15 sierpnia 2012

Obrazki z Wiednia

Tak, wiem, to obrzydliwa trawestacja z Musorgskiego, ale nie tylko.
Byłem  w Wiedniu przez 3 dni.
Jedną z przyczyn  była chęć mojej żony obejrzenia wystaw Gustwa Klimta, które z okazji jakiejś tam rocznicy były  w tymże Wiedniu eksponowane.
Nie czuję się na siłach analizować twórczości Klimta, nie mam po temu odpowiedniej wiedzy. Dużo lepszym fachowcem w tej dziedzinie jest moja córka, która miała lekcje malarstwa i kompozycji. W związku z czym jej wypowiedź na temat twórczości rzeczonego mogłaby być zbliżona do analizy fachowca, ale na pewno nie moja.

Ja mam inne spostrzeżenia, takie ogólnoludzkie, socjologiczne.
Otóż duża część ludzi, którzy niby to garną się do tej kultury "wysokiej" - chodzą na wystawy Klimta, winna najpierw zapoznać się z podstawowymi elementami zachowań międzyludzkich, które obowiązują w życiu codziennym. Takie proste rzeczy, że najpierw przepuszczamy w drzwiach osobę wychodzącą z pomieszczenia, a dopiero potem sami wchodzimy - ta uwaga dotyczy wielu osób różnych nacji. Widziałem, i sam doświadczyłem próby wejścia do windy w hotelu w którym mieszkałem, osób które oczekiwały na przyjazd windy zanim winda zostanie zwolniona przez osoby, które zjechały na parter. Niezapomniany widok, zwłaszcza w wykonaniu tak niby kulturalnych japońców, którzy byli w tym hotelu z okazji jakichś tam seminariów muzycznych.

Co do hotelu. Miałem scysję z obsługą, która twierdziła, że w ofercie nie było pewnej pozycji, której ja się domagałem. Pod koniec pobytu okazało się, że nie muszę za tę usługę płacić. Ale jestem pewien, że gdybym nie wygłosił tekstu jak poniżej, to jak skończonego leszcza by mnie skasowano.
"Sorrry? You say sorry, becouse I have to pay extra money for something that is included in hotels offer?"
Panienka za ladą musiała zrozumieć, że wprawdzie głowy jej nie utnę tu i teraz, ale mogę obsmarować w necie i wolała poświęcić 24 Euro. Co z drugiej strony nie jest sumą istotną, przynajmniej dla mnie. Ale chodzi o zasadę, jak firma - tu hotel, umieszcza coś w ofercie, to to jest święte, finito.

Wiedeń
Sam Wiedeń jest wielkim placem budowy. Trudno się skądinąd dziwić. Rozbudowywana jest sieć metra, tramwajowa (która częściowo przebiega pod ziemią), jak i sieć kolei naziemnej (takiej Warszawskiej WKD-ki).
Należy podkreślić, że Wiedeń był we władaniu armii sowieckiej przez dosyć długi czas po II WŚ. (sądzę, że wypada stworzyć osobną notkę na ten temat).

Ale najciekawsze jest samo centrum, ichnia starówka.
Otóż ta ich "Starówka" jest rozbudowywana w górę i w dół.

W secesyjnych, generalnie, kamienicach tworzone są obszary, które mają stwarzać wizję otwartości, równości, itd., itp.
Otóż nic bardziej błędnego.
Za niby to otwartością i równością kryje się jawna, lub też pół jawna dyskryminacja.

Wyobraźmy sobie secesyjną kamienicę, która liczy 4-5 pięter (po 3,7 metra każde piętro). I do tej kamienicy doprawiamy 1-2 piętra w górę, które kończą się ogrodem, a ponadto instalujemy podziemny garaż, który spełnia wymogi właścicieli.
Wystarczy?
Według mnie,tak.
A takich kamienic w Wiedniu widać na pęczki.
Można to, według mnie scharakteryzować w inny sposób.: "Przegraliśmy wojnę - być może to prawda, ale jak wyglądamy teraz?"

Katedra w Wiedniu, w której ktoś powinien wywiesić napis: "Trzeba wypędzić przekupniów ze świątyni." - Poważnie mówię, trzeba ich wypędzić.


Jest kilka ulic w Wiedniu, które są analogiczne do warszawskich ulic typu "Chmielna", "Złota". I na tych ulicach można kupić towar rzeczywiście unikatowy, rzeczywiście ekskluzywny. Ale to jest w sumie rzadkość.

Tak, to prawda.
Kultura służy do indoktrynacji.
Nawet na najdroższych fragmentach ulic analogicznych do Nowego Światu, króluje tandeta, która ma przypominać maluczkim, że są produktem rodziny von Habsburg. I ma im wmawiać, że w związku z tym są kimś lepszym niż otaczający ich plebs.

Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

Brak komentarzy: