10 listopada 2011

MWzWM

To nie wymaga żadnego komentarza

 Zwłaszcza końcówka i ostatnie słowa Górskiego w tym skeczu, to samo jądro tematu.

Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

08 listopada 2011

Nie ma z kim rozmawiać

Proponuję wszystkim obejrzenie tych dwóch części "debaty":

1. http://vod.gazetapolska.pl/656-jak-byc-dzis-patriota-cz-12
2. http://vod.gazetapolska.pl/657-jak-byc-dzis-patriota-cz-22

Bo jeżeli ktoś, w tym wypadku Kazimiera Szczuka, stwierdza w pewnym momencie, w czasie tej rozmowy, że nie wie co to Naród, to ja się pytam z kim rozmawiać, bo według mnie nie ma z kim.
Najbardziej mnie, ale chyba również Ziemkiewicza, rozbawił ten (afropolak?) murzyński wokalista, który sypał tekstami pod jakimi zarówno Ziemkiewicz jak i ja moglibyśmy się podpisać, a sądzę, że również znaczna część czytelników tego bloga.
Ale powtórzę, nie ma z kim rozmawiać, bo nie da się rozmawiać z kimś kto uważa, albo tylko udaje, że racja jest tylko po jego stronie. Ktoś kto uważa, że ma 100% racji to straszny okrutnik i zbrodniarz, a gułagi zostaną zastosowane natychmiast po tym jak ktoś taki dojdzie do władzy.

Według mnie Ziemkiewicz popełnił tylko jeden błąd w tej dyskusji. Nie powiedział mianowicie, że określenie per "faszyści" jest wprost powtórzeniem frazeologii stosowanej przez Moskwę wobec II RP, jak również wobec AK, NSZ po II WŚ. Ergo, ci, którzy głoszą takie nazewnictwo wobec patriotów w Polsce są sługusami Moskwy.
Ziemkiewicz i Pereira nie byli w sumie zbyt dobrze przygotowani do tej "dyskusji", ale według mnie poradzili sobie co najmniej dobrze.

Należy podkreślić, że towarzystwo będące przeciwnikiem Marszu Niepodległości w dniu 11.11.11 nie odcięło się od zadymiarzy z antify, a jeden osobnik wyraził nawet ubolewanie, że nie jest dostatecznie młody żeby w zadymie uczestniczyć.

Obecność niemieckich bojówek na ulicach w Warszawie w dniu 11.11.11 to będzie ciekawe zjawisko.

Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

07 listopada 2011

Stan gry - część 4 - system medialny

Dziś przypada 144 rocznica urodzin Marii Skłodowskiej - Curie.
Ktoś o tym słyszał, w mediach coś na ten temat powiedziano. Główne portale internetowe milczą. A przecież nie mamy znowu tak wielu laureatów Nagrody Nobla, zwłaszcza w naukach ścisłych.
Nie. System medialny w Polsce służy innym celom, a nie podbudowywaniu samopoczucia mieszkańców kraju nad Wisłą. Służy celowi wręcz przeciwnemu. Służy wdeptywaniu Polaków w błoto. Aby mieli wręcz chorobliwie zaniżoną samoocenę.

System mediów (dalej SM) tworzy swoisty konglomerat, który przy pozornej różnorodności kryje faktyczną jednorodność. Ale zaraz, zaraz, przecież my to znamy. Identycznie było w PRL-u, identycznie było w Rosji Sowieckiej (nawet za czasów Gorbaczowa w czasach 'pierestroiki'). Identycznie było również w Niemczech Hitlera. To Dr Josef Goebels sformułował to zdanie, że SM Niemiec przy pozornej różnorodności kryje faktyczną jednorodność.
To samo mamy w Polsce w chwili obecnej.
SM służy temu żeby przypominać ludziom o wartościach wspólnych, aby potem łatwo móc całe społeczeństwo poderwać do działania w określonym kierunku. To zdanie, a właściwie niezwykle podobne, sformułował dla odmiany A. Hitler.

SM służy ponadto celom edukacyjnym, aby uczyć ludzi żyć w demokracji, aby potrafili dokonywać racjonalnych wyborów przy urnie wyborczej.

Tymczasem nie. W Polsce tak nie ma.

Wiadomości już się nie przekazuje, ale nimi zarządza. SM gra na ogólnej niewiedzy ludzi, bo przecież trudno jest sprawdzać każde słowo wypowiedziane w mediach u źródła - bo mało kto ma na to czas. No owszem pojawiają się jacyś blogerzy, ale jakie mają realne oddziaływanie. W porównaniu do TV wręcz zerowe.
Sprawy istotne z punktu widzenia społeczeństwa są zamilczane albo wyśmiewane. A z przysłowiowych "michałków" robi się news, który jest maglowany godzinami, dniami, nierzadko tygodniami i miesiącami.
Dopiero po latach wychodzi, że słynne zdjęcie, na którym Lech Kaczyński trzyma szalik na meczu reprezentacji w piłkę nożną odwrotnie niż powinien to manipulacja. Okazuje się bowiem, że jest to stop-klatka z filmu i Prezydent był akurat w trakcie odwracania tego szalika.

Czy gdyby redaktorzy w mediach wykonali swoją pracę prawidłowo i przed wyborami prezydenckimi wywlekli w jaką rodzinę, powiedzmy wprost ubecką, wżeniony jest B. Komorowski. To czy mając taką wiedzę społeczeństwo głosowało by tak jak glosowało - osobiście śmiem wątpić. O fałszu związanym z koligacjami Komorowskiego, o rzekomym "hrabiostwie" nawet nie warto wspominać - dziennikarze, wszyscy żeby nie było, nie spełnili swojego zadania. Nie prześledzili, a osobiście podejrzewam, że nawet nie mieli takiego pomysłu żeby prześledzić, rzekome skoligacenie z Borem-Komorowskim i innymi, które to skoligacenia są zwykłym zmyśleniem.

Ochrona aktualnego rządu nie ma według mnie precedensu w historii światowego dziennikarstwa, chyba że zaczniemy aktualny stan przyrównywać do czasów PRL-u, Rosji Sowieckiej, czy Niemiec Hitlera. Ale podobno mamy demokrację a nie system totalitarny, podobno.

Media w Polsce kreują wręcz wydarzenia polityczne. SM stał się tak silny, że istnieje uzasadnione podejrzenie, że jest silniejszy od rządu, że wręcz rywalizuje z rządem o władzę nad obywatelami. I SM tę rywalizację wygrywa.

Silny SM = słaba demokracja.

Nie mówi się o poglądach polityków, tylko o politykach. Ktoś ma jakiś pogląd, ktoś inny przeciwny - podyskutujmy, wymieniajmy się argumentami - tego nie ma. Politykę widzi się przez pryzmat polityków - to jest chore.

Stosowanie sofizmatów, erystyki, logomachii i intoksykacji jest nagminne. Żongluje się tylko nic nie znaczącymi, albo takimi, które de facto straciły swoje pierwotne znaczenie, słowami - na przykład 'liberalizm'. Mylony nagminnie, a właściwie nagminnie naginany do równoważności z libertynizmem.

Czytelnikom proponuję prostą zabawę. Siedem słów: sofizmat, erystyka, intoksykacja, logomachia, liberalizm, libertynizm i leseferyzm. Zróbcie sobie tabelkę, aby do każdego z tych słów odpowiadający na w ten sposób zrobioną ankietę mógł przypisać następujące wartości: pierwsze słyszę, słyszałem, wiem co to jest, rozróżniam, wychwytuję gdy napisane, wychwytuję na żywo (w rozmowie), potrafię zareagować i przeciwdziałać na żywo w rozmowie. Zdziwicie się gdy zobaczycie wyniki, ale postarajcie się o próbkę rzędu 20 osób co najmniej.
Jeśli będziecie chcieli podzielić się ze mną swoimi obserwacjami, to ja chętnie dla odmiany opublikuję tak zebrane wyniki w kolejnym artykule.

Poprzedni artykuł z tej serii: http://pulldragontail.blogspot.com/2011/11/stan-gry-czesc-3-gowni-protagonisci.html

P.S.
Duża część tego tekstu i zwrotów w nim zawartych pochodzi z tego filmu:
http://video.google.pl/videoplay?docid=-3933870709331196363
Film zrobiony z pozycji lewicowych, jeśli nie lewackich w USA, o tamtejszym wpływie mediów na ich system demokratyczny. Ale chyba mamy dokładnie to samo u nas w kraju.

Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

06 listopada 2011

Stan gry - część 3 - główni protagoniści

W swojej książce "Czas wrzeszczących staruszków" Ziemkiewicz zawarł tezę, że czas głównych protagonistów naszej sceny politycznej to czas przeszły dokonany.
Lubię Ziemkiewicza, ale to jeden z większych błędów diagnostycznych jakie według mnie w swojej publicystyce popełnił.

Tak, główni protagoniści to Jarosław Kaczyński i Adam Michnik.
Są to jedyni politycy na naszej scenie politycznej, którzy dysponują w pełni przemyślaną i kompletną wizją tego jakim krajem powinna być Polska.

Oczywiście ktoś może powiedzieć, że A. Michnik nie jest politykiem, bo przecież nie zasiada w sejmie. No cóż, może trudno w to uwierzyć, ale po zasiadaniu w sejmie kontraktowym A. Michnik zorientował się, że działanie z otwartą przyłbicą nie popłaca, że dużo lepsze efekty można uzyskać działając z za węgła. I tak się stało. A. Michnik nie próbował nawet startować ponownie w wyborach. Była taka debata w TVP w tamtym czasie, gdy właśnie obaj protagoniści ze sobą rozmawiali na różne tematy, przy czym głównym punktem sporu była lustracja i dekomunizacja. Najprawdopodobniej wtedy A. Michnik zorientował się, że w normalnej debacie nie ma szans. Skądinąd debata w TV wyglądała wtedy troszeczkę inaczej niż obecnie. Dziennikarz rzeczywiście był rozjemcą i moderatorem w dyskusji, a nie stroną konfliktu.

Obaj protagoniści mają swoje wizje, które w żadnym najdrobniejszym nawet kawałku nie przystają do siebie.
Jeśli weźmiemy dowolny temat z życia społeczno - politycznego to nie ma możliwości żeby pogodzić koncepcje reprezentowane przez obu panów. Tego się po prostu zrobić nie da.
Bo państwo oparte o wartości chrześcijańskie (Kaczyński) jest nie do pogodzenia z państwem opartym o libertynizm, leseferyzm i "róbta co chceta" (Michnik).
Bo państwo prawa i sprawiedliwości (K) jest nie do pogodzenia z państwem gdzie "duży może więcej" (M).
Bo państwo ma być silne, aby ludzie w nim żyjący czuli się bezpiecznie i mogli realizować swoje ambicje (K), a nie roztapiać się w jakiejś pseudoeuropejskiej magmie (M).
Cokolwiek weźmiemy pod rozwagę to musimy, po odrzuceniu pewnych ozdobników i sztafażu, dojść do wniosku, że te dwie koncepcje są całkowicie sprzeczne.

Jedyny problem polega na tym, że o ile Kaczyński realizuje (próbuje realizować) swoją koncepcję w sposób jawny, to jego oponent realizuje swoją koncepcję w sposób skryty żeby nie powiedzieć tajemny.

Ot i cała filozofia tego kto jest kim na naszej scenie politycznej.

Niewątpliwie ciekawym było by wysłuchać uczciwego sprawozdania od A. Michnika z jego dwóch podróży do Rosji. Tej z 1989 i tej z 2010. W obu przypadkach A. Michnik spotkał się i rozmawiał z głównymi decydentami rosyjskimi. Ciekawe o czym.

Poprzedni wpis na ten temat: http://pulldragontail.blogspot.com/2011/11/stan-gry-czesc-2-wojna-kulturowa.html

Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

05 listopada 2011

Stan gry - część 2 - wojna kulturowa

Praktycznie od początku, czyli od 1989 roku żyjemy w zakłamaniu.
Zakłamywane są fakty, znaczenie słów, symbolika, postawy obywatelskie, historia. I na to ludzie w swej masie nie są po prostu przygotowani. Bo trzeba mieć dużo samozaparcia, żeby będąc bombardowanym przez media w jakiejś sprawie wysilić się i sprawdzić w kilku źródłach o co chodzi naprawdę. Nie każdy ma ponadto na to czas i nie każdy ma możliwości.
Dochodzi do takich kuriozów, że w Wikipedii w wersji angielskiej jest o jakiejś postaci historycznej napisane zupełnie co innego niż w wersji polskiej - najczęściej wersja polska jest po prostu okrojona.

Można powiedzieć, że ta wojna kulturowa podzielona jest na 3 okresy.

Okres pierwszy - od 1989 do śmierci JP II
Okres drugi - od śmierci JP II do 10-04-2010
Okres trzeci  - od 10-04-2010 do chwili obecnej

W pierwszym okresie to się jednak towarzystwo powstrzymywało. Papież Polak to jednak było coś. żadna promocja Nergala w TV ani w żadnym innym medium nie była wtedy do pomyślenia. Również drobniejsze rzeczy nie przechodziły. Nie było takiego zalewu chłamu w TV, nie było tych "tańców z gwiazdami na rurze" i innych tego typu "atrakcji".
Gdzieś tam jakiś Biedroń z Niemcem się pałętali, ale o tym żeby ktoś z nich został posłem to nikt nawet nie śmiał pomyśleć.
Ale właśnie w tym czasie dokonano zbrodni na nauce w Polsce. Niby nic nie znaczące, niby drobne ruchy zaowocowały obecnie. Obniżono standardy nauczania na wszystkich poziomach, od podstawówki poprzez gimnazjum i liceum, a na uczelniach wyższych kończąc. Samo wprowadzenie gimnazjów było poważnym błędem, z którego obecnie jest niezwykle trudno wyjść.

Okres drugi, od śmierci JP II do 10-04-2010.
Charakteryzował się powolnym acz nasilającym się coraz większym prymityzowaniem przekazu medialnego. To wtedy pojawiły się te "tańce na rurze z gwiazdami na lodzie", a w każdym razie wtedy zjawisko to uległo nasileniu i było promowane.
Ale w porównaniu do okresu następnego, to panował jednak spokój i jakiś tam ład.

Okres trzeci, od 10-04-2010 do chwili obecnej.
Charakterystyczny element tego okresu to pierwszy dzień, czyli 10-04-2010. Ludzie zaczynają się gromadzić na ulicach, zaczynają się zbierać. I nagle TRACH. Nie zbierają się po to, żeby sobie jaja porobić z kaczora, żeby drwić z kurdupla i kartofla, ale po to żeby oddać cześć Prezydentowi i pozostałym, którzy zginęli. Był taki moment w przekazie medialnym, głównie w TV, gdy komentatorzy nie bardzo wiedzieli po co się ci ludzie zbierają. I wtedy parę zdań, które wypowiedzieli było, nazwijmy to delikatnie, nie na miejscu, niezbyt adekwatnych, lub coś w tym stylu.
To dlatego potem wypuszczono na ulicę pijanych kryminalistów żeby obrażali i atakowali modlących się pod Krzyżem na Krakowskim Przedmieściu. To dlatego padały teksty o tym, że społeczeństwo jest "nekrofilskie". Żeby zdezawuować ten impuls patriotyzmu i współczucia.

Po 20 latach pedagogiki wstydu jaką nam aplikują media z GW i TVN na czele okazało się, że wystarczy jedna iskierka i to zglajszachtowane społeczeństwo jednak podnosi głowę. I ludzie na to patrzą. Bo przecież nie wszyscy pojechali do Warszawy na Krakowskie Przedmieście. I właśnie tym co nie pojechali, tym co są z lekka labilni emocjonalnie należało wbić do głów, że modlą się pod tym Krzyżem tylko "mohery'. I to się udało. Wybory prezydenckie 2010 i parlamentarne 2011 dowodzą tego, że operacja medialna została przeprowadzona z powodzeniem.

Wojna kulturowa trwa. Z jednaj strony jest tradycja I i II RP, z drugiej tradycja KPP, KPZU, Pawki Morozowa.
Tradycja I i II RP jest mocno kulawa, ale nawet wśród ludzi pochodzących z gminu niezwykle silna. To nic, że nie ma dworów szlacheckich, które zawsze pełniły rolę opinio i kulturotwórczą. Takie fakty jak Palmiry i Katyń obniżyły liczbę ludzi, którzy byli naturalnymi przywódcami w Polsce. Dość powiedzieć, że przed II WŚ w Polsce było 80'000 osób mających wyższe studia lub maturę, a po wojnie takich ludzi było tylko 20'000. To ma swoje znaczenie.
Ale minęło trochę czasu i pojawiają się nowi ludzie, którzy wyrośli i przerośli swoje miejsce urodzenia. Pracą, talentem, zaradnością - stali się nową elitą. I wlaśnie przeciwko tym ludziom promuje się w TV Nergala, panienkę, która znana jest z tego, że lubi ściągać majtki publicznie i innych tego typu celebrytów.

Poprzedni wpis na ten temat: http://pulldragontail.blogspot.com/2011/11/stan-gry-czesc-1.html

Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

04 listopada 2011

Stan gry - część 1

Wiele się mówi na temat tego co się w Polsce dzieje. Według mnie główne diagnozy są wadliwe.
Natomiast marginalizowana przez media diagnoza, którą w jakimś tam zarysie przedstawił R. Giertych jest bliższa prawdy niż się komukolwiek wydaje. Czego dowodem jest dzisiejszy wywiad z T. Nałęczem opublikowany w Rzepie, gdzie Nałęcz nawołuje Tuska żeby ochłonął. Bo bezrozumne i bezsensowne wyżywanie się na Schetynie do niczego nie prowadzi, a są groźniejsi przeciwnicy niż Schetyna - dodaje Nałęcz.
Ale czy naprawdę nie jest to takie niemożliwe, żeby Schetyna został premierem gdyby PO i PSL otrzymały o  10 mandatów mniej. To wcale nie jest taka fantasmagoria.
Tusk dla środowiska GW+SB wcale nie jest takim wymarzonym premierem, jest osobnikiem, który wykończył politycznie Geremka i UW/UD + GW + dawni korowcy nie są w stanie tego Tuskowi zapomnieć. owszem popierają go, ale z czystego koniunkturalizmu, bo w przeciwnym przypadku, przynajmniej jak na chwilę obecną, to przyjdzie Kaczyński i wykona wielkie sprzątanie.
Natomiast Schetyna owszem, jest jak najbardziej osobą pożądaną dla GW+SB, wszak są na niego odpowiednie kwity - wystarczy sobie obejrzeć dostępny w sieci wywiad z Grzegorzem Braunem na temat "układu wrocławskiego".

A przecież Michnik nie przychodził by do pałacu prezydenckiego w kroxach gdyby nie czuł się tam jak u siebie w domu.
Czyli, że Komorowski, któremu również jest bliżej do GW+SB, mógłby desygnować na premiera Schetynę chociażby po to żeby upokorzyć Tuska za odsunięcie Geremka od władzy.

Podsumujmy.
Mamy środowisko GW+SB, które jest tożsame ze środowiskiem KOR i odsuniętych od władzy w 1968 ludzi pochodzenia żydowskiego. Na czele tego środowiska występuje A. Michnik, który jest spiritus movens tego układu.
W kontrze do nich, ale w taktycznym chwilowym sojuszu jest PO+WSI.
Na scenę wypełzł L. Miller, który dyszy rządzą mordu za upublicznienie afery "Rywin - Michnik".
Michnik ma osobistą urazę do TVN (WSI) za realizację filmu "Trzech kumpli". Wprawdzie bezpośrednio po projekcji premierowej nie wypowiedziano na łamach GW żadnego krytycznego słowa na temat tego dzieła, ale uraz pozostał i przy pierwszej nadarzającej się sposobności GW tak dokopie TVN, że ci ostatni się nie pozbierają.
Wbrew pozorom to PO w tej całej układance jest najmniejszym problemem. Gdyż jest to firma drobnych wiejskich cwaniaczków, którzy dorwali się do żłoba w sumie na zasadzie przypadku.Gdy pierwszy z tej bandy zostanie usunięty, to reszta rozpierzchnie się natychmiast nie chcąc mieć nic wspólnego z przegrywającymi. To dlatego Tusk przeczołguje obecnie Schetynę, żeby nikomu się nie śniło "królobójstwo" do spółki z siłami z zewnątrz.

No tak to mniej więcej według mojej oceny wygląda z tamtej strony.
Oczywiście dochodzą pewne elementy folklorystyczne typu ruch poparcia ćwoka z Biłgoraja, jakieś feminazistki oraz człowiek w muszce, który jest na tyle inteligentny, że powinien sobie zdawać sprawę z tego, że robiąc to co robi to oddala wbrew pozorom cel do jakiego podobno dąży.

Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

02 listopada 2011

Sprawa Ziobry, reżyseria agentury

Ziobro źle się bawi, to truizm.
Ale czy ma inne możliwości?
A co powiemy na passus, który całkiem niedawno padł z ust profesor Jadwigi Staniszkis: "Kaczyński otoczony jest miernotami" (cytat z pamięci).
To znaczy, że Staniszkis też źle się bawi. A może jednak ma rację?
A może przypomnimy sobie stwierdzenie jakie w swoim czasie, będąc jeszcze w PiS wygłosił Ludwik Dorn i to na forum międzynarodowym: "... ponieważ ilość członków gwałtownie wzrosła musieliśmy zweryfikować ludzi, którzy do nas przyszli, czyli zmniejszyć liczebność aby partia nie została przejęta. ...". Tekst ten wywołał konsternację wśród publiczności, która wysłuchiwała Dorna, konsternację tego rzędu, że zaczęto podejrzliwie patrzeć na tłumacza.

W chwili obecnej, a właściwie po 10.04.2010 ilość osób, które chciały się do PiS zapisać liczona była w dziesiątkach tysięcy. Ale ten napór został powstrzymany przez przytrzymywanie ludzi "w poczekalni". Tak, tak oczywiście zostanie Pan/Pani przyjęty (ta), ale to musi potrwać. I trwa, czasami nawet ponad półtora roku.


W związku z powyższym zachodzi pytanie, czy stan PiS-u jako partii jest wyłączną zasługą prezesa, czy też ludzi, którzy uwili sobie wokół prezesa ciepłe gniazdka i nie zamierzają z tej sytuacji rezygnować. A być może nawet świadomie działają, a właściwie zaniechują pewnych działań, aby PiS był trwałą niewybieralną opozycją.
Tak, wiem, również fakt otoczenia się takimi a nie innymi ludźmi jest elementem obciążającym Prezesa. Wszak to on osobiście dokonuje wyboru swoich aktualnych współpracowników.
Tylko, że jest to typowa kwadratura koła. Zbytnie otworzenie się na świeżą grozi wrogim przejęciem. A trwanie skostniałej struktury gwarantuje kolejną porażkę wyborczą.

W związku z powyższym czy pierwsze zdanie tego tekstu jest prawdziwe, czy naprawdę Ziobro źle się bawi. Bo ja mam co do tego poważne wątpliwości.

Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A