczność ich postaw, dążeń, celów przez nich stawianych i wszystkiego co się z nimi wiąże.
Czyli poprawnie rozumując Eryk Mistewicz nie jest ot takim sobie „fachowcem do wynajęcia” jak sam siebie chce przedstawiać, ale człowiekiem, który aktywnie uczestniczy i wpływa na rzeczywistość poprzez stawianie i upublicznianie swoich diagnoz. Ergo jest to agent wpływu aktywnie zaangażowany w aktualną sytuację w Polsce. (Jakby ktoś chciał by mi za powyższe zdanie wytoczyć proces, to ja od ręki się zastrzegam, że są to moje opinie, do których mam prawo, oraz, że jest to owoc moich osobistych przemyśleń wynikających ze zwykłych zasad logiki, oczywiście z pominięciem dialektyki marksistowskiej, takich zwykłych platońskich zasad logiki)."
A teraz cytat z portalu niezalezna.pl (źródło: http://niezalezna.pl/12689-perly-w-koronie-sluzby-bezpieczenstwa)
" W raporcie z września 1989 r. napisał, że jego syn Eryk utrzymuje kontakty z rówieśnikami – obywatelami Algierskiej Republiki Ludowej.
„Znajomość z nimi syn zawarł podczas wspólnie urządzonej przez LOT kolonii w Goleniowie dla dzieci polskich i algierskich linii lotniczych. Na gruncie znajomości j. francuskiego znajomość trwa nadal i wyraża się w wymianie okolicznościowych pocztówek i listów” – raportował przełożonym Teodor Mistewicz.
„Zgodnie z poleceniem komendanta WSO płk. H. Lewandowskiego przeprowadziłem rozmowę z mjr. Mistewiczem, oznajmiając mu, że kontakt jego syna z osobami zamieszkałymi w KK nie jest wskazany. Mjr Mistewicz zobowiązał się do rozmowy z synem mającej na celu zerwanie tego kontaktu” – czytamy w dokumentach IPN.
Kilka lat później przełożeni nie stawiali już żadnych oporów przy wyjeździe za granicę syna płk. Mistewicza.
Według raportów, Eryk Mistwicz wyjeżdżał m.in. na seminarium do Strasburga w ramach Ogólnopolskiego Komitetu Pokoju oraz do Berlina Zachodniego w ramach delegacji młodych dziennikarzy i ruchu pokojowo-ekologicznego.
Teodor Mistewicz z pracy w resorcie MSW odszedł w 1990 r."
„Znajomość z nimi syn zawarł podczas wspólnie urządzonej przez LOT kolonii w Goleniowie dla dzieci polskich i algierskich linii lotniczych. Na gruncie znajomości j. francuskiego znajomość trwa nadal i wyraża się w wymianie okolicznościowych pocztówek i listów” – raportował przełożonym Teodor Mistewicz.
„Zgodnie z poleceniem komendanta WSO płk. H. Lewandowskiego przeprowadziłem rozmowę z mjr. Mistewiczem, oznajmiając mu, że kontakt jego syna z osobami zamieszkałymi w KK nie jest wskazany. Mjr Mistewicz zobowiązał się do rozmowy z synem mającej na celu zerwanie tego kontaktu” – czytamy w dokumentach IPN.
Kilka lat później przełożeni nie stawiali już żadnych oporów przy wyjeździe za granicę syna płk. Mistewicza.
Według raportów, Eryk Mistwicz wyjeżdżał m.in. na seminarium do Strasburga w ramach Ogólnopolskiego Komitetu Pokoju oraz do Berlina Zachodniego w ramach delegacji młodych dziennikarzy i ruchu pokojowo-ekologicznego.
Teodor Mistewicz z pracy w resorcie MSW odszedł w 1990 r."
Czyli moja diagnoza, którą zawarłem na temat Eryka Mistewicza jest trafna. To nie jest jakiś tam sobie fachowiec do wynajęcia, lecz człowiek związany (jeśli nie uwiązany) rodzinnie (co najmniej) z obroną "układu" vel "systemu" w PRL-bis.
Ergo wszelkie wypowiedzi tego osobnika na temat polityki, post-polityki, a szczególnie polityków w Polsce należy brać w duży cudzysłów.
To ilu jeszcze takich ludzi w ogólnie pojętym establiszmęcie (bardziej męt niż establisz) jeszcze jest, bo ja pozycji pod tytułem "Uwazam Rze" już nie kupię, a ponadto będę apelował do Waldemara Łysiaka aby przestał uczestniczyć w tym projekcie.
Ceterum censeo Moskwa delendam esse
ndrzej.A
29 czerwca 2011
Co naprawdę powiedział o. Tadeusz Rydzyk
Głównym elementem, który wzburzył rządzących nie były słowa szeroko komentowane o tym, że od 1939 rządzi nami nie wiadomo kto. To był tylko ozdobnik.
Dużo groźniejsze w wypowiedzi o. Rydzyka było co innego. Otóż wyciągnięto przy okazji dokument podpisany przez jakiegoś v-ce ministra (już nowego po wyborach 2007), z którego wynikało, że: "inwestycja jest szkodliwa społecznie oraz ekologicznie" i w związku z tym dotację należy cofnąć.
Wyobraźcie sobie drodzy czytelnicy moich wypocin, że w Brukseli, miejscu gdzie chce się liczyć każdy kilogram wydalanego dwutlenku węgla - ktoś wyciąga taki papier, przecież ludzie, którzy właśnie z przyczyn ideologicznych (bo z żadnych innych) walczą z "ociepleniem klimatu" dostali by białej gorączki gdyby to dotarło do nich w pełnym wymiarze.
A tak to zostało przykryte, zakrzyczane.
Tu informacja dodatkowa, odwiert w Toruniu już funkcjonuje, 70 m sześciennych no godzinę wody o temperaturze 60 stopni. Komuś się może wydawać, że to mało, fakt rekord świata to nie jest, ale na potrzeby zespołu firm jakie redemptoryści pod wodzą o. Rydzyka prowadzą chyba wystarczy. Już nie będą musieli płacić za ogrzewanie gazowe - a chyba o to chodzi.
O inwestycji w Toruniu pisałem już kilkakrotnie, jak również o skali występowania złóż geotermalnych w Polsce. Według obecnego zapotrzebowania energetycznego mamy pod nogami złoża, które zaspokajają nasze obecne potrzeby w 160 procentach - czyli możemy eksportować czystą energię, ale chyba ktoś nie chce żeby tak było, ergo Tadeusz Rydzyk ma rację mówiąc o tym, że od 1939 roku rządzą nami ludzie, którzy z Polskością i dobrem Narodu niewiele mają wspólnego.
(nie będę tutaj przytaczał linków, kto ciekaw sam znajdzie)
Jest jeszcze jeden temat, który dotyczy również energetyki, chociaż nie tak spektakularnej .
W Polsce jest około 20'000 zdewastowanych młynów wodnych.
Co to oznacza?
To jest równoważne temu, że można założyć w Polsce 20'000 małych elektrowni wodnych - takich niedużych po około 1,5 MW każda (tak średnio, bo w niektórych miejscach takiej mocy się nie uzyska, a w innych uzyska się dużo większą). Koszt takiej inwestycji jest dużo niższy niż odwiert geotermalny, a zyski pojawiają się dużo wcześniej.
20'000 * 1,5 MW = 30'000 MW = 30 GW - to już są całkiem spore wartości w skali całego kraju, parę elektrowni węglowych można wyłączyć a komuś kto by chciał nam sprzedać elektrownię atomową to wypadało by się postukać w czoło.
Te małe elektrowni w miejscach starych młynów mają jeszcze jedną zaletę.
