06 lutego 2012

Krzysztof R.

Przy okazji zaginięcia i śmierci małej Madzi w Sosnowcu dał o sobie znać ponownie niejaki Krzysztof R. Nie będę oceniał działań tego osobnika w tej sprawie, bo po prostu mam za mało danych, żeby takiej uczciwej oceny dokonać.
Przytoczę natomiast te fragmenty, które napisała komisja sejmowa do zbadania "Sprawy Olewnika".
Źródło: Rebelya

7.1. Działania Biura Detektywistycznego Krzysztofa Rutkowskiego

Poza właściwością Komisji znajdowała się działalność agencji detektywistycznych zaangażowanych przez rodzinę Olewników w poszukiwanie Krzysztofa Olewnika, niemniej jednak Komisja obowiązana jest dokonać oceny w jakim zakresie miały one wpływ na prowadzone przez policję i prokuraturę postępowania karne w sprawie uprowadzenia Krzysztofa Olewnika.
Rodzina Olewników zdecydowała się poprosić o pomoc popularną w środkach masowego przekazu agencję detektywistyczną Krzysztofa Rutkowskiego.
Po nawiązaniu kontaktu telefonicznego rodziny Olewnika z Krzysztofem Rutkowskim, na jego polecenie zastępca kierownika Biura Detektywistycznego „Rutkowski” w Warszawie Andrzej Rojewicz skierował na miejsce zdarzenia czterech pracowników Biura, którymi miał kierować Sławomir Paciorek.
Z zeznań Rojewicza złożonych w prokuraturze wynika, iż sprawy dotyczące uprowadzeń prowadzone były bezpośrednio przez właściciela firmy Krzysztofa Rutkowskiego, a rola warszawskiego biura ograniczała się jedynie do pośrednictwa w przepływie ewentualnych informacji dotyczących danej sprawy.
Pracownicy Biura Detektywistycznego „Rutkowski” na miejsce zdarzenia przybyli 27 października 2001 roku i przebywali tam około miesiąca.
Sam Krzysztof Rutkowski na miejsce zdarzenia nie przybył, a pierwszy bezpośredni kontakt z rodziną Olewników miał 1,5 roku później, gdy rodzina domagała się raportu z realizacji czynności wykonanych w sprawie porwania Krzysztofa Olewnika.
Jak wynika z zeznań złożonych przed Komisją przez Sławomira Paciorka, domniemanego kierownika grupy detektywistycznej w sprawie uprowadzenia Krzysztofa Olewnika, jego rolą było koordynowanie działań między Biurem a policją oraz porywaczami i rejestrowanie rozmów prowadzonych między porywaczami a rodziną.
Pozostali członkowie grupy detektywa Rutkowskiego zostali ulokowani w domu porwanego, oddalonym o ok. 400 metrów od domu rodziny Olewników.
Sławomir Paciorek w swoich zeznaniach stwierdził, że nie wiedział jakie zadania przejmują pozostali członkowie grupy Rutkowskiego. Jeden z członków tej grupy stwierdził, że wszystkie zadania były uzgodnione z Krzysztofem Rutkowskim.
Według zeznań członków rodziny Olewników, złożonych przed Komisją wynika, że pracownicy Agencji zdominowali działania mające na celu odnalezienie uprowadzonego Krzysztofa Olewnika. Udzielali oni instrukcji rodzinie jak ma zachowywać się w stosunku do porywaczy, jak i w stosunku do policji.
Włodzimierz Olewnik w trakcie swoich zeznań przed Komisją zeznał, że w pierwszym już dniu, jak tylko weszła ekipa Rutkowskiego, zdominowała ona ekipę policyjną, przejęła całą inicjatywę i udzielała rad rodzinie Olewników kto i jak powinien rozmawiać z porywaczami. W celu rejestracji tych rozmów zainstalowali nawet własny dyktafon cyfrowy.