Każdy taki zbiornik spiętrzający wodę jest dodatkowo zbiornikiem retencyjnym czyli zabezpiecza ludzi w przypadku nagłego wzrostu poziomu wód w razie obfitych deszczy, a ponadto stale utrzymując pewien poziom wody w zbiorniku powodujemy znacznie lepsze nawodnienie okolicznych pól.
Tylko dlaczego tym się nikt nie zajmuje?
Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A
Dużo groźniejsze w wypowiedzi o. Rydzyka było co innego. Otóż wyciągnięto przy okazji dokument podpisany przez jakiegoś v-ce ministra (już nowego po wyborach 2007), z którego wynikało, że: "inwestycja jest szkodliwa społecznie oraz ekologicznie" i w związku z tym dotację należy cofnąć.
Wyobraźcie sobie drodzy czytelnicy moich wypocin, że w Brukseli, miejscu gdzie chce się liczyć każdy kilogram wydalanego dwutlenku węgla - ktoś wyciąga taki papier, przecież ludzie, którzy właśnie z przyczyn ideologicznych (bo z żadnych innych) walczą z "ociepleniem klimatu" dostali by białej gorączki gdyby to dotarło do nich w pełnym wymiarze.
A tak to zostało przykryte, zakrzyczane.
Tu informacja dodatkowa, odwiert w Toruniu już funkcjonuje, 70 m sześciennych no godzinę wody o temperaturze 60 stopni. Komuś się może wydawać, że to mało, fakt rekord świata to nie jest, ale na potrzeby zespołu firm jakie redemptoryści pod wodzą o. Rydzyka prowadzą chyba wystarczy. Już nie będą musieli płacić za ogrzewanie gazowe - a chyba o to chodzi.
O inwestycji w Toruniu pisałem już kilkakrotnie, jak również o skali występowania złóż geotermalnych w Polsce. Według obecnego zapotrzebowania energetycznego mamy pod nogami złoża, które zaspokajają nasze obecne potrzeby w 160 procentach - czyli możemy eksportować czystą energię, ale chyba ktoś nie chce żeby tak było, ergo Tadeusz Rydzyk ma rację mówiąc o tym, że od 1939 roku rządzą nami ludzie, którzy z Polskością i dobrem Narodu niewiele mają wspólnego.
(nie będę tutaj przytaczał linków, kto ciekaw sam znajdzie)
Jest jeszcze jeden temat, który dotyczy również energetyki, chociaż nie tak spektakularnej .
W Polsce jest około 20'000 zdewastowanych młynów wodnych.
Co to oznacza?
To jest równoważne temu, że można założyć w Polsce 20'000 małych elektrowni wodnych - takich niedużych po około 1,5 MW każda (tak średnio, bo w niektórych miejscach takiej mocy się nie uzyska, a w innych uzyska się dużo większą). Koszt takiej inwestycji jest dużo niższy niż odwiert geotermalny, a zyski pojawiają się dużo wcześniej.
20'000 * 1,5 MW = 30'000 MW = 30 GW - to już są całkiem spore wartości w skali całego kraju, parę elektrowni węglowych można wyłączyć a komuś kto by chciał nam sprzedać elektrownię atomową to wypadało by się postukać w czoło.
Te małe elektrowni w miejscach starych młynów mają jeszcze jedną zaletę.
Każdy taki zbiornik spiętrzający wodę jest dodatkowo zbiornikiem retencyjnym czyli zabezpiecza ludzi w przypadku nagłego wzrostu poziomu wód w razie obfitych deszczy, a ponadto stale utrzymując pewien poziom wody w zbiorniku powodujemy znacznie lepsze nawodnienie okolicznych pól.
Tylko dlaczego tym się nikt nie zajmuje?
Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A
Etykiety:
elektrownie wodne,
geotermia,
młyny wodne,
Rydzyk
Subskrybuj:
Posty (Atom)