Ekipa Rutkowskiego od samego początku przybycia na miejsce zdarzenia wywierała naciski na rodzinę porwanego w newralgicznych kwestiach takich jak m.in. prowadzenie negocjacji z porywaczami. Jednocześnie pracownicy firmy udzielając rodzinie wskazówek dotyczących prowadzenia negocjacji z porywaczami, sugerowali, by w jak największym stopniu izolować policję od zdobytych informacji, nagrań rozmów z porywaczami, czy też pozostałej korespondencji. Były to działania według Komisji prawie, że destrukcyjne, nie ułatwiające prowadzenia czynności przez policję, a raczej wręcz utrudniające i opóźniające bieg postępowania. Później się również okazało, że działania firmy „Rutkowski” pozbawiły śledczych istotnych dowodów śledztwa m.in. nagrań rozmów z porywaczami.
Nieco inną kwestią realizowaną przez ludzi Rutkowskiego było prowadzenie działań pozorowanych, których celem, według Komisji, było uzasadnienie swojego pobytu, a tym samym pobieranie dodatkowego wynagrodzenia od rodziny Olewników. Skutkiem tego typu działań było angażowanie policji do sprawdzania fałszywych informacji oraz weryfikacji fałszywych tropów. O tych działaniach świadczą zeznania złożone przez funkcjonariuszy policji pracujących przy sprawie.
Marek Kozanecki zeznawał, że napływały do niego informacje od policjantów, „którzy byli tam na co dzień i widzieli co ci panowie wyprawiają. Wyskakiwali, załóżmy na 10 minut, wracali, Panie Włodzimierzu jest potrzebne 10 tys. USD, mamy informację. Pan Włodzimierz, lekką ręką wypłacał te 10 tysiecy, panowie wyjeżdżali na 15 minut, pieniądze dostali, będzie jakaś informacja, trzeba to zweryfikować i na tym się kończyło.”
Ten sam funkcjonariusz w konkretnym przykładzie zobrazował sposób i technikę przekazywania informacji przez firmę Rutkowskiego: “pamiętam był jakiś wyjazd, gdzieś na stację CPN, gdzie rzekomo Krzysztof miał był widziany w towarzystwie jakichś mężczyzn (...) Pamiętam, że rozmawialiśmy z jakąś kelnerką czy barmanką, która stwierdziła: Panowie co tu robicie? Dwa dni wcześniej byli ludzie od Rutkowskiego, dwa lub trzy dni wcześniej. Oni już to sprawdzali i się nie potwierdziło...”.
Tego typu działania firmy detektywistycznej K. Rutkowskiego w żaden sposób nie ułatwiały prowadzenia czynności wykrywczych, a wręcz przeciwnie, działania te powodowały, iż organy ścigania musiały skupić się na wyjaśnieniu celowości takich działań i rozważać wersję ewentualnej współpracy pracowników firmy z porywaczami.
Dość nietypową i specyficzną formę działań wykrywczych realizowanych przez firmę detektywistyczną K. Rutkowskiego było proponowanie współpracy z rodziną Olewników osób, które według pracowników firmy mogły przyczynić się do odnalezienia porwanego Krzysztofa Olewnika.
Do ekipy biura detektywistycznego dołączył 10 listopada 2001 roku, z polecenia Andrzeja Rojewicza (zastępcy dyrektora warszawskiego biura agencji detektywistycznej) Mikołaj Borkowski z Poznania, który został przedstawiony jako tzw. pracownik kontraktowy CBŚ. Jak później się okazało, ten człowiek nigdy nie pracował w instytucjach odpowiedzialnych za ściganie przestępstw i w tamtym czasie był bezrobotnym.
Kierujący grupą detektywistyczną Sławomir Paciorek ułatwił Borkowskiemu kontakt z rodziną Olewników. W trakcie rozmów M. Borkowski oferował swoją pomoc w trakcie namierzania miejsca, skąd sprawcy porwania kontaktują się z rodziną porwanego. Ofiarował on również zbieranie informacji związanych z uprowadzeniem oraz ustalenie DNA. Umożliwiono mu także kontakt z funkcjonariuszami policji.
Przed zaangażowaniem M. Borkowskiego do działań wykrywczych w sprawie o uprowadzenie Krzysztofa Olewnika informował on detektywów, że porwany był zaangażowany w handel narkotykami, a powodem porwania było nie wywiązanie się Krzysztofa Olewnika z jednej z transakcji. Większość działań M. Borkowskiego była fikcją służącą do wyłudzenia od rodziny Olewników 10 tys. złotych oraz telefonu komórkowego.

Podobną metodykę wprowadzenia do działań wykrywczych w tej sprawie innego „specjalisty” zastosował S. Paciorek w stosunku do Andrzeja Króla. S. Paciorek polecił go zięciowi Włodzimierza Olewnika, któremu przedstawił A. Króla jako wieloletniego współpracownika firmy detektywistycznej “Rutkowski”, i który miał się przyczynić do ustalenia sprawców przestępstw, w których wykrycie miała być zaangażowana ekipa Rutkowskiego.
Z ustaleń Komisji wynika, że udział A. Króla w czynnościach dotyczących uprowadzenia Krzysztofa Olewnika polegał na wyłudzeniu od rodziny kwoty miliona złotych, a efekt jego działań był żaden. A. Król, bez najmniejszych skrupułów, wykorzystał sytuację rodziny, przekazywał fałszywe, niczym nie poparte i niepotwierdzone informacje, a za każdą z nich żądał określonej sumy pieniędzy. Przez 1,5 miesiąca realizował swój plan, a policja oraz przedstawiciele firmy detektywistycznej “Rutkowskiego”, tolerowali te działania.
W efekcie działań rodziny doprowadzono do tego, że w maju 2004 roku Prokuratura Okręgowa w Warszawie oskarżyła A.Króla o wyłudzanie pieniędzy.
O lekceważącym stosunku Krzysztofa Rutkowskiego do sprawy może świadczyć fakt, że nigdy nie był on na miejscu zdarzenia, a jego kontakty z rodziną Krzysztofa Olewnika ograniczały się do rozmów telefonicznych.
Według Komisji, Krzysztof Rutkowski ponosi moralną odpowiedzialność za fakt podstawiania rzekomych informatorów, których jedynym celem było wyłudzanie kolejnych kwot pieniędzy.
Należy zaznaczyć, że koszty działań osób zatrudnionych lub pomagających detektywowi winna ponosić firma detektywistyczna, która podpisuje umowę ze zleceniodawcą.
W wyniku ustaleń Komisji ujawniono, że omawiany wyżej brak współpracy ekipy detektywa z policją dziwnie nie koreluje z rzeczywistymi relacjami jakie miał wcześniej Krzysztof Rutkowski z mazowiecką policją.
W trakcie swoich prac Komisja uzyskała od świadka Jerzego Dziewulskiego, przesłuchanego przez Komisję w dniu 5 marca 2010 informacje, że wcześniej, przed włączeniem się Krzysztofa Rutkowskiego do sprawy porwania Krzysztofa Olewnika miał on wręcz zagwarantowaną współpracę mazowieckiej policji, na co są stosowne dokumenty wewnętrzne policji. Według świadka Jerzego Dziewulskiego takie ustalenia odbyły się podczas spotkania w siedzibie Komendy Wojewódzkiej Policji w Radomiu w dniu 6 marca 2001 roku, gdzie kierownictwo komendy wraz z detektywem Rutkowskim omówiło zasady współpracy.
Komisja wystąpiła więc do MSWiA o wskazanie pisma i przekazanie pełnej dokumentacji dotyczącej tego spotkania. Z informacji MSWiA wynika, że „oryginał pisma L.dz. 0-337/01 z dn. 7.03.2001 dotyczącego współpracy z firmami detektywistycznymi skierowany do komendy miejskiej i komend powiatowych został wybrakowany w dn. 7.03.2002 protokołem nr 51 i zniszczony w dn. 31.03. Kserokopię przekazaną Komisji odnaleziono w KPP w Wągrowcu. Nie odnaleziono innej dokumentacji z odbytego 6.03.2001 w KWP w Radomiu spotkania dot. współpracy policji z firmami detektywistycznymi”. Oto treść dokumentu, który zachował się jedynie w Komendzie Powiatowej Policji w Wągrowcu.
Z pisma wynika, że 6 marca 2001 roku w KWP w Radomiu odbyło się spotkanie z udziałem zastępcy dyrektora Departamentu Analiz i Kontroli MSWiA, Kierownictwa KWP i Detektywa Krzysztofa Rutkowskiego dotyczące współpracy policji z firmami detektywistycznymi. Celem spotkania było wypracowanie modelu współdziałania w czasie obsługi najpoważniejszych przestępstw przez Policję i współdziałanie z przedstawicielami firm detektywistycznych reprezentujących poszkodowanych poważnymi przestępstwami (uprowadzenia, wymuszenia). W czasie spotkania wyznaczono zastępcę naczelnika wydz. Kryminalnego KWP podk. Remigiusza Mindę do koordynacji działań przy realizacji w/w spraw jak również do kontaktów z firmami detektywistycznymi na terenie woj. mazowieckiego. Komendant Zdzisław Marcinkowski w piśmie tym polecił przekazywać informacje o występujących w sprawach na tym terenie firm detektywistycznych i informować koordynatora o „treści informacji przekazywanych przez firmy detektywistyczne”. Zastrzeżono przestrzeganie przepisów kpk dot. zabezpieczania dowodów. Z dokumentem zapoznano funkcjonariuszy pionu kryminalnego 27.03.2001.
Dla świadka Jerzego Dziewulskiego zeznającego przed Komisją to dowód na specjalne traktowanie Krzysztofa Rutkowskiego. Zeznał: „to pismo jakby odzwierciedla jedną rzecz – specjalny stosunek Komendy Wojewódzkiej Policji w Radomiu do jednego człowieka, który ma reprezentować całą Polskę, jeżeli chodzi o detektywów i stowarzyszenie detektywów”. Jeżeli, rzekomo, twierdził przed Komisją Dziewulski, to spotkanie i takie pismo miało służyć poprawieniu współpracy z firmami detektywistycznymi na polu walki z wymuszeniami i uprowadzeniami - to jednak nikt o nim nie wiedział w stowarzyszeniu detektywów.

7.2 Działania agencji detektywistycznej Marcina Popowskiego

Drugim detektywem, który w nieco innej formie uczestniczył w działaniach wykrywczych w sprawie uprowadzenia i zabójstwa Krzysztofa Olewnika był Marcin Popowski, który działalność detektywistyczną rozpoczął w roku 1996 mając 25 lat, i który nigdy wcześniej nie zajmował się zawodowo ściganiem sprawców przestępstw. Z zeznań złożonych przez niego przed Komisją wynika, że pośrednikiem w nawiązaniu kontaktu z Włodzimierzem Olewnikiem był poseł Jerzy Dziewulski.
M. Popowski poinformował go, że posiada informacje na temat porwania Krzysztofa Olewnika. Efektem tej rozmowy była propozycja J. Dziewulskiego, aby S. Popowski te informacje przedstawił bezpośrednio rodzinie Olewnika.
Włodzimierz Olewnik w trakcie przesłuchania przed Komisją, potwierdził fakt spotkania z detektywem M. Popowskim. Jednak w jego ocenie M. Popowski nie posiadał żadnych informacji na temat uprowadzonego Krzysztofa Olewnika.
W dalszych kontaktach z rodziną Olewnika, Popowski oferował obserwację Pazika oraz doradztwo w zakresie składania wniosków dowodowych. Obie propozycje nie zostały zaakceptowane przez rodzinę porwanego.
Dokonując analizy działań detektywa w tej sprawie nie można obojętnie przejść obok kontaktów Popowskiego z funkcjonariuszami policji.
W ramach prowadzonego śledztwa Prokuratura Okręgowa oskarżyła M. Popowskiego, jak i dwóch policjantów (jeden z KSP, drugi z CBŚ) o niezgodne z prawem wykorzystywanie danych osobowych zawartych w Krajowym Systemie Informacji Policyjnej.­

Mój komentarz.
Komisje sejmowe zostały dosyć skutecznie ośmieszone, ale zdarza się jak widać z powyższego tekstu, że takie komisje mogą wykonać sensowną pracę. I pomimo negatywnej oceny tego osobnika przez było nie było komisję sejmową taki ktoś jest promowany w mediach, a funkcjonariusze policji nie widzą nic dziwnego, że w sumie cywil pałęta się po terenie ich działalności.


Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

Brak komentarzy